Home / Opinie | Felietony / Czy w Belgii jest miejsce dla Chrystusa?

Czy w Belgii jest miejsce dla Chrystusa?

O Belgii słyszymy w mediach bardzo często, chociażby w kontekście doniesień z instytucji Unii Europejskiej albo głównej siedziby NATO. Dużo mniej uwagi poświęca się prawdziwej sytuacji w kraju, którą miałam okazję obserwować studiując i pracując tam przez 10 miesięcy, na przełomie 2016 i 2017 roku. Szybko przekonałam się, co oznacza życie w jeszcze do niedawna katolickim, a dziś określanym jako jedno z najbardziej zlaicyzowanych państw Europy.

Od państwa katolickiego do laickiego

Belgia posiada głębokie tradycje chrześcijańskie. To właśnie katolicyzm legł u podstaw jej stworzenia, jednocząc dwie bardzo różne od siebie społeczności – Walonów na południu oraz Flamandów na północy. W 1830 r. katolickie południowe Niderlandy oderwały się od protestanckiego Zjednoczonego Królestwa Niderlandów (współczesna Holandia), manifestując w ten sposób sprzeciw wobec prześladowań katolików, podnosząc katolicyzm do rangi religii większości, a tym samym kończąc panowanie holenderskie i proklamując powstanie nowego państwa. Mimo, iż w Belgii praktykowano także protestantyzm, wraz z przyjęciem pierwszej konstytucji w 1831 r. Kościołowi Katolickiemu nadano liczne przywileje. Wprowadzono do szkół religię jako przedmiot obowiązkowy, umożliwiono duchownym posługę w szpitalach i wojsku, wybudowano wiele kościołów, kapliczek, a ulicom i szkołom nadano katolickie nazwy. To z Belgii wywodzi się tradycja procesji Bożego Ciała, z belgijskiego miasta Liege przybył do Polski pierwszy biskup katolicki, na jej terenach powstały wyjątkowe wspólnoty ludzi świeckich, zwane beginkami i begardami.

Sytuacja zaczęła się zmieniać w latach sześćdziesiątych. Okres ten nazywany jest często kryzysem Kościoła belgijskiego, który trwa do dzisiaj. W całej Europie dochodziło do błędnych, tendencyjnych interpretacji dokumentów Soboru Watykańskiego II, ale w Belgii szczególnie postanowiono zerwać z tradycją. Księża, którzy nazywali siebie dumnie ,,reformatorami’’, masowo wyrzucali konfesjonały, rzeźby i obrazy świętych, rozrywali różańce, zamieniali tradycyjną sutannę na garnitur. Chcieli w ten sposób ,,rozprawić się z religią niedojrzałą’’. W rezultacie wielu zdezorientowanych kapłanów porzuciło powołanie, a wierni coraz rzadziej uczestniczyli w nabożeństwach, tracąc szacunek do Kościoła (przede wszystkim do symboli religijnych), nieodbudowany do dzisiaj. Katolickie nauczanie bardzo zmniejszyło swoje oddziaływanie w społeczeństwie. Powstała swoista duchowa próżnia, bowiem nie było duchownych, którzy na nowo ewangelizowali by naród. Wielu Belgów utraciło wiarę, wybierając ateizm, który stał się ,,modny’’. Dodatkowo rok 1968 przyniósł antyreligijną rewolucję kulturalną, a do kraju zaczęło napływać wielu muzułmanów.

Czy laickość państwa jest zła?

Chodź termin ,,państwo laickie’’ możemy interpretować na wiele sposobów, w podstawowym znaczeniu jest to ,,państwo nie-wyznaniowe’’. Zatem, w świetle aktów ustawodawczych państw współczesnej Europy, większość z nich podlega temu kryterium i nie oznacza to kompleksowej walki z religią. Przeważa laickość pozytywna, akceptująca obecność pierwiastka religijnego w sferze publicznej, otwarta, gwarantująca wolność myśli, sumienia i wyznania, sprawiedliwość, poszanowanie życia, wspierająca wszystkich obywateli. Dobrą ilustracją tej zasady jest zdanie autorstwa kard. Ratzingera, zawarte w „Nocie doktrynalnej o niektórych aspektach działalności i postępowania katolików w życiu politycznym”: „»Laickość« bowiem oznacza przede wszystkim postawę kogoś, kto respektuje prawdy wypływające z naturalnej wiedzy o człowieku żyjącym w społeczności”[1].

