Home / Opinie | Felietony / Człowiek z pasją

Człowiek z pasją

Prawdziwy przewodnik duchowy, drugi ojciec, znakomity organizator, kopalnia pomysłów – tak parafianie mówią o swoim proboszczu, księdzu prałacie Zygmuncie Malackim, który został finalistą konkursu „Proboszcz Roku 2005”.

Fot. Artur Stelmasiak

W grudniu ubiegłego roku do siedziby Episkopatu Polski w Warszawie zjechało kilkaset osób z całego kraju. Rozstawili stoiska, gdzie częstowali regionalnymi potrawami oraz rozdawali foldery informacyjne o swoich miejscowościach. Przygrywały kapele ludowe, śpiewały zespoły dziecięco – młodzieżowe. Ale, wbrew pozorom, nie były to targi turystyczne, tylko finał konkursu „Proboszcz Roku 2005”. Finaliści – proboszczowie przywieźli ze sobą swoich parafian. To właśnie sami parafianie zgłaszali do konkursu swoich proboszczów, uznając, że za swoją ofiarną pracę zasługują na wyróżnienie. Wielu proboszczów niemal do ostatniej chwili nie wiedziało, że zostali zgłoszeni.

Wyróżnienie zaskoczyło również ks. Zygmunta Malackiego, proboszcza parafii św. Sanisława Kostki na Żoliborzu w Warszawie. Tym bardziej, że do finału wszedł jako jedyny kapłan z obydwu warszawskich diecezji.

Drugi ojciec

– Jest dla mnie prawdziwym przewodnikiem duchowym, drugim ojcem. Pokazuje mi jak żyć, dając nieustannie piękne świadectwo realizacji powołania kapłańskiego – mówi o ks. Malackim jego parafianin, Mieczysław Cherubiński. Dodaje, że wyróżnienie w pełni się ks. Malackiemu należało.

Aktywność ks. Malackiego widać jak na dłoni. – To świetny organizator, człowiek z pasją. Jak się już za coś weźmie, to zawsze doprowadzi to do końca – mówią o nim mieszkańcy Żoliborza. Jako przykład podają multimedialne Muzeum ks. Popiełuszki, które ks. Malacki stworzył w szybkim tempie i od podstaw. Sam jeździł i zbierał eksponaty. Był np. w Okopach, rodzinnej miejscowości ks. Jerzego i w jego rodzinnym domu, na strychu, znalazł kołyskę w której spał przyszły kapłan – męczennik.

Zresztą ks. Malacki miał okazję osobiście poznać dzisiejszego kandydata na ołtarze. – W 1973 r. dzieliłem z nim pokój w seminarium duchownym. Już wtedy można było zauważyć ogromną życzliwość Jerzego Popiełuszki wobec innych. Zawsze uśmiechnięty, pogodny, otwarty i niekonfliktowy – wspomina ks. Malacki. Dodaje, że na kilka dni przed morderstwem widział się jeszcze z ks. Popiełuszką. I ten mu przyznał, że jest świadomy poważnego zagrożenia życia.

Kiedy ks. Malacki został proboszczem tej samej parafii, gdzie przez ostatnie lata życia pracował kapłan – męczennik, pomyślał, że jego życie w dziwny sposób splotło się z życiem księdza Jerzego. – Taki życiowy scenariusz nigdy by mi nie przyszedł do głowy – przyznaje z uśmiechem ks. Malacki.

Codziennie można go zobaczyć jak klęczy i modli się przed grobem ks. Popiełuszki. A muzeum, które stworzył, jest z pewnością hołdem oddanym koledze – kapłanowi, dziś kandydatowi na ołtarze.

Łatwo nawiązuje kontakty

Do grobu ks. Popiełuszki przyjeżdża oczywiście wiele pielgrzymek. – Pielgrzymi są doskonale świadomi po co i gdzie przyjeżdżają. Rozumieją, że ks. Jerzy jest zbawiony. Pragną, aby wysłuchał ich błagań, proszą go o wstawiennictwo. A niektórzy mają intencje dziękczynne za uzyskane kiedyś w przeszłości łaski – mówi ks. Malacki. Podaje przykład mężczyzny chorego na jaskrę. Lekarze byli bezradni i jednoznacznie orzekli, że przypadek jest beznadziejny. Mężczyzna modlił się żarliwie u grobu ks. Jerzego. Po kilku tygodniach poszedł do lekarza, gdzie ku swojemu zaskoczeniu dowiedział się, że jaskra znikła. – Podobnych przypadków jest wiele. Z tym, że nie wszyscy chcą się nimi dzielić – podkreśla ks. Malacki.

