Home / Wywiady / Była promieniującą gwiazdą

Była promieniującą gwiazdą

Rozmowa z architektem, twórcą bazyliki w Licheniu Barbarą Bielecką, siostrą Teresy Ocieszko
Teresa Ocieszko, poetka, od 1994 roku sponsorowała przedsięwzięcia oddziału Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” w Turku przy organizacji konkursów, wystaw fotograficznych dla dzieci i młodzieży. Sponsorowała konkursy diecezjalne o tematyce papieskiej, Włodzimierzu Pietrzaku, plastyce, fotograficzne, artystyczne. Założyła fundację „Dei Gratia”. Finansowała główne nagrody dla zwycięzców w postaci biletów lotniczych wraz z pobytem w Grecji. Cieszy się wielkim szacunkiem mieszkańców Wielkopolski. 7 października 2006 roku dzięki inicjatywie Przewodniczącego Oddziału Miejskiego Stowarzyszenia Macieja Koniecznego współfinansowała społeczności turkowskiej popiersie Jana Pawła II. Zmarła 30 stycznia 2007 roku. Jej imieniem został ogłoszony I Konkurs Artystyczny pt. „Wakacje z Panem Bogiem” pod patronatem biskupa włocławskiego Wiesława Meringa.

Podejmując tematy uniwersalne, takie jak miłość, śmierć, samotność, głosiła jednocześnie pochwałę natury, której symbolem staje się kolor zielony. Jej poezja jest erudycyjna, odwołuje się do sztuki europejskiej. Obok nazwisk Cimabue, Belliniego, pojawiają się „anioły Giotta z wyblakłych fresków”, odniesienia do malarstwa van Gogha, muzyki Bacha i motywy zaczerpnięte z mitologii greckiej.

Mija pół roku od dnia, gdy pożegnaliśmy pani siostrę Teresę Ocieszko, poetkę, autorkę magicznych wierszy, które się widzi, które się pamięta jako obrazy w nieustannym ruchu, rytmem słów malowane w naszej pamięci.


Barbara Bielecka (siedzi) z siostrą Teresą
Fot. Maciej Konieczny

Bywał pan u nas w Licheniu z okazji spotkań organizowanych przez Fundację Rozwoju Sztuki Sakralnej „Dei Gratia”. Tereska była fundatorką, a także sponsorem różnych inicjatyw.

Co Pani zdaniem jest dominującą cechą osobowości?

Wielkoduszna, najzupełniej bezinteresowna dobroć, natychmiastowe otwarcie wobec każdej prośby, każdej potrzeby. Nie tylko ludzi, ale także zwierząt, drzew, artefaktów. Jej dom w Orłowie był zawsze pełen przyjaciół. Tutaj uczono się, dyskutowano, tworzono. Wiele osób mówi mi teraz, kiedy jej nie ma z nami – „Ona była dla mnie jak matka”. To u Tereski posłyszałam po raz pierwszy o Licheniu. Tu poznałam ks. Eugeniusza Makulskiego. Pierwszą koncepcję największej polskiej świątyni rysowałam na stole w kuchni Tereski. Wymagała właściwego klimatu. Wymagała poezji Polskiego Domu, który trwa mimo wszystkich burz i cierpień ufnie otwarty, zasobny w piękno, rozrzutny w dobroci.

To prawda, kiedy zastawałem panią Teresę w Licheniu zwykle siedziała z książką. Witałem ją i od razu czułem się „podjęty w domu” – w bardzo piękny sposób.

W żaden sposób nie narzucała się otoczeniu, stanowiła ciepłem promieniującą gwiazdę. Była nią od dziecka aż po dni ostatnie. Często mówiono jej najzwyczajniej, że jest piękna. Trzeba zapamiętać Tereskę piękną, bo prawda nie istnieje bez piękna.

Czyli mówi Pani o pięknie wewnętrznym, okupionym pracą a niejednokrotnie cierpieniem? Jakie było dzieciństwo, jaka była młodość pani Teresy? Jak to się dzieje, że człowiek staje się poetą?

Pierwsza była muzyka. Pełen dom ludzi grających, śpiewających… Siedmioletnia Tereska weszła w tryby zupełnie poważnej i prowadzonej w sposób indywidualny nauki muzyki. Gry na fortepianie uczył ją światowej sławy pedagog profesor Zarembiński. Jego zainteresowanie wnuczką zaprzyjaźnionego dyrygenta miało taki stutek, że wiele od niej wymagał. Kilka godzin dziennie ćwiczeń. Świat piękna, otwierany przychylnie choć wymagajco ponad miarę wieku Tereski. Zaproszenie na ucztę życia. To wszystko skończyło się nagle, zupełnie dla Tereski niezrozumiale. Ojciec, przedwojenny sędzia, specjalizujący się w prawie kanonicznym został wysiedlony z rodzinnego miasta.


