Byczyna – genius loci

Z burmistrzem Byczyny Robertem Świerczkiem rozmawia Alicja Berger-Zięba.

Panie Burmistrzu, proszę powiedzieć klika słów o sobie. Od kiedy pełni Pan funkcję burmistrza Byczyny? 

Mieszkańcem Byczyny jestem praktycznie od wczesnego dzieciństwa, a burmistrzem trzeci rok. Wcześniej pracowałem na różnych szczeblach samorządu, a  także w ośrodku kultury. Najpierw jako instruktor sportu, a później jako dyrektor ośrodka. Zajmowałem się propagowaniem kultury i sportu w gminie Byczyna.

Jakie są początki Pana współpracy ze Stowarzyszeniem?

Trudno mi podać konkretną datę, ale było to dość dawno. Spotkała się ze mną Zofia Piórczyńska (była przewodnicząca tutejszego oddziału) z informacją o planie powołania w Byczynie oddziału „Civitas Christiana”. Pochodzę z rodziny tradycyjnej; poza tym nauczyłem się otwartości na wszelkie oddolne działania czy inicjatywy, więc z radością przyjąłem ten pomysł. Bardzo sobie cenię społeczników. I tak rozpoczęła się moja współpraca z Katolickim Stowarzyszeniem „Civitas Christiana”, która bezproblemowo trwa do dzisiaj, za co jestem bardzo wdzięczny.

Proszę powiedzieć, jakie są Pana priorytety, jeśli chodzi o zarządzanie miastem i gminą? Na co kładzie Pan szczególny akcent?

Chciałbym, żeby Byczyna była miejscem przyjaznym, przede wszystkim dla młodych ludzi po to, żeby w jakiś sposób rozwiązać problemy demograficzne, z którymi boryka się większość gmin. Byczyna ma silny potencjał – potencjał historyczny. Sama jest jednym wielkim zabytkiem. Jej historia, jako osady ludzkiej, liczy kilka tysięcy lat. I w związku z tym ten potencjał determinuje w pewien sposób nasze działania jako samorządowców. Tutaj wielkiego przemysłu mieć nie będziemy. Dlatego musimy zadbać o to, żeby Byczyna stała się miejscem przyjaznym dla mieszkańców, bo dożyliśmy takich czasów, kiedy pracować można poza miejscem zamieszkania, ale aby zatrzymać młodych ludzi tutaj w Byczynie, musimy im zaoferować miejsce w żłobku, w przedszkolu. Ważny jest także wysoki poziom edukacji i dostęp do infrastruktury sportowo-rekreacyjnej. Pragnę, by w Byczynie żyło się wygodnie i zdrowo. Myślimy także o szeroko zakrojonych działaniach dotyczących ochrony środowiska, walczymy ze smogiem. Wszystkie te działania mają na celu przekonać ludzi, zwłaszcza młodych, że Byczyna jest dogodnym miejscem do zamieszkania i wychowywania dzieci. Do pracy można dojechać do Kluczborka, Kępna, Wielunia, w inne miejsca. Ale jeśli w Byczynie będzie żyło się wygodnie, jeśli będą zapewnione te wszystkie rzeczy, o których mówiłem wcześniej, to myślę, że uda się przekonać młodych ludzi do pozostania tutaj.

Byczyna jest miastem niewielkim, liczącym cztery tysiące mieszkańców. Nie ma tutaj przemysłu, dominują raczej handel i usługi. Mimo to miasto przyciąga co roku wielu turystów. Jakie atrakcje znajdziemy w Byczynie? Dlaczego przyjeżdżają tu ludzie nie tylko z Opolszczyzny, ale także z całej Polski?

Jeszcze na początku lat 90. traktowano tutaj turystę jak yeti. Ludzie wiedzieli, że jest coś takiego jak turysta, ale nikt go w Byczynie nie widział. Jedyni turyści, jacy tutaj zaglądali, to rodziny byłych mieszkańców. Generalnie północ Opolszczyzny nigdy nie miała tradycji turystycznych.

Pomysł był taki, żeby wykorzystać potencjał historyczny miasta do przyciągnięcia pewnej specyficznej grupy turystów (specyficzną w tym sensie, że chodzi o ludzi, którzy kochają historię i których interesuje historia).

Wymyśliliśmy kiedyś, żeby wykorzystać ducha rycerskiego obecnego w tym mieście. Byłem organizatorem pierwszego festynu rycerskiego. Impreza udała się wyśmienicie.

Później był pomysł zbudowania średniowiecznego grodu rycerskiego (miałem szczęście być koordynatorem tych projektów). Dostaliśmy duże dofinansowanie, maksymalne jak na tamte czasy tj. 75% kosztów kwalifikowalnych. Gród powstał, a  my krok po kroku budujemy markę Byczyny jako produktu turystycznego. Markę w sensie takim, że oferujemy ludziom swoisty powrót do czasów historycznych. Widzimy, że ten produkt jest na tyle atrakcyjny, by przyciągać co roku coraz więcej turystów.

