Home / Opinie | Felietony / Bezwarunkowy dochód podstawowy a Katolicka Nauka Społeczna

Bezwarunkowy dochód podstawowy a Katolicka Nauka Społeczna

Czy potrafimy trafnie wskazać, co jest kluczem dla budowania podwaliny pod system katolicki? Najpierw, aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, spróbujmy opisać rzeczywistość. Żyjemy w systemie zglobalizowanego neoliberalizmu, którego główną cechą jest kumulacja bogactwa w rękach nielicznych korporacji.

Obok tego równolegle funkcjonują państwa, które na arenie międzynarodowej usiłują uzyskać jak największy wpływ z ogólnego dobrobytu ludzkości. Raport „World Inequality Report 2018” koordynowany przez znanego ekonomistę Thomasa Piketty’ego zwraca uwagę, że w 1980 roku 1 procent najbogatszych w obu regionach miał blisko 10-procentowy udział w ogólnych dochodach, w 2016 roku udział ten wzrósł do 12 procent w Europie Zachodniej i aż do 20 procent Kumulacja kapitału w korporacjach trwa i trwać będzie, bo producenci i usługodawcy detaliczni nie są w stanie sprostać konkurencji o zasięgu masowym ze specjalistycznymi centrami badawczymi, działami piarowymi i HR (od zasobów ludzkich). Państwa realizują swoją misję poprzez redystrybucję dóbr. Czy jest inna droga niż ogromne transfery socjalne, czy systemowe podwyższanie płacy minimalnej? Wydaje się, że politycy takiego rozwiązania nie znają. Możliwa jest też izolacja gospodarcza od globalnego rynku na wzór Korei Północnej co nie jest możliwe, bo oznaczałoby polityczną izolację na arenie międzynarodowej oraz sprzeciw samych globalistów, którzy wszędzie mają swoje interesy.

Zostańmy przy rozważaniach przyziemnych, ustalmy, że tylko redystrybucją dóbr można osiągnąć relatywny egalitaryzm. Jedyną instytucją, która w możliwy sposób może realizować taki cel jest oczywiście państwo. W systemie neoliberalnym obok konkurujących ze sobą podmiotów gospodarczych rywalizują ze sobą państwa o dominację absolutną (Chiny, czy USA na świecie), regionalną (Niemcy w Europie, czy Rosja w Eurazji, Polska w Środkowej Europie, itp.) oraz kraje zależne od mocarstw, broniące doraźnych interesów. Istnieje również rywalizacja pomiędzy podmiotami gospodarczymi a państwami, nazywane jest to lobbingiem. Wielkie korporacje wchodzą w konflikt z dobrem wspólnym zwykle po to, żeby sprzedać swój produkt i zmonopolizować rynek, ale też i po to, żeby narzucić porządek
ideologiczny.

Kluczowe jest więc, żeby określić jakie środki posiada w takim porządku państwo. Przede wszystkim jako podmiot stworzony, by bronić interesu podległego terenu, ma za zadanie uzyskać jak największą korzyść dla dobra wspólnego. Taka sytuacja poszerza nieco zakres działania zasady pomocniczości o której pisał w swej encyklice Leon XIII i którą można streścić w bon mocie tyle władzy, na ile to konieczne, tyle wolności, na ile to możliwe oraz tyle państwa, na ile to konieczne.

Rozwiązanie (nie)idealne

Największą wadą redystrybucji dóbr jest to, że nie powoduje żadnej zmiany poprawiającej powszechność własności prywatnej, przy czym system neoliberalny nie znosi słabych podmiotów gospodarczych. Brytyjski ekonomista, Guy Standing w swojej książce Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa. określił słabych, będących w pozycji ciągłej niepewności ze względu na zatrudnienie, tytułowym prekariatem. Już Karol Marks setki lat temu zauważył, że kapitał będzie gromadzony w coraz mniejszej liczbie rąk. Dramatyzm tego zjawiska polega na tym, że tak jak pisze Standing, poza nielicznymi personami posiadającymi skumulowany kapitał, reszta żyje w ciągłej niepewności o stabilną pozycję nie mając żadnego realnego wpływu na system ekonomiczny. Nawet dobrze zarabiający dyrektorzy regionalni zagrożeni są możliwością przetasowań kadrowych, a tym bardziej grozi to najniższym klasom pracującym i niższej rangi menadżerom.

