Czy potrzebne są nam media publiczne?

2013/01/18

Przejęcie KRRiT i w konsekwencji zarządu nad TVP i PR było co prawda konieczne, aby przerwać wreszcie kilkunastoletni monopol środowisk SLD i dawnej Unii Wolności, ale samo z siebie nie mogło oznaczać uzdrowienia tych instytucji. I nie mają tu znaczenia najszlachetniejsze nawet intencje tych, którzy się tego zadania podjęli.

Fot. Artur Stelmasiak

Obecna akcja ludzi Tuska i po części Pawlaka odbywa się wedle tej samej logiki, którą już w 1981 roku sformułował Mieczysław Rakowski: kto ma władzę, ten ma telewizję. Warto o tym pamiętać, bo wbrew temu, co zwykło się sądzić o naturze totalitarnego reżimu, komuniści nie od razu się zorientowali, że telewizja może być doskonałym narzędziem ideologicznym i politycznym i pozostawiali jej na początku nieco więcej swobody. To dlatego w czasach najciemniejszej gomułkowszczyzny mogliśmy podziwiać w telewizji takie zjawiska jak „Kabaret starszych panów” czy „Pegaz”, o których dzisiaj moglibyśmy tylko pomarzyć.

Próba przejęcia mediów publicznych jest tym groźniejsza, że dokonuje się z niewyobrażalnym cynizmem. Celem jej jest rzekome odpolitycznienie mediów, przy czym środkiem ma być skupienie całej władzy w rękach jednego ministra, powołującego ich rady nadzorcze. To prawda, że i Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji jest ciałem politycznym, ale z uwagi na tryb jej wyłaniania i niepokrywającą się z parlamentarnym rozdaniem kadencyjność jest jednak w jakiejś mierze niezależna od rządzącego układu.

Istnieją poważne obawy, że za tym wszystkim stoi chęć wyeliminowania publicznych mediów z rynku, a właściwie ograniczenie ich roli do jednej z wielu ofert, które na nim funkcjonują. Temu ma służyć likwidacja abonamentu i plany prywatyzacji niektórych programów.

Jednak kłopoty z mediami publicznymi, a zwłaszcza z telewizją, która jest jedynym prawdziwie masowym medium, nie są tylko politycznej natury. Pytanie, jakie powinny być te media, wciąż pozostaje otwarte. Oglądając kolejne edycje „Gwiazd tańczących na lodzie” i „Przebojowych nocy” można naprawdę stracić ochotę na płacenie abonamentu. Argumenty, że TVP, aby zachować swoją pozycję na rynku reklam musi konkurować tandetą z telewizjami komercyjnymi, nie wydają się przekonujące. I to właśnie ze względu na ściągany – przynajmniej formalnie – abonament.

Podobnie rzecz się ma z funkcją informacyjną i publicystyczną mediów publicznych. Właśnie jako takie media te powinny za wszelką cenę zachowywać swoją bezstronność w toczącym się nieustannie sporze politycznym, a nie wzorem mediów komercyjnych ulegać sympatiom w stosunku do tej lub tamtej opcji. W warstwie informacyjnej bezstronność to po prostu rzetelność informacji, a w publicystyce proporcjonalna reprezentatywność różnych stanowisk. Oczywiście warunkiem zachowania takiej bezstronności w oczach widzów i uszach radiosłuchaczy jest minimalny choćby autorytet, na który trzeba bardzo długo pracować.

Odpowiedź na pytanie, jakie powinny być media publiczne, jest więc bardzo prosta: dobre i pluralistyczne. Dobre to znaczy kreujące gusta odbiorców, a nie ulegające zapotrzebowaniu na ciągłą ekscytację, powierzchowność i sensacyjność przekazu. Pluralistyczne to znaczy odzwierciedlające różne punkty widzenia, ale w takich proporcjach, w jakich one rzeczywiście występują w społeczeństwie. I nie należy się doszukiwać sprzeczności między tymi postulatami, bo tylko respektowaniu obu z nich sprawi, że media – nie tylko zresztą publiczne – będą zdolne do spełniania funkcji kulturotwórczej.

Oczywiście dobre i pluralistyczne media publiczne potrzebują pieniędzy na wypełnianie swojej misji, i to pieniędzy, które nie będą wydzielane przez rząd z budżetu, ale będą pochodzić bezpośrednio od obywateli. Dlaczego zatem zamiast dyskusji o likwidacji abonamentu nie dyskutuje się o skutecznych sposobach jego ściągania? W Europie jest wiele sposobów, które dałoby się łatwo skopiować.

Przed nami perspektywa tzw. cyfryzacji telewizji. W skrócie oznacza to kilkadziesiąt kanałów ogólnopolskich docierających do każdego widza, który ma zwykłą antenę na dachu i dekoder cyfrowy. Nie trudno się domyśleć, że kanały te będą szybko zdominowane przez zachodnią ofertę komercyjną. Komu w obliczu takiej perspektywy zależy na osłabieniu albo wyeliminowaniu telewizji publicznej?

Zbigniew Borowik

Artykuł ukazał się w numerze 05/2008.

© Civitas Christiana 2024. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej