wtorek , 19 Czerwiec 2018
Fot. Archiwum towarzystwa biznesowego, towarzystwobiznesowe.pl

Dlaczego potrzebujemy katolickich miliarderów?

Obraz, jaki wyłania się z ostatnich wydarzeń, nie jest zbyt optymistyczny. Polska znowu obrywa za nie swoje grzechy. Znowu mówi się o „polskich obozach”. Znowu oskarża się Polaków o faszyzm i antysemityzm. To ironia losu, że jedna z największych ofiar II wojny światowej, napadnięta najpierw przez hitlerowskie Niemcy, a potem przez Sowietów, w oczach świata uchodzi za zbrodniarza. Dlaczego państwo polskie przez tyle lat nie potrafi skutecznie przeciwdziałać oszczerstwom i bezpardonowym atakom? Skąd ta niemoc? Skąd bierze się słabość Polski za granicą? I co najważniejsze – co zrobić, żeby to w końcu zmienić?

Zdawać by się mogło, że nazywanie własnego państwa „brzydką panną na wydaniu, która musi przyjąć to, co jej dają” nie przystoi żadnemu Polakowi, a już na pewno nie ministrowi spraw zagranicznych. Zdawać by się mogło też, że po wielu latach te – mówiąc delikatnie – nieodpowiedzialne słowa już dawno powinny trafić na śmietnik historii. A jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że przez długie lata polska polityka międzynarodowa była prowadzona właśnie w taki sposób – w ukłonach, na kolanach, bez poczucia własnej wartości.

To się zmienia. Tak. Ale nie od razu Rzym zbudowano. Budowanie silnej pozycji na arenie międzynarodowej to proces. Musi potrwać. Na efekty trzeba poczekać. Oznacza to, niestety, że pozycja Polski na arenie międzynarodowej wciąż jest słaba. I wydarzenia ostatnich tygodni to potwierdzają.

Co by było gdyby?

Gdybanie nie jest żadnym rozwiązaniem. Jednak chciałbym, abyśmy wykonali mały eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie, że organy państwowe są słabe jak obecnie, ale Polacy, w kraju i za granicą, mają silne poczucie wspólnoty, współpracują na szeroką skalę, w dodatku na wielu poziomach, czują dumę z bycia częścią narodu z wielką historią, pełną heroicznych czynów i wielkich bohaterów. Wyobraźmy sobie też, że Polacy mają w swych rękach narzędzia, dzięki którym mogą zmieniać świat.

O jakich narzędziach mowa? Finanse nasuwają się na myśl w pierwszej kolejności, ale chciałbym, żebyśmy dobrze zrozumieli, czym są pieniądze – to wyłącznie środek do celu, a nie cel sam w sobie. Bo nie chodzi o to, by je posiadać, ale o to, by nimi budować. Budować media, instytucje naukowe, kulturalne, kluby sportowe, wielkie firmy, które z biegiem lat stają się markami cenionymi i pożądanymi na całym świecie.

Wyobraźmy sobie, że polski kapitał – kolokwialnie mówiąc – hula po całym świecie; że polscy inwestorzy są poważnym partnerem w każdej części świata – w Europie zachodniej, w Stanach Zjednoczonych, w Chinach, Japonii, Singapurze, a nawet w Izraelu. A teraz zastanówmy się, czy ataki na Polskę byłyby tak silne jak obecnie, gdyby istniała obawa, że każdy atak na nasz kraj oznaczać będzie bojkot ze strony polskiej diaspory rozsianej po całym świecie. Czy na przykład jakiś amerykański kongresmen, mając świadomość, że jego ostatnią kampanię finansował m.in. polski miliarder mieszkający w USA, atakowałby Polskę, nie licząc się ze słowami?

Generatory prestiżu

Niestety nie mamy ani prywatnych, ani państwowych. Nie mamy nagród, o których zdobycie bije się cały świat. Nie mamy firm, w których młodzi całego świata chcą pracować. Nie mamy wreszcie uniwersytetów, na których cały świat chce studiować. Bycie Polakiem nie jest prestiżowe – a na pewno nie w oczach świata.

Nasza sytuacja przypomina trochę sytuację Chińczyków, którzy co prawda produkują słynną na cały świat chińską herbatę, ale największe marki chinese tea należą do singapurskich koncernów, które zlecają produkcję Chińczykom. Jak to się ma do sytuacji Polaków? Podobieństwo polega na tym, że choć my, Polacy, mamy zastępy bohaterów i geniuszy w swej historii, choć mamy cudowne miejsca do odwiedzenia, choć mamy wreszcie fascynującą historię do opowiedzenia, nic z tego nie potrafimy opowiedzieć sami i zawsze potrzebujemy do tego innych. I jak tu się dziwić, że skoro inni opowiadają naszą historię za nas, dochodzi do takich „błędów i wypaczeń”, jak „polskie obozy”?