W takim porządku państwa usiłują znaleźć rozwiązanie, które będzie ratowało dramatyczną sytuację najuboższych i klasy średniej. Robią to dziś za pomocą rozbudowanej biurokracji, kilku tysięcy kosztownych instytucji. Pytanie, które można sobie postawić brzmi: czy można robić to w sposób bardziej wydajny? Jednym z pomysłów, które w prosty sposób redystrybuują dobra, jest bezwarunkowy dochód podstawowy. Polega on na zapewnieniu każdemu od urodzenia do śmierci, bez względu na status materialny i społeczny a jednocześnie likwidując całą listę pośrednich zapomóg i instytucji państwowych (jak NFZ czy ZUS) pensję w ustalonej kwocie. Takie rozwiązanie powoduje spadek poziomu nierówności dochodowych, daje prekariatowi czas na przebranżowienie, wzrost bezpieczeństwa socjalnego i stabilność psychiczną. Polepsza pozycję pracownika na rynku pracy i przez to znosi z niego obowiązek zatrudnienia się w pracy urągającej jego godności ze względu na płacę lub mobbing. Ponadto zmniejsza wspomnianą już biurokrację w przeciwieństwie do rozbudowanej struktury instytucjonalnej. Zwolennikami takiego rozwiązania byli wolnorynkowcy, w tym m.in. Milton Friedman, czy Friedrich Hayek. Twierdzili, że ludzie muszą mieć do dyspozycji przynajmniej minimum finansowe i mieć wolność co do wydatków, aby móc na rynku „głosować” pieniądzem, dlatego BDP gwarantuje bardziej sprawiedliwy start dla wszystkich, a w konsekwencji umożliwia pełne działanie wolnego rynku. Sama redystrybucja dóbr jest pomysłem dobrym z punktu widzenia państwa, bo powoduje lepszą płynność finansową
napędzając konsumpcję. Pomysł niesie też za sobą pozytywne skutki uboczne, na przykład zachęca w większym stopniu do pracy, która w gospodarce rynkowej nie jest płatna – wolontariat i prace charytatywne.

Jak wszędzie, tak i w tym przypadku istnieją także zagrożenia wynikające z wdrożenia tego projektu w życie całych narodów. Najbardziej podstawowym zagrożeniem, jednocześnie uniemożliwiającym wdrożenie BDP w większości krajów są wysokie koszty i negatywny wpływ na rynek pracy, szczególnie najgorzej płatne prace najrzadziej będą podejmowane. Możliwy jest ponadto spadek wydajności pracy, a imigracja, jeśli systemowo nie będzie hamowana, to niemal na pewno wzrośnie.

Próba wdrożenia BDP

Bezwarunkowy Dochód Podstawowy to rozwiązanie rewolucyjne, ale próby jego wdrożenia w przeszłości pojawiały się kilkukrotnie. Prawie udało się go zrealizować w Stanach Zjednoczonych w roku 1969 za rządów prezydenta Richarda Nixona. Planował on, by każda czteroosobowa rodzina otrzymała przynajmniej 1,600 $ rocznie (przy uwzględnieniu inflacji byłoby to „na dzisiejsze” około 10000$). W Szwajcarii zebrane zostało ponad 100 tysięcy podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie wprowadzenia bezwarunkowego dochodu podstawowego. W referendum Szwajcarzy jednak odrzucili wprowadzenie BDP stosunkiem głosów 77% do 23%.

Przeprowadzono ponadto programy pilotażowe w Finlandii i kanadyjskim Ontario. W Finlandii kwotę 560€ wypłacano 2000 bezrobotnym nawet po znalezieniu przez nich pracy. Mimo sprzeciwu rządowej agencji do spraw socjalnych, rząd ogłosił, że nie będzie
kontynuował finansowania programu i tym samym zakończy się on w 2019 roku zgodnie z pierwotnym planem. Skutki i wnioski nie są jeszcze znane. W Kanadzie projekt ten został przerwany wraz ze zmianą rządzących.

Eksperymenty będą kontynuowane a sam pomysł cieszy się coraz większą popularnością. Do zwolenników BDP należą m.in. Mark Zuckerberg (właściciel facebooka) oraz Elon Musk (ekscentryczny przedsiębiorca, właściciel PayPala, Tesli i SpaceX). Jednak eksperymenty mają do siebie to, że są rozwiązaniem doraźnym, tymczasowym i realizowanym na niewielkiej populacji. Jak taki projekt może wpłynąć na całe narody? Trudno to określić i choć projekt ma wielu zwolenników to wszyscy czekają na pierwszego odważnego, który wdroży projekt całościowo.

Czy co do projektu może mieć zastrzeżenia katolik? Nie widzę takowych, choć trzeba znać skutki, żeby wiedzieć czy rzeczywiście nie niesie
on za sobą jakichś niepożądanych problemów. W końcu sam dobrobyt jest uznawany przez niektórych za demoralizujący i także tak abstrakcyjne w tym temacie zagadnienia mogą mieć decydujący wpływ na jego ocenę z punktu widzenia katolickiej moralności.

Łukasz Burzyński

/md