Home / Felietony / Bóg żywych

Bóg żywych

Na jednym z portali, niechętnych Kościołowi, znalazłam tekst, którego autor próbuje udowodnić, że zmartwychwstawanie bogów nie jest niczym szczególnym w religiach świata. Czyżby więc ewangeliczna opowieść o zmartwychwstaniu Jezusa i idąca za nią wiara w nasze zmartwychwstanie była tylko zadośćuczynieniem ludzkiej tęsknocie za nieśmiertelnością?

W owym dniu przyszli do Niego saduceusze, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania (mt 22, 23). Zdarzenie to opowiadają również św. Łukasz i św. Marek. Saduceusze – ludzie wierzący – nie wierzyli w zmartwychwstanie. W Credo mówimy „wierzę w ciała zmartwychwstanie”. Tymczasem wielu z nas łatwiej uwierzyć w reinkarnację niż w zmartwychwstanie ciała. A jednak – mówi św. Paweł ? jeżeli Jezus nie zmartwychwstał, próżna jest nasza wiara (1 kor 15, 14).

Czy rzeczywiście zmartwychwstanie naszego Pana przypomina zmartwychwstanie bogów z innych religii? W dniu śmierci Chrystusa wystraszeni apostołowie uciekli spod Krzyża. Po przeżytym szoku zajęli się swoimi sprawami, choćby łowieniem ryb. Pozostał w sercu żal: „A myśmy się spodziewali!” (łk 24, 21). Nie przyszło im na myśl, że Jezus może zmartwychwstać. Wprawdzie mówił przed śmiercią, że po trzech dniach zmartwychwstanie, ale – co może znaczyć powstać z martwych?

Tymczasem Jezus zmartwychwstał, spotkał zapłakaną Magdalenę, apostołów, bezskutecznie próbujących złowić ryby, rozżalonych uczniów, idących do Emaus. Spotkanie to przemieniło każdego z nich. To prawda, że do chwili Zesłania Ducha Świętego apostołowie siedzieli zamknięci w Wieczerniku, gdyż nadal się bali. Ale jakby mógł zstąpić Duch Święty, gdyby Jezus – Bóg – leżał w grobie?

Chrześcijaństwo istnieje dwa tysiące lat. Przez ten czas wielu ludzi oddało życie za Chrystusa. Czy warto byłoby oddawać życie za Boga, który nie żyje? Nieustanne odradzanie się Kościoła i świadectwo męczenników to – moim zdaniem – jeden z dowodów, że zmartwychwstanie Jezusa jest czymś zupełnie innym od mitycznych opowieści o zmartwychwstawaniu bogów.

Moje zmartwychwstanie

Święta Wielkiej Nocy nie są tak efektowne jak Boże Narodzenie. Nie ma choinki, prezentów, kolęd. Jest za to smutek i powaga. Koncentrujemy się na cierpieniu, na Krzyżu. To dobrze, bo warto sobie uświadomić, przez co przeszedł Jezus, warto zobaczyć, że jako człowiek dotknięty boleścią rozumie nasze cierpienia. Byleby zmartwychwstanie nie znikło nam z horyzontu! Jeżeli w swoich rozmyślaniach zatrzymamy się tylko na Krzyżu, możemy stać się jak apostołowie: smutni, przygnębieni, wrócimy wkrótce do swoich spraw i zmagań codzienności. Gdzieś czasem w naszym udręczeniu zobaczymy Jezusa z Krzyżem lub na Krzyżu. To może doda nam siły, ale czy doda nadziei?

Smutno jest być saduceuszem, który twierdzi, że nie ma zmartwychwstania. W ostateczności chodzi o zmartwychwstanie ciał, ale jak można uwierzyć w eschatologiczne powstanie z martwych, gdy na tym świecie nie wierzy się w działającego Boga żywych? „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (hbr 13, 8). „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (mt 28, 20). Starotestamentalni Izraelici wierzyli, że zbawienie dokonuje się już tu, na ziemi, że Bóg realnie wspiera swoich wyznawców, że ratuje ich z najtrudniejszych sytuacji: Pan „Wydobył mnie z dołu zagłady i z kałuży błota, a stopy moje postawił na skale i umocnił moje kroki” (ps 40, 3); „Ty wyprowadziłeś życie moje z przepaści, Panie, mój Boże!” (jon 2, 7). Bóg był obecny tu i teraz: „Henoch (…) żył w przyjaźni z Bogiem” (rdz 5, 22), „Abraham został nazwany przyjacielem Boga” (jk 2, 23), „A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem” (wj 33, 11).

A dziś? „Oto ja jestem z Wami”. Jeśli uzdrawiał – uzdrawia. Jeśli ratował – ratuje. Jeśli wspomagał – wspomaga. Jeśli przemieniał – przemienia. Jeśli jest – jest! Jeżeli twierdzę, że nie ma zmartwychwstania, to zakładam, że w moim życiu nic niemożliwego nie może się wydarzyć, to redukuję Boga do pozycji człowieka. Tak jak od człowieka spodziewam się rzeczy realnych, dających się ogarnąć przez mój umysł, tak i od Boga spodziewam się tego, co z góry potrafię przewidzieć. I to też otrzymam!

Jeżeli wierzę, że jest zmartwychwstanie, to już tu – na tym świecie – spodziewam się rzeczy niemożliwych; to kierując do Pana swoją modlitwę, mam pewność, że On może dokonać właśnie tego, co przekracza moje siły, że On może dać mi moc, gdy paraliżuje mnie niemoc, że – jak kończy się zapisana w Ewangelii rozmowa z saduceuszami – „Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych” (mt 22, 32).

Katarzyna Szczepanek

Artykuł ukazał się w numerze 04/2009.

Dodaj komentarz