Home / Wiara Wspólnota Kościół / Adwent – sposób na olśnienie

Adwent – sposób na olśnienie

Adwent to czas pobożnego oczekiwania, duchowych przygotowań do narodzin Jezusa. Również okres kontemplacji i wymagań, które powinniśmy sobie stawiać, by pełniej przeżyć Boże Narodzenie. Czy radosny? W sumie tak, bo przecież wiemy, że Jezus dla naszego zbawienia narodzi się na pewno.Radość oczekiwania zależeć będzie jednak od tego, jaką kto ma pracę nad sobą do wykonania i czy ten trud podjął. Dla siebie i z miłości do Chrystusa. Warto to zrobić, by Adwent nie był zmarnowaną szansą. Jan Paweł II przypominał: „Jeżeli nasze serca będą szczelnie przed Nim zamknięte, to choćby się nam później wydawało, że dobrze przeżyliśmy święta, niestety, będzie to tylko jeszcze jeden pusty zwyczaj”.

Nie ma lekko
Rozpoczynając Adwent, warto zwrócić uwagę na jego dwie wyraźnie osobne części. Pierwsza, która trwa do 16 grudnia, ma charakter dużo większej powagi, przeważa w niej tematyka oczekiwania na Sąd Ostateczny. Liturgia wyraźnie zmienia się od 17 grudnia, gdy teksty jednoznacznie przygotowują nas już do nadchodzących świąt Bożego Narodzenia. O eschatologicznym wymiarze Adwentu słyszy się mniej, ale bez tego aspektu trudno w pełni zrozumieć istotę tego okresu. A przecież tylko uwzględniwszy trzy wymiary Adwentu, można odnaleźć sens wprowadzenia na tyle głębokich zmian w swoim życiu, aby adwentowe odrodzenie pozostało w nas na dłużej, może na zawsze.
Przeważnie akcentuje się radosne oczekiwanie. Skąd zatem fioletowy kolor szat liturgicznych, podobnie jak w Wielkim Poście? Przecież to w Kościele kolor pokutny – pytają wierni. – Jeśli radosne oczekiwanie, to dlaczego „zabaw hucznych nie urządzać”, jak poucza Kościół? A ks. Franciszek Longchamp de Berier mówi, że jeśli „imprezować” na wcześniejszych, pracowniczych opłatkach, „to z umiarem przygotowań, a nie samego święta”. Ano z tego względu, że Adwent ma zarówno poważny, jak i radosny charakter.
Z rozmów z proboszczami wynika, że ślubów w Adwencie jest bardzo mało i to bez hucznych wesel. Wynikają raczej z chęci nadrobienia zaległości, uporządkowania bałaganu w życiu osobistym, żeby w wigilijny wieczór przełamać się opłatkiem z czystą kartą życia. Za to run na śluby kościoły przeżywają w Boże Narodzenie.

Trzy wymiary
Po co nam Adwent? – Przez Adwent przygotowujemy się do Bożego Narodzenia i przypominamy sobie aż o potrójnym przyjściu Pana Jezusa – zauważa ks. de Berier. – Mówimy o radosnym czasie oczekiwania na Przyjście Pana, ale najpierw wspominamy oczekiwanie na pierwsze historyczne przyjście Jezusa. Liturgia Adwentu pozwala nam uczestniczyć nawet w oczekiwaniu na Mesjasza, bo uobecnia dla każdego z nas wydarzenia sprzed 2000 lat – dodaje. Adwent ma zatem również wymiar historyczny.
Biskup Antoni Długosz podkreśla, że z kolei wymiar eschatologiczny wiąże się z tym, że w Adwencie przewija się motyw ostatecznego przyjścia Chrystusa na końcu czasu, kiedy pojawi się On jako Sędzia, który za nasze uczynki wystawi nam rachunek. Dlatego w Adwencie przypomina się, że Jezus powiedział swoim uczniom: czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie (Mk 13,33).
– Rozważamy moment, gdy na końcu czasów na firmamencie nieba przestaną już świecić słońce, księżyc i gwiazdy, wtedy zabłyśnie prawdziwe Słońce-Chrystus. Objawi swoją moc i chwałę. Ten obraz zapewnia nas, że na końcu zawsze zwycięży Pan – wyjaśnia ks. prof. Józef Naumowicz z UKSW.
Tak ważne jest więc w Adwencie wyciszenie, przemyślenie powtarzanych w Credo słów, że „przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych”, znalezienie chwili na zatrzymanie w biegu codziennych spraw, może przez udział w rekolekcjach, adwentowych nabożeństwach, niezwykle pięknych, głębokich, mających silną moc oddziaływania. Chodzi przecież o oczyszczenie sfery duchowej, „prostowanie ścieżek”, czy jak mówią Ojcowie Kościoła – „opróżnienie siebie, by móc zostać napełnionym Bożą obecnością”, która niebawem nastąpi. Ten czas jest nam dany, by nas zmotywować do gorliwości i pracy nad sobą, żeby lepiej realizować swoje powołanie na wszelkich jego płaszczyznach – w domu, w szkole, w pracy.

