Deficyt unijnej demokracji

2013/01/18

Sejm RP 28 lutego zdecydowaną większością głosów, zarówno rządzącej koalicji, jak i opozycji, uniemożliwił całemu narodowi wypowiedzenie się w tej sprawie w drodze referendum. Wybrani przed czterema miesiącami parlamentarzyści uznali nas za niedojrzałych do podjęcia tak ważnej decyzji. To był naprawdę czarny dzień polskiej demokracji.

Fot. Artur Stelmasiak

Chciałbym być dobrze zrozumiany. Nie jestem przeciwnikiem ratyfikacji tego dokumentu, tak jak nie jestem przeciwnikiem integracji europejskiej. Również i mnie trudno jest sobie wyobrazić, że ten traktat nie będzie przez nas ratyfikowany. A jednak wielką troską – a może nawet i „przerażeniem”, jak mawiają w takich sytuacjach autorytety moralne – napawa mnie łatwość, z jaką polska klasa polityczna wkracza na drogę obcych duchowi obywatelskiemu procedur, charakteryzujących się rzekomym pragmatyzmem i skutecznością.

Chciałbym być dobrze zrozumiany. Nie jestem przeciwnikiem ratyfikacji tego dokumentu, tak jak nie jestem przeciwnikiem integracji europejskiej. Również i mnie trudno jest sobie wyobrazić, że ten traktat nie będzie przez nas ratyfikowany. A jednak wielką troską – a może nawet i „przerażeniem”, jak mawiają w takich sytuacjach autorytety moralne – napawa mnie łatwość, z jaką polska klasa polityczna wkracza na drogę obcych duchowi obywatelskiemu procedur, charakteryzujących się rzekomym pragmatyzmem i skutecznością.

Fundamentalnym argumentem za referendum w sprawie traktatu lizbońskiego jest właśnie jego reformujący charakter. Dla nikogo nie powinno być tajemnicą, że poza sztafażem symboliki państwowej – hymnem, flagą, godłem, samą nazwą „konstytucja” – traktat ten to w istocie powrót do Konstytucji dla Europy, która nie weszła w życie z powodu odrzucenia jej w referendach we Francji i w Holandii w 2005 r. Wprowadza on bardzo istotne zmiany w stosunku do traktatu z Nicei, który obowiązywał w chwili naszego wstąpienia do Unii.

Przede wszystkim Unia Europejska przestaje już być tworem sui generis, luźnym związkiem suwerennych państw, ale uzyskuje osobowość prawną jako jednolita organizacja międzynarodowa. Choć nie staje się – wbrew obawom wielu – superpaństwem, to jednak wykrawa z zakresu suwerenności państw narodowych spory obszar kompetencji. Zmienia w sposób dość istotny procedurę podejmowania decyzji w najwyższym organie Unii i to niestety na niekorzyść państw średniej wielkości, takich właśnie jak Polska. Wzmacnia ochronę praw podstawowych, podnosząc kontrowersyjną Kartę praw podstawowych do rangi traktatu.

Czy te innowacje nie są wystarczającym powodem, aby spytać o ich akceptację w ogólnonarodowym referendum? Nie chodzi tu tylko o względy formalne. Wiadomo wszak, że procedura ratyfikacyjna przewidziana w samym traktacie odsyła do rozwiązań konstytucyjnych właściwych poszczególnym państwom członkowskim, a według naszej konstytucji dopuszczalna jest zarówno procedura parlamentarna, jak i w drodze referendum. Chodzi o rzecz daleko ważniejszą, związaną z podjęciem pełniejszej odpowiedzialności obywatelskiej za przyszły kształt Unii Europejskiej. Chodzi wreszcie o pełną legitymację demokratyczną wszystkich zachodzących w niej procesów, jeśli oczywiście chcemy poważnie traktować wszelkie odniesienia do wartości, takich jak godność osoby, wolność, demokracja, państwo prawa .

O deficycie demokracji we wspólnocie europejskiej, polegającym na nikłym uczestnictwie obywateli w stanowieniu prawa i funkcjonowaniu unijnej demokracji, słyszy się od dawna. Najnowsza historia reformy UE, związana z jej rozszerzeniem na wschód, zdaje się ten deficyt tylko pogłębiać. Nie wróży to najlepiej przyszłości samej integracji, która odrywa się w ten sposób od swojego najbardziej podstawowego założenia, czyli wolności politycznej obywateli.

Nie dajmy sobie wmówić, że nasze polskie wątpliwości co do jakości etycznej podejmowanych rozwiązań politycznych, prawnych, ekonomicznych i kulturalnych we wspólnocie europejskiej są jedynie przejawem naszego wrodzonego warcholstwa i niczym nie uzasadnionych narodowych fobii. Sądzę, że nikt rozsądny w Europie nie będzie lekceważył naszej szczególnej wrażliwości na te kwestie, mając na uwadze doświadczenie płynące z najnowszych dziejów politycznych naszego kontynentu.

Zbigniew Borowik

Artykuł ukazał się w numerze 04/2008.

© Civitas Christiana 2024. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej