Home / Opinie | Felietony / Co z tą młodzieżą?

Co z tą młodzieżą?

Z każdym rokiem rośnie liczba młodych uczestniczących i współorganizujących uroczystości patriotyczne. Czy uśpione pokolenie młodych Polaków zamierza być podmiotem w swojej ojczyźnie?

 


Pedagogika wstydu zniechęcała młodych do kultywowania pamięci i tradycji historycznych
Fot: Dominik Różański

Im bliżej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, tym mniej wolnego czasu ma Maciej Górski. Dwudziestolatek koordynuje w tym roku akcję Fundacji Odpowiedzialności Obywatelskiej „Młodzi pamiętają”. W jej ramach 13 grudnia członkowie FOO oraz wolontariusze przebrani za ZOMO-ców przypomną tragiczne wydarzenia z czasów stanu wojennego. Poza ulicznymi happeningami zorganizują spotkania edukacyjne w szkołach oraz zaproszą na wspomnienia PRL-owskich opozycjonistów.

„Ze strony rówieśników nigdy nie spotkała mnie przykrość czy szyderstwo z powodu tego, że uczestniczę w takich akacjach, jak “Młodzi pamiętają”. Wręcz przeciwnie, część znajomych ze studiów postanowiła dołączyć się do nas w tym roku, ponieważ uznali, że jest to fajna i pożyteczna akcja – mówi „Naszemu Głosowi” i dodaje: – Chociaż wiele osób nie angażuje się w działania o charakterze patriotycznym, to nie jest tak, że oni żyją w jakimś oddzielnym świecie. Ich bierność jest tylko pozorna. Jestem przekonany, że wszystkich nas łączy miłość do ojczyzny” – podkreśla student i członek FOO.

„Bóg, honor, ojczyzna” kontra „stówa, fura i komóra”

Maciej Górski jest studentem historii i prawa. Na tym ostatnim kierunku – tuż po zmianie ustroju – studiował Michał. Dzisiaj pracuje w jednym z urzędów ds. bezpieczeństwa i dlatego prosi o anonimowość. „Na początku lat 90. osoby, które wypowiadały publicznie słowa “Bóg. Honor. Ojczyzna” były traktowane z dystansem i ironią. Na fali był indywidualizm, wolność i kariera, co niedługo potem zamieniono w hasła: “stówa, fura i komóra” i “kasa, misiu, kasa”, a dzisiaj mówi się o tej grupie ťlemingiŤ” – wspomina 43-latek.

Rzeczywiście. Badania społeczne nad młodzieżą lat 90. XX w. oraz w pierwszej dekadzie nowego millenium nie pozostawiają złudzeń. W znakomitej większości kolejne młode pokolenia wybrały drogę kariery, samorealizacji i konsumpcjonizmu. Odrzuciły zaś zinstytucjonalizowaną aktywność na niwie wspólnotowej i politycznej.

Oczywiście rzeczywistość społeczna nie jest czarno-biała. Co jakiś czas pojawiały się nowe inicjatywy społeczne, reaktywowano też wiele organizacji mających swój rodowód w II RP. Jednak te projekty szybko upadały. A jeśli nawet udało im się przetrwać, to nie osiągnęły masy krytycznej potrzebnej, aby realnie oddziaływać na sferę polityczną. Tak jak to było w okresie XX-lecia międzywojennego. Wówczas bardzo silne były korporacje studenckie i ruch ludowy, a do Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży należało milion młodych osób.

W III RP nawet silny na tle innych organizacji związek NSZZ „S” nie potrafił utrzymać swoich członków, a tym bardziej przyciągnąć młodzież wchodzącą na rynek pracy. W efekcie z ponad 2,5 mln członków w 1989 r. szeregi „Solidarności” stopniały do ok. 0,5 mln w 2010 r.

Jedyną powszechną inicjatywą, którą młodzi „kupili”, była i jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Z tym, że WOŚP to akcja charytatywna i spontaniczna, a przede wszystkim bezprecedensowo silnie wspierana przez telewizję. Udział w niej sprowadza się do jednej chwili, w trakcie której wrzuca się pieniądze do puszki, lub maksymalnie do jednego dnia w roku. Tymczasem budowa społeczeństwa obywatelskiego i brania odpowiedzialności za to, co obok nas, to praca u podstaw, więc jest to działalność wymagająca systematyczności, a nie chwilowej akcyjności.

Zapomniani bohaterowi i pedagogika wstydu

Po upadku komunizmu stworzono ramy prawne dla tworzenia niezależnych fundacji, stowarzyszeń i partii politycznych. Jednak młodzież nie zgłosiła masowego akcesu do tych instytucji. Dlaczego?

Socjolodzy niemal zgodnie twierdzą, że nowy system „sprawnie zagospodarował młodych”. Osoby, które kończyły studia w latach 90. XX w., były najmniej dotknięte bezrobociem. Poza tym wielu z nich bardzo szybko zajmowało prestiżowe stanowiska w mediach czy biznesie. A to tworzyło atrakcyjne wzory do naśladowania w wyobraźni społecznej. Sądzono, że wystarczy się uczyć, aby dołączyć do tego prestiżowego grona.

Na tym tle młodych wielkomiejskich profesjonalistów świat polityki jawił się jako przestarzały, niekompetentny i niezrozumiały. Pewni siebie dwudziestokilkuletni „eksperci” z wyższością w głosie oceniali starszych i ich zdaniem niekompetentnych urzędników oraz polityków. Dziennikarze poszli ich tropem, co widać dzisiaj. Nic dziwnego, że tylko 1 proc. młodych deklaruje chęć wstąpienia do partii politycznych. Odsetek ten utrzymuje się niezmiennie od lat.