Jak zauważa José Casanova, religioznawca i socjolog, wykładowca New School University of New York: ,,postępująca, choć nierównomiernie, laicyzacja Europy jest niezaprzeczalnym faktem społecznym’’[2]. Wśród przyczyn tego zjawiska możemy wymienić m.in. chęć rozbicia monopolu Kościoła Katolickiego, oparcie społeczeństw na materializmie i konsumpcji, kryzys cywilizacji w kontekście liczby urodzeń, zawierania małżeństw i wiele, wiele innych. Casanova dodaje jednak, że mieszkańców Starego Kontynentu możemy określić jako ,,wierzących bez przynależności’’, tzn. niepraktykujących lub ateistów. Jest to szerszy proces odchodzenia wiernych od religii, mający konkretne przełożenie na funkcjonowanie społeczeństw. Zatem, z jednej strony, laickość nie jest dzisiaj niczym wyjątkowym, z drugiej, jeżeli religia jest całkowicie wyparta z przestrzeni publicznej, w jej miejsce często nie pojawia się nic…

W moim przekonaniu Belgia jest właśnie takim przypadkiem, gdzie wystąpiła duchowa próżnia, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że szczególnym na tle Europy i  świata. Tutaj społeczeństwo szczyci się swoim ateizmem i wręcz nerwowo reaguje na wszystko, co związane z tradycją katolicką, która przecież stanowi jego dziedzictwo. W Belgii nie pada pytanie: ,,czy jesteś wierzący?’’ – od razu zakłada się, że każdy, a  szczególnie młody człowiek powinien być ateistą, a jeżeli jest inaczej, pytanie formułuje się: ,,ty na prawdę wierzysz, właściwie po co?’’. Ojciec Charles Delheze, jezuita i wykładowca na Uniwersytecie w Namur podkreśla, że w Belgii rozdział kościoła od państwa nigdy nie został tak dokładnie unormowany jak we Francji, a mimo to, w porównaniu do południowego sąsiada, proces sekularyzacji społeczeństwa postępuje szybciej, w sposób bardziej zdecydowany, a często nawet agresywny. Zdaniem jezuity ,,jest to reakcja na silną pozycję Kościoła Katolickiego w przeszłości’’[3].

Jedno z najbardziej zlaicyzowanych państw Europy, czyli jakie?

Kiedy pytałam znajomych Belgów dlaczego odwrócili się od Boga, najczęściej odpowiadali: ,,żyjemy w państwie dobrobytu ekonomicznego, które zapewnia nam pokaźne świadczenia socjalne, a więc także poczucie bezpieczeństwa. Czym zamożniejszy się stajesz, tym mniej ludzi wokół siebie potrzebujesz, a już na pewno nie jakiegoś bóstwa nad sobą’’. Te dwa zdania dobrze określają ogólną ideologię przyjętą w państwie, wspieraną także przez większość polityków i media. Królestwo Belgii chce być nowoczesne: nader świeckie i pluralistyczne, podporządkowując się idei logiki i użyteczności. Wszystko to w imię realizacji potrzeb człowieka, który chce być wolny, żyć wygodnie, skupić się na swoich uczuciach, interesach i prawach, nie tyko tych zagwarantowanych formalnie, ale też kulturowych, które są ważniejsze niż oczekiwania rodziny, grupy, wspólnoty – jak określiła Mirosława Grabowska, typowe ,,społeczeństwo rozbuchanego indywidualizmu’’[4]. W szerszym kontekście społecznym, w Belgii realizuje się długoterminowy projekt wielokulturowości, promujący niedyskryminację, równość i poszanowanie innych kultur, wzmocniony prawem, które ma „humanizować” procedury nowo przybywających imigrantów i ideologią ateistyczną, która ma zastąpić religię. Mocno broni się praw różnorodnych grup, ale nie powiązuje się ich z porządkiem moralnym.

Według badań amerykańskiego ośrodka badawczego Pew Research Center, przeprowadzonych w 2017 r., na pytanie: ,,czy wierzysz, albo nie wierzysz w Boga?’ – NIE WIERZĘ odpowiedziało 54% Belgów, co daje drugi najwyższy wynik w Europie. Praktykujący katolicy to ok. 11-12% ogółu społeczeństwa i z moich obserwacji wynika, że grupę tę w dużej mierze stanowią inne narodowości, w tym Polacy. Nie łatwo jest być katolikiem w Belgii, co jakiś czas słyszy się nawet o przypadkach dyskryminacji wiary katolickiej. Mała liczba wiernych prowadzi do niedostatecznej liczby duchownych, a kościoły, kiedyś tak licznie budowane w myśl zasady jedna gmina-jeden kościół, są zamykane i zmieniane na puby, biblioteki, a nawet meczety. Do dzisiaj pamiętam moje zdziwienie, kiedy w Maastricht (miasto holenderskie przy granicy z Belgią), odwiedziłam kościół zamieniony na biblioteko-kawiarnię pod nazwą Boekhandel Dominicanen, gdzie w miejscu ołtarza ludzie popijali kawę i drinki.