Pan jest blisko!
Jeśli naprawdę jesteśmy gotowi na powtórne przyjście Pana oraz na nadchodzące święta – w obu wypadkach chodzi przede wszystkim o stan łaski uświęcającej – nic nie stoi na przeszkodzie, by był to dla człowieka o czystym sercu okres głębokiej radości wewnętrznej. Dla tego jednak, kto jeszcze moralnie niedomaga, powinien być to okres wymagający, może będący wyrzutem sumienia – a na pewno mobilizujący. Ks. Janusz Pasierb kiedyś przypominał, że liturgia adwentowa wzywa nas do czuwania, abyśmy nie zmarnowali naszego życia. Adwent daje nam szczególną okazję i trzeba go traktować jako dar. I nie chodzi tu o świąteczne dekoracje, prezenty i wypieki, lecz o przygotowanie duchowe.
Wymiary Adwentu akcentujące jego aspekt historyczny i eschatologiczny charakteryzują dwie pierwsze z czterech adwentowych niedziel. Trzecia niedziela w słowie Bożym i modlitwach wzywa już do chrześcijańskiej radości: „Gaudete! Radujcie się, Pan jest blisko”. Także szaty liturgiczne kapłanów zmieniają barwę z fioletowej na pogodną – różową. Zatem od 17 grudnia aż do Wigilii, która – nie wszyscy wiedzą – jest ostatnim dniem Adwentu, możemy mówić już o prawdziwie radosnym oczekiwaniu. Jednak – nie ma co ukrywać – żeby dojść do czystej radości, trzeba wcześniej siebie „wysprzątać”. – Jest i trzeci wymiar: przejście Jezusa pośród nas dziś. Adwent ma wyostrzyć naszą wrażliwość na Jezusa przychodzącego teraz. Przez słowo Boże, przez wydarzenia i przez obecność drugiego człowieka – mówi ks.  de Berier.

Przeżyć olśnienie
Ostatnia niedziela Adwentu, „naszej drogi do Boga”, jest szczytem oczekiwania, powinna być także ukoronowaniem podjętych przez nas działań. Jeśli cały Adwent był drogą i wędrówką – czwarta niedziela będzie celem, który został przemyślany, wyznaczony i osiągnięty.
Pytanie: „Czy zbudujesz mi dom na mieszkanie?”, kieruje Pan do proroka Natana, ale nie tylko do niego. Adresatami jesteśmy i my, współcześnie żyjący. Koniec drogi do Boga zakończony budową jest wyrazem aktywnego oczekiwania na przyjście Jezusa.
Początki praktykowania Adwentu sięgają IV w., a więc czasów, kiedy zaczęto obchodzić Boże Narodzenie. Wówczas był prawdopodobnie krótszy. Obecny, czterotygodniowy, obchodzimy od VI w. Początkowo Adwent miał raczej charakter pokutny. Wygląda na to, że powstał przez analogię do Wielkiego Postu. Jak przez 40 dni przygotowujemy się do Wielkanocy – na wzór Jezusa, który pościł 40 dni na pustyni – tak Adwent daje nam szansę duchowego przygotowania się do Bożego Narodzenia.
W czasie Adwentu odprawiane są Roraty. Ich tradycja sięga w Polsce początku XIII w. Są to Msze św. wotywne ku czci Najświętszej Maryi Panny, odprawiane wcześnie rano. Dla dzieci i młodzieży szkolnej od wielu już lat przenosi się je na czas popołudniowy. – To często nie rodzice prowadzą dzieci na Roraty, lecz dzieci „ciągną” rodziców – mówi pallotyn, ks. Ryszard Halwa. Podczas Mszy roratniej przy ołtarzu znajduje się dodatkowa świeca, ozdobiona białą lub błękitną wstążką, tzw. roratka, symbolizująca obecność Maryi. Roraty cechuje szczególna dramaturgia: rozpoczynają się przy zgaszonych światłach wejściem dzieci procesją z lampionami i pieśnią na wejście (introit) Rorate coeli desuper – Spuśćcie nam rosę, niebiosa. Światła w świątyni zapalają się dopiero podczas śpiewu uroczystego hymnu Chwała na wysokości Bogu. Nastrój ciemności przygotowuje na narodzenie w swoim sercu Boga – Jezusa, który jest światłością świata. Wiele osób wspomina swoje dziecięce wędrówki na Roraty o świcie, kiedy panowały srogie zimy, śnieg skrzypiał pod butami, było ciemno, paliły się tylko świece w lampionach.
Dla dominikanina, o. Mirosława Pilśniaka, przejmujące jest m.in. przejście z ciemności w jasność. Jest jak olśnienie. – W ten sposób człowiek zaczyna intuicyjne rozumieć, że tu, na ziemi, nie będziemy mieli takiego zupełnego, wymarzonego spokoju i bezpieczeństwa, że pełnię osiągniemy dopiero w Królestwie Ojca. To jest wtedy tak oczywiste! – zapewnia zakonnik.
Gdy supermarkety przez cały grudzień nachalnie atakują nas świątecznym wystrojem i sączącym się z głośników White Christmas, a telewizyjne reklamy od listopada oferują Boże Narodzenie „od ręki”, bo „jesteśmy tego warci”, nie dajmy się zwariować. Choć handlowcy znają już sposoby na przekaz podprogowy, nie pozwólmy się jako chrześcijanie zredukować do roli konsumentów. Nie dajmy sobie ukraść Adwentu.

Alicja Dołowska

pgw