Home / Historia / Dobry ojciec i opiekun kapłanów

Dobry ojciec i opiekun kapłanów

„Rodzinie polskiej, narodowi polskiemu, kościołowi potrzebna jest Matka” – to słowa widniejące na cokole pomnika kardynała Stefana Wyszyńskiego, przed katedrą w Radomiu. W historii radomskiego Kościoła Prymas Tysiąclecia zapisał się jako dobry ojciec i opiekun kapłanów, którzy musieli się zmagać z komunistycznymi władzami. 

 

Choć od śmierci Prymasa Tysiąclecia minęło już ponad 30 lat, jego postać jest nadal ważna dla mieszkańców ziemi radomskiej. W nabożeństwach, wykładach, pokazach filmów i koncertach podczas Tygodnia Społecznego poświęconego kard. Stefanowi Wyszyńskiemu  wzięło udział wielu radomian.

Zwieńczeniem tygodnia była uroczysta Msza św. w kościele św. Stefana. Wierni modlili się w intencji beatyfikacji kard. Wyszyńskiego. Wybudowana na terenie radomskiej dzielnicy Idalin świątynia jest swoistym pomnikiem wielkiego prymasa oraz wotum wdzięczności za jego prymasowską posługę. Architekci projektujący obiekt wzorowali się na rzymskiej bazylice Najświętszej Maryi Panny na Zatybrzu – tytularnym kościele prymasa Polski.

Patronem parafii został św. Stefan, którego pamięć obchodzimy 3 sierpnia. Ten dzień jest dniem urodzin i imienin, a także rocznicą przyjęcia święceń kapłańskich w 1924 roku przez kard. Wyszyńskiego.

Ze świątynią wiąże się również idea „ołtarza ojczyzny”, który ma nawiązywać do historii polskiego Kościoła, tak ważnej w życiu i nauczaniu kard. Wyszyńskiego. W ubiegłym roku w centralnej części prezbiterium umieszczono tabernakulum wykonane z brązu i mosiądzu, z krzyżem z czarnego dębu pochodzącego sprzed ponad 2000 lat. Wokół krzyża rozmieszczono prostokątne, złocone szkatułki z relikwiarzami przygotowanymi na relikwie polskich świętych i błogosławionych.

Kilka tygodni temu złożono tam relikwie św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, arcybiskupa warszawskiego, którego bezkompromisowa postawa wobec represji władz zaborczych oraz wierność Kościołowi w okresie Powstania Styczniowego stały się przyczyną dwudziestoletniego wygnania. Relikwie abp. Felińskiego spoczęły obok relikwii bł. Jana Pawła II i bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

 

Uwolnienie jasnogórskiego obrazu

Kościół św. Stefana nie jest jedynym radomskim pomnikiem kard. Wyszyńskiego. Od 11 lat przed katedrą Opieki Najświętszej Maryi Panny stoi rzeźba przedstawiająca Prymasa Tysiąclecia, trzymającego na piersiach obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Na cokole widnieją słynne słowa kard. Wyszyńskiego: „Rodzinie polskiej, narodowi polskiemu, Kościołowi potrzebna jest Matka”.

Pomnik zaprojektowany przez Dominika Wdowskiego został odsłonięty w 30. rocznicę niezwykłej akcji radomskiego ks. Józefa Wójcika, której po cichu patronował Prymas – uwolnienia kopii jasnogórskiego obrazu.

W 1957 roku kard. Wyszyński zawiózł do Watykanu wykonaną przez prof. Leonarda Torwirta replikę cudownego obrazu, która została poświęcona przez papieża Piusa XII. Po uroczystościach maryjnych na Jasnej Górze 28 sierpnia 1957 roku obraz rozpoczął wędrówkę po Polsce. Miał odwiedzić wszystkie diecezje i parafie.

Jednak entuzjazm wiernych i tłumy witające obraz w każdym miejscu, gdzie się zjawiał, wywołały niepokój władz komunistycznych. 20 czerwca 1966 roku kopia została siłą zatrzymana przez milicję w drodze z Fromborka do Warszawy, gdzie zaplanowano centralne uroczystości milenijne.