Przez kilkanaście ostatnich lat politycy starali się, aby Belgia stała się bardziej wielokulturowa, odzwierciedlając mnogość kultur, religii, tradycji, a także sprawiedliwa wobec wszystkich obywateli: tych wierzących i niewierzących (którzy stanowią przecież ponad połowę społeczeństwa), o różnym pochodzeniu i orientacji seksualnej. W 2003 r. Belgia była drugim krajem na świecie, w którym zalegalizowano małżeństwa homoseksualne, od 2006 r. przyznano im także prawo do adopcji dzieci. Społeczeństwo belgijskie słynie z tolerancji wobec par LGBT, któremu kilka miesięcy temu wtórował także… Prymas Belgii, Kard. Josef De Kesel. Duchowny opowiedział się za ceremonią religijną dla par jednopłciowych, jednakże bez błogosławieństwa czy wymiany obrączek, a także wezwał do większego respektowania praw osób homoseksualnych przez Kościół. Po tych doniesieniach Prymas Holandii Willem Jacobus Eijk zastanawiał się, czy w Kościele nastał czas apostazji. W 2002 r. belgijski parlament przyjął ustawę legalizującą eutanazję, w 2014 r. przyjęto ustawę o eutanazji bez ograniczeń wiekowych, co uczyniło z Belgii jedyny kraj, który dopuszcza eutanazję niezależnie od wieku. Znane jest kilka przypadków, w których przyznano takie prawo osobom w wieku 17-25 lat, cierpiącym z powodu depresji. Zwolenników eutanazji określa się w mediach jako ludzi wspaniałomyślnych, którzy chcą, by chorzy mogli decydować o własnym losie.

Kontynuując starania o wyeliminowanie religii z życia publicznego, w Walonii, francuskojęzycznej części Belgii, w kalendarzu szkolnym oficjalnie przemianowano cztery główne chrześcijańskie święta na nazwy świeckie. Przyjęto następującą terminologię: święto chrześcijańskie znane wcześniej jako Dzień Wszystkich Świętych określone jako urlop jesienny, Święta Bożego Narodzenia-ferie zimowe, Wielki Post-czas odpoczynku i relaksu, Wielkanoc-wiosenne wakacje. W parlamencie dyskutuje się też o pozostawieniu ustawowo wolnych tylko tych dni, które świętują prawie wszyscy i które mają głównie świecki charakter. Są to: Nowy Rok (1 stycznia), Święto Pracy (1 maja), święto narodowe (21 lipca), rocznica zakończenia I wojny światowej (11 listopada) i Boże Narodzenie (25 grudnia). Do tej listy mają być dodane trzy nowe dni wolne od pracy: Dzień Kobiet (8 marca), Dzień Walki z Rasizmem (21 marca) i Światowy Dzień Różnorodności Kulturowej (21 maja). W 2013 r. urzędnicy miejscy w Brukseli usunęli tradycyjną choinkę z rynku w centrum miasta i zastąpili ją “wielokulturową” strukturą świateł, czyli w rzeczywistości konstrukcją abstrakcyjnej sztuki minimalistycznej, tak, aby nie urazić wyznawców innych religii. Radny miasta Philippe Close powiedział, że celem jest pokazanie awangardowego charakteru Brukseli poprzez połączenie nowoczesności i tradycji, aby stworzyć coś nowego.

Moja ocena sytuacji w Belgii jest krótka i jednoznaczna: w kraju panuje upadek wartości i kryzys egzystencjonalny, a podejmowane decyzje polityczne służą utrzymaniu spokoju i spójności wielokulturowego społeczeństwa. W kolejnym tekście opowiem więcej o moich prywatnych doświadczeniach i odpowiem na pytania: czy jako katoliczka byłam dyskryminowana, czy na uczelni panuje wolność słowa i dlaczego Muzułmanie mogą pomóc Belgii w powrocie do Chrystusa.

Marta Witczak-Żydowo

/md