Home / Wiara Wspólnota Kościół / Chrześcijaństwo a kobieta
fot. morguefile.com

Chrześcijaństwo a kobieta

„Stworzone są do płakania, gadania i tkania”, a bywają o tyle szczęśliwe, o ile mogą zaznać czyjejś miłości i zrozumienia. Podobno chrześcijaństwo dowartościowało kobiety. Z takim przekonaniem łatwiej nam stawiać czoło feministycznym wyzwaniom współczesności, bo przyznajemy sobie prawo do „katolickiej emancypacji”.

Oczywiście dzisiaj żaden zdrowo myślący człowiek, a już tym bardziej kobieta, nie śmie zakwestionować zasadności tego zjawiska, choć bywa ono różnie rozumiane. Ja zaś pytam: czy chodzi o doktrynę, filozofię czy raczej o kulturę zbudowaną na wartościach objawionych przez Chrystusa? Okazuje się bowiem, że ani doktryna, ani filozofia chrześcijańska wiele się na temat kobiet nie wypowiadały, a jeżeli chodzi o kulturę, to w każdym okresie przechodziła ewolucję, a i dziś różne odmiany geograficzne Kościoła powszechnego borykają się z odmiennym widzeniem miejsca kobiety w społeczeństwie.

Jak to więc jest z chrześcijańskim docenieniem płci pięknej? Pytanie ogólne, lecz inspirujące; odpowiedź musi być więc ogólna, ale chciałoby się, by skłaniała do namysłu i dalszych poszukiwań. Właściwie jest to zagadnienie, które można zmieścić w ramach tzw. feminizmu chrześcijańskiego. Ostatnio uczestniczyłam w bardzo ciekawej dyskusji interdyscyplinarnej, w której podejmowano temat stosunku nie tylko św. Pawła, niektórych Ojców Kościoła, ale i pisarzy starożytnych do udziału kobiet w życiu Kościoła. Bibliści podnosili problem spadku statusu niewiast wraz z przyjmowaniem przez nie chrztu i rozwojem życia społecznego gmin chrześcijańskich. Padł z kolei głos, że przecież starożytny Kościół znał instytucję diakonis, apostołek i prorokiń, a wszelkie wymagania wobec wyznawców Chrystusa skupiały się wokół ich obyczajnego prowadzenia i duchowej czystości, która obowiązywała bez względu na

płeć, choć niewątpliwie kobiety uchodziły za bardziej podatne na grzech, choćby ze względu na naturalną skłonność do folgowania próżności. Święty Hieronim, który skądinąd przestrzegał mężczyzn przed pochopnym małżeństwem (któraż teściowa cofnie się przed tą radą?), najchętniej korespondował właśnie z kobietami, podziwiając je za otwartość na słowo Boże i chłonność umysłu. A poeta i filozof późnej epoki karolińskiej, Hraban Maur, wypromował postać Marii Magdaleny jako pierwszej apostołki apostołów, niewiasty nie tylko żarliwej miłości, ale i wielkiej odwagi oraz niespotykanej u mężczyzn determinacji w głoszeniu Ewangelii. W tym samym czasie chrześcijaństwo dopiero rozpoczynało swój pochód w Europie środkowej, a na dawno schrystianizowanym Półwyspie Apenińskim kwitła już tradycja traktowania córek i wdów jako własności rodu, któremu należało się zdrowe potomstwo. Wydaje się więc, że w sprawie promocji kobiet jako równoprawnych członkiń społeczeństw feudalnych nie ma wyraźnego podziału na białe i czarne.

Ten krzywdzący podział wymyśliliśmy sobie sami i wciąż próbujemy dopasować do niego nasze wyobrażenia o ludziach, dla których hierarchia społeczna stanowiła naturalne przedłużenie Boskiego porządku. Aby nie pozostawić Czytelnika samemu sobie, pozwolę sobie przytoczyć dwa przykłady postaci kobiecych, pozornie znajdujących się na antypodach kultury chrześcijańskiej.