Obraz najpierw zamknięto w archikatedrze warszawskiej, a później przewieziono na Jasną Górę. Przez kolejne lata parafie nawiedzała tylko symboliczna, pusta rama. W czerwcu 1972 roku miała dotrzeć do Radomia. Wówczas ks. Józef Wójcik, wikariusz radomskiej katedry, postanowił „uwolnić” obraz. „Pojechałem do prymasa Wyszyńskiego i opowiedziałem, co chcę zrobić. Ksiądz Prymas stwierdził, że byłaby to nadzwyczajna rzecz, gdyby się udało” – wspomina w rozmowie z „Echem Dnia”. „Lecz gdyby ci się nie udało, to ja jako prymas oświadczam ci, że ty już z więzienia nie wyjdziesz – dodał wtedy kard. Wyszyński. W końcu powiedział tylko jedno słowo: spróbuj” – relacjonuje ks. Wójcik.

Ekipa, w której oprócz niego znajdował się ks. Roman Siudek z Częstochowy oraz dwie siostry zakonne, skrupulatnie przygotowała się do realizacji zadania. 13 czerwca 1972 roku dorobionym kluczem księża otworzyli kraty kilka minut przed godziną 6.00, gdy fanfary obwieszczają odsłonięcie obrazu w kaplicy Matki Bożej Częstochowskiej. W tłoku i zamieszaniu na drodze do kaplicy nikt nie zwrócił uwagi na księży niosących przedmiot przykryty pokrowcem.

Kopię przewieziono do Radomia. 18 czerwca 1972 roku wzruszony kard. Wyszyński wspólnie z kard. Wojtyłą wynieśli obraz na ramionach. Na placu przed katedrą zgromadziło się kilkadziesiąt tysięcy osób. „Jak ludzie zobaczyli obraz w ramach, zaczęli klękać, machać chusteczkami i płakać” – opowiada ks. Wójcik.

Komuniści musieli wydać cichą zgodę na dalszą peregrynację obrazu, by nie wywoływać nowego konfliktu z Kościołem.

 

Konflikt w Wierzbicy

W regionie radomskim posługę duszpasterską pełnio wielu niepokornych kapłanów, którzy mieli na pieńku z ówczesnymi władzami. Każdy z nich mógł liczyć na wsparcie Prymasa Tysiąclecia. Jednym z nich był bp Piotr Gołębiowski, administrator diecezji sandomierskiej, który na początku lat 60. musiał zmierzyć się z komunistyczną władzą.

Ogniskiem zapalnym okazała się parafia w Wierzbicy, gdzie doszło do konfliktu między wikarym a proboszczem. Część mieszkańców, podburzana przez SB, opowiedziała się przeciwko decyzjom personalnym bp. Gołębiowskiego. Doszło do tego, że hierarcha został siłą wyciągnięty z budynku kurii i wywieziony w kierunku Wierzbicy. Korowód samochodów zatrzymała milicja. Jeden z funkcjonariuszy wspominał później, że bp Gołębiowski leżał na podłodze auta z głową na wycieraczce, przyciśnięty butami pozostałych pasażerów. W ręku ściskał różaniec i modlił się.

Konflikt postanowiono wykorzystać do walki z Kościołem. Na początku 1963 roku został zarejestrowany związek wyznaniowy o nazwie „Niezależna Samodzielna Parafia Rzymsko-Katolicka w Wierzbicy”. Między grupami parafian dochodziło do kłótni, bójek na kamienie i kłonice. Płonęły stodoły.

Rzeczywistą skalę zagrożenia episkopat uświadomił sobie na początku 1964 roku, gdy dotarł do niego przeciek z tajnego referatu dyrektora Departamentu IV płk. Stanisława Morawskiego, wygłoszonego na naradzie resortowej. Zalecał on SB podsycanie i wykorzystywanie konfliktów parafialnych.

Sprawa stawała się coraz poważniejsza, ponieważ w 1964 roku powstały dwie nowe, wzorowane na Wierzbicy, niezależne parafie: w Kamionce Wielkiej (diecezja tarnowska) i w Gądkowie Wielkim (diecezja gorzowska).

W maju 1964 na obchody Bożego Ciała do Wierzbicy przyjechał kard. Wyszyński. Swoją obecnością chciał umocnić zwolenników bp. Gołębiowskiego. Konflikt udało się stłumić.

Prymas Tysiąclecia bardzo cenił bp. Gołębiowskiego. To dzięki wstawiennictwu kard. Wyszyńskiego biskup znalazł się w pierwszym rzędzie celebransów podczas słynnej Mszy św. odprawionej przez Jana Pawła II na placu Zwycięstwa w Warszawie.

Po jego śmierci Prymas napisał: „Był człowiekiem wielkiej służby i zdecydowanej walki w obronie wolności Kościoła (…). Wyrządzoną krzywdę przez małych polityków – Bóg Biskupowi Piotrowi hojnie nagrodzi. Był mężem Bożym, w duchu pokory i głębