Co dolega Europie?

Na tak sformułowane pytanie nieco inaczej odpowie politolog, inaczej socjolog, a jeszcze inaczej prawnik. Ja spojrzę na ten problem z punktu widzenia filozofa kultury.

Dzisiejszą Europę można sobie wyobrazić jako efektowny i wielobarwny bukiet kwiatów. Taki bukiet wygląda pięknie, ale ma, początkowo niemal niewidoczną, skazę. Pozbawiony jest korzeni dostarczających mu życiodajnych soków. A zatem mimo że piękny, jest już martwy.

Sądzę, że to dobra alegoria. Współczesna Europa jest bogata i dynamicznie się rozwija. Większość jej mieszkańców osiągnęła dość wysoki standard życia materialnego, a ponadto cieszy się wolnością i dobrobytem. Równocześnie coraz bardziej uwidacznia się brak wspólnych (lub chociażby akceptowanych przez większość) idei łączących Europejczyków i nadających Europie tożsamość. Wprawdzie w różnych dokumentach znajdujemy odwołania do „wartości europejskich”, jednak są one przedstawione w tak niejasny sposób, że nie mogą stanowić fundamentu do efektywnego budowania wspólnoty, która byłaby czymś więcej niż tylko splotem różnych, przede wszystkim politycznych i ekonomicznych, interesów.

 Odrobina teorii

Już w 1935 r. wybitny niemiecki filozof Edmund Husserl przypomniał, że: „termin «Europa» obejmuje jedność duchowego życia, działania, tworzenia, wraz ze wszystkimi celami, interesami, zabiegami i wysił­kami oraz stworzonymi dla nich instytucjami i organizacjami”. A nie ulega wątpliwości, że fundament, na którym zbudowano europejską duchowość, stanowi chrześcijaństwo.

Husserl wskazał też dwie możliwe, a zarazem wykluczające się drogi, którymi może podążać Europa. Podkreślał, że wybór każdej z nich pociąga za sobą zupełnie odmienne skutki. Pierwsza możliwa konsekwencja to upadek Europy, a przynajmniej takiej jej postaci, jaką znamy od wieków. Nastąpi on w sposób nieunikniony, gdy Europa odwróci się od swojego dziedzictwa kulturowego. Druga opcja to odrodzenie i rozwój. Wymaga to jednak konsekwentnego powrotu do wartości chrześcijańskich, które sprawiały, że przez stulecia silna i sprawnie funkcjonująca Europa była wzorem dla innych kultur.

Postchrześcijańska Europa

Słowa Husserla znaczą, że w okresie międzywojennym było jasne, iż koniec chrześcijaństwa będzie zarazem końcem Europy. Gdy zatem po katastrofie, jaką była II wojna światowa, pojawiła się idea zjednoczonej Europy, pierwsi jej ideolodzy (Robert Schuman, Alcide de Gasperi i Konrad Adenauer) chcieli budować nasz kontynent na fundamencie chrześcijaństwa. Spróbuję wskazać na przyczyny, które sprawiły, że dzisiejsza Unia tak bardzo odeszła od założeń będących u jej korzeni, i na najważniejsze konsekwencje tego odejścia. Bo nie ulega wątpliwości, że Europa, w której dziś żyjemy, jest postchrześcijańska. Widział to wyraźnie papież Jan Paweł II. W adhortacji Ecclesia in Europa (Kościół w Europie) napisał wprost: „Europejska kultura sprawia wrażenie «milczącej apostazji» człowieka sytego, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał”.

Jan Paweł II uważał ponadto, że choć Unia Europejska twierdzi, iż odrzuca chrześcijaństwo, aby wyzwolić człowieka, to w rzeczywistości jest to tylko pusta deklaracja. Co więcej, podejmując takie działania, Unia generuje wiele nowych problemów, z którymi nie zdoła sobie poradzić. Papież Polak trafnie zdiagnozował też przyczyny tego stanu rzeczy: odrzucając chrześcijaństwo, Europa burzy fundament, na którym została zbudowana.

Przywołana adhortacja Jana Pawła II powstała w 2003 r. Od tego czasu sytuacja chrześcijaństwa w Unii Europejskiej jeszcze się pogorszyła. Stało się tak, ponieważ instytucje unijne i przedstawiciele unijnych władz z uporem godnym lepszej sprawy oficjalnie propagują idee, które rujnują największe osiągnięcia chrześcijańskiej kultury. Przykłady takich jawnie antychrześcijańskich działań są tyleż liczne, co bulwersujące. Wystarczy przywołać uznanie aborcji za jedno z podstawowych praw człowieka, wprowadzanie w Unii prawa do eutanazji (w niektórych krajach dotyczącego także dzieci i młodzieży) czy usilne wspieranie i lansowanie ideologii gender. Można nawet powiedzieć, że współczesna Europa nie tylko odwraca się od chrześcijaństwa, ale usiłuje wymazać jego kulturowe dziedzictwo.

