Home / Historia / Dla Polaków, wbrew Polakom

Dla Polaków, wbrew Polakom

W obiegowej opinii margrabia Aleksander Wielopolski to zdrajca, odżegnywany od czci i wiary. Był postacią kontrowersyjną dla swoich współczesnych, wywołuje emocje również dziś

Historycy i publicyści zajmujący się Powstaniem Styczniowym byli i są w ocenie postaci margrabiego są podzieleni. Niezależnie jednak od ocen twierdzą zgodnie, że braku patriotyzmu zarzucić mu nie można, a tragedia narodu po klęsce powstania była jednocześnie jego tragedią.

Józef Piłsudski, który do Powstania Styczniowego żywił kult, napisał w książce „Rok 1863” „Największe imię to margrabia. Chciałem go kochać za wielkość, bo miał on dumę i godność swojego narodu”. Konflikt ulicy i Wielopolskiego przypominał grecką tragedię. Zderzyły się dwie racje nie do pogodzenia. Po jednej stronie stał – naród, który idąc za romantycznym porywem serca, rwał się do walki o niepodległość, z drugiej – polityk dążący do ugody z zaborcą, za cenę wymuszanych na carze reform, przekonany, że walka zbrojna w tamtym czasie dla Polaków będzie klęską. Czas pokazał, że Wielopolski w zbrojnych rachubach się nie mylił. Za klęskę Powstania Styczniowego, do której i on się przyczynił, zarządzając przyspieszoną i nakierowaną na wyłapanie „rewolucyjnego elementu” brankę, przyszło nam płacić niewiarygodnie wysoką cenę.

Rosjan za frak!

Często przypominane są słowa Wielopolskiego „Dla Polaków można czasem coś zrobić, z Polakami nigdy”. Wypowiedział je wtedy, gdy stał na czele rządu narodowego. Zostały one jednak wyrwane z kontekstu, gdyż w zdaniu poprzednim oświadczył, że „rządu w rządzie tolerował nie będzie”, bo przecież to on ten rząd firmował i reprezentował wobec cara i jego namiestników. A stąpał po kruchym lodzie, gdyż długo nie był akceptowany przez cara a nigdy przez jego otoczenie i biurokracje, dla której stanowił zagrożenie. On to w końcu powyrzucał z warszawskich urzędów rosyjskich „czynowników”. Na ich miejsce zatrudnił Polaków.

Wielopolski nie liczył się jednak z wolą ulicy i „gorących romantycznych głów”. Nie chciał dopuścić do anarchii. Znienawidzony, stał się bohaterem „czarnej legendy”. Jak zauważył Stefan Kisielewski „W kraju, gdzie kult walki, zazwyczaj przegranej,  przygłuszał wszystko inne, nie lubiano Druckiego-Lubeckiego, lecz kochano Łukasińskiego i Wysockiego, nie znoszono Wielopolskiego, lecz wielbiono Traugutta”.

Największym „grzechem” Wielopolskiego było to, że nawet nie zamierzał przekonywać społeczeństwa do swojego programu reform, a bez tego nic nie mogło się udać. Był przykładem tragicznego uporu politycznego, przekonany, że „wie lepiej” jak działać i to powinno społeczeństwu wystarczać.

„Krytycznie analizowana polityka Wielopolskiego pozostanie istotnym elementem polskiej myśli i życia politycznego,.świadectwem niesłuszności nadużywania ogólników, a wyłączności nierealnych dążności powstańczych w naszych dziejach porozbiorowych.Jako jeden z wybitniejszych twórców rzeczywiście „polityki realnej” popełnił chyba tylko jeden błąd: nie zrozumiał, że również taka polityka musi być realizowana „z Polakami”, a nie tylko „dla Polaków”.

