Home / Historia / Człowiek zawierzenia

Człowiek zawierzenia

Z Ewą K. Czaczkowską, autorką książki Kardynał Wyszyński, rozmawia Andrzej Jakubik.

Interreks, Prymas Tysiąclecia, Mąż Stanu – tak najczęściej mówi się, wspominając kardynała Stefana Wyszyńskiego. Ale czy Polacy znają dorobek Prymasa i rolę, jaką odegrał w historii Polski, czy raczej automatycznie powtarzają wspomniane tytuły?

Ogólnie wiedza o Prymasie jest bardzo mała. Na przykład tylko 6 proc. Polaków wie, że toczy się jego proces beatyfikacyjny. Oczywiście, więcej o kardynale Wyszyńskim wiedzą starsze pokolenia, które go poznały, ale młodzież wie bardzo mało. Właściwie nic ponad to, że żył i był wielkim Prymasem.

A ile ze spuścizny Prymasa Tysiąclecia jest w naszym Kościele? Czy także jest zapomniana?

Myślę, że w Kościele jest zbyt mało działań, by podtrzymać pamięć o Prymasie. Niemniej wpływ Prymasa na Kościół w Polsce jest wciąż bardzo duży. Często nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak ta spuścizna jest znacząca. Jestem przekonana, że Kościół w Polsce nie byłby dzisiaj taki, jaki jest, gdyby nie było kardynała Wyszyńskiego.

Co konkretnie ma Pani na myśli?

Myślę o wciąż wysokich wskaźnikach religijności, o tym, że Kościół jest ważnym punktem odniesienia w debatach publicznych. Ale myślę też o silnej maryjności Polaków. Bo chociaż maryjność jako ważny element pobożności ludowej była obecna znacznie wcześniej, to kardynał Wyszyński umocnił ją i podniósł jakby na wyższy poziom, m.in. poprzez Wielką Nowennę, obchody Millennium, peregrynacje obrazu Maryi Jasnogórskiej i Jasnogórskie Śluby Narodu. Kardynał Wyszyński kładł też ogromny nacisk na wzmocnienie więzi między narodem a Kościołem. I nadal dla 20 proc. Polaków ten związek jest bardzo ważny.

Prymas był człowiekiem bardzo dobrze wyedukowanym, erudytą w wielu dziedzinach. Tymczasem spuścizna, o której Pani mówi, ma przede wszystkim związek z religijnością ludową.

Prymas był przekonany, że jedynie postawienie na prostą wiarę prostego ludu może powstrzymać systemową ateizację Polaków. To miała być tama powstrzymująca napór komunizmu. Dlatego wzmocnił maryjność i z tego powodu stawiał na związek między narodem a Kościołem, za co był krytykowany przez postępowych katolików. Dzisiaj wiemy, że ta strategia okazała się właściwym wyborem w czasach totalitaryzmu. Dzięki duszpasterskiej wizji Prymasa Polacy zachowali chrześcijańską tożsamość i wewnętrzną wolność, bez czego nie wiadomo, jak wyglądałby zryw 1980 roku.

Przygotowując się do napisania biografii Prymasa, przeczytała Pani wiele dokumentów i opracowań na jego temat. Czy w tym dorobku są wskazania, które zasługują na przypomnienie dzisiaj?

Jest wiele wskazań, które nie utraciły swojej aktualności. Myślę, że warto przypominać, iż Prymas dużo mówił o konieczności zaangażowania społecznego katolików. Podkreślał, że katolik swojej wiary nie może przeżywać indywidualnie, tylko musi ją okazywać poprzez zaangażowanie we wszystkie obszary życia społecznego. Kładł na to nacisk od początku swojej posługi kapłańskiej.

A jak on sam angażował się społecznie w okresie międzywojennym?

Przyszłemu Prymasowi bakcyl społeczny zaszczepił ojciec, umocniły go w tym studia na KUL, poznanie nauczania społecznego Kościoła oraz działalność w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie”, którego jednym z celów było wykształcenie elit odnawiających świat w duchu Ewangelii. Kiedy więc ksiądz Wyszyński znalazł się we Włocławku w latach 30., czyli w okresie największego kryzysu gospodarczego, nie tylko uczył w seminarium, ale zaangażował się w pracę Chrześcijańskiego Związku Zawodowego. Prowadził wykłady dla robotników i pomagał im w sprawach bytowych.