Naszym marzeniem jest nieco zmodyfikować obręb zabytkowego miasta – mam na myśli zamaskowanie „potworków socrealistycznych”, które wprowadzają dysharmonię architektoniczną. Chcemy wykorzystać środki unijne. Niestety, nie udało nam się otrzymać na remont zabytkowego obwarowania, ale dalej walczymy o pieniądze, bo jest to duży projekt, prawie 20-milionowy. Myślę, że przy odrobinie dobrej woli w końcu osiągniemy sukces.

Gdzieś w przestrzeni publicznej cały czas Byczyna istnieje i wydaje mi się, że jest coraz bardziej rozpoznawalna. Niedawno telewizja publiczna wyemitowała na pierwszym kanale program o Byczynie w ramach cyklu „Zakochaj się w Polsce”.

Chciałabym Pana zapytać o sprawę chyba w tym roku najważniejszą i wyjątkową dla mieszkańców z uwagi na rocznicę bitwy pod Byczyną, która zdaniem wielu historyków zdecydowała o losach Polski. Proszę powiedzieć, jak Pan – jako włodarz miasta – świętuje to wydarzenie wraz z mieszkańcami. Jakie są plany z tym związane?

Rzeczywiście, bitwa pod Byczyną jest nieco zapomniana, aczkolwiek bardzo ważna z punktu widzenia polityki europejskiej w tamtym czasie. Niektórzy twierdzą, że była ważniejsza dla dziejów Europy niż bitwa pod Grunwaldem. Chcemy więc tym silniej wyeksponować fakty związane z tą bitwą, która odbyła się 24 stycznia 1588 r. Cały rok 2018 – uchwałą rady miejskiej – uczyniliśmy rokiem jubileuszowym. Próbujemy przez szereg imprez dać przekaz, że to jest miejsce warte zobaczenia.

24 stycznia mieliśmy wielu gości związanych ze stowarzyszeniami zajmującymi się historią; byli też piłsudczycy i bractwa kurkowe. Swą obecnością zaszczycił nas sam książę Krzysztof Konstanty Radziwiłł. Pragniemy, by jak najwięcej ludzi przyjechało do Byczyny i by mogło przekazać informacje o tym pięknym śląskim miasteczku swoim znajomym. Taki marketing szeptany jest również bardzo ważnym elementem strategii rozwoju produktu turystycznego.

Jakie jeszcze wydarzenia w tym roku odbędą się w związku ze świętowaniem rocznicy tej bitwy?

Planujemy utworzenie ścieżki dydaktyczno-turystycznej szlakiem Jana Zamojskiego, by pokazać wielkość tego geniuszu strategicznego bo przecież jego wojska były mniej liczebne niż te Habsburga. Poza tym odbędzie się szereg imprez w mieście, wpisanych na stałe do kalendarza kulturalnego, które także
o tej bitwie będą przy okazji przypominać.

Członkowie Stowarzyszenia mieli okazję poznać miasto w 2016 r., gdy wspólnie w grodzie rycerskim świętowaliśmy 1050. rocznicę chrztu Polski. Jak Pan wspomina to wydarzenie i jak wpłynęło ono na promocję miasta?

Wspominam bardzo dobrze. Inicjatywa wypłynęła ze strony Stowarzyszenia, głównie od Zofii Piórczyńskiej, ówczesnej przewodniczącej oddziału. Znamy się od lat, a nasza współpraca, podobnie jak z nową przewodniczącą oddziału Grażyną Mączką, układa się bez zarzutu. Pani Zofia chciała uczcić tę rocznicę wspólnie z miastem – i to się udało. A gród rycerski w Biskupicach jest idealnym miejscem do tego typu wydarzenia, które odbiło się echem w całej Polsce. Jesteśmy przychylnie nastawieni do wszelkich pomysłów, które dotyczą promocji naszego miasta.

Urząd Miasta jest także współorganizatorem innej naszej inicjatywy: Ogólnopolskiego Konkursu Fotograficznego „Myśli i rozważania kard. Stefana Wyszyńskiego w obiektywie młodego pokolenia”. To już 5. edycja przypadająca w  szczególnym roku dla naszej historii. Czy widzi Pan pierwsze owoce konkursu i jak on wpływa na promocję miasta?

Jestem pod wrażeniem talentu tych młodych ludzi obdarzonych wielką wrażliwością, co zadaje kłam obiegowej opinii o zepsuciu naszej młodzieży, jej zapatrzeniu tylko w ekran smartfona. To bardzo korzystna inicjatywa dla wizerunku miasta, której nie byłoby bez zaangażowania Oddziału w  Byczynie i Opolu. Wiele osób w ten sposób dowiaduje się w ogóle o istnieniu Byczyny. Rośnie prestiż miasta.

Dziękuję za rozmowę i jednocześnie życzę dobrej dalszej współpracy ze Stowarzyszeniem.

mak

Zobacz także w e-civitas:

Dyktatura poprawności

Z dr. hab. Pawłem Skibińskim, historykiem XX wieku, wykładowcą Uniwersytetu Warszawskiego rozmawia Patrycja Guevara-Woźniak.