Home / Opinie | Felietony / Belgia, a może już ,,Belgistan’’?

Belgia, a może już ,,Belgistan’’?

Kwestia imigracji muzułmanów do Europy od dawna była żywo dyskutowana. Ciekawym przykładem do jej omówienia jest Belgia jako jeden z najliczniejszych ośrodków wyznawców islamu na Zachodzie. To z tego kraju rekrutuje się proporcjonalnie najwięcej Europejczyków chętnych do walki w szeregach ISIS a jego nazwę potocznie zmienia się na ,,Belgistan’’, czyli dawna Belgia, w której zapanowało prawo szariatu.

Muzułmanie w Belgii

Przez kilkanaście ostatnich lat politycy belgijscy realizują długoterminowy projekt wielokulturowości, promujący niedyskryminację, równość i poszanowanie wszystkich kultur, wzmocniony prawem, które ma „humanizować” procedury nowo przybywających imigrantów i ideologią ateistyczną, która ma zastąpić religię. Wobec tych postulatów, konieczne jest przyznanie praw społeczności muzułmańskiej, stanowiącej coraz większą część ogółu społeczeństwa. 

Aktualnie w Belgii mieszka, według różnych szacunków, od  800 000 do 1 000 000 wyznawców islamu. Największą grupę stanowią Marokańczycy, zaraz potem Turkowie. Wspólnota prowadzi ok. 50 meczetów, kilka szkół, jedną organizację pomocy humanitarnej oraz cztery ośrodki kulturalne. Nie ma się co dziwić – w końcu kilka lat temu sami politycy belgijscy, np. burmistrz Antwerpii Philip Heylen zachęcali, aby zamknięte i zaniedbane kościoły zamieniano na meczety. Powszechnie mówi się też o systemie stosowanym przez polityków lewicy, tzw. „głosy w zamian za ustępstwa”, czyli wy na nas głosujecie, my godzimy się na kolejny meczet czy centrum kulturowe.

Według oficjalnych danych statystycznych, w Brukseli muzułmanie stanowią blisko 30 % mieszkańców miasta, choć są też dzielnice, gdzie procent ten jest bliski 50. Demografia im sprzyja: podczas gdy na Belgijkę przypada średnio 1,67 dziecka, to na muzułmankę 4,9, co łatwo da się zaobserwować na ulicy. Poza tym, powszechna jest praktyka kiedy jedna osoba osiedla się, a potem sprowadza nie tylko najbliższą rodzinę, ale też kuzynów. Wyznawcy islamu mieszkają zazwyczaj w dużych miastach: Brukseli, Antwerpii, Charleoi, zajmując całe dzielnice, jak osławiona brukselska Molenbeek czy Schaerbeek, gdzie można poczuć się, jakbyśmy byli poza Europą: sklepy i kawiarnie z napisami po turecku i arabsku, kobiety w burkach, mężczyźni w tradycyjnych długich szatach, nie brak wahabitów. Policja belgijska nie jest w stanie przeprowadzić tam skutecznych interwencji, bojąc się o własne życie.

Problematyczna integracja

Czy przez 70 lat muzułmanie w Belgii się zintegrowali? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, bowiem na pierwszy rzut oka tak, ale… w rzeczywistości nie. Wielu z nich pracuje, mówi po francusku czy niderlandzku, prowadzi normalne życie, ale to powierzchowny obraz. Jak wskazuje dr Elżbieta Kuźma, naukowiec z Uniwersytetu Wolnego Brukseli: ,,wśród tutejszych muzułmanów panuje bezrobocie na poziomie 37 %. Większość kobiet, około 80 %, nie pracuje. Ponad 70 % muzułmanów aktywnych zawodowo to pracownicy niewykwalifikowani, czyli w ich przypadku trudno mówić o awansie społecznym kolejnych pokoleń, jaki ma miejsce w przypadku imigrantów włoskich, polskich czy azjatyckich’’.