Jakie jeszcze inne wskazania Prymasa zasługują na przypomnienie 28 lat po jego śmierci?

W 2006 roku Benedykt XVI mówił w Warszawie do kapłanów, że wierni oczekują od nich tylko tego, aby byli ekspertami wiary. To samo innym językiem mówił Prymas. Wielokrotnie napominał kapłanów, by kochali ludzi. Wszystkich ludzi. Nie tylko swoich, bo to byłoby faryzejstwo, ale także nieprzyjaciół. By nie dzielili ludzi, nie jątrzyli, ale kochali.

Warto też przypomnieć, że choć przez cały okres swojego prymasostwa kardynał Wyszyński musiał prowadzić rozmowy z komunistami, jednocześnie przestrzegał kapłanów, aby nie angażowali się w politykę. Prosił, aby te sprawy zostawili jemu.

W takim razie nie można nie zapytać, jakim politykiem był Prymas?

Przyznam, że zanim przystąpiłam do pracy nad książką, miałam obraz kardynała Wyszyńskiego jako stalowego męża stanu. A tymczasem Prymas, owszem, był taki, ale przede wszystkim był elastyczny. Bliskim mówił, że jeżeli nie można osiągnąć 100 procent, to należy przyjąć to, co w danej chwili jest możliwe – 60–70 procent, a gdy przyjdzie odpowiedni moment, wysuwać kolejne postulaty. Do 1953 roku poszedł na wiele ustępstw, dlatego miał opozycję w samym episkopacie, ale dzięki tej polityce zostało odsunięte w czasie zasadnicze uderzenie komunistów w Kościół. Dla mnie, przyznaję, największym zaskoczeniem było to, że słynny memoriał Non possumus nie był – jak się przedstawia – bezpośrednim skutkiem dekretu rządu o obsadzie stanowisk kościelnych z lutego 1953 roku. Prymas był gotów nadal rozmawiać. Memoriał to była gra va banque. Sądził, że lekka odwilż polityczna w Moskwie będzie trwała, ale niestety, pomylił się.

Jest Pani jedną z pierwszych osób, która pisząc książkę o kardynale Wyszyńskim, korzystała z archiwów Instytutu Pamięci Narodowej. Jak Prymas przedstawiany jest w teczkach SB?

Lektura dokumentów była doświadczeniem z jednej strony przygnębiającym, ale z drugiej – budującym. Byłam zaskoczona, jak ogromne siły zaangażował Departament IV MSW do inwigilacji Prymasa. Ilu ludzi pracowało nad tworzeniem i realizacją planów operacyjnych, które miały zdyskredytować, zniszczyć autorytet Prymasa w społeczeństwie, Kościele i Watykanie. Kardynał Wyszyński był inwigilowany non stop. Od początku lat 60. naprzeciwko Pałacu Arcybiskupów Warszawskich w specjalnych punktach obserwacyjnych siedzieli funkcjonariusze SB i obserwowali każdego, kto wchodził. Robili zdjęcia, filmowali. A później, jak można się domyślać, część z tych osób szantażowali i próbowali werbować do współpracy i donoszenia na Prymasa.

A jakie pozytywy płyną z lektury teczek?

Przede wszystkim to, że mimo zaangażowania przez SB tak ogromnych sił i środków, jej wysiłki spełzły na niczym. Nie zniszczyli autorytetu Prymasa. Aczkolwiek muszę przyznać, że nie raz zastanawiałam się, ile w opiniach powtarzanych o Prymasie było ocen wynikających z rzeczywistej oceny ówczesnej sytuacji, a ile nieświadomego przyjmowania za prawdę plotek rozsiewanych przez SB na przykład o hamowaniu wprowadzania reform Soboru Watykańskiego II, o autorytarnym sposobie rządzenia czy też o rzekomo wielkim wpływie na kardynała pań z Instytutu Prymasowskiego. SB próbowała kształtować opinie także we wspomnianej wcześniej kwestii maryjności. Wywiad PRL rozpowszechniał w Watykanie informacje, że maryjność w formie lansowanej przez Prymasa wypacza ją.

