Home / Historia / Cud niepodległości

Cud niepodległości

Jak Polacy reagowali na stwierdzenie, że Polska, którą oni sami znali z opowiadań rozrzewnionych dziadków, powstanie i jej powrót po 2 latach na zabrane terytoria, lub nawet po 6, jeśli chodzi o ziemie, które odpadły w 772 roku, m.in. Lwów? Zapewne machali ręką na ich „starcze”, niby to pozbawione rozeznania współczesnej sytuacji gadanie. Na patriotów patrzono zapewne jak na szaleńców, wyśmiewano ich, zwłaszcza po klęskach powstań.

Przez szykany, narażanie się władzom zaborczym, zarzuty zadrażniania ich i powodowania przez to represji Polacy musieli przechodzić, niezależnie jaką reprezentowali opcję polityczną. Ich sytuacja była nieporównywalnie trudniejsza niż obecnie.

Dać historii szansę

Zaborcy po rozpoczęciu wielkiej wojny ludów, o którą modliły się całe pokolenia „urodzone w niewoli, okute w powiciu”, znaleźli się po obu stronach w koalicji. Żaden z nich nie oddałby dobrowolnie zagrabionej części Polski.

Jednak zdarzył się cud. Polska odrodziła się z ziem wszystkich zaborów, bo wszyscy trzej zaborcy przegrali.

By jednak zdarzył się ten cud niepodległości, trzeba było stworzyć odpowiednie do tego warunki. Chcieć to móc. To była główna idea myśli niepodległościowej Józefa Piłsudskiego. Przekaz ten należy rozumieć prosto: jeśli nie będziecie działać w kierunku zrealizowania swoich najbardziej szaleńczych i „niemożliwych” marzeń, to będą one niemożliwe. Trzeba dać losowi szansę.

Gdy latem 1913 roku Roman Dmowski gościł w Suchodębiu, usłyszał od jednej z domowniczek, że niepodległość jest „marzeniem nieziszczalnym” – nie dał jej dokończyć zdania i zawołał, opatrując każde swoje słowo uderzeniem pięścią w stół: „A ja Pani powiadam, że Pani będzie jeszcze żyła w niepodległej Polsce”.

Mało kto ze zwykłych ludzi, a nawet polityków, w to wierzył. W takiej atmosferze zaczął się rozstawać z „towarzyszami” kilka lat wcześniej, w 1906 roku Józef Piłsudski. Wacław Lipiński – żołnierz, historyk – pisał: „…we Lwowie w czasie dwunastodniowego zjazdu Piłsudski namiętnie przeprowadza obronę swojej naczelnej idei [niepodległości A.S.], odrzucanej przez większość, która uznając, że ťw dzisiejszym okresie rewolucyjnym nie ma warunków umożliwiających zdobycie niepodległości i wobec tego w dzisiejszej rewolucji (partia) walki o zdobycie niepodległości nie prowadziŤ, odrzucała również ťmyśl o [przyszłym A.S.] powstaniu narodowym jako utopijnąŤ”.

Paradoks polega na tym, że w owym czasie Dmowski był absolutnym przeciwnikiem rozpoczynania powstania, obawiając się po klęsce popowstaniowego marazmu, poczucia rezygnacji i niewykorzystania prawdziwej szansy, gdy ona nadejdzie. Drażniły go jednak tak samo jak Piłsudskiego stwierdzenia, że nie ma „dzisiaj” warunków, by Polska powstała ponownie. Cóż, dla niektórych zarówno kiedyś, jak i teraz wyrażenia „dzisiaj” i „dzisiejsza sytuacja geopolityczna” pełnią rolę swojego rodzaju niezniszczalnego bożka.

Dwie drogi do niepodległości

Piłsudski i Dmowski konsekwentnie, choć zupełnie różnymi drogami, dążyli do zrealizowania swoich celów i tak samo zwalczali niebezpieczeństwa czyhające na Polskę. Stało się to możliwe dzięki godnej naśladowania aktywności, ruchliwości.

