poniedziałek , 23 Kwiecień 2018

Brat naszego Boga

Moralna problematyka artysty i tworzonej przez niego sztuki stanowi jedną z głównych warstw semantyki Brata naszego Boga, dzieła centralnego w dorobku Karola Wojtyły. I może najlepszego, bo w nim najbardziej dramatycznie skonfrontował autor postawy artysty i człowieka czynu etycznego, postawy kluczowe w rozumieniu życia i twórczości Karola Wojtyły/Jana Pawła II.

Czy obecnie, blisko 70 lat po napisaniu dramatu, problemy i konflikty przedstawione w tym dziele zachowały aktualność? Wydaje mi się, że autor Brata naszego Boga wręcz proroczo rozważał sprawy dzisiaj jeszcze bardziej palące. Zagadnienie moralnych zobowiązań sztuki i zakresu wolności artystów są teraz odczuwane niemal boleśnie, jeśli uprzytomnimy sobie rozmiary niszczącej etyczne wartości dużej części aktywności „artystycznej” prezentowanej w galeriach i muzeach oraz produkcji filmowej; piszę o produkcji, ponieważ kino stało się bardziej przemysłem rozrywkowym niż sztuką. Nihilizm współczesnej sztuki jeszcze bardziej widoczny jest w niektórych przejawach bluźnierczej aktywności ludzi teatru – sztuki, którą uprawiał młody Karol Wojtyła.

Podobną aktualność mają zagadnienia rozumienia szczęścia jednostki ludzkiej, wpływu produkcji i konsumpcji dóbr materialnych na osobowość człowieka, zagadnienia sprawiedliwości społecznej, eksploatacji pracowników i dopuszczalnych metod walki o słuszne cele polityczne. Polemika z rewolucyjną przemocą pozostaje aktualna i w naszej epoce, naznaczonej terroryzmem.

Zestawienie racji obu stron na początku dramatu tworzy układ harmonijny. Młody malarz Adam poświęca się tworzeniu sztuki, a będąc osobowością religijną, traktuje działalność artystyczną jako sposób kontaktowania się ze sferą sakralną. Szybko jednak pojawiają się wątpliwości, czy obrał słuszną drogę – trawi go niepokój paraliżujący twórczość.

Tradycyjna próba tłumaczenia zgodności różnych dziedzin tworzenia nie wystarcza Adamowi, jak nie wystarcza argumentacja jego kolegów malarzy, którzy w ogóle nie mają problemów z wyborem drogi życiowej, gdyż sztuka zajmuje niepodważalnie centralne miejsce w ich aksjologii. Występujące w sztuce postacie artystów uosabiają określone koncepcje sztuki. Od razu powiedzmy – koncepcje przeciwstawne. Przyjaciele głównego bohatera widzą w sztuce proces przemiany materiału estetycznego, jakim jest widziana i odczuwana rzeczywistość, w wartości estetyczne (dzieła). Adam rozumie sztukę jako sposób przetwarzania człowieka. Mimo iż artyzm staje się w tej optyce nie celem, lecz środkiem, nie ulega degradacji. Właśnie jako środek osiąga swą kreacyjną i humanistyczną pełnię.

W tym miejscu trzeba wyjść poza tekst literacki i wskazać pierwowzór bohatera Brata naszego Boga. Był nim ktoś, kogo biografia składała się z części jakby złożonych przez dwu różnych ludzi. Zrazu kariera bardzo światowa, bo to i uczestnik powstania styczniowego, i student akademii malarskich w Monachium oraz Paryżu, a po powrocie do kraju ceniony malarz obracający się w środowisku artystów. Druga część biografii to dzieje poszukiwacza Boga, których kolejnymi etapami są: nieudany nowicjat u jezuitów, misjonarska nieomal działalność tercjarza franciszkańskiego na wschodnich kresach dawnego państwa polskiego i wreszcie w 1888 r. złożenie ślubów zakonnych (przybrał zakonne imię brat Albert), założenie (za zgodą Kościoła) Zgromadzenia Braci Albertynów, a dwa lata później Zgromadzenia Sióstr Albertynek. Zadaniem zgromadzeń była pomoc najbiedniejszym poprzez zakładanie przytułków dla żebraków, sierot i ludzi, których dzisiaj nazywa się często marginesem społecznym.

Brat Albert musiał być bliski Karolowi Wojtyle nie tylko dlatego, iż odszedł od sztuki, aby poświęcić się aktywności religijno-charytatywnej, ale i dlatego, że swoimi wyborami życiowymi rozstrzygnął ważne kwestie społeczne w sposób aprobowany przez przyszłego papieża.