Święta Agata (ur. 235, zm. 5 lutego 251) – dziewica, męczennica chrześcijańska, święta Kościoła katolickiego i prawosławnego. /fot. wikipedia.org
Święta Agata (ur. 235, zm. 5 lutego 251) – dziewica, męczennica chrześcijańska, święta Kościoła katolickiego i prawosławnego. /fot. wikipedia

Najpierw św. Agata. Dziś mało znana, dawniej wymieniana w Kanonie rzymskim, przywoływana w Litanii do wszystkich świętych towarzyszyła chrześcijańskiej wyobraźni dzięki sugestywnym szczegółom hagiograficznej opowieści. Mnisi i mniszki, znający łacinę lub tylko do niej przyuczeni, śpiewali oficjum ku jej czci, w którym sławili odwagę młodej katechumenki. Agata bowiem raz przysiągłszy Chrystusowi wierność, nie chciała wyjść za mąż i broniąc swojej decyzji, nie ugięła się pod naciskiem wpływowego senatora oraz własnej rodziny. Nie tylko poddano ją okrutnym torturom, ale próbowano złamać poniżającymi praktykami. Umarła na rozżarzonych węglach na oczach zdumionych jej odwagą katów. W rymowanym oficjum na cześć tej świętej splatają się wątki legendarne, katecheza, ale jest w nim przede wszystkim obecny niezwykle płodny w kulturze średniowiecza wątek przełamania stereotypu niewieściej słabości i uległości – sexus fragilis. Oto płeć słaba okazała się narzędziem transmisji Bożej mocy, skuteczną zaporą stojącą na straży wolności sumienia. W kobiecym ciele męski duch.

W ciągu III w. w tym samym szeregu dziewic męczennic stanęły obok Agaty: Cecylia, Łucja, Agnieszka, Barbara. Nie wiadomo, czy imiona te są prawdziwe, czy też stanowią wynik długiej tradycji chrześcijańskiej. Dla nas istotny jest pewien model zachowania, którego upowszechnienie w legendach, obrazowych przydrożnych kapliczkach, a od XVII w. na obrazkach wkładanych do modlitewników umożliwiło pochód nowego wzorca kobiety chrześcijańskiej. Wagę tego zjawiska da się ocenić dopiero po przejrzeniu jednego z dziełek XIX-wiecznej pisarki parającej się twórczością pedagogiczną dla dziewcząt, Klementyny z Tańskich Hoffmanowej. W książce pt. Święte niewiasty. Obrazki pobożne kobietom żyjącym w świecie ofiarowane św. Agata jest tym samym wychowawczym wzorem hartu ducha, który nie mieści się w rzymskim archetypie niewiasty przędącej wełnę w domowych pieleszach, a który stał się podłożem rozkwitu szczególnej duchowości kobiet w XII i XIII w. Ciekawe, czy dałoby się go odnaleźć w przytoczonej przez bł. Wincentego Kadłubka legendzie o Wandzie, co nie ugięła się przed lemańskim tyranem, a umarła jako królowa dziewica.

Przykład drugi, przed którym nie wolno w tym miejscu uciec, to Christine de Pisan. Jest ona często przytaczana jako typ kobiety zbuntowanej, broniącej własnej niezależności i sposobu samorealizacji. Po śmierci męża miała zarabiać na życie pisarstwem, stając nawet w szranki dyskusji w obronie niewieściej godności. Około 1405 r. napisała, prawdopodobnie pod wpływem tekstu Giovaniego Boccaccia, dzieło dające się przetłumaczyć jako Miasto Dam, w którym zaprezentowała idealny twór społeczno-polityczny rządzony i zamieszkany wyłącznie przez kobiety. Warto zwrócić uwagę, że moda na tworzenie utopii pojawi się dopiero w okresie renesansu, co już sytuuje naszą bohaterkę wśród obdarzonych literackim geniuszem umysłów końca epoki rycerzy. Z pewnością jej dzieło zasługuje na promocję, jednak koniecznie trzeba pamiętać, że mieszkanką idealnego miasta mogła zostać jedynie kobieta szlachetna, dla której Rozum, Prawość i Sprawiedliwość stanowiły drogę osiągnięcia dobra i pokoju. Najwyżej postawione w utopijnej hierarchii Damy prezentowały ten sam typ świętej dziewicy, której mądrość wypływała z uczestnictwa w Boskim planie zbawienia, a najwyższym ideałem pozostawała cudowna w swej pokorze Królowa Dziewica, Matka Boga. Ani słowa o emancypacji. Kropka. Talent broni się sam i nie potrzebuje dodatkowej amunicji. Także przed mizoginicznymi męskimi maruderami.