Proboszcz czasami osobiście oprowadza pielgrzymów. – Kiedyś wieczorem przyjechała pielgrzymka młodzieży z nauczycielami – opowiada ks. Malacki. – Ale zauważyłem, że nie bardzo interesuje ich grób, młodzież rozeszła się po terenie przykościelnym. Podszedłem, zagadnąłem, zacząłem im opowiadać o ks. Jerzym. Najpierw kilka osób słuchało, stopniowo podchodzili następni. Mówiłem elementarne rzeczy, kim był, dlaczego zginął. Było to dla nich nowe, w oczach pojawiły się łzy. Gdzieś w przekazywaniu historii Polski jest luka, a młodzież jest dobra, tylko trzeba nią odpowiednio pokierować.

Oczywiście Muzeum ks. Popiełuszki to nie jedyna zasługa, którą u ks. Malackiego dostrzegła kapituła konkursu Proboszcz Roku. Uznanie kapituły zdobył także za doskonałe relacje z ludźmi i łatwość nawiązywania kontaktów, szczególnie ze świeckimi. Widać to szczególnie po doskonałej współpracy z grupami parafialnymi, które działają bardzo prężnie i ciągle się rozwijają. Na uwagę zasługuje m.in. wspólnota charyzmatyczna „Jezus żyje”, Ruch Rodzin Nazaretańskich, Legion Maryi, Kościół Domowy, Żywy Różaniec. Ofiarnie działa również zespół Caritas i wiele innych grup.


Aktywność ks. Malackiego widać jak na dłoni. — To świetny organizator, człowiek z pasją. Jak się już za coś weźmie, to zawsze doprowadzi to do końca – mówią o nim mieszkańcy Żoliborza
Fot. Artur Stelmasiak

Inicjator Drogi Krzyżowej

Osobne miejsce należy poświęcić działającemu w parafii Ruchowi Obrony Życia, który pomaga samotnym matkom i Fundacji „Bonum” podejmującej rozliczne działania charytatywne, np. rozdawnictwo odzieży, pomoc bezdomnym i bezrobotnym.

Dumą ks. Malackiego jest piękny Dom Pielgrzyma „Amicus”, który sam w szybkim tempie zbudował. Jest tam hotel, restauracja, kawiarnia, świetlice dla dzieci i młodzieży, pracownia komputerowa. W sali teatralnej odbywają się koncerty, przedstawienia, sympozja, promocje, konferencje, często z udziałem księdza proboszcza.

W okresie Bożego Narodzenia obok kościoła staje żywa szopka. W postacie Świętej Rodziny wcielają się parafianie : młode małżeństwa z dzieckiem w roli nowonarodzonego Jezusa. Atrakcją są także zwierzęta wypożyczone z warszawskiego ZOO. Żywa szopka to oczywiście pomysł proboszcza, który ma głowę pełną nowych inicjatyw duszpasterskich. – Bo w duszpasterstwie nieustannie trzeba szukać nowych form głoszenia współczesnemu człowiekowi Dobrej Nowiny – podkreśla ks. Malacki.

Taką nową formą głoszenia Dobrej Nowiny jest Droga Krzyżowa, która w Wielki Piątek przechodzi ulicami Starego Miasta. To właśnie ks. Malacki w 1994 r. był jej inicjatorem, jeszcze jako rektor kościoła akademickiego św. Anny. Krzyż do poszczególnych stacji niosą osoby reprezentujące różne wspólnoty zawodowe i formacyjne. Skupiony lud, ze świeczkami w rękach, modli się śpiewając Gorzkie Żale. Przy stacji dwunastej, obok Kolumny Zygmunta, słowo pasterskie wygłasza Prymas Polski kard. Józef Glemp. „Nie ukrywam, że Droga Krzyżowa jest moją wielką radością i Panu Bogu dziękuję za urzeczywistnienie tej idei” – napisał ks. Malacki w książce „Na służbie u św. Anny”.

