Home / Książki / Czy rzeczywiście „piękne”? O ostatniej książce Rafała Ziemkiewicza

Czy rzeczywiście „piękne”? O ostatniej książce Rafała Ziemkiewicza

10 września staraniem kilku środowisk, we wrocławskiej siedzibie Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”, odbyło się spotkanie z Rafałem Ziemkiewiczem i jego najnowszą książką. Przepełniona sala pokazała, że w dyskusji nad naszą polską historią przyszedł czas na stawianie na nowo pytań, co do których wydawało się, że odpowiedzi na nie już dawno padły. Na pewno obserwując dzisiejszą rzeczywistość i próbując ją zrozumieć, należy sięgać do przeszłości. Warto poświęcić czas i wysiłek umysłowy na wiązanie tego, co było, z tym, co jest. Warto przy tym wychodzić poza utarte ścieżki przekonań i sądów, choć z góry wiadomo, że nie jest to proces miły i łatwy. W opowieści Alana Aleksandra Milne’a, Stumilowy Las był światem kompletnie zamkniętym i bezpiecznym, jego mieszkańcy rzeczywiście żyli życiem swojskim, a czytelnik właściwie z góry wiedział, że nic złego nikomu nie może się przydarzyć. Ale my nie żyjemy w świecie wyobrażonym przez Milne’a, a wśród nas nie żyje Prosiaczek, Sowa czy Kangurzyca. Pogląd, w którym ktoś tego typu widzenie świata próbowałby prezentować w odniesieniu do nas żyjących tu i teraz, byłby uznany powszechnie za niedorzeczny. Gdybyśmy chcieli go opisać grzecznie, określilibyśmy go mianem: „fantastyczny”.

Być może porównanie z „Kubusia Puchatka” nie jest najtrafniejsze. Nie wiem, czy Ziemkiewicz, autor inkryminowanego tomu o prowokacyjnym tytule: „Jakie piękne samobójstwo”, byłby z niego zadowolony. Na usprawiedliwienie siebie dodam, że kiedy ją tworzył, też nie pytał potencjalnych czytelników, w tym i piszącego te słowa, o zdanie. Książka jest kreacją jego własnych przemyśleń i analizy historii opartych o pytania, które odważył się postawić i za to należy mu się uznanie. A na ewentualny zarzut, że nie wszystko mi się w niej podoba, ma prawo odpowiedzieć, że nie startował do konkursu piękności i podobanie się nie jest celem zawartych w publikacji tez. Muszę jednak dodać kolejny osobisty pogląd na powyższą kwestię. Praca Ziemkiewicza, ze względu na odwagę skierowaną ku wyższemu celowi, robi na mnie wrażenie i bez wątpienia zasługuje na życzliwy odbiór.

ziemkiewicz_2Celem książki jest postawienie przez autora kwestii przyjęcia przez Polskę ultimatum Hitlera w sprawie Gdańska i autostrady przez tzw. korytarz. W polskiej historiografii ponowne rozdrapywanie tej rany wydaje się być rzeczą niebywałą, wręcz bluźnierczą. Jakiś czas temu podobne pytanie postawił Piotr Zychowicz w pracy pt.: „Pakt Ribbentrop – Beck, czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki”. Obie książki różnią się jednak w pewien sposób. Przede wszystkim Ziemkiewicz wyraźnie odcina się od stawiania kwestii „co by było gdyby”, skupiając się jedynie na tym, co należało zrobić w danym momencie historycznym. Zagadnienie dla książki zasadnicze osadza również w kontekście historycznym i psychologicznym. Rok 1939 jest więc jedynie pretekstem do czegoś większego, namysłu nad polskim charakterem narodowym.