Zaczyna się już w szkole – dzieci muzułmańskie nie chcą podawać ręki swoim kolegom i nie przychodzą do placówki w piątek z powodów religijnych, są agresywne. Ponad 20 % uczniów szkoły średniej co najmniej dwukrotnie nie przeszło do następnej klasy. Na studia trafia 30 % Marokańczyków i tylko niewiele ponad 10% Turków. Mimo wielu starań, aby uczynić Belgię bardziej przyjazną islamowi, wielu muzułmanów twierdzi, że nadal czują się wyobcowani ze społeczeństwa i nigdy się z nim nie zintegrują. Mają obywatelstwo belgijskie, ale uważają się za obcokrajowców.

Oczywiście proces integracji jest długi i pracochłonny, a każdy ma prawo pielęgnować swoją tożsamość narodową, ale muzułmanie w Belgii się nie integrują, a radykalizują. Wbrew popularnej ostatnio tezie propagowanej przez Mustaphe Benchenane – francuskiego politologa o korzeniach algierskich, jakoby świat zachodni „przeceniał hegemoniczny potencjał islamu, ponieważ jego wyznawcy nie są w stanie wyznaczyć, a następnie zrealizować tak strategicznego celu jak podbój Europy’’, należy podkreślić, że muzułmanie są dobrze zorganizowani. Po pierwsze, artykułują swoje prawa pod szyldem partii ,,Islam’’. Lider ugrupowania Redouane Ahrouch wprost informuje, że celem jest ,,uczynienie z Belgii państwa islamskiego, opartego na prawie szariatu’’ oraz, że ,,za 12 lat muzułmanie będą stanowili większość w Belgii i będą głosowali na jego partię’’. Po drugie, łączą swoje działania z terroryzmem. Już śledztwo po zamachu w Madrycie w 2004 roku wskazywało na uczestnictwo w nich mieszkańców Belgii. Obecnie 200 obywateli tego kraju walczy w szeregach Państwa Islamskiego, co daje najwyższy wynik w Europie (proporcjonalnie).

Radykalizm ideowy i polityczny, terroryzm – to wydaje się nam takie odległe, nie do końca zrozumiałe. Też tak kiedyś myślałam, nawet mieszkając w Belgii, bo przecież sama byłam imigrantką, miałam wielu muzułmańskich znajomych – do czasu, a dokładniej do 23 marca 2017 r. Tego dnia udaremniono w Antwerpii zamach terrorystyczny. Tunezyjczyk na ulicy handlowej De Meir w centrum miasta próbował wjechać rozpędzonym samochodem w tłum ludzi. Został zatrzymany przez policjantów. Byłam dokładnie w miejscu zdarzenia 10 min. wcześniej, co więcej – spacerowałam po tej ulicy niemal codziennie. Nieświadoma całej sytuacji, jak zwykle w czwartek rano poszłam na zajęcia uniwersyteckie, gdzie dowiedziałam się, że mogłam stać się ofiarą zamachu. Kilka tygodni później moja koleżanka podróżując z Brukseli do Polski natrafiła na ogromne utrudnienia ze względu na pozorowane eksplozje na lotnisku Zaventem, które z resztą powtarzają się cyklicznie.

Wymienione ataki w Antwerpii i Brukseli udało się zatrzymać, a co z tymi, które dochodzą do skutku albo z tymi, o których nieudanych próbach nigdy się nie dowiemy, bo władze nie chcą dopuścić do powszechnej paniki? Chciałabym wszystkim przypomnieć, że jest to realne zagrożenie dla każdego z nas – ja już zawsze będę pamiętać telefony moich bliskich z pytaniami czy jestem cała i zdrowa. Oczywiście, prób terrorystycznych nie można łączyć z działaniami wszystkich muzułmanów, ale Belgia jest przykładem państwa, które wychowało ,,swoich oprawców’’.

Co na to Belgowie?