Jak zmienić obecną sytuację?

Odpowiedź jest prosta i trudna zarazem. Prosta – ponieważ oczywiste jest, czego nam potrzeba. Potrzeba nam generatorów prestiżu, narzędzi w rękach Polaków, dzięki którym moglibyśmy zmieniać świat na Bożą Chwałę. Potrzeba nam współpracy Polaków rozsianych po całym świecie. Trudna – ponieważ droga do tego celu jest długa i kręta.

Podczas I Kongresu Patriotyzmu Ekonomicznego, który zorganizowaliśmy 10 listopada 2017 r., dr Joanna Szalacha-Jarmużek powiedziała, że wielkim problemem Polaków jest negatywny autostereotyp – oceniamy siebie samych gorzej, niż inni oceniają nas. Z jednej strony trudno się temu dziwić. Słowa uczą, przykłady pociągają – mawiali starożytni. Jeśli polską racją stanu przez lata była przytoczona już „głęboka” myśl, że „Polska jest brzydką panną na wydaniu, która musi przyjąć to, co jej dają”; jeśli za tą myślą szły czyny w postaci zginania się w pół i padania na kolana na sam dźwięk języka obcego – to trudno, by Polacy nie nabawili się kompleksów względem Zachodu.

Z drugiej zaś – to niewiarygodne, jak bardzo daliśmy się upodlić. Przecież mamy nie sto, ale co najmniej miliard powodów do dumy z bycia Polakami. Nasza historia jest pełna tragicznych wydarzeń, ale właśnie w obliczu takich wydarzeń widać prawdziwą wartość człowieka. Czy Polacy poddali się po tym, jak nasze państwo poległo na początku II wojny światowej, zaatakowane z obu stron – najpierw przez hitlerowskie Niemcy, a potem przez Sowietów? Nie. Walczyliśmy dalej. Wszędzie, gdzie się dało. Że wspomnę heroiczne dokonania naszych pilotów w bitwie o Anglię.

Tak, duma jest punktem wyjścia. Ale sama duma nie wystarczy. Koniec końców wojna (a starcie idei to też swego rodzaju wojna) to przede wszystkim – o czym zbyt często zapominamy – wielka operacja logistyczna. Wymaga planu, elastyczności, bo sytuacja wciąż się zmienia, a nade wszystko zasobów. Bo nie da się prowadzić żadnych działań bez sprzętu i zaopatrzenia. Dodam jeszcze, że armia opiera się na współpracy. To nie zbiór jednostek, które dokonują chaotycznych działań, a spójna całość – zespół ludzi, który realizuje cele.

Od czego zacząć?

Musimy zacząć od siebie. Istnieje bowiem wiele ograniczeń, które my, katolicy, przez lata sami na siebie nałożyliśmy. Spętaliśmy sobie samym ręce. A nie da się podjąć walki z wielkimi tego świata, jeśli po swojej stronie będziemy mieć jedynie dobre chęci. Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane – to bardzo mądre słowa.

Temat katolickich miliarderów chodził mi po głowie od długiego czasu. W końcu napisałem e-booka Katoliccy miliarderzy. Dlaczego nie ma ich w Polsce i jak bardzo są potrzebni? Po co? Żeby pokazać wielu wspaniałym ludziom, którzy – w dobrej wierze zresztą – żywią błędne przekonania z katastrofalnym skutkiem…, że da się inaczej.

Katolickimi miliarderami… chciałem też odblokować w katolikach aspiracje godne Dzieci Bożych. Dziś, w obliczu tych wszystkich przykrych dla nas ataków na Polskę, widzę, że ta książka jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. Dopiero w obliczu naszej słabości widać, czego nam potrzeba, żeby podjąć walkę o prawdę.

Być może za parę dni, za tydzień czy miesiąc ataki na Polskę ustaną. Może sytuacja rozejdzie się po kościach. Ale czy aby na pewno zostanie rozwiązana raz na zawsze? Obawiam się, że nie. Nie możemy na to liczyć dopóty, dopóki to my, Polacy, nie będziemy dysponowali wystarczającą siłą i środkami, by głos prawdy był słyszany na całym świecie.

Czy katoliccy miliarderzy są lekiem na całe zło? Oczywiście, że nie – nie są. Przypominam, że pieniądze to wyłącznie środki do celu, a nie cel sam w sobie. To narzędzia, które w dobrych rękach mogą służyć zmienianiu świata na Bożą Chwałę.

E-book Katoliccy miliarderzy. Dlaczego nie ma ich w Polsce i jak bardzo są potrzebni? można pobrać na stronie www.katoliccymiliarderzy.pl.

Maciej Gnyszka

mak

 

Zobacz także w e-civitas:

Państwo Izrael jako punkt zapalny

Leżące u wschodnich wybrzeży Morza Śródziemnego państwo Izrael, jest w tamtym punkcie świata bytem szczególnym, co determinuje …