Home / Społeczeństwo / Dialog na setki lat

Dialog na setki lat

Rozmowa z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim, konsulatorem Rady Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem

Po co nam dialog z innymi religiami?

Dialog jest sposobem spotkania z drugim człowiekiem, Zakłada przyjazne otwarcie i wymaga spełnienia trzech warunków. Po pierwsze, należy poznawać i zrozumieć drugiego człowieka tak, jak on siebie rozumie i przedstawia. Chodzi przy tym nie o to, by przyjąć jego argumenty jako swoje, ale by je poznać. Drugi warunek rzetelnego dialogu to uszanowanie drugiego człowieka, takim jaki on jest, z jego odmiennością, wrażliwością i sposobem przeżywania świata. Szacunek nie oznacza relatywizmu ani łatwowierności, lecz opiera się na uznaniu godności rozmówcy. Warunek trzeci to nawiązywanie i rozwijanie współpracy wszędzie tam, gdzie jest to możliwe i potrzebne, czyli zgodne działania na rzecz wspólnego dobra.

Taki model dialogu nie zakłada z góry perspektywy religijnej, ale nie może też jej wykluczać ani bagatelizować. Religijność jest jednym z głównych składników naszej tożsamości, zatem dobrze rozumiany i realizowany dialog najczęściej przenosi się na poziom spotkania wyznawców odmiennych religii, takich np. jak chrześcijaństwo i judaizm. Chodzi o to, by chrześcijanie i żydzi nawzajem siebie poznawali, nawzajem siebie szanowali i ze sobą owocnie współpracowali. Bardzo istotną sprawą jest zatem wzajemność.

Jan Paweł II w 1980 r. powiedział w Moguncji, że „kto spotyka Jezusa Chrystusa, spotka judaizm”. Co to znaczy?

To spojrzenie jest głęboko teologiczne oraz idzie znacznie dalej niż zarysowane wyżej ogólne pojęcie dialogu. Wskazuje ono, że w religii i teologii chrześcijańskiej istnieje dynamizm, który ukierunkowuje nas ku dawnej i obecnej religii żydowskiej. Ponieważ sedno chrześcijaństwa, jego źródło i życie, stanowi Jezus Chrystus, więc by Go należycie poznać i przyjąć, trzeba spotykać, czyli poznawać judaizm. Chodzi nie tylko o judaizm historyczny, jaki istniał w czasach Starego Testamentu oraz w czasach Jezusa, lecz także o ten judaizm, który istnieje dzisiaj. Papież zasugerował, że wiedza o żydowskim życiu religijnym pomaga pełniej poznać i zaakceptować Jezusa i Jego orędzie.


Ksiądz prof. Waldemar Chrostowski z UKSW jest jednym z najwybitniejszych polskich biblistów oraz konsulatorem Rady Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem
Fot. Artur Stelmasiak

Na czym polega wyjątkowość dialogu chrześcijańsko-żydowskiego?

Wynika ona z samej istoty wiary chrześcijańskiej, zakorzenionej w wydarzeniach zbawczych, które miały początek w dziejach biblijnego Izraela i znalazły odzwierciedlenie w jego świętych księgach, przyjętych przez Izraelitów jako Biblia Hebrajska, natomiast przez chrześcijaństwo, które do kanonu włączyło także siedem ksiąg napisanych lub zachowanych w języku greckim, jako Stary Testament. Jest to nasza wspólna księga święta i choćby dlatego konieczne jest nasze spotkanie. My, chrześcijanie, jesteśmy nierozerwalnie wszczepieni w wiarę Abrahama i pozostałych patriarchów oraz innych wielkich bohaterów Starego Testamentu. Na gruncie tej wiary, w oparciu o rzeczywistość biblijnego Izraela, wyrosły dwie religie: chrześcijaństwo i judaizm rabiniczny. I to w takiej właśnie kolejności, chrześcijaństwo bowiem było pierwsze niż judaizm ukształtowany przez rabinów w tej postaci, która przetrwała do dzisiaj. Wyjaśnienie tych wzajemnych relacji, a także odpowiedź na fundamentalne pytanie: dlaczego na gruncie jednej rzeczywistości zbawczej Pierwszego Przymierza, chcianej i urzeczywistnianej przez Boga, wyrosły dwie tak odmienne tradycje religijne, z których jedna uznaje w Jezusie Mesjasza i Syna Bożego, a druga temu uznaniu się wyraźnie sprzeciwia – odpowiedź na to pytanie stanowi jeden z centralnych punktów dialogu chrześcijańsko-żydowskiego. Przez wieki chrześcijanie dawali na to pytanie swoją odpowiedź, a Żydzi swoją, na skutek czego obie wspólnoty skutecznie współdziałały we wzajemnym oddalaniu się od siebie. Udzielanie odpowiedzi na to fundamentalne pytanie stawało się więc dodatkową sposobnością do dalszego a n t a g o n i z owa n i a wzajemnych relacji, a przez to do nowych napięć i konfliktów.