Pozbawiony złudzeń

Do postaci margrabiego odwoływały się przez 150 lat, setki wybitnych Polaków, wystarczy wymienić Aleksandra Świętochowskiego, Adolfa Nowaczyńskiego, Józefa Piłsudskiego. Każde wstępujące pokolenie polskiej inteligencji zgłębiało historie politycznej działalności Wielopolskiego, rozważało motywy nim kierujące, badało efekty, jakie te działania przyniosły narodowi. Jerzy Łojek porównywał go do Vidkuna Quislinga, agenta hitlerowskiego, który stał się symbolem kolaboracji.

Był człowiekiem wykształconym, nauki pobierał w Cesarsko-Królewskiej Terezjańskiej Akademii Szlacheckiej w Wiedniu, studiował w Paryżu i Londynie. W Getyndze zdobył tytuł doktora. Jak na owe czasy był człowiekiem o ogromnej wiedzy. A i on dał się uwieść romantycznym porywom. W roku, 1830 jako poseł rządu powstańczego rozpaczliwie i bezskutecznie prosił o interwencję dla walczących w Powstaniu Listopadowym rodaków. Obojętność, z jaką się spotkał ze strony angielskich polityków kompletnie go rozczarowała.

Dlatego, gdy na salonach warszawskich za jego rządów spekulowano o tym, że nie ma sensu wchodzić w układy z carem i karmiono się złudzeniami, że Napoleon III i Brytyjczycy pospieszą nam w razie powstania z pomocą, studził nadzieje wtrącając ironiczną odzywkę: „Czy flota anglo-francuska już dotarła pod Częstochowę?” W 1846 przeżył szok na wieść o krwawym pogromie dworów – rzezi galicyjskiej. Zawiedziony w stosunku do Austrii za sprowokowanie rabacji anonimowo ogłosił drukiem w Paryżu głośny wówczas w Europie „List szlachcica polskiego do księcia Metternicha”, oskarżając Wiedeń o wywołanie bratobójczej walki i przelew polskiej krwi w zaborze austriackim. Według kalkulacji Wielopolskiego, jego rodakom pozostała tylko jedna droga umożliwiająca przetrwanie narodu – kompromis z Rosją, na jak najbardziej korzystnych dla rodaków warunkach. Bo walka zbrojna nie miała – jego zdaniem – szans.

Zwrot ku Rosji

Po roku 1846 prorosyjska polityka Wielopolskiego konsekwentnie zmierza do osiągnięcia porozumienia ze wschodnim zaborcą dla zapewnienia Polakom warunków rozwoju społecznego i zachowania odrębności narodowej. Ale ani car, ani większość jego rosyjskich sług nie miała nigdy nadmiernego zaufania do Wielopolskiego. Niektórzy uważali go nawet za Konrada Wallenroda, podważając wiarygodność składanych przez niego deklaracji. W Warszawie też nie było łatwo, bo polityczne elity były podzielone na trzy nurty ruchu narodowego. Interesy jednych, rozmijały się ze społecznymi interesami innych. Towarzystwo Rolnicze, skupiające kilkutysięczną rzeszę ziemiaństwa, stanowiło umiarkowany nurt zmierzający – zwłaszcza początkowo – do kompromisu z caratem i strzegło własnych interesów. Ta orientacja polityczna też przeżywała okresy fluktuacji. Byli wreszcie bliscy Towarzystwu Rolniczemu „biali” i „czerwoni” ze swoim programem rewolucji społecznej.

