piątek , 24 Listopad 2017
Fot. Renata Czaja

Bliscy dalecy, zwyczajni

W łódzkim oddziale Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” w bieżącym roku przez poznawanie postaci różnych świętych próbowaliśmy odpowiedzieć sobie na pytanie: jacy oni naprawdę są? Dlaczego i dla kogo mogą stać się drogowskazem w drodze do Nieba? Czy mogą być w swej zwyczajności tak bardzo niezwyczajni, czy są nam bardzo dalecy, a może stali się już bliscy? Bogactwo spotkań pozwoliło odnaleźć odpowiedzi na postawione pytania i  postawić kolejne, na które odpowiedzi będziemy szukać.

Rozpoczynając nasze dyskusje o świętych, najpierw musimy się zaopatrzyć w podstawową wiedzę na temat rozumienia pojęcia świętości. W Katechizmie Kościoła Katolickiego możemy przeczytać: „Wszyscy chrześcijanie jakiegokolwiek stanu i zawodu powołani są do pełni życia chrześcijańskiego i do doskonałości miłości” (Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 40). Wszyscy są powołani do świętości: »Bądźcie… doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski« (Mt 5,48)”. Nie jest to pewnie dla nas niczym nowym, że wszyscy jesteśmy powołani do świętości na wzór naszego Ojca w niebie. Na pierwszy rzut oka zadanie wydaje się niemożliwe, jeśli jednak spojrzymy na siebie jak na Arcydzieło Stworzenia, uprzytomnimy sobie fakt, że zostaliśmy stworzeni na obraz Boga, że Jezus umarł za nas, abyśmy mogli wejść do nieba, czyli osiągnąć pełnię świętości, i uwierzymy w działanie Ducha Świętego w prowadzeniu nas na drodze do osiągnięcia owego celu… Zaczynamy wtedy wierzyć, że realizacja owego powołania jest możliwa. Wiemy, że dysponujemy wieloma pomocami, wspierającymi nas w osiągnięciu celu. Możemy je nazwać pewnego rodzaju drogowskazami, nie będzie to niczym zaskakującym, jeśli wymienię tutaj Pismo Święte, Eucharystię, sakramenty święte, modlitwę, dobre uczynki itd.


Moim zdaniem można jednak zaobserwować lekkie wahanie, rodzące w nas wątpliwość: czy aby na pewno ja też mogę zostać świętym? A jeśli tak, jak to zrobić? Stojąc przed takim dylematem, konieczne jest przyjrzenie się tym, którzy już są święci. Być może kojarzą nam się oni czasem jako osoby nierealne, tak odległe, tak idealne na obrazach umieszczonych w naszych świątyniach, nieskazitelnie przedstawione na kartach książek.
Ksiądz Twardowski pisze o świętych tak:


„Święci – to także ludzie a nie żadne gąsienice dziwaczki
nie rosną krzywo jak ogórki
nie rodzą się ani za późno ani za wcześnie
święci bo nie udają świętych
na przystankach marznąc przestępują z nogi na nogę
śpią czasem na jedno oko (…)”.
Dzieci z zespołu Arka Noego śpiewają, że „taki mały, taki duży, może świętym być…”.


Zainspirowani różnymi obrazami świętości poznawanymi przez lata, budowanymi w naszych sercach, postanowiliśmy poszukać tej bliskości i zwyczajności świętych w świadectwach życia tych, dla których stali się oni wzorem do naśladowania, przyjaciółmi, codziennymi towarzyszami drogi do osobistej świętości. Od listopada 2016 r. odbyliśmy w łódzkim oddziale cykl comiesięcznych spotkań, z których każde było poświęcone jednej osobie świętej, mogliśmy wysłuchać z ust Małgorzaty Hutek, wokalistki, kompozytorki, zwierzeń na temat ideału św. Antoniego z Padwy; o pracy wśród najuboższych zainspirowanej osobą św. Brata Alberta opowiadała s. Teresa ze Zgromadzenia Sióstr Albertynek. Zaprosiliśmy również salezjanina ks. Macieja Drewniaka, który z pasją zaszczepioną w sercu przez św. Jana Bosko opowiadał o pracy z młodzieżą. Nie kryliśmy wzruszenia w czasie ostatniego spotkania, słuchając o odpowiedzi na Jezusowe wezwanie Pragnę, które biło nieustannym rytmem w sercu Matki Teresy z Kalkuty, a teraz bije w sercach sióstr misjonarek miłości. Z wielkim zdziwieniem słuchaliśmy o prostej pracy listonosza, kasjerki w markecie, szwaczki sióstr ze Zgromadzenia Małych Sióstr Jezusa, które żyją na wzór bł. Karola de Foucauld. W dzisiejszych czasach walki o obronę życia poczętego nie mogliśmy pominąć sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej, związanej z naszym rodzinnym miastem. Kolejne spotkania pozwoliły nam poznać bł. Honorata Koźmińskiego, św. Maksymiliana Marię Kolbego, św. Urszulę Ledóchowską. Przed nami ostatnie spotkanie, na którym będziemy się przyglądać słudze Bożej Marcie Robin i dziełom Ognisk Miłości.


To nie były zwykłe spotkania, podczas których mogliśmy poznać biografię świętego, to był czas spotkania ze świadectwem życia, z poszukiwaniem odpowiedzi na pytania, jaki dana osoba święta czy błogosławiona miała wpływ na życie zaproszonego prelegenta. Co w nim zmieniła, do czego zainspirowała, a przez to – jak bardzo stała mu się bliska.
Dla mnie osobiście pozwoliły one zweryfikować pojęcie świętości i świętych, niejako jakby na nowo uwierzyć w „świętych obcowanie” i w to, że są oni nam naprawdę bliscy. Bóg stawia ich na naszej drodze życia jako danych i zadanych. Danych nam, by pokazać, że świętość jest tak naprawdę zwyczajnością, jest czymś na wyciągniecie ręki, danych jako pomoc w różnych dziedzinach naszego życia i zadanych jako wzór do naśladowania, do świadczenia o Bożej obecności w ich życiu.
A jeśli chodzi o przepis na to, by „dostać się do nieba”, cóż, każdy, kto słucha Słowa Bożego i nim żyje, swój własny odnajdzie. Ksiądz Twardowski proponuje taki:


Powoli nie tak prędko
proszę się nie pchać
najpierw trzeba wyglądać na świętego, ale nim nie być
potem ani świętym nie być ani na świętego nie wyglądać
potem być świętym tak żeby tego wcale nie było widać
i dopiero na samym końcu
święty staje się podobny do świętego
W kolejce do nieba

Renata Czaja

pgw

 

Zobacz także w e-civitas:

Finał konkursu historycznego w Bochni

15 listopada 2017 r. w Oratorium św. Kingi miał miejsce Finał Konkursu Historycznego „Ziemia Bocheńska …