czwartek , 14 Grudzień 2017
jesusmariasite.org

Chrzest początkiem zbawienia

Gdy chrzcimy dziecko, najwięcej troski wkładamy w wybór odpowiednich chrzestnych i stosowną oprawę wydarzenia. Chodzi o to, aby religijna celebra była uroczysta i by chrzest stał się głębokim przeżyciem. 1050-lecie Chrztu Polski może sprawić, że znaczenie tego sakramentu zaczniemy rozumieć w szerszym kontekście niż indywidualny.

Bo oto dowiadujemy się od prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka o czymś, czego sobie dotąd nie uświadamialiśmy: że „gdzie chrzest, tam wolność”, gdyż „zakorzenienie w chrzcie świętym jest fundamentem wolności”. Stwierdzenie, że gdzie chrzest, tam nadzieja, było oczywiste, a Jan Paweł II jeszcze jako abp Karol Wojtyła nauczał, że chrzest otwiera w ludziach przestrzeń wolności najpełniej zaangażowanej. Wydawać się to może trudne do zrozumienia, bo dziesięcioro przykazań i osiem błogosławieństw, które przyjmujemy za etyczny wzorzec chrześcijaństwa, wyznacza surowy kanon moralny, stawiając człowiekowi wymagania.
Bywa, że uznaje się je za przyczynę ograniczeń, zaś ograniczenia – jak głosi hedonistycznie nastawiony do życia współczesny świat, hołdujący kulturze radości konsumpcyjnej i pełnej swobody obyczajowej – to przecież odbieranie wolności, bo w imię dobra jednostki wszystko wolno. Ta pozorna wolność, która przyniosła ludziom tyle dramatów, zachowuje ideologiczną ciągłość. Lewacka rewolucja 1968 r. niosła na sztandarach efektowne, ale absurdalne hasło „Zabrania się zabraniać”.

Ogniwo w łańcuchu dziejów

Rocznica Chrztu Polski, wywołując refleksję, uświadamia nam pełniej, że jako ochrzczeni jesteśmy wpisani w tradycję chrześcijańskiej kultury i tożsamości. Staliśmy się ogniwem długiego łańcucha ochrzczonych pokoleń, łączącego nas z przodkami i historią. Rocznica ta jest też szansą, by chrześcijańską więź zacząć solidnie odbudowywać i umacniać w nas „nowego człowieka”, odrodzonego z wody i Ducha Świętego. Ten jubileusz może się stać inspiracją do przeprowadzenia rachunku sumienia, postawienia sobie pytania o wierność chrzcielnym zobowiązaniom, które przy różnych okazjach odnawiamy w czasie Mszy św. – Nie istnieje bowiem system wartości duchowych, który nie byłby przekazywany przez świadectwo – twierdzi ks. dr Wacław Madej, wykładowca teologii moralnej w Wyższym Seminarium Duchownym Diecezji Warszawsko-Praskiej.
Okazja do głębszej refleksji na temat znaczenia chrztu św. w wymiarze wspólnotowym oraz osobistym spada nam jak z nieba w czasach deficytu wspólnotowości. Chrzest św. jest fundamentem całego chrześcijańskiego życia, wrotami, które otwierają dostęp do innych sakramentów, by być bliżej Boga. Dlatego chrzciny były zawsze ważnym powodem do radości, bo oto nowy człowiek dołączył do chrześcijańskiego grona. Tym bardziej że dzisiaj trwanie w bliskości, w jakiejkolwiek formie wspólnotowości, jest rzadkie, wymaga czasu i trudu, w coraz większym stopniu pochłania nas przecież rutyna życia.
Z powodu rozluźnienia więzi przyjacielskich, rodzinnych, ale i ze względów obyczajowych, trudno rodzicom nowo narodzonego dziecka znaleźć dziś rodziców chrzestnych. – Kilkoro moich znajomych żyje w związkach niesakramentalnych lub ich małżeństwa się rozpadły, a oni odeszli od Kościoła. Niektórzy uczestniczą w nabożeństwach, nie przystępują jednak do Komunii św. Są takimi katolikami na pół gwizdka. – Podawać dziecka do chrztu nie mogą – żali się moja sąsiadka, która urodziła przed miesiącem synka i rozgląda się za chrzestnymi. Ci zaś, którzy spełniają warunki, mieszkają za daleko i nie byliby w stanie utrzymywać z dzieckiem kontaktu.
– Mamy do czynienia z paradoksem – komentuje ten stan rzeczy ks. Madej. – W rodzinach rodzi się mniej dzieci, a coraz trudniej znaleźć chrzestnego.
Sprawa tylko pozornie jest prosta. Według Kodeksu Prawa Kanonicznego rodzicami chrzestnymi mogą zostać ci, którzy ukończyli 16 lat, są bierzmowani, wolni od jakichkolwiek kar kościelnych oraz prowadzą życie zgodne z zasadami wiary i odpowiadające funkcji, jaką mają pełnić. Księża zauważają, że zgłaszani przez świeżo upieczonych ojców i matki kandydaci często nie spełniają nawet formalnych kryteriów. A przecież najpiękniejszym darem dla dziecka jest Komunia św. i obecność przy dziecku w ważnych lub trudnych chwilach jego życia. Chrzestni są niczym zapasowi rodzice i aniołowie, gotowi nas podtrzymywać, gdy nasze skrzydła tracą siłę do lotu.