Szczególnie wrogi klimat stworzono inicjatywom patriotycznym. W mediach meainstreamowych przestrzegano przed patriotyzmem, bo to nie jest poświęcenie i miłość do ojczyzny, lecz kryje się za tym groźny nacjonalizm, rasizm, ksenofobia itd.

Tematami tabu były też tradycja i historia najnowsza. „Polacy mieli zapomnieć o swoich bohaterach i ich katach, którzy ciągle żyją” – mówi na spotkaniach autorskich Tadeusz M. Płużański, autor książki „Bestie” opowiadającej o katach polskich patriotów.

„W PRL najpierw mordowano patriotów, potem pamięć o nich. I z przykrością należy stwierdzić, że po 1989 r. niewiele się zmieniło” – podkreśla syn prof. Tadeusza Płużańskiego, który został skazany na karę śmierci (potem karę zamieniono na wieloletnie więzienie – przyp. TS) razem z rtm. Witoldem Pileckim.

Pedagogika wstydu skutecznie zniechęcała znaczną część młodych przed kultywowaniem pamięci i tradycji patriotycznych, a także przed aktywnym uczestnictwem w życiu politycznym kraju. Młodzi Polacy przez lata masowo rejterowali przed uczestniczeniem w wyborach, a przecież ten akt podręcznik politologii określa jako minimalny udział w życiu politycznym. Tymczasem w Polsce jedynie ok. 40 proc. osób wieku 18–24 lata oddawało swój głos w wyborach parlamentarnych, referendach i wyborach prezydenckich. Odsetek dla ogółu wynosi ok. 46 proc.

Inne pod tym względem były wybory w 2007 r., kiedy to więcej niż połowa młodych poszła zagłosować. To zachowanie przesądziło o zwycięstwie Platformy Obywatelskiej. W ubiegłorocznych wyborach PO nie uzyskała takiego masowego poparcia wśród młodzieży. Badacze zwrócili natomiast uwagę na to, że młodzi liczniej niż inne grupy wiekowe oddali głosy nieważne.

Potencjał buntu

Tzw. protesting voting wzmacnia tezę części analityków społecznych, że młodzież wcale nie jest obojętna wobec polityki, lecz przeciwnie – docenia jej rangę oraz ma przemyślaną postawę wobec świata polityki. W głosach nieważnych tkwi potencjał buntu wynikający z niezgody na obecne status quo wyrażające się m.in. miałkością debaty publicznej i niedotrzymywaniem obietnic wyborczych.

Zdaniem badaczy rewolucyjny nastrój młodego pokolenia nie powinien się jednak wylać na ulice, jak ma to miejsce np. na Półwyspie Iberyjskim. Polska młodzież raczej nie „ruszy bryły z posad świata”, bo nadal ceni takie wartości, jak: rodzina, miłość, przyjaźń, spokojne życie i praca. Dla tej ostatniej jest w stanie wyjechać za granicę albo jeszcze ciężej się uczyć, zdobywać nowe kwalifikacje, a także… angażować się w działania fundacji i stowarzyszeń.

Pierwsze wnioski z badań, w których odnotowano wzrost zainteresowania młodych wolontariatem (22 proc.) interpretowano jako koniec deficytu obywatelstwa. Dopiero analiza porównawcza z innymi krajami pokazała, że nasza młodzież sześć razy częściej niż np. Francuzi żąda certyfikatu potwierdzającego uczestnictwo w wolontariacie. Krótko mówiąc, w bardzo wielu przypadkach mamy do czynienia z zaangażowaniem instrumentalnym, a nie wynikającym z potrzeby serca.

Tę ostatnią motywację oraz autentyczną potrzebę „zrobienia czegoś dla kraju” dostrzegają natomiast osoby organizujące uroczystości patriotyczne. Młodzi wywieszają flagi, robią kotyliony w barwach narodowych, sprzątają pomniki i porządkują cmentarze. Wystarczy ich o to poprosić. „Natomiast w przypadku rozpowszechnienia informacji o wydarzeniu w internecie czy zrobieniu strony przypominającej historię, to nawet nie trzeba prosić” – mówi coraz więcej osób, które przez lata w małych grupach podejmowały się trudu przechowywania pamięci o lokalnych bohaterach.

Ci ludzie uważają, że wielki wpływ na zmianę postawy młodych mają działania pracowników Biura Edukacji IPN. A także… doświadczenie przywiezione z zagranicznych wycieczek. To bowiem osobiste spotkanie z innymi narodami uświadamia, że zachodnie społeczeństwa bardzo mocno pielęgnują swoją historię, dbają o język ojczysty, a na co dzień kierują się patriotyzmem gospodarczym.

Dobry początek?

Badania sondażowe nie zarejestrowały jeszcze wyraźnych zmian w postawach młodych Polaków wobec własnego kraju. Jeśli więc ta zmiana następuje, to co najwyżej jesteśmy na jej początku. I nie wszędzie ją widać.

Na spotkaniach z autorem „Bestii” oprócz pytań o książkę nie brakuje też rytualnych lamentów w stylu, dlaczego na tak ważnej dyskusji nie ma młodzieży. „Przecież państwo jesteście rodzicami i dziadkami tej młodzieży. I to w państwa rękach leży przekazanie tożsamości narodowej” – przypomina Płużański.

Z odpowiedzialności przed najmłodszymi zdaje sobie natomiast sprawę Maciej Górski. „W Święto Niepodległości będę ze swoim harcerzami na wyjazdowym obozie. Jego program będzie jak najbardziej patriotyczny” – deklaruje.

Tomasz Sorowicz

Dodaj komentarz