Home / Historia / Cud w Święto Wniebowzięcia
Jerzy Kossak, Cud nad Wisłą

Cud w Święto Wniebowzięcia

27 stycznia 1920 r., podczas posiedzenia politbiura na Kremlu pod przewodnictwem Lenina, jeden z głównych dowódców Armii Czerwonej, Siergiej Kamieniew, przedstawił szczegółowy plan ofensywy przeciwko Polsce. Główne uderzenie miało być wyprowadzone z Białorusi i posuwać się po osi Smoleńsk–Warszawa. Z całego obszaru Związku Sowieckiego zaczęto przemieszczać na zachodnie rubieże państwa doborowe dywizje Armii Czerwonej…

Podjęte działania stanowiły realizację specjalnego rozkazu Władimira Lenina z 29 listopada 1918 r., w  którym nakazywał on Armii Czerwonej, aby jak najszybciej przeniosła idee komunistycznej rewolucji na Zachód i „zatopiła swój bagnet w  ciele Europy”. Zdaniem przywódcy bolszewików Europa była bowiem „chora, zdemoralizowana, w chaosie, syta, zasobna i gnuśna”. Antycypując działania Sowietów, armia polska dowodzona przez Piłsudskiego rozpoczęła
25 kwietnia 1920 r. ofensywę, której celem było rozbicie Armii Czerwonej oraz utworzenie sprzymierzonego z Polską wolnego państwa ukraińskiego. Pomimo początkowych sukcesów militarnych, w tym m.in. wyzwolenia Kijowa, założony cel nie został osiągnięty. Sowieci kontratakowali i już wkrótce oddziały polskie zostały zmuszone do odwrotu, który niekiedy zmieniał się w paniczną ucieczkę.

2 lipca w Smoleńsku marszałek Tuchaczewski do podległych mu wojsk wydał rozkaz, w którym znalazły się znamienne słowa: „Armia Czerwonego Sztandaru oraz armia drapieżnego Białego Orła stanęły naprzeciw siebie przed bojem na śmierć i życie. Przez trupa Białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze. Na naszych bagnetach przyniesiemy szczęście i pokój masom pracującym. Na Zachód marsz!” W tym samym czasie szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, gen. Tadeusz Rozwadowski, notował w swym pamiętniku: „Czułem i wiedziałem dobrze, że tylko na siebie samych liczyć możemy, a umacniała mnie w tym przekonaniu jeszcze przestroga angielskiego marszałka Wilsona, ówczesnego szefa Sztabu Wielkobrytyjskiego, który wówczas na konferencji w Spa wypowiedział do mnie na pożegnanie te stanowcze słowa: »Nie liczcie tylko na jakąkolwiek interwencję dyplomatyczną lub inną. Sowiety postanowiły zagładę Polski i jestem dokładnie poinformowany, że bezwzględnie wszelkimi siłami do tego dążą i przez nikogo powstrzymać się nie dadzą. My wszyscy pomóc wam realnie po wojnie światowej nie możemy, a gdybyśmy nawet mieli odpowiednie siły do dyspozycji, to i tak na czas przerzucić ich do Polski nie zdołalibyśmy. Więc przyszłość wasza cała w waszym własnym tylko ręku, a jeśli sami zwyciężyć nie potraficie, to zginiecie niechybnie«”.

Przypomnijmy, że w lipcu 1920  r., gdy wojna polsko-bolszewicka weszła w decydującą fazę, Piłsudski wezwał gen. Rozwadowskiego z zagranicy i mianował go szefem Sztabu Generalnego. Po przybyciu do stolicy generał tchnął ducha bojowego i wolę walki w mieszkańców miasta udręczonych ograniczeniami i niedostatkami wynikającymi z wielomiesięcznych zmagań z wrogiem. Szybko potrafił przywrócić im wiarę w zwycięstwo i przekonać, że jego optymizm nie wynika jedynie z  przekonania o niekwestionowanej słuszności polskich racji, lecz także z rzeczowej oceny sytuacji panującej na froncie. 14 sierpnia generał Rozwadowski wydał pamiętny rozkaz nr 71, apelując w nim do rodaków: „Albo rozbijemy zupełnie dzicz bolszewicką i udaremnimy tym samym zamach sowiecki na niepodległość Ojczyzny i byt Narodu, albo ciężka niedola i nowe jarzmo czeka nas wszystkich bez wyjątku”.

Kilka dni wcześniej, gdy Sowieci w wielu miejscach osiągnęli już linię Wisły, Ojciec Święty Benedykt  XV wystosował apel do biskupów europejskich, w którym zawarł znamienne przesłanie: „Obecnie chodzi o rzeczy najważniejsze: Obecnie jest w niebezpieczeństwie nie tylko istnienie narodowe Polski, lecz całej Europie grożą okropności nowej wojny. Nie tylko więc miłość do Polski, ale miłość dla Europy całej każe nam pragnąć połączenia się z nami wszystkich wiernych w błaganiu Najwyższego, aby za orędownictwem Najświętszej Dziewicy Opiekunki Polski zechciał oszczędzić Narodowi Polskiemu tej ostatecznej klęski oraz by raczył odwrócić tę nową plagę od wycieńczonej przez upływ krwi Europy”.