Aniołku – czyli reprymenda!

Ks. Malacki to także niestrudzony pielgrzym na Jasna Górę. Z Akademicką Pielgrzymką Diecezjalną pielgrzymował jeszcze zanim został rektorem św. Anny. Potem było to jego obowiązkiem, z którego wspaniale się wywiązywał. Uważał, że pielgrzymka nie może być luźną sumą grup, dlatego też stworzył jeden program realizowany przez całą pielgrzymkę. Mimo wielu obowiązków szefa pielgrzymki, nie zapominał nigdy, że jest przede wszystkim kapłanem. Zawsze znajdował czas dla człowieka, spowiadał, rozmawiał. Pokazywał, że to człowiek i jego problemy są dla niego najważniejsze.

Jego przyjaciele z którymi razem pielgrzymował piszą w książce „Ku Jasnej Górze z WAPM”: „Ksiądz Malacki szybko reaguje i jeżeli ktoś go kiedyś zawiódł, mógł się przekonać, że ulubione powiedzonko Księdza Rektora ťAniołku!Ť może być także początkiem niezłej reprymendy. Ale – jak przystało na człowieka o impulsywnym usposobieniu – nie tylko wybucha, gdy coś jest nie po jego myśli, ale także szybko o wszystkim zapomina i przebacza. Jeżeli sam zawini – co przecież też czasami się zdarza – potrafi przyznać się do błędu i przeprosić. Ma jeszcze jedną specyficzną cechę, która według niego jest zaletą : lubi wiedzieć o wszystkim”.

Jako rektor św. Anny ks. Malacki niestrudzenie działał, aby przyciągnąć do Boga jak najwięcej studentów i pracowników naukowych. Szczególnie podczas rekolekcji wielkopostnych. Gromadziły one niesamowite tłumy młodych ludzi, którzy zajmowali dosłownie każdy skrawek wolnej przestrzeni : w kościele, prezbiterium, kaplicach, krużgankach, kruchcie. Zresztą i dzisiaj tak jest, ale wtedy, szczególnie w latach osiemdziesiątych, takie zgromadzenia wyjątkowo nie podobały się władzy komunistycznej.

W książce „Na służbie u św. Anny” ks. Malacki wspomina, jak kiedyś, w pierwszym dniu rekolekcji odprawiał rano Mszę św.: „W pewnym momencie weszła do kościoła, lekko zataczając się, młoda dziewczyna. Jej zachowanie wzbudziło niepokój. Po Mszy św. oznajmiła mi, że jest narkomanką i wspólnicy, wobec których nie wywiązała się z pewnych zobowiązań, ją ścigają. Błagała o pomoc, prosząc by przez najbliższe godziny mogła przebywać w naszym ośrodku. Później okazało się, że nie jest wcale narkomanką, a współpracownicą Służby Bezpieczeństwa (w ubraniu miała zamontowany malutki mikrofon), by siać zamęt i niepokój w ośrodku. Przyczyna nagłej interwencji? Rozpoczynające się rekolekcje”.

Góry to dla niego świątynia

Ks. Malacki znany jest z tego, że uwielbia wyjazdy, szczególnie w góry. – Bo one są jak świątynia, pełne Boga – tłumaczy. Pracując u św. Anny wyjeżdżał oczywiście ze studentami. Wyjazdy te były swoistymi rekolekcjami w drodze. Codziennie Msza św., nierzadko w plenerze, na szlaku, i wędrówki od szczytu do szczytu. „Wędrowanie po tatrzańskich szlakach zawsze jest duchową ucztą. Przepiękne widoki, wspaniała atmosfera wytwarzana przez turystów, np. pozdrawianie się na szlaku, życzliwość i otwartość, serdeczność i uprzejmość” – pisze ks. Malacki w „Na służbie u św. Anny”.

Ks. Zygmunt to człowiek pod wieloma względami wyjątkowy – podkreślają jego znajomi. I proszą, by koniecznie napisać jeszcze o jego znakomitych kazaniach. Dlaczego są tak znakomite? Najlepiej przyjść w niedzielę na Mszę św. o 10.00 i się przekonać. Wtedy ksiądz proboszcz je głosi.

Piotr Chmieliński

Artykuł ukazał się w numerze 02/2006.

Dodaj komentarz