Home / Opinie | Felietony / Co kryje się pod znakiem pokoju LGBT
W kampanię środowisk LGBT "Przekażmy sobie znak pokoju" włączyli się publicyści reprezentujący "Tygodnik Powszechny", "Znak", "Więź" czy "Kontakt" - media będące oficjalnymi patronami akcji. (grafika: marklucz)

Co kryje się pod znakiem pokoju LGBT

– Katolicy nie powinni brać udziału w kampanii „Przekażmy sobie znak pokoju”, gdyż rozmywa ona jednoznaczne wymagania Ewangelii – czytamy w komunikacie Prezydium Konferencji Episkopatu Polski. Postulaty środowisk LGBT są znane nie od dziś, ale po raz pierwszy w Polsce spotkaliśmy się z tak szeroko zakrojoną kampanią, w której jako narzędzie wykorzystuje się liturgiczny znak przekazania pokoju, a twarzy całej inicjatywie udzielili publicyści niektórych redakcji katolickich.

Akcja „Przekażmy sobie znak pokoju” organizowana jest przez Kampanię Przeciw Homofobii, Grupę Polskich Chrześcijan LGBT „Wiara i Tęcza” oraz Stowarzyszenie na rzecz Osób LGBT „Tolerado”. – Ta skierowana do osób wierzących kampania ma na celu przypomnienie, że z wartości chrześcijańskich wypływa konieczność postawy szacunku, otwarcia i życzliwego dialogu wobec wszystkich ludzi, także homoseksualnych, biseksualnych i transpłciowych – wyjaśniają organizatorzy. W ramach akcji na ulicach polskich miast i w internecie pojawiły się grafiki ukazujące dwie dłonie w geście przekazania znaku pokoju – jedna z różańcem, druga z tęczową opaską. Przygotowano również spoty wideo, które są emitowane na stronie kampanii i w serwisach społecznościowych. W materiałach wzięli udział publicyści reprezentujący “Tygodnik Powszechny”, “Znak”, “Więź” czy “Kontakt” – media będące oficjalnymi patronami kampanii LGBT.

– Religia, która mówi o miłości powinna celebrować tę miłość, także pomiędzy osobami tej samej płci. Dlatego jeśli są osoby wierzące w Kościele, które tak samo pojmują religię chrześcijańską, religię katolicką, mówią o tym głośno i chcą zmienić Kościół, to ja uważam, że to jest bardzo ważne, ponieważ to zbliża nas do lepszego świata – twierdzi Anna Strzałkowska, nauczycielka akademicka, członkini Grupy Chrześcijan LGBTQ Wiara i Tęcza. – Wierzę w to mocno, że Kościół już niedługo zmieni teologię związaną z interpretacją naszej obecności w Kościele – dodaje w tym samym spocie Marta Abramowicz, partnerka Strzałkowskiej, pozostająca z nią w cywilnym związku małżeńskim, zawartym za granicą.

Polscy biskupi zapewniają w komunikacie wydanym w odpowiedzi na kampanię LGBT “Przekażmy sobie znak pokoju”: Kościół nigdy nie dzieli ludzi według orientacji seksualnej, ale uświadamia wszystkim, że jako stworzeni „na obraz i podobieństwo Boga”, są ukochanymi dziećmi Bożymi – siostrami i braćmi w Chrystusie – i stąd cieszą się równą godnością. (…) Szacunek dla godności każdej osoby jest jednak nie do pogodzenia z szacunkiem dla samych czynów homoseksualnych.

W odniesieniu do hasła kampanii “Przekażmy sobie znak pokoju”, biskupi wyjaśniają, że “członkowie wspólnoty zgromadzonej na liturgii mają nieustanny obowiązek nawracania się, to znaczy dostosowywania się do wymagań Ewangelii i odwracania się od własnych grzesznych upodobań”.
– Zło jest złem nie dlatego, że zostało przez kogoś zabronione, ale dlatego, że – jako niezgodne z planem Bożym – szkodzi człowiekowi. Stąd Kościół – jak dobra matka – musi jasno nazywać je po imieniu – czytamy w komunikacie KEP.

Na stronach kampanii możemy przeczytać zapewnienia organizatorów, jakoby cała akcja miała być oddolną inicjatywą ludzi, którym problem miejsca osób homoseksualnych w Kościele nie jest obojętny. W rzeczywistości za całym przedsięwzięciem stoi sztab organizacji LGBT (z ang. Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender), które przecież nie kryją tu swojego udziału. Na czym więc polega owa oddolność, nie wiadomo, ale hasło brzmi nieźle i jest nośne, a o to w końcu chodzi. W całym projekcie widoczne jest zaangażowanie specjalistów od przekazu, którzy zadbali o najmniejsze detale w kwestii nośników treści, od drobnych grafik w sieci i plakatów na ulicach, poprzez obecność w social media, stronę internetową i same spoty wideo. Inicjatorzy zapewniają również, że “celem kampanii nie jest zgłaszanie postulatów dotyczących zmian politycznych, prawnych czy doktrynalnych, lecz dialog i spotkanie z drugim człowiekiem”. W przygotowanych publikacjach niejednokrotnie mówi się jednak o zmianie nauczania Kościoła w kwestii homoseksualizmu i uznaniu przezeń związków jednopłciowych. Choć w materiałach widzimy twarze publicystów redakcji periodyków mających w nazwie przymiotnik katolicki, nie natrafiłem nigdzie na choćby próbę naświetlenia racji stojących po stronie Magisterium Kościoła. 

To pierwsza tak szeroko zakrojona kampania w Polsce i zapewne tylko wstęp do kolejnych tego typu prób społecznego oddziaływania środowisk LGBT w naszym kraju. Celem lobby homoseksualnego jest doprowadzenie do relatywizacji wartości, na których opiera się europejski krąg cywilizacyjny i kulturowy, uderzając przede wszystkim w jego korzenie, czyli w chrześcijaństwo, a ściślej w Kościół katolicki. Przemiana świadomości społecznej, promocja postaw homoseksualnych, odejście od tradycyjnego modelu rodziny czy podważanie autorytetu Urzędu Nauczycielskiego Kościoła, mają stopniowo ułatwić zmiany na drodze legislacyjnej, prowadzące do coraz szerszego wpływu na rzeczywistość.

Nie tylko w mojej opinii, możemy właśnie zaobserwować pierwszą tak zorganizowaną próbę zakotwiczenia międzynarodowej doktryny LGBT w świadomości Polaków – zakamuflowaną pod pozornie oddolną inicjatywą, z wyimaginowanym problemem dyskryminacji przez katolików i wykluczenia w Kościele osób homoseksualnych. Słabo przekonujące pozostają argumenty udziału w tej kampanii niektórych mediów mieniących się jako katolickie.

Marcin Kluczyński

mk