Roman Dmowski (9.08.1864-2.01.1939) /fot. wikipedia.org

Roman Dmowski w kontekście współczesnych sporów politycznych

Od narodu wymagał pracy nad sobą, kazał walczyć z wadami, a wzmacniać zalety. Jego program zdaje się być prosty: przyglądamy się uważnie temu wszystkiemu, co dzieje się dookoła nas, po to, by iść własną, polską drogą.

Postać Romana Dmowskiego budziła w społeczeństwie polskim kontrowersje od czasu, kiedy zaczęła powstawać jego myśl polityczna. Jest to zresztą normalne, że konkretne idee weryfikują się w ogniu polemiki politycznej oraz w praktyce działania. Tego typu prawidła wplecione są w rzeczywistość współczesnego życia politycznego, a czy to dobrze, czy źle, to inna sprawa. Do niedawna spór o Dmowskiego zamykał się w pewnej dychotomii polegającej na tym, że tytułowego myśliciela atakowali głównie zwolennicy myśli Józefa Piłsudskiego, z wzajemnością zresztą. Było to skutkiem przeniesienia w nasze czasy sporów wziętych wprost z dwudziestolecia międzywojennego. Od czasu do czasu pojawiali się patrioci, którzy tego zupełnie nie rozumieli. Ewentualnie nie chcieli, by spór ten wpływał na bieżącą polemikę polityczną. Próbowali wprowadzać narracje w rodzaju, że jeden i drugi polityk miał rację, co oczywiście nie jest poglądem słusznym, tak co do szczegółów, jak i ogólnej wizji funkcjonowania państwa i narodu. Inną natomiast sprawą jest to, która z obu postaci pozostawiła po sobie dorobek bardziej nadający się do aktualizacji w XXI w. i czy dziś można by pokusić się w tej kwestii o jakąś syntezę.

Nowe czasy, nowe spojrzenie

Ostatnimi laty, jeśli chodzi o spojrzenie na postać Romana Dmowskiego, stała się rzecz nowa. Oto stał się on postacią interesującą dla rozmaitych grup politycznych, które tym samym przyczyniły się do pewnego uwiądu wspomnianego dychotomicznego patrzenia na twórcę polskiej myśli narodowej. Trudno powiedzieć, kto był prekursorem tego spojrzenia, warto natomiast w tym kontekście przypomnieć wypowiedź Józefa Oleksego, który w 1999 r. w Sejmie, przy okazji uchwały dotyczącej 60. rocznicy śmierci Dmowskiego, w imieniu Klubu Poselskiego SLD wygłosił bardzo wyważone przemówienie dotyczące jego zasług i dosyć trafnie osadził jego poglądy w konkretnej rzeczywistości historycznej. Swoje wystąpienie zakończył słowami: „Nie zgadzając się z wieloma elementami doktryny Dmowskiego, uważamy, że jest to Polak wielki, który wniósł do polskiej myśli politycznej wiele. Nie podzielając wielu tych myśli, jesteśmy gotowi wspólnie wyciągać wnioski dla dzisiejszego określania patriotyzmu, wartości narodowej, gry o Europę i dobrego miejsca dla polskich interesów w tej Europie”. Sam fakt zainteresowania Sejmu postacią Dmowskiego prawdopodobnie też świadczy o intuicyjnym przekonaniu, że w jego doktrynie politycznej znajdują się elementy, które mogą być użyteczne również w dzisiejszych czasach.

Fanpage lidera KOD-u z kontrowersyjnym postem, w którym Mateusz Kijowski przypomina zasługi Romana Dmowskiego i zaprasza na organizowany przez siebie marsz 11 listopada 2016 r. Na plakacie wydarzenia użyto wizerunku Romana Dmowskiego na czerwonym tle.
Fanpage lidera KOD-u z kontrowersyjnym postem, w którym Mateusz Kijowski powołuje się na zasługi Romana Dmowskiego i zaprasza na organizowany przez siebie marsz 11 listopada 2016 r. Na plakacie wydarzenia użyto wizerunku Romana Dmowskiego umieszczonego na czerwonym tle.