Ale ten dialog trwa już dwa tysiące lat. Czy wiek XX przyniósł jakiś świeży powiew w tych wysiłkach?

Poza wyjątkami, o których się dość chętnie po stronie żydowskiej mówi, a które były wypadkową wzajemnej nietolerancji, niechęci czy wrogości, generalnie w ciągu kilkunastu stuleci miliony chrześcijan i wyznawców judaizmu żyły ze sobą, czy koegzystowały w postawie praktycznego dialogu. To, co zostało zapoczątkowane w wieku XX, to dialog swoiście zinstytucjonalizowany. Swoiście, bo nie jest to dialog chrześcijaństwa z judaizmem…?


Dialog jest sposobem spotkania z drugim człowiekiem – uważa ks. prof. Chrostowski
Fot. Tomasz Gołąb

Nie jest bowiem tak, że chrześcijaństwo się zjednoczyło i ma wspólną reprezentację do dialogu z wyznawcami religii żydowskiej. Jest to dialog Kościoła katolickiego z judaizmem, w który Kościoły prawosławne rzadko i niezbyt chętnie się włączają, natomiast wspólnoty protestanckie – owszem, aczkolwiek z powodu ich małego potencjału religijnego i teologicznego niewiele z tego dialogowania wynika.

Analogiczny, a w pewien sposób jeszcze głębszy problem, istnieje po stronie żydowskiej. Współczesny judaizm jest bardzo zróżnicowany – od nurtu ultraortodoksyjnego i ortodoksyjnego, które o żadnym dialogu słyszeć nie chcą, przez nurt konserwatywny (tu niewielka część Żydów włącza się w dialog) po nurt reformowany i liberalny, które wprawdzie w dialog włączają się najchętniej, ale w swoich wysiłkach nie są poważnie traktowane przez innych Żydów, zwłaszcza ultra- i ortodoksyjnych. W dodatku, o ile papież stanowi w katolicyzmie autorytet centralny, a jego nauczanie jest normatywne, czyli zobowiązujące, o tyle nikt taki nie istnieje po stronie żydowskiej. Każdy rabin jest tam autorytetem dla siebie i dla swojej rodziny oraz dla tej części wspólnoty, której jego postawa i poglądy się podobają. Dlatego w dialogu katolickożydowskim istnieje daleko posunięta asymetria. Katolicy mają obowiązek brać sobie do rozumu i serca całość nauczania papieskiego i dokumentów Kościoła, natomiast wyznawcy judaizmu podchodzą do swojej wiary i teologii selektywnie, traktując je jak „szwedzki stół”, z którego wybierają to, co im aktualnie smakuje.

Czy to właśnie jest największym wyzwaniem dla tego dialogu?

W pewnym sensie tak. Postawa i nauczanie papieża są bardzo ważnym drogowskazem dla wszystkich katolików, natomiast postawa i nauczanie choćby najbardziej znanego rabina, nie ma wiążącej mocy dla innych wyznawców judaizmu. którzy mogą zbyć jego wysiłki zwyczajnym wzruszeniem ramion. Istnieje jednak i druga okoliczność, która utrudnia dialog, a bardzo często go nawet uniemożliwia. Kościół katolicki jest zainteresowany relacjami z judaizmem prowadzonymi na poziomie religijnym i teologicznym. Dialog, pojmowany jako przemyślenie stosunku do judaizmu i jego wyznawców, jest integralnym składnikiem samoświadomości Kościoła, czyli refleksji, czym Kościół jest oraz czym być powinien, kim jest Jezus Chrystus i jakie jest Jego miejsce w naszym życiu. Tymczasem również pod tym względem znów daje o sobie znać charakterystyczna asymetria. Strona żydowska, i to we wszystkich jej nurtach, wcale nie jest zainteresowana dialogiem religijnym i teologicznym. Co więcej, większość Żydów nadal uznaje silnie utrwalony w żydowskiej tradycji zakaz jakichkolwiek religijnych kontaktów i dysput z chrześcijanami. Głównym celem dialogu prowadzonego z perspektywy żydowskiej jest zwalczanie antysemityzmu, czyli poszukiwanie wśród chrześcijan zwolenników albo sojuszników do realizacji tego postulatu. To sprawia, że dialogowe zaangażowania chrześcijan przenoszą się na płaszczyznę społeczną albo nawet polityczną. Właśnie upolitycznienie dialogu żydowsko-chrześcijańskiego jest jednym z groźnych niebezpieczeństw, które w gruncie rzeczy uniemożliwiają owocny dialog międzyreligijny. Kontakty na poziomie politycznym przestają być spotkaniami ludzi wierzących w Jedynego Boga, a stają się poczynaniami ideologicznymi, podporządkowanymi koniunkturalnym celom i zamysłom. Strony nie próbują się wzajemnie poznać i uszanować, lecz preferują doraźne korzyści albo po prostu jedna drugą usiłuje przechytrzyć, co dowodzi, że w nowych warunkach wzajemne kontakty są podporządkowane dawnemu nastawieniu.

Czy rezygnując w 1998 r. z funkcji współprzewodniczącego Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, porzucił Ksiądz także dialog z judaizmem?

Moja rezygnacja miała związek z ówczesnymi uwarunkowaniami relacji katolicko-żydowskich w Polsce. Chodziło o sprawę obecności krzyża papieskiego na oświęcimskim Żwirowisku, ustawionego w miejscu rozstrzelania 152 Polaków, a przywiezionego z terenu dawnego obozu śmierci Auschwitz-Birkenau, gdzie Jan Paweł II w 1979 r. sprawował Mszę św. Na żądania strony żydowskiej, które znalazły spolegliwych sojuszników po stronie katolickiej, powiedziałem stanowczo „nie”. Będąc założycielem i przez ponad siedem lat współprzewodniczącym Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów wiedziałem, że moim obowiązkiem jest wierne reprezentowanie perspektywy katolickiej i polskiej. Ale okazało się, że znalazło się nieliczne, chociaż głośne grono katolików, którzy chętnie i bez skrupułów reprezentowali jedynie wrażliwość żydowską. Mogłem zrozumieć żydowskie argumenty i uznać tę wrażliwość, ale nie mogłem zgodzić się na monopolizowanie wyłącznie żydowskiego punktu widzenia. Zawsze podkreślam: żeby być kimś, trzeba być sobą!

Dialog nie jest czymś, co się porzuca. Do dzisiaj jestem zaangażowany w jego problematykę, piszę na te tematy oraz na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu organizuję doroczne sympozja „Kościół a Żydzi i judaizm”, które odbywają się systematycznie – jako jedyna tego typu inicjatywa w świecie – od ponad 18 lat. Pełnię też funkcję konsulatora Rady Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem. Wiele razy angażuję się w działania na tym polu, choć często są one zupełnie niewidoczne. Zabieram głos tam, gdzie powinienem to robić. Ale trzeba też jasno powiedzieć, że dialog Kościoła z judaizmem znajduje się dziś w impasie.

Dlaczego?

Jednym z kluczowych wydarzeń, które ten impas spowodowały, były zamachy terrorystyczne z 11 września 2001 r. w USA. Są to wydarzenia bardzo mroczne, których przyczyny, okoliczności i cele nasuwają coraz więcej pytań i wywołują katastrofalne skutki. Jeśli chodzi o dialog, który dotyczy chrześcijan, to jeśli ma być skuteczny, musi być trialogiem, czyli obejmować wyznawców judaizmu oraz islamu. Zamachy z 2001 r. podkopały podstawową wartość, na której dialog się opiera – zaufanie. Nie może być wiarygodnego dialogu chrześcijańsko- żydowskiego bez wiarygodnego dialogu chrześcijańsko-islamskiego oraz żydowsko-islamskiego To są trzy boki jednej piramidy.

Koegzystencja wyznawców Jedynego Boga w różnych miejscach świata wymaga, by podejmując dialog z judaizmem, chrześcijanie prowadzili także dialog z islamem, licząc na to, że żydzi i muzułmanie też będą się starali o obustronne polepszanie swoich relacji. Tak w gruncie rzeczy ujmuje to soborowa deklaracja Nostra aetate o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich, która wyznacza poszczególne kręgi zainteresowania Kościoła i uwypukla obowiązek zmiany naszej postawy wobec wszystkich ludzi, a nie tylko tych, których sobie wybieramy.

Jaka jest przyszłość dialogu chrześcijańsko-żydowskiego?

Złożone relacje trwają prawie dwa tysiące lat. Przechodziły rozmaite etapy i przybierały rozmaite kształty. Po II Soborze Watykańskim (1962-1965) nabrały nowych rumieńców i dzisiaj przypominają tęczę, w której są obecne wszystkie kolory: od najciemniejszych po najjaśniejsze. Od naszego nastawienia i wrażliwości zależy, którą z tych barw uznamy za wiodącą, albo na której skupimy swoją uwagę. Ci, którzy angażują się w dialog, na pewno będą mieli co robić przez następne dziesięciolecia i setki lat, bo każda odmienność wymaga, żeby wysiłki, które łagodzą napięcia i konflikty, były naznaczone realizmem i wytrwałą cierpliwością.

Artykuł ukazał się w numerze 01/2008.

Dodaj komentarz