Belgowie opowiadali mi, że generalnie rzecz ujmując, przez dziesięciolecia społeczeństwo było przychylne muzułmańskim imigrantom, albo inaczej – tolerowało przybyszów ze względu na ich trudną sytuację bytową oraz wkład pracy w gospodarkę. Być może chcieli w ten sposób zadośćuczynić za zbrodnie swojego ,,demonicznego króla’’ – Leopolda II, który był odpowiedzialny za niewyobrażalny wyzysk i terror w Wolnym Państwie Kongo. Inna sprawa, że pierwsza generacja muzułmanów była inna od obecnej: przybysze chcieli pracować, nie mieli nadmiernie wysokich aspiracji, byli życzliwi i starali się dostosować do swojego nowego państwa. Starano się pomóc w ich integracji, w myśl zasady, że wszyscy mają prawo żyć w wolnej, otwartej i pluralistycznej strukturze, zgodnie z przepisami prawa i neutralnością religijną. Nadal wielu Belgów toleruje nowoprzybyłych, a przynajmniej takie jest ich oficjalne stanowisko, ale… w rzeczywistości są zmęczeni i sfrustrowani sytuacją w kraju. Wielokrotnie słyszałam jak mówili: ,,urodziłem się tutaj, a teraz już nie czuję się bezpiecznie’’. Zdecydowali się ,,uciec’’ na przedmieścia i wsie, daleko poza granice swoich dawnych domostw. Prawda jest taka, że duże aglomeracje jak Antwerpia, w której mieszkałam, należą dziś do imigrantów.

 Zauważyłam, że niechęć wobec muzułmanów jest szczególnie silna wśród młodych Belgów. Wielu z nich nadal kryje się z tymi poglądami, unikając konfrontacji się z ogólno przyjętą poprawnością polityczną, ale coraz częściej pytają mnie, jak to jest żyć w kraju jednolitym etnicznie. Ja sama nie oceniam ludzi przez pryzmat pochodzenia, religii, orientacji seksualnej i tak samo otwarcie i neutralnie podchodziłam do wszystkich spotkanych obcokrajowców, ale muszę przyznać, że z muzułmanami żyje się i współpracuje szczególnie ciężko. Często miałam wrażenie, że ich kultura, tradycja, etyka pracy i ogólna organizacja społeczeństwa jest wręcz nie do pogodzenia z europejskimi wzorcami. O ile koegzystencja różnych grup etnicznych, religijnych, językowych może być korzystna dla ich rozwoju, to problem pojawia się, jeżeli jedna z nich próbuje narzucać swoje zasady innym, a muzułmanie tak właśnie działają w Belgii – bazując na demokracji i liberalnych wartościach, w rzeczywistości zagrażają im.

Kryzys projektu społeczeństwa wielokulturowego

Wielu Belgów z politykami na czele nadal wierzy w projekt wielokulturowości, nie chcąc narazić się na zarzut dyskryminacji religijnej. Powolna islamizacja kraju nie niepokoi ich, biernie jej się poddają lub nawet wspierają. Jednocześnie dla coraz większej grupy osób, w tym dla zewnętrznych obserwatorów jakim byłam też ja, kryzys idei społeczeństwa wielokulturowego i integracji bardzo różnych grup jest oczywisty. Jego efektem jest powstawanie monokulturowych gett, z wyraźnym podziałem: my i oni. Na przykładzie wymienionych faktów i własnych doświadczeń stwierdzam jednoznacznie, że wspólnota muzułmańska w większości nie chce się integrować, wręcz przeciwnie – chce tworzyć własne państwo w Europie.

Ale właściwie… dlaczego wyznawcy islamu chcą zmieniać Europę, przecież udali się do niej celem lepszego życia? Otóż tu dochodzimy do  największego paradoksu w całej sytuacji – generalnie rzecz ujmując, muzułmanie widzą Stary Kontynent jako źródło dobrobytu materialnego, ale absolutnie nie jako źródło wartości, tradycji, wzorców moralnych. Wielokrotnie słyszałam ich wypowiedzi świadczące o Europie jako miejscu zdegenerowanym, nie zasługującym na nic dobrego. ,,Jak mam szanować Belgów, skoro swoich rodziców na starość oddają do domów starców albo uśmiercają, aborcja jest u nich normalna, kościoły są puste, za to burdele pełne? Za co mam ich szanować?” – pytają. Dlatego im szybciej Europejczycy zrozumieją, że różnorodność kulturowa i religijna tak naprawdę nie ma racji bytu i w dłuższej perspektywie przynosi negatywne konsekwencje dla obu stron, tym lepiej. Tylko, że islamizacja naszego kontynentu to już proces nieodwracalny…

Marta Witczak-Żydowo

/md