czwartek , 14 Grudzień 2017
Fot. Archiwum Kancelarii Prezydenta RP

Bóg na sportowych arenach

W mijającym roku przypada 45. rocznica zdobycia przez naszą reprezentację piłkarską złotego medalu Igrzysk Olimpijskich w Monachium. Nie byłoby tego oraz wielu innych znaczących sukcesów naszej kadry, gdyby nie jeden z najbardziej charyzmatycznych trenerów w historii polskiego sportu – Kazimierz Górski. Jeden z nielicznych w tym środowisku w owym okresie, który nie bał się mówić o swojej wierze. Jak dziś świat sportu odnosi się do katolików oraz głoszonych przez nas wartości?

Pod koniec września udałem się z pielgrzymką autokarową na Ukrainę. Jednym z przystanków na trasie tej sentymentalnej wyprawy był Lwów, czyli miasto od zawsze związane z historią naszego kraju. Przechadzając się uliczkami tego urokliwego miejsca, zaszedłem aż w okolice Wernisażu (rynek znajdujący się przy ul. Wiczewa). Na jednym z licznych straganów zobaczyłem panią, która sprzedawała szaliki lokalnych drużyn piłkarskich. Przywołało mi to na myśl jedną z największych legend polskiej piłki nożnej. Kazimierz Górski, bo o nim mowa, urodził się i wychował przed II wojną światową we Lwowie. To właśnie tutaj po raz pierwszy ujawniła się jego miłość do sportu. ,,Może to jakaś wola Boska, że tak zwariowałem na punkcie piłki…’’ – często odpowiadał pytany, jak to się stało, że zainteresował się futbolem.


Relacja Kazimierza Górskiego ze Stwórcą przez wiele lat nie była jednak usłana różami. Przed wybuchem wojny rzadko zdarzało mu się uczestniczyć we Mszy świętej. ,,Nigdy nie wyparłem się wiary, ale nie zaliczałem się też do świętoszków. Niektórzy koledzy byli ministrantami i kiedy służyli przy ołtarzu, ja w tym czasie biegałem za piłką’’ – wspominał w wywiadzie udzielonym na potrzeby książki Boży doping. Okres okupacji niczego nie zmienił w tym aspekcie.
Konferencja w Jałcie, na której państwa Wielkiej Trójki (Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Związek Radziecki) podzieliły między siebie strefy wpływów w Europie, sprawiła, że Lwów znalazł się poza granicami państwa polskiego. W zaistniałej sytuacji rodzina Górskich musiała się przeprowadzić na ledwo co opuszczone przez Niemców Ziemie Odzyskane. Młody Kazimierz, z uwagi na służbę wojskową, udał się jednak do stolicy. Na zgliszczach zburzonego miasta zaczął odbudowywać struktury jednego z przedwojennych potentatów piłkarskich, którym była drużyna Legii Warszawa. ,,Nie poszukiwał źródeł taniego zarobku, był sprawiedliwy i nieprzekupny. Zbierał za to słowne uznania i podziękowania od kierownictwa Legii (…)’’ – stwierdził były piłkarz ,,Wojskowych’’, Henryk Serafin, w książce Sekrety trenera Górskiego.


Pierwszą samodzielnie prowadzoną przez niego drużyną został jednak jeden z lokalnych rywali, czyli Marymont Warszawa. W późniejszym czasie przyszła praca w reprezentacji do lat 19 oraz powrót do stołecznej Legii. Okresem największej świetności dla trenera Górskiego miała się jednak okazać posada selekcjonera pierwszej reprezentacji. ,,Trener kadry narodowej – taki tytuł zobowiązuje’’ – wspominał. Pierwszym wyzwaniem były Igrzyska Olimpijskie w Monachium w 1972 r., na które Polska reprezentacja jechała po dwunastu latach nieobecności (poprzedni start w Rzymie w 1960 r.). ,,To właśnie wtedy narodziła się wielka drużyna’’ – powiedział w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” były asystent Kazimierza Górskiego, Andrzej Strejlau. W pierwszym meczu turnieju Polska rozgromiła Kolumbię (5:1). W następnych spotkaniach pokonaliśmy Ghanę (4:0), NRD (2:1), ZSRR (2:1) i Maroko (5:0) oraz zremisowaliśmy z Danią (1:1). Już wtedy selekcjoner biało-czerwonych dał się poznać jako wybitny taktyk oraz człowiek wyznający mądrą filozofię. ,,Kiedy byłem trenerem, to piłkarze kadry znali moją zasadę – jak pracujemy, to pracujemy, jak się bawimy, to się bawimy, a jak się modlimy, to się modlimy’’ – przyznawał często. Finałowy mecz przeciwko reprezentacji Węgier został rozstrzygnięty na naszą korzyść po dwóch bramkach Kazimierza Deyny. Później był ,,zwycięski remis’’ na Wembley, brąz Mundialu w RFN (gdzie m.in. wygraliśmy z wielką Brazylią) oraz uznane w kraju za porażkę srebro Igrzysk w Montrealu.


Dziś w świecie sportu postawy podobne do tej, jaką preferował trener Górski, są przez odbiorców różnie postrzegane. Wielu sportowców, jak choćby trenerka fitness Ewa Chodakowska, jest atakowanych za swoje przywiązanie do wiary. Publiczne przyznawanie się do Jezusa wśród sportowców staje się jednak coraz częstsze, co ukazuje, że prawdziwi mistrzowie wiedzą, komu zawdzięczają swoje sukcesy.

Dawid Kowalczyk 

pgw

Zobacz także w e-civitas:

Na Jasnej Górze można oglądać mozaikę powstałą w ramach akcji „Selfie dla Maryi”

Zdjęcia pielgrzymów nadsyłane przez internet na Jasną Górę w ramach inicjatywy „Selfie dla Maryi” złożyły …