Gdy spotkali się w Japonii, gdzie pojechali obaj przekonywać tamtejszy rząd do dwóch przeciwstawnych postaw, korzystnych ich zdaniem dla Polski, rozmawiali nieprzerwanie dziewięć godzin, próbując usilnie dojść do porozumienia. Zdaniem Dmowskiego pomoc Japończyków dla Polaków, by ci w zamian dokonywali dywersji na tyłach sił rosyjskich, mogła być dla sprawy polskiej niezwykle szkodliwa.

Najsłynniejszy polski narodowiec miał ogromną satysfakcję z japońskiej wyprawy, a jednym z jego osiągnięć było wyodrębnienie Polaków z pojmanych przez Japończyków żołnierzy rosyjskich i zapewnienie im troskliwej opieki, a w efekcie dużo lepszych warunków. Józef Piłsudski natomiast uzyskał na cele patriotyczne 20 tys. funtów. Przyszły marszałek pragnął zdobyć wsparcie Japonii dla Polaków w walce przez nich o niepodległość, a w zamian zaangażować ich w wojnę po stronie Japonii. Dmowski z kolei bał się przedwczesnego wykrwawienia i niszczących represji. Chciał zachować te siły na właściwy jego zdaniem moment. Romantyk i pozytywista walczyli o to samo. Jeden na drugiego zapewne patrzył z przekąsem. Obaj obawiali się, że ten drugi będzie mu tylko przeszkadzał.

Piłsudski pisał w „Robotniku”: „Bez względu bowiem, czy ktoś obniży swe wymagania w Polsce nawet do utrzymania manifestu carskiego nadającego Rosji konstytucję, czy też dążyć będzie do konstytuanty lub zupełnej niepodległości kraju – każdy musi rozumieć, te – bez poparcia swych dążeń walką z przemocą fizyczną caratu, nie zdoła swego celu osiągnąć”. To mogła być odpowiedź na zarzut awanturnictwa politycznie szkodliwego i wykrwawiającego Polaków w niewłaściwym do tego czasie. a tego Dmowski bał się najbardziej.

Obu tak samo zależało na Polsce i obaj byli aresztowani przez carską policję. Wiele lat później, od listopada 1918 roku, gdy Piłsudski czynił starania, by umocnić polską niepodległość w kraju, Dmowski walczył o to samo w Paryżu. Jeden dowodził na froncie wojny o niepodległość bezpośrednio, drugi pracował bez wytchnienia, by osiągnięcia pierwszego uprawomocnić układami międzynarodowymi i organizował dla jego żołnierzy wojskowe posiłki. Bez siebie nie osiągnęliby aż tak wspaniałych efektów.

Choć się nie lubili, w 1918 roku Piłsudski osobiście wysłał do Dmowskiego w Paryżu znamienny list, w którym pisał o potrzebie uniknięcia sytuacji, w której Polska ma dwa przedstawicielstwa dyplomatyczne: „Troska o tę jedność jest przyczyną, że nie spieszyłem się z przystąpieniem do tej sprawy. Opierając się na naszej starej znajomości, mam nadzieję, że w tym wypadku, w chwili tak poważnej, co najmniej kilku ludzi – jeśli niestety nie cała Polska – potrafi się wznieść ponad interesy partii, klik i grup. Chciałbym bardzo widzieć Pana między tymi ludźmi”. Zdaniem Dmowskiego, Piłsudski marzył o dyktaturze wojskowej, o roli Napoleona, wypływającego na falach rewolucji. Uważał jednak, że to może państwo drogo kosztować. Uznał zatem, że lepiej „nie prowokować aspiranta do dyktatury, przeciwnie, stosunki z nim, o ile możności naprawić i utrzymać jak najlepsze”. Posądzali się więc o prowadzenie własnej gry politycznej, lecz potrafili wznosić się ponad interesy partyjne.