Wielopolski rozpoczął sprawować władzę w 1861 roku jako dyrektor Komisji Rządowej Wyznań i Oświecenia Publicznego, w rok później został naczelnikiem rządu cywilnego. U steru rządu stał do czasu wybuchu Powstania Styczniowego. W tym czasie obsadził Polakami aparat administracyjny Królestwa. Spolonizował szkolnictwo: od placówek podstawowych, po utworzenie Szkoły Głównej (po Powstaniu Listopadowym zamknięto Uniwersytet Warszawski), która dzięki jego staraniom w 1862 roku rozpoczęła nauczanie. Z tej uczelni wyszli: Prus, Sienkiewicz, Dygasiński, Świętochowski i wiele innych świetnych postaci tamtego okresu. Po jej zamknięciu powstał rosyjski uniwersytet warszawski i młodzież Priwislinskiego Kraju  pozbawiona polskiej wyższej uczelni, zmuszona była wędrować na nauki za granicę. Wielopolski wcielał w życie ideę oświaty ludowej, nadał prawa Żydom, powołał organizacje samorządowe i sądownicze. Dochodząc do władzy miał już konkretny, spójny, program reform społecznych, którego wdrażanie wymuszał następnie na władzach carskich, czasem rzucając na szalę własne stanowisko i karierę.

Jednak charakterem bardzo nie przystawał do swojego narodu. Skałkowski w książce „Aleksander Wielopolski w świetle archiwów rodzinnych(1861-1877) „ tak go charakteryzuje: „Kraj cały myślał sercem – margrabia rozumem. Naród miał z dawna niemałą dozę anarchii we krwi – margrabia nienawidził rewolucji. Naród najniepraktyczniej chciał wszystko mieć natychmiast – margrabia widział, że trzeba budować z wolna. Naród się nie rachował z żadnymi trudnościami – margrabia oceniał trafnie położenie Europy”.

Dramat Wielopolskiego polegał na tym, że reprezentował on władzę wobec narodu, który pozbawiony własnej niepodległości i państwowości do wszelkiej władzy odnosił się wrogo. Margrabia miał za mało czasu i brakowało mu umiejętności, aby przekonać społeczeństwo, że działa w imię narodowych racji, a nie, jako polityk zaborcy. Sytuacja dziejowa wymagała polityka o innej osobowości, niepowtarzalnym autorytecie. cieszącego się wielkim zaufaniem, uwzględniającego opinię publiczną, a jednocześnie aprobowanego przez carat, umiejącego pozyskać dla swego programu szerokie warstwy społeczeństwa. Pogodzenie tego było wówczas absolutnie niemożliwe.

Najbardziej jest obciążony za brankę, która stała się bezpośrednim powodem wybuchu powstania. Ale większość historyków twierdzi, że powstanie od 1862 roku było już nie do uniknięcia i planowano je na wiosnę 1863. A branka i tak była przewidziana ramach ogólnego poboru rekruta zaplanowanego dla całego imperium. Margrabia swoim cynicznie przygotowanym zarządzeniem, mającym na celu spacyfikowanie rewolucyjnego fermentu tylko wybuch powstania przyspieszył.

Powstanie przyniosło klęskę narodowi i klęskę margrabiemu, który na wychodźstwie w Dreźnie próbował odebrać sobie życie. Paradoksem jest to, że dopiero po klęsce Powstania, po straszliwych jego następstwach, naród poszedł drogą organicznikowską, którą wytyczał Wielopolski. Prof. Skowronek tak skomentował ten fakt. – Tak, jest paradoksem. Ale cóż zrobić, skoro naród nie chciał iść wcześniej? Wielopolski nie potrafił zrozumieć, że polityk nie może cały czas działać wbrew narodowi. Musi usiłować go przekonać. Jeśli widział pogłębiającą się wokół siebie samotność, powinien to odebrać, jako sygnał, że nawet w sytuacji, kiedy ma się rację, trzeba poczekać do momentu, gdy ludzie zrozumieją, że się tę rację posiada. W postaci Wielopolskiego powinno się pokazywać przede wszystkim tragiczne uwikłanie naszych XIX wiecznych losów, kiedy na wiele pytań nie było jednoznacznych odpowiedzi. W jego przypadku było tragedią, że usiłował stworzyć jednoznaczną odpowiedź w sytuacji, gdy nie było to możliwe. W tym sensie się omylił.”

Alicja Dołowska

Dodaj komentarz