Sytuacja staje się jeszcze groźniejsza, bo do tej dekonstrukcji chrześcijańskiej Europy włączają się przedstawiciele różnych opiniotwórczych środowisk (politycy, dziennikarze, filozofowie, twórcy kultury, aktorzy i różnej maści celebryci). Wygląda więc na to, że osoby, od których zależy dziś przyszłość Unii Europejskiej, zapomniały o przestrodze, którą sformułował niemiecki filozof Hans-Georg Gadamer: „Przyszłość to jest pochodzenie. Jeżeli nie przypominamy już sobie naszego pochodzenia, nie będziemy mieli żadnej przyszłości”.

 Idee mają konsekwencje

Jak to się stało, że w ciągu kilku dziesięcioleci Unia Europejska odrzuciła większość tego, co chrześcijańska kultura wypracowała przez dwa tysiąclecia? Nie wdając się w szczegóły, można stwierdzić, że w Europie antychrześcijańskie tendencje na większą skalę pojawiły się w latach 60. XX w. Wtedy to młode pokolenie zbuntowało się przeciw kulturze i wartościom, w których żyli ich rodzice i dziadkowie. Uznali, że oparta na chrześcijańskich normach i wartościach kultura ogranicza ich wolność, oczekując od nich podporządkowania się regułom zawartym w Dekalogu. W ten sposób przekroczyli granicę między wolnością a dowolnością. Uznali, że tym, czego potrzebują, jest brak jakiegokolwiek przymusu. Jestem wolny wtedy, gdy nic nie muszę.

Ale sama negacja kultury chrześcijańskiej nie wystarczyła. Odrzucając jej osiągnięcia, trzeba było poszukać pozytywnych wzorców zachowań w innych kulturach. Początkowo idee czerpano przede wszystkim z Indii i Dalekiego Wschodu. Ponieważ nie sprawdziły się one zbyt dobrze w naszym kręgu kulturowym, po chrześcijaństwie i jego systemie wartości została pustka. Spróbowali ją zapełnić komuniści. We wspomnianych latach 60. zaczęli realizować to, co w swoich dziełach postulował włoski teoretyk marksizmu Antonio Gramsci.

Za najskuteczniejszą metodę przejęcia władzy nad społeczeństwami Zachodu Gramsci uznał zniszczenie zachodniej kultury i moralności. Rozpoczęła się swoista „wojna kulturowa”, w wyniku której chrześcijańską moralność wyznawaną przez większość Europejczyków zastąpiono wartościami niewielkiej grupy społecznej, jaką stanowili wtedy liberałowie i komuniści. Proces ten nazwano „marszem przez instytucje”. Realizowano go, wymuszając zmiany obowiązujących przepisów prawnych i zasad postępowania. Wprowadzając je, inicjatorom wojny z chrześcijaństwem udało się przejąć większość instytucji społecznych i wykorzystać je do szerzenia i egzekwowania nowych wartości, takich jak polityczna poprawność czy tolerancja.

Jednak obecnie w Europie wolność i tolerancję dzieli się w dosyć selektywny sposób. Są grupy, którym należy się ona niejako z urzędu, zawsze i wszędzie. Wystarczy być praktykującym gejem, publicznie obnoszącym się ze swoimi skłonnościami albo lesbijką zaangażowaną w głoszenie ideologii gender. Równocześnie w tej liberalnej Europie sporą grupę stanowią ludzie, których prawa w praktyce są ograniczane. Jest to zbiorowość na tyle liczna, że można ją bez przesady nazwać „dyskryminowaną większością”. Grupą tą są chrześcijanie.

Toleruje się ich tylko wtedy, gdy rezygnują z wyrażania swojej wiary w życiu publicznym. O ile bowiem publiczne wypowiedzi osób o innych światopoglądach – począwszy od ateistów, a skończywszy na przedstawicielach różnych „mniejszości seksualnych” – są akceptowane, to posługiwanie się motywacją religijną jest przedmiotem totalnej krytyki. Chrześcijaństwo tolerowane jest dziś w Europie na zasadzie prywatnego hobby, takiego jak uprawianie ogródka. I co najdziwniejsze, wielu chrześcijan zaczyna taki stan rzeczy akceptować.

Słabnięcie chrześcijaństwa w Europie powoduje, że jego miejsce zajmuje islam. A ponieważ jest to zupełnie odmienna religia, jej rozwój prowadzi do kolejnych zmian w funkcjonowaniu europejskiej kultury. I nic nie pozwala przypuszczać, że będą to to zmiany na lepsze.

Dr hab. Robert T. Ptaszek, profesor KUL

pgw

Zobacz także w e-civitas:

Walka klas czy ras, a może płci – nieważne, jak nazywają rzeczy nowe ideologie – cel się nie zmienił

Niektórym z nas wydawało się, iż najważniejsze pojęcia charakterystyczne dla filozofii, służącej jako baza dla …