Budować środowisko wiary

Księża znają przypadki, gdy chrzestny sprawdza, czy dziecko chodzi na religię, na niedzielną Mszę św., czy przystępuje do sakramentu Komunii św., uczestniczy w rekolekcjach. Nieraz dyskretnie tych spraw pilnuje. Taka piecza to czasem niełatwe zadanie, niejednokrotnie trzeba narazić się rodzicom, zwłaszcza gdy chrzestny stara się wyciągnąć rękę do błądzącego życiowo chrześniaka, a rodzice zarzucają, że się wtrąca w nie swoje sprawy. Jednak w sytuacji, gdy rodzice zaniedbują katolickie wychowanie, ten obowiązek tym bardziej spoczywa na chrzestnych. Nawet gdy dochodzi do konfliktów, trzeba próbować mediacji, walczyć o chrześniaka dla jego dobra. Mądrze, by nie naruszyć autorytetu rodziców.
Taką mądrością zaimponował mi nieżyjący już dziś Wojciech Kilar, kompozytor muzyki do wszystkich „śląskich” filmów Kazimierza Kutza. Można było przypuszczać, że politycznie jemu, jako zwolennikowi PiS-u, nie odpowiadały publiczne, jadowite napaści Kutza-senatora z PO na partię Kaczyńskiego. – Co się stało z Kutzem. Czy oszalał? – spróbowałam się dowiedzieć, wiedząc, że panowie długo się znali.
– Nie mogę odpowiedzieć. Jestem ojcem chrzestnym jego syna – usłyszałam od Kilara. Pomyślałam, że to odpowiedzialne. Mamy przecież przykazanie „Czcij ojca swego i matkę swą”. Ale przyszli rodzice chrzestni, zwłaszcza młodzi, często nie mają pojęcia, o co w ich roli chodzi. Na internetowych forach najważniejsze stają się porady w sprawie prezentów. Prezentowa mania przyćmiewa wiedzę o istocie sakramentu. Medaliki, łańcuszki, ryngrafy odesłano do lamusa. Poklask zdobywa gotówka, złote kolczyki dla dziewczynki, bransoleta dla chłopca, bo to lokata. Kwestia, czy przyszły chrzestny będzie w stanie stworzyć z dzieckiem środowisko wiary, schodzi na dalszy plan. A i młodzi rodzice w wyborze chrzestnych kierują się często grubością ich portfela, stanem posiadania, pozycją i wpływami. Chociaż o wyborze powinny decydować takie cechy, jak: godność, odpowiedzialność, prawość i żarliwa wiara.
O roli, jaką mają do spełnienia przyszli chrzestni, księża informują na indywidualnych spotkaniach z rodzicami lub na specjalnych katechezach przedchrzcielnych. Ks. Madej ubolewa, że często są one jednak przez uczestników mylone z instruktażem, jak zachować się podczas uroczystości, choć – uważa – to też jest ważne. Pytania najczęściej zadawane nie należą do sfery religijnej, lecz są natury praktycznej: kiedy zapalić świecę i co zrobić z białą szatą? Nagle okazuje się, że kandydat na chrzestnego zaniedbał bierzmowanie i alarmuje księży ponagleniami, ponieważ chciałby jak najszybciej otrzymać ten sakrament. Panuje przecież przekonanie, że „dziecku się nie odmawia”, a to w imieniu dziecka rodzice zapraszają do roli chrzestnych.
– Bardzo istotne jest, żeby rodzice zrozumieli, iż chrzest to najwspanialszy dar Boga dla człowieka, bo warunkuje jego życie w wieczności – przypomina ks. Madej. – Dziecko do końca życia nie otrzyma ważniejszego daru. Wszystko, co nastąpi potem, jest tylko rozwinięciem. Mówię więc rodzicom: to jest dar dla waszego dziecka, który Kościół daje w wasze ręce. Dlatego ręce muszą być czyste.
Chrzest otwiera człowiekowi drogę do zbawienia. Daje łaskę uświęcającą, która uzdalnia do wiary w Boga; do związania nadziei z Bogiem. Umożliwia życie i działanie wzmocnione siedmioma darami Ducha. Stwarza też możliwość wzrastania w dobru ku świętości. Poza tym włącza w organizm Kościoła jako część sztafety pokoleń, podążającej do Boga przez dzieje ludzkości. Jednocześnie ten sakramentalny węzeł jedności z Bogiem stanowi fundament wspólnoty między wszystkimi chrześcijanami.
1050. rocznica Chrztu Polski jest dla nas darem, który powinien posłużyć formacji. Jak stwierdził niedawno ks. prof. Józef Naumowicz z UKSW, w pierwszych wiekach chrześcijaństwa świadomość ważności chrztu w życiu wyznawcy Jezusa była o wiele większa, niż dzisiaj. Mamy co nadrabiać.

Alicja Dołowska

pgw

Zobacz także w e-civitas:

Teologiczne podstawy Chrystusa jako Króla

Przyjęcie prawdy o królewskiej władzy Chrystusa, a w konsekwencji – prawa Bożego przywraca pokój społeczny. …