Adam Chmielowski należy do postaci duchowo najbliższych Karolowi Wojtyle, o czym świadczy nie tylko omawiany dramat, lecz również wiele wypowiedzi papieża, który przecież w latach młodości był także artystą, tyle że działającym w dziedzinie literatury i teatru. Brat Albert musiał być bliski Karolowi Wojtyle nie tylko dlatego, iż odszedł od sztuki, aby poświęcić się aktywności religijno-charytatywnej, ale i dlatego, że swoimi wyborami życiowymi rozstrzygnął ważne kwestie społeczne w sposób aprobowany przez przyszłego papieża. Mam na myśli udział Adama Chmielowskiego w walkach powstania styczniowego. Szczególnie jasno widać to w przemówieniu bp. Wojtyły z okazji odsłonięcia tablicy pamiątkowej w Krakowie ku czci Chmielowskiego oraz drugiego powstańca, Józefa Kalinowskiego, który należał do przywódców powstania na Litwie, a później jako karmelita bosy, Ojciec Rafał, zasłużył się jako organizator i twórca licznych dzieł miłosierdzia. Cytat z przemówienia ówczesnego młodego biskupa krakowskiego pozwoli nam przejść do zasadniczego splotu problemów w Bracie naszego Boga – stosunku jednostki do wydarzeń historycznych, zwłaszcza konfliktów i przełomów.

Powstanie styczniowe było chyba najbardziej polskim z powstań narodowych i odcisnęło się w wyobraźni i świadomości Polaków potężnie. Było bowiem wydarzeniem tragicznym, od początku skazanym na przegraną i przyniosło w efekcie krwawe żniwo. A jednak z perspektywy historycznej widać jego rozmaite sensy; uprzytomnienie sytuacji zniewolenia, pobudzenie świadomości narodowej i konieczność walki z despotyzmem imperium rosyjskiego, potrzebę patriotycznego ożywienia mas ludowych. Karol Wojtyła dostrzegł w powstaniu styczniowym sens najgłębszy – bohaterski znak sprzeciwu człowieka wobec zniewolenia i świadectwo istnienia niepodważalnych praw człowieka zakorzenionych w obiektywnie istniejących wartościach. W maju 1963 r. powiedział o wydarzeniu sprzed stulecia: „Kosztowało wiele ofiar na polach bitew, jeszcze więcej ofiar w kaźniach Syberii – ale było potrzebne. I owi dwaj mężowie świadczą o tym, że było potrzebne. Wszyscy, którzy wówczas w 1863 roku zerwali się do walki z potworną przemocą, z nieporównaną przemocą, ci wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, co im grozi. I dlatego czyny ich mają wewnętrzną wielkość: są nacechowane najgłębszą szlachetnością, wskazują na jakąś moc ducha ludzkiego i równocześnie są zdolne tę moc w innych rodzić”.

W Bracie naszego Boga nie zostały przedstawione zdarzenia militarne, gdyż najbardziej dramatycznym aktem jest strajk, ale zarysowana została sytuacja nabrzmiałych konfliktów społecznych grożąca rewolucją. Trzy koncepcje działań w historii prezentują trzy postacie dramatu: główny bohater Adam-Brat Albert, jego przyjaciel – artysta Maks oraz rewolucjonista nazwany Nieznajomym. Maks – jak inni artyści pojawiający się w utworze – okazuje się zdecydowanym wyznawcą indywidualizmu. Opierając się na zasadach atomizmu socjologicznego, głosi niezależność jednostki od instytucji i grup społecznych oraz możliwości jej rozwoju i ekspansji. Maks kreśli wizję społeczeństwa wolnej konkurencji we wszystkich dziedzinach życia, wyprowadza więc jakby egzystencjalne wnioski z doktryny klasycznego liberalizmu. Konsekwencją tego jest apologia sukcesu, który okazuje się sprawdzianem wartości osoby ludzkiej. Z takim rozwiązaniem nie może się zgodzić Adam, dla którego jest oczywistością, że nędza nie powinna być traktowana jak słuszna kara. Poza etyką oddala go od koncepcji indywidualizmu społecznego obserwacja współczesnej mu rzeczywistości historycznej. Niesprawiedliwość socjalna doprowadzić musi do rewolucyjnego wybuchu, tak więc obecne układy społeczne są kruche: „to bezpieczeństwo jest wielkim kłamstwem, jest złudzeniem”.