Publicysta w swej analizie wychodzi od polskiego republikańskiego sarmatyzmu, w którym władza polityczna pochodziła od narodu. Kreśli obraz Polski jako kraju, w którym tworzono oryginalną myśl społeczną i polityczną, wreszcie, gdzie tolerancja i zrozumienie miały swoje szacowne wysokie miejsce w hierarchii wartości w przeciwieństwie do reszty Europy. Zwraca uwagę na fakt, że współczesnym Polakom przedstawia się ten okres jako coś złego, wmawiając, że przez swe wolnościowe idee doprowadzili państwo do zguby. Wkodowuje się przekaz, że tego typu wartości są zgubne, a idąc tropem zaborczej propagandy, sugeruje się niezdolność Polaków do posiadania swego państwa. Tymczasem ustrój ten był po prostu wymagający. Przede wszystkim obywatele musieli być świadomi swej Rei Publicae, jej celów i wartości. Wraz z kryzysem tej świadomości upadło państwo, a przypieczętowaniem tego faktu były rozbiory, po których przyszedł czas na krystalizowanie się nowego narodu i wreszcie niepodległość państwowa, która wytworzyła się, zdaniem publicysty, w wyniku wysiłku narodu, który w międzyczasie odzyskał świadomość swych celów. Okres dwudziestolecia międzywojennego dla autora jest ciekawym polem do obserwacji kształtowania się sporu o przeszłość, a tym samym o wizję narodowej przyszłości. Obrazuje go na przykładzie sporu Dmowski – Piłsudski, zaś odpowiedni rozdział książki nazywa: „Między Prezesem a Komendantem”. Najogólniej podsumowując jego rozważania na ten temat, z którymi jednak każdy powinien zapoznać się sam, dla pierwszego z nich naród to demos, który winien sam dokonywać wyborów, kreować elitę i wytyczać kierunki polityczne, dla drugiego zaś jest to rodzaj armii w rękach wodza. Ta antynomia, jak się wydaje, nie wygasła także i dziś. Nawet mimo apeli o ciszę nad trumnami obu wielkich przywódców spór ten nie wygaśnie aż do zwycięstwa jednej z tych koncepcji.

Na problem mentalności odrodzonych w swym państwie Polaków nałożył się dodatkowy aspekt, który winien był determinować i determinował polską politykę dwudziestolecia międzywojennego, a który autor nazwał: „Kwadraturą wersalskiego bękarta”. W zagadnieniu tym zawiera się intrygująca kwestia utrzymania państwowości ulokowanej pomiędzy komunistycznym imperium, które za swój zdecydowany priorytet uważa ekspansję światowej rewolucji na Zachód „przez trupa Polski”, a rewizjonistycznymi Niemcami, które w odpowiednim czasie przekształciły się w żądne krwi państwo totalne. Większość Polaków kształtowana była przez oficjalną propagandę obozu Piłsudskiego, w której nasz kraj był silnym mocarstwem, którego pobić żadna z tych potęg nie była w stanie. Stąd lekceważenie jednych i drugich. Piłsudski, który zdaje się rozumiał zagrożenie geopolityczne i polityczne, zmarł w połowie lat trzydziestych, nie doczekawszy się następców politycznych. Ekipa, którą pozostawił, w opinii publicysty, nie była w stanie dokonywać zimnych kalkulacji tego, co możliwe, karmiąc siebie i naród frazesami.

Zimna polityczna kalkulacja – jest to wyzwanie, które Ziemkiewicz stawia elitom politycznym mającym zamiar stać na czele narodu. Autor, jak już wspomniano, nie snuje fantastyki historycznej, nie próbuje pisać o tym, jak miło by było, gdyby polscy żołnierze wraz z Wehrmachtem maszerowali w 1941 roku przez Rosję. Stawia tylko kwestię pewnego dramatu. Oto w roku 1939 Polska na skutek nieudolnej polityki swego rządu stanęła oko w oko z dwoma wrogami i, by tego dramatu uniknąć, jedyne, co mogła zrobić, to ulec ultimatum, nie dając się tym samym aliantom zachodnim rzucić lwu na pożarcie. Co by mogło być dalej, autor nie chce dywagować, choć pisze, co było dalej i temu znowu trudno zaprzeczyć: okupacja, tragedia Polski Walczącej i kilkadziesiąt lat komunizmu. Teraz zaś my musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy szukać nowego Komendanta, którego na horyzoncie ni widu ni słychu, czy iść za radami Prezesa i odbudowywać demos.

Wracając zaś do tytułowego pytania. Człowiek racjonalny wie, że samobójstwo to samobójstwo, człowiek zaś stworzony został przez Boga, by żyć .

Piotr Sutowicz

Rafał Ziemkiewicz, Jakie piękne samobójstwo, Lublin 2014, s.395

Recenzja ukazała się we wrześniowym numerze czasopisma „Słowo Wrocławian”