Później jednak recepcja tej postaci uległa daleko idącej dekompozycji. Znaczna część młodej lewicy, a za nią części mediów, zaczęła dorabiać Dmowskiemu gębę faszysty, a następnie również nazisty i niewątpliwego „sojusznika Hitlera”. W tej dyskusji pozbawionej jakiejkolwiek dozy racjonalizmu konstruowano twory intelektualnie niewyobrażalne, a za pomocą skrawków cytatów i wybranych epizodów historycznych, wyobcowanych z kontekstu epoki, tworzono doktrynę endecką „na odwrót”. Tylko po to, by jeszcze łatwiej było w nią uderzać. Bardzo ciekawa byłaby w tej sytuacji odpowiedź na pytanie, skąd taka potrzeba wynikała. Z drugiej strony, przez obóz polityczny skupiony wokół postaci byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego z przyczyn politycznych nasz bohater zaczął być używany za jeden z symboli niepodległości. Niestety, próby tworzenia pewnego nieskładnego monopatriotyzmu, w którym zmieściły się w jednakowym stopniu czekoladowy orzeł, różowe okulary prezydenckiego ministra Nałęcza oraz twórcy niepodległości, w tym Roman Dmowski, były tyle śmieszne, co żałosne. Składanie kwiatów przed pomnikiem naszego bohatera, które miało być odpowiedzią na wielotysięczny Marsz Niepodległości, było aktem nieczytelnym także w obozie zwolenników Bronisława Komorowskiego. Można powiedzieć, że niektórym „system się zawieszał”. Dopełnieniem prób wpisania autora Myśli nowoczesnego Polaka w ten rodzaj swoiście multikulturalnego myślenia o Polsce okazała się akcja Mateusza Kijowskiego, który przy okazji ostatnich obchodów Święta Niepodległości chciał uczynić Dmowskiego jednym z patronów KOD-owego manifestowania. Tym razem jednak doszło do otwartego buntu w ramach zwolenników obozu. Nastąpił tu bowiem przypadek zderzenia się wyżej wymienionej postawy „nazyfikacji” postaci z epigonalną, jak się okazało, koncepcją Komorowskiego, którą Kijowski w pewien sposób próbował kontynuować.

W krzywym zwierciadle współczesnych polemik politycznych

Sprowadzenie dyskursu wokół dorobku myślowego Romana Dmowskiego i endecji jako takiej do opisanego poziomu oczywiście najbardziej szkodzi wszystkim stronom debaty. Tak jedna, jak i druga nie skupia się na analizowaniu poszczególnych koncepcji i ich ocenie pod kątem dzisiejszej rzeczywistości, lecz na atakowaniu faktów, które nie są historyczne, lecz medialno-propagandowe. Wielu młodych ludzi broni poszczególnych tez Dmowskiego nie takich, jakimi one były, lecz takich, jakimi widzą je przeciwnicy, tyle tylko, że przypisuje się im odwrotną wartość. Wynika to też poniekąd z prostej polaryzacji sceny politycznej i bardzo skrupulatnego podziału na „my” i „oni”. Skoro jednym nie ufamy, bo kłamią (co bywa prawdą), to wszystko, co mówią, odczytujemy na opak i owych „onych” atakujemy. Oczywiście, tego typu prawidłowość nie dotyczy tylko dorobku polskich „endeków”, lecz jest ona dobrym przykładem na ową niedobrą rzeczywistość. Dmowski stał się więc swoistym krzywym zwierciadłem, w którym wszyscy chcą się przejrzeć, przy czym dla jednych owo nieprawdziwe odbicie jest okropnie brzydkie, a drudzy, by być przeciwnego zdania, twierdzą, iż owszem, jest ono niczego sobie.

Nawet uderzanie w niego nieprawdziwymi argumentami świadczy o tym, że jest on symbolem żywym w pamięci historycznej; kimś, kto budzi nienawiść bądź fascynację.

Za każdym razem, kiedy przypomina się postać Dmowskiego, czy to przy okazji styczniowej rocznicy śmierci, czy sierpniowej rocznicy urodzin, kiedy to różne środowiska upamiętniają jego myśl wykładami historycznymi czy też modlą się za jego duszę najczęściej z dala od bieżącej polityki, wypada zadać sobie podstawowe pytanie: dlaczego postać Dmowskiego z upływem czasu nie odchodzi w zapomnienie? Nawet uderzanie w niego nieprawdziwymi argumentami świadczy o tym, że jest on symbolem żywym w pamięci historycznej; kimś, kto budzi nienawiść bądź fascynację. W ramach jego szkoły myślenia politycznego powstały i do dziś dnia trwają grupy inaczej patrzące na bieżącą politykę, zaś na siebie wzajemnie spoglądające nieufnie. Żadna z nich nie próbuje jednak negatywnie odnosić się do tytułowego bohatera. Jego tezy nie bywają podawane w wątpliwość. Zarówno Narodowi Radykałowie, jak i ci, którzy odwołują się raczej do dziedzictwa przedwojennego Stronnictwa Narodowego, uważają Dmowskiego za swojego założyciela. Wszystkie fragmenty jego myśli, które wydają się budzić jakieś wątpliwości, bywają raczej skrupulatnie omijane lub zręcznie interpretowane tak, by pasowały do całości obrazu. Być może wynika to trochę z braku odwagi dokonania szerszej analizy, jak również z kłopotów, jakie mogłyby wynikać z interpretacji jego dorobku w obecnej rzeczywistości. Pozornie świadczy to o pewnej klęsce myśliciela. W swych dociekaniach bardzo lubił on kwestionować niepodlegające dyskusji, jak się wszystkim wydawało, prawdy. Na politykę patrzył bez sentymentów, używając jednej miary, którą określamy jako „interes narodu”. Trudno powiedzieć, czy był bezwzględnym zwolennikiem jakiegoś konkretnego ustroju. Na tę kwestię patrzył dość darwinistycznie, uważając, poniekąd słusznie, że coś, co było dobre dawniej, nie jest pożądanym rozwiązaniem dzisiaj. Rewolucje, co prawda, pewne kwestie przyśpieszają, ale niekoniecznie doprowadzają do zmiany kierunku, który ma miejsce. Świadczą więc jedynie o tendencjach, które gdzieś tam można podpatrywać. Na pewno był Dmowski wykwitem swojej epoki, w której lewicowe, wręcz biologiczne spojrzenie na narody było odbiciem lewicowego spojrzenia na klasy, niosąc zupełnie nowe wyzwania. Na pewno zderzenie popowstaniowej Polski opartej o naród szlachecki z nowymi czasami społeczeństw masowych było wielkim wyzwaniem. Odpowiedź na pytanie, jak należy patrzeć na przyszłość narodu polskiego, nie przyszła od razu. Można powiedzieć, że publicystyka Dmowskiego na przestrzeni lat jego aktywności to jedno wielkie bicie się z myślami, co nie zmienia faktu, że to ona obok jego działalności społecznej, a dalej politycznej przyczyniała się do powstania w miarę nowoczesnego narodu. W tej dziedzinie nie był on monopolistą, całą działalnością wpisywał się w szerszy kontekst swoich współpracowników oraz przeciwników. Nie można być niesprawiedliwym, pisząc, że jego diagnozy i droga postępowania była słuszna, a przeciwników wręcz przeciwnie. Na pewno jednak w Polsce XX i XXI w. jest więcej Dmowskiego niż się niektórym wydaje.

Bez uprzedzeń

Bohater opisanych powyżej współczesnych wojenek prowadzonych niekiedy na drugorzędnych frontach nie był ani konserwatystą, jak chcieliby niektórzy, ani socjalistą. Nie był też etnonacjonalistą, uważając polskość za coś innego niż plemienne poczucie pochodzenia od jednego przodka. Od narodu wymagał pracy nad sobą, kazał walczyć z wadami, a wzmacniać zalety. Żył w epokach, w których wszystkie wymienione nurty w sposób znakomity wpływały na masy społeczne i życie polityczne. Jego odpowiedź zdaje się być prosta: przyglądamy się uważnie temu wszystkiemu, co dzieje się dookoła nas, po to, by iść własną, polską drogą, bowiem bycie Polakiem jest czymś najważniejszym, co w tym życiu nam się przytrafiło. Być może tu tkwi sedno wszystkich sum nienawistnych ataków ze strony tych, którzy chcieliby, by narody, w tym także nasz, odeszły w niebyt. Stąd również bierze się autorytet Dmowskiego u ludzi, którzy chcą pozostać Polakami i żyć polskim życiem we własnym suwerennym państwie.

Piotr Sutowicz

mk

Zobacz także w e-civitas:

Drogowskazy na krętej drodze życia

Ostatnie tygodnie związane z przygotowaniami do XV Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów, dotyczącego młodych ludzi, pokazują, ile …