Negacja nierówności, rozpoznanie gniewu ludu jako reakcji moralnie słusznej, solidarność z ludźmi znajdującymi się na dole hierarchii społecznej zbliżają Adama do postaci nazwanej Człowiekiem Nieznajomym Nikomu. Jednakże okazuje się, iż egalitaryzm stanowi dla rewolucyjnego agitatora głównie element politycznej taktyki. Pewność posiadania prawdy o przebiegu procesu historycznego staje się przyczyną poczucia wyższości nad nieświadomym tłumem. W kontaktach z wielkomiejskimi nędzarzami raz po raz zdradza się, okazując pogardę dla nich – tych niewtajemniczonych. Gniew wyzyskiwanych stara się przetworzyć Nieznajomy na nienawiść klasową, ponieważ w ten sposób można zbliżyć się do momentu rewolucyjnego wybuchu, który stanowi początek walki o przejęcie władzy.

Przyczyną niepowodzenia Nieznajomego jest koncepcja przewrotu ustrojowego ograniczona do sfery ekonomiczno-socjalnej, oparta na założeniach materialistycznych. Celem rewolucji ma być zaspokojenie potrzeb człowieka poprzez dostarczanie mu „zasobu wszystkich dóbr”. Potrzeby człowieka pojmowane są przez niego na sposób naturalistyczny, co powoduje, że koncepcja tej rewolucji grzeszy zbytnio uproszczonym optymizmem i ograniczonym widzeniem egzystencjalnej sytuacji człowieka. Rewolucjonizm Nieznajomego to polityczna ekspresja światopoglądu, który nazwać można naiwnym antropocentryzmem. Naiwnym, ponieważ stara się on nie dostrzegać fundamentalnego i ponadczasowego ograniczenia bytu ludzkiego. Paradoksalne, iż mimo materialistycznej filozofii nie pamięta o przyrodniczych, a nieusuwalnych źródłach cierpień człowieka: chorobach, starzeniu się, śmierci. Zapomina także, że istnieją ściśle duchowe (psychiczne, jeśli kto woli) potrzeby, które zaspokoić można jedynie osobowymi aktami.

Adam, afirmując odmienną koncepcję bytu człowieka, równocześnie opowiada się i za odmienną koncepcją praxis, którą określić można by jako całkowitą solidarność z losem ludzkim. Całkowitą, a więc akceptującą wszelkie jej ograniczenia i słabości. Przekonania filozoficzne o wolności, rozumianej w kategoriach nie tylko politycznych, i o szczęściu, nie tylko jako produkcji dóbr, prowadzą do programu życiowego, którym jest po prostu służba ubogim. Ale na tym polega całe odkrycie Adama, że ta służba nie jest zniżaniem się do egzystencji gorszych istot, lecz wznoszeniem się do braterstwa w najtrudniejszych sytuacjach.

W kategoriach chrześcijańskich można to pojmować jako wznoszenie się do miejsc silniej nacechowanych sakralnie, gdyż nieszczęśliwi (w oczach świata) są najbliżsi Chrystusowi. Jest to zatem miłosierdzie inne niż czynienie dobra z litości i w poczuciu własnej wyższości.

Brat naszego Boga powstał w pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej, w sytuacji konfrontacji marksizmu z katolicyzmem przebiegającej dramatycznie na terenie Polski. Komunizm był w ofensywie na płaszczyźnie militarnej, społecznej oraz intelektualnej. Akces swój zgłosiło do niego wielu pisarzy i uczonych dawniej dalekich od rewolucyjnego socjalizmu. Przyczyny tego nie tkwiły wyłącznie w sprawnym systemie stalinowskiego terroru. Marksizm pociągał intelektualistów na całym świecie wielu walorami: historycznym optymizmem, antropocentryzmem, obietnicami dobrobytu i równości społecznej. Karol Wojtyła przetransponował na język dzieła scenicznego wiele konfliktów ówczesnego życia polskiego i międzynarodowego. Autor Brata naszego Boga dostrzegł w ruchu rewolucyjnym reakcję społeczną, której źródłem była niesprawiedliwość i alienacja człowieka w zatomizowanym społeczeństwie walczących egoizmów indywidualnych i grupowych. Zaprzeczył jednak rzekomej konieczności związku między przyczynami historycznymi a kształtem rewolucyjnych reakcji. Nie zgodził się poza tym na materialistyczny redukcjonizm, fałszywie ukazujący cel ludzkiego życia. W zakończeniu dzieła padają słowa o tym, „że gniew musi wybuchnąć”, ale przecież ostatnie zdanie nie pozostawia żadnych wątpliwości co do oceny owego wybuchu i jego konsekwencji: „Wiem jednak na pewno, że wybrałem większą wolność”.

Krzysztof Dybciak

mak

Zobacz także w e-civitas:

Dlaczego potrzebujemy katolickich miliarderów?

Obraz, jaki wyłania się z ostatnich wydarzeń, nie jest zbyt optymistyczny. Polska znowu obrywa za nie …