Tyle w sprawie kultury chrześcijańskiej w okresie jej największego rozkwitu. A co na to filozofia? Parę razy słyszałam już pytanie o stosunek św. Tomasza do kwestii kobiecej. To jest pytanie z tego samego worka, z którego wyciąga się pseudoscholastyczny problem ilości aniołów na łebku szpilki. Podnoszą go najczęściej ludzie spoglądający na myśl Doktora Anielskiego jak na przypadkowy zbiór twierdzeń, z tym że akurat teza o niższości natury kobiecej jako słabszej i niezdolnej do aktywności stanowi zaprzeczenie wizji kobiety w chrześcijaństwie, docenionej i szczęśliwej, więc podejmują ją z niepokojem właśnie niewiasty. Obrońcy Tomasza próbują wówczas wystąpić z pozycji jego błędnych wyobrażeń zaczerpniętych z Arystotelesa, pozostali po prostu wyrzucają do śmieci antropologię scholastyczną, a wraz z nią najbardziej wartościowy dorobek filozofii chrześcijańskiej. A rzecz wydaje się prosta: człowiek – kobieta i mężczyzna – jest bytem, którego dusza nie ma płci. Płeć to cecha ciała, bo zostało ono dane przez Stwórcę, by człowiek mógł się rozmnażać.

W tym celu kobieta musi być miękka i delikatna, by zrodzić i dać miłość, jest w przeciwieństwie do mężczyzny bierna, bo jej rozum został stworzony, by dawać potomstwu poczucie stabilności, a nie po to, by biec za nowością. Jeżeli oznaczało to w oczach Tomasza słabość intelektualną, to dlatego, że sam miał umysł przenikliwy, aktywny, tnący jak brzytwa, aby osiągnąć właściwy poziom abstrakcji filozoficznej. Według niego, a zapewne zgodnie z powszechnym wówczas przekonaniem, taka cecha była całkowicie bezużyteczna przy pielęgnowaniu i wychowaniu dzieci, choć jednocześnie Tomasz uważał, że nie jest to najbardziej wartościowe dzieło życia człowieka, że może on wznosić się na inne wyżyny swego jestestwa. Czyż nie jest to właśnie ta sama furtka wolności, choć nie swobody, którą otwierały za Bożym natchnieniem św. Agata i męczennice rzymskie, a pod koniec średniowiecza Christine i jej Damy?

Wysoka cena, którą płaciły za wejście przez nią, przynosiła owoc w postaci wznoszenia trwałego gmachu kultury chrześcijańskiej, pięknej w swej różnorodności. Trzeba koniecznie podkreślić, że na tej drodze rezygnowały ze swojego wąsko pojętego szczęścia osobistego, z owych pieleszy i wełny, dających poczucie pożądanego bezpieczeństwa. Dzisiaj paradoksalnie bywają obśmiewane jako nierzeczywiste i karykaturalne. Wbrew gorącym dyskusjom wokół Tomaszowej antropologii jej wpływ na wyobraźnię zbiorową ludzi późnego średniowiecza był raczej znikomy. Wśród miniatur prezentujących życie kobiet średniowiecznych znajdujemy sklepikarki, malarki, pielęgniarki, damy z harfą, ogrodniczki… Zapewne mężczyźni powszechnie myśleli i mówili o nich, że „stworzone są do płakania, gadania i tkania”, a one bywały o tyle szczęśliwe, o ile mogły zaznać czyjejś miłości i zrozumienia, co jest wspólne każdej epoce i każdej ludzkiej kulturze. I to jest klucz do osiągnięcia równowagi, dzięki której w parze z kobiecą odwagą i mądrością musi iść kobieca pokora i poświęcenie w codzienności.

dr Anna Sutowicz

mk