Pierwsza koncepcja największej polskiej świątyni powstała na kuchennym stole w domu pani Teresy
Fot. Maciej Konieczny

Rodzice przyjechali z Tereską na Wybrzeże, bo chcieli być jak najdalej od ludzi, którzy postanowili zabrać im tożsamość i wszystko co posiadali. Nie było ich stać na zabranie fortepianu, zresztą prawie niczego. Przedwcześnie rozbudzone intelektualnie i estetycznie dziecko znalazło się na wygnaniu. Na szczęście na Wybrzeżu także rozpoczęła się wielkia przygoda rekonstrukcji kultury. Dosłownie z popiołów. Zamiar zorganizowania Opery Bałtyckiej był ambitny. Prawie tak jak zamiar odbudowy doszczętnie spalonego miasta. W przerwie jednego z koncertów Tereska przeczytała ogłoszenie o naborze do szkoły baletowej, organizowanej przez Operę. Nic nie mówiąc nikomu przeniosła się do tej szkoły. Bardzo szybko stała się szczęśliwą, śliczną panieneczką, z radością chłonącą taniec, teatr, operę. Ruch związany z muzyką stał się jej żywiołem. Ale już wtedy, w wieku kilkunastu lat zaczęła poszukiwać ważnych słów wielkiej literatury.

Jaką literaturą interesowała się Pani siostra, w jakim środowisku poszukiwała jej?

Siostra zawsze miała wielu przyjaciół. „Wielka sama i bardzo skromny człowiek, prawdziwy mecenas sztuki”, tak żegnał w ich imieniu Tereskę Romuald Bławat, trafnie dostrzegając w jej osobowości ogromny dystans do wszystkiego co przemijające. W wieku, kiedy ja już studiowałam, a ona była uczennicą stanowiłam dla niej rodzaj autorytetu. W najlepszej wierze zalecałam jej kucie na pamięć Marcela Prousta. Wydawano wtedy bardzo tanie dzieła klasyków starożytnych. Arystofanes, Sofokles, Eurypides. Ze swoją klasą ze szkoły baletowej Tereska wystawiła publicznie „Antygonę” wypełniając jednoosobowo obowiązki reżysera, dekoratora i inspicjenta. „O droga siostro ma, Ismeno” – recytowało szczuplutkie dziewczę w ślubnej sukni matki kunsztownie udrapowanej na grecki fason ze łzami w oczach. Jeszcze niezupełnie ostygły ruiny spalonego miasta. Antygona brzmiała tak prawdziwie, jak krzyk żywego serca tych, którzy się znaleźli nad Bałtykiem i tych, którzy nad nim zostali. Publiczność stała na widowni w ścisku. Nawołując, komentując, płacząc. Te wychudzone dzieciaki ze szkoły baletowej wystawiły bowiem prawdziwy dramat tej ziemi.

Czy pani Tereska porzuciła balet dla literatury, czy taka była jej decyzja?

Awaria instalacji gazowej spowodowała jej zatrucie w czasie mycia głowy. Decyzja lekarzy była krótka. Stan serca wykluczał kontynuowanie ćwiczeń. Tereska nie rzuciła tańca. Został jej zabrany. Trudno jest tracić zawód, ulubioną pracę, przyjaźnie. Była dzielna. Nigdy nie zazdrościła nikomu i nadal balet stanowił jej prawdziwą pasję, choć sama nie mogła kontynuować pracy w tym zawodzie.

Czy ten prawdziwy cios, niespełnione marzenia o karierze tancerki miał wpływ na rozwój intelektualny Pani siostry?

Tak, właśnie wtedy zaczęłyśmy rozmawiać o tym, co najważniejsze, o sacrum. Królestwo sztuki jak labirynt zamykało kolejne ścieżki, ale jedynie po to, aby wymusić dalsze poszukiwanie. Istnienie Boga stało się nieoczekiwanie dosłownym doświadczeniem na ścieżce studiów nad egipską starożytnością przez hieroglify. Wypracowałyśmy własny klucz na ich rozumienie i sądzę, że warto przytoczyć tu jeden, jedyny przykład rezultatów tej pasji. Oto tekst „Testamentu” – „Wybacz mi, że w dniu dzisiejszym, między porankiem a zmierzchem niczego nie dokonałem, ponieważ byłem zajęty umieraniem”. Nagle, między żalem, tęsknotą i niespełnieniem pragnień pojawił się ten krótki, żołnierski meldunek faraona jak drogowskaz do Boga. Nie można zrozumieć poezji mojej siostry bez Boga, ewidentnie obecnego, żywego. Przeżyła wiele klęsk i sukcesów, miłość, małżeństwo, samotność, fiaska finansowe i zamożność, ale przez cały ten czas towarzyszyło jej Słowo, które przyszło do niej razem z głęboką wiarą.

Maciej Konieczny

Artykuł ukazał się w numerze 05/2008.

Dodaj komentarz