Czy uprawniona jest opinia, że Prymas był przeciwnikiem Soboru Watykańskiego II?

To dobry przykład, bo taka opinia rzeczywiście jest rozpowszechniana. Prymas nie tyle był przeciwnikiem reform soborowych, co uważał, że ich wprowadzanie musi być dostosowane do warunków, w jakich żyje Kościół w Polsce. Dotarłam do ankiet przeprowadzanych wśród uczestników Soboru przed jego rozpoczęciem, z których wynika, że kardynał Wyszyński w 1959 roku postulował wprowadzenie języka ojczystego do sakramentów oraz częściowo do Mszy św. Ale podczas Soboru zmienił zdanie i opowiedział się m.in. za pozostawieniem liturgii w dotychczasowym kształcie, a także utrzymaniem centralizmu Kościoła.

Co wpłynęło na zmianę zdania?

Lata Soboru (1962–1965) to był okres najostrzej polityki antykościelnej Gomułki. Prymas zastanawiał się, w jakim kształcie Kościół najlepiej poradzi sobie w konfrontacji z ateistycznym systemem. Już wcześniej postawił na katolicyzm ludowy, a takiej pobożności najlepiej odpowiada Kościół scentralizowany, z dotychczasową liturgią. Prymas widział, jak ogromne zamieszanie spowodowało wprowadzanie reformy liturgii na Zachodzie, co odbywało się jeszcze w trakcie Soboru. Wiedział, że podobny ruch w Polsce będzie na rękę SB, która na pewno wykorzysta to do pogłębiania zamieszania i podziałów w Kościele, a w efekcie jego osłabienia. Prymas za wszelką cenę chciał ocalić jedność Kościoła, bo to było gwarancją zwycięstwa w starciu z komunistami. I z tego powodu zdecydował się opóźnić reformy. Warto też zauważyć, że część spośród grupy katolików postępowych, którzy krytykowali Prymasa za hamowanie reform, później przyznała mu rację.

Pokutuje też pogląd o konflikcie Prymasa z kardynałem Karolem Wojtyłą…

I to jest małe zwycięstwo SB, której udało się utrwalić opinię o napięciach między Wyszyńskim a Wojtyłą. Po rozmowach z osobami, które znały obu kardynałów, przeczytaniu wielu dokumentów, jestem przekonana, że nie jest to prawda. Nie było między nimi napięć i konfliktów. Obaj doskonale zdawali sobie sprawę, iż są obiektem gry ze strony Departamentu IV, który chciał ich poróżnić. Dzięki wielkiej klasie i sile charakteru obydwu kardynałów nigdy to się nie udało esbekom. Wielką w tym zasługą kardynała Wojtyły było to, że w sposób świadomy zajął drugoplanowe miejsce. Jako kardynał był równy Wyszyńskiemu, ale celowo usunął się w cień, oddając pierwszeństwo Prymasowi.

We wstępie do Pani książki dr Andrzej Grajewski pisze, że po tej lekturze można lepiej zrozumieć, na czym polegała świętość Prymasa.

Muszę zaznaczyć, że moim celem nie było udowadnianie, że Prymas zasługuje na beatyfikację. To jest praca dla teologów. W swojej książce chciałam po prostu pokazać niezwykłe życie człowieka, który ma swoje ważne miejsce w historii Polski, któremu jako Kościół i społeczeństwo wiele zawdzięczamy.

Wracając jednak do pytania, uważam, że świętość Prymasa Wyszyńskiego polegała przede wszystkim na zawierzeniu swojego życia Bogu. Na tym, że potrafił odczytać to, co jest wolą i zamiarem Boga wobec niego i wbrew własnym planom, w których nie było ani biskupstwa, ani prymasostwa, przyjął tę rolę. Co więcej, odczytując właściwie znaki czasu, wypełnił je w najlepszy sposób.

Dziękuję za rozmowę.

Andrzej Jakubik

Artykuł ukazał się w numerze 05/2009.

Dodaj komentarz