Działania zbrojne, nazwane w historiografii bitwą warszawską, rozpoczęły się 13 sierpnia zażartym bojem o Radzymin, który kilkanaście razy przechodził z rąk do rąk. Do szczególnie krwawych walk doszło po przerwaniu polskich pozycji na linii Zawady–Helenów. Śmiertelne zmagania trwały także następnego dnia – jednym z poległych w boju 14 sierpnia był ks. Ignacy Skorupka, kapelan 236. ochotniczego pułku Legii Akademickiej, który zginął w położonym nieopodal Ossowie, prowadząc swych kolegów do boju z krzyżem w podniesionej w górę dłoni. Ostatecznie Polacy za cenę wielkich strat utrzymali Radzymin i inne miejscowości, odrzucając nieprzyjaciela wiele kilometrów od  swoich pozycji.

Jednak prawdziwy przełom w zmaganiach z bolszewikami nastąpił dzień później – 15 sierpnia 1920 r., w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w polskiej tradycji – w dzień Matki Bożej Zielnej. Żołnierze polscy z ogromnym heroizmem i determinacją uderzyli na Armię Czerwoną, wdzierając się głęboko w pozycje Sowietów oraz siejąc wśród nich prawdziwy popłoch i panikę. Siła polskiego uderzenia była tak wielka, że już następnego dnia walka na przedpolach stolicy zakończyła się pełnym sukcesem wojsk polskich. Święty Maksymilian Kolbe pisał wówczas, że „Komendant kochał Matkę Boską i dlatego dała mu Ona złamać hordy bolszewickie właśnie w święto Wniebowzięcia”, a kard. August Hlond wspominał po latach: „Marszałek Piłsudski stanął w szeregach dziejowych obrońców wiary. Pod jego dowództwem zwycięski czyn bohaterskiej armii polskiej […] osiągnął znaczenie zwycięstw pod Lepanto i Wiedniem”. Powszechnie przypominano, że w obliczu bolszewickiego zagrożenia Komendant proponował czasowe przeniesienie stolicy Polski z Warszawy do Częstochowy i całkowite oddanie się pod opiekę Pani Jasnogórskiej (niestety, rząd Witosa odrzucił tę propozycję). Szczególny czas, w jakim dokonał się nieoczekiwany zwrot w wojnie z bolszewicką Rosją, sprawił, że już wkrótce w społeczeństwie polskim (i w niemałej części historiografii) wydarzenie to zaczęto określać mianem Cudu nad Wisłą. W tych samych dniach działania zaczepne na linii Wkry podjęła 5. armia gen. Władysława Sikorskiego, mająca przeciw sobie siły IV i XV armii sowieckiej. W zażartych walkach toczonych nieopodal modlińskiej twierdzy wyróżniła się 18.  Dywizja Piechoty gen. Franciszka Krajewskiego. Ciężkie boje, również zakończone sukcesem Polaków, miały miejsce pod Pułtuskiem oraz Serockiem. 16 sierpnia gen. Sikorski śmiałym atakiem zdobył Nasielsk.

Bitwa warszawska stanowiła punkt zwrotny w całym przebiegu wojny polsko-bolszewickiej oraz wywarła trudny do przecenienia wpływ na dalsze losy Europy. Gdyby nie Cud nad Wisłą, hordy sowieckie przedostałyby się do Niemiec i połączyły tam ze zrewoltowanymi masami robotniczymi i żołnierskimi, co w konsekwencji groziłoby wielu krajom niewyobrażalną hekatombą. Wobec tak przerażającej perspektywy musi zdumiewać fakt, że niemal wszystkie rządy i społeczeństwa europejskie, z wyjątkiem Francuzów i Wegrów, zachowywały w czasie konfliktu krytyczny stosunek wobec Polski, nie doceniając naszych heroicznych zmagań z wrogiem niosącym narodom Europy śmierć i zniszczenie. Jedynym wytłumaczeniem tej sytuacji pozostaje powszechna nieznajomość elementarnych faktów, a także zaczadzenie sowiecką propagandą, wszechobecną w tym okresie w prasie oraz życiu publicznym wielu krajów.

Znaczenie tej batalii w pełni docenił natomiast gen. Maxime Weygand, jeden z najwybitniejszych dowódców ówczesnej doby, który stojąc na czele francuskiej misji wojskowej, wspierał nasze zbrojne wysiłki w wojnie z bolszewikami. Po powrocie do Paryża mówił we francuskim parlamencie: „Wspaniałe polskie zwycięstwo 1920 roku było polskim zwycięstwem, a działania wojenne prowadzili polscy generałowie wedle planu polskiego.[…] Zasługę polskiego zwycięstwa nad bolszewikami należy przypisać w pierwszym rzędzie niezrównanej ofiarności narodu polskiego i armii, geniuszowi militarnemu generała Rozwadowskiego i jego zgodnej współpracy z Naczelnym Wodzem”.

Mariusz Ratajkiewicz

pgw