Bezgraniczne poświęcenie

To godne uwagi, że dwie tak odmienne postaci potrafiły współdziałać dla dobra kraju, poświęcić własne ambicje. Widać to na przykładzie Lwowa. Dmowski uważał, że mieszkańcy tego miasta powinni poradzić sobie sami i w ten sposób udowodnić jego polskość, a każda interwencja z zewnątrz podważy ją dla opinii europejskiej. Natomiast Piłsudski poparł szybkie zorganizowanie pomocy i wysłanie oddziałów do walki z Ukraińcami, odpowiadając metodą faktów dokonanych, jaką Ukraińcy zastosowali pierwsi.


Józef Piłsudski w okopach na Wołyniu (1916 r.)

Obaj tak samo skutecznie walczyli dla sprawy niepodległości, choć nieco inaczej i często wchodząc sobie w drogę. Obaj tak samo kochali Polskę. Córka przyjaciela Dmowskiego, Maria Niklewiczowa pisała: „Pan Roman na ogół nie był zbyt dobrego zdrowia, toteż wytężona praca kosztowała go wiele wysiłku, w którym nie ustawał. Kiedyś mój ojciec zapytał go: ťRomanie, dokąd starczy ci sił na takie życie.Ť Na co otrzymał odpowiedź: ťDo czasu odzyskania niepodległościŤ. Pan Roman wierzył niezachwianie w to, że niepodległość odzyskamy i pracował niestrudzenie nad tym, by ją osiągnąć”.

Generał Kazimierz Sosnkowski pisał z kolei o Piłsudskim: „Byłem wówczas młodym chłopcem. Osobisty urok Piłsudskiego, czar jego płomiennego słowa i siła argumentacji, miłość do Polski przebijająca z każdego zdania, idealizm społeczny, poczucie tradycji i godności narodowej, wszystko to wywarło na mnie wrażenie porywające i na zawsze do niego przykuło”.

Aktualność postawy obu polityków

Swoją szeroko zakrojoną działalnością Piłsudski i Dmowski spowodowali znamienny fakt – zaborcy musieli prowadzić licytację o poparcie Polaków, a cena szła wyżej i wyżej. Wymieńmy tylko trzy najbardziej znane fakty. Najpierw mieliśmy odezwę cara Mikołaja II z 14 sierpnia 1914 roku, która zawierała obietnicę zjednoczenia po zakończeniu wojny ziem polskich z trzech zaborów, pod berłem cara i nadania im autonomii. Następnie Polacy cieszyli się aktem 5 listopada 1916 roku zapowiadającym utworzenie niepodległego państwa polskiego. Cofnąć tego już się nie dało. Znacznie później 22 stycznia 1917 r. prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson w mowie do Kongresu przedstawił potrzebę powstania państwa polskiego, nie tylko niezależnego, ale i uniezależnionego od sąsiadów dzięki międzynarodowym gwarancjom niepodległości, z dostępem do morza.

Dziś wydaje się, że nie potrafimy prowadzić takiej licytacji na swoją korzyść. Sami nic nie zyskujemy, z wyjątkiem zapewnień i uśmiechów na europejskich salonach. Powinniśmy wziąć sobie do serca słowa Romana Dmowskiego „Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie” i jego przestrogę „Nasza opinia publiczna zazwyczaj popełnia jeden wielki błąd w ocenie polityki wielkich mocarstw, przez to, że przypisuje jej często wyższe i głębsze motywy, niż jest to w istocie”.

Często dochodzi do niekorzystnej interpretacji naszej historii. Przed tym przed laty przestrzegał Piłsudski: „Piszcie swoją historię sami, bo inaczej napiszą Wam ją inni i źle”.

Aleksander Szycht

Artykuł ukazał się w numerze 11/2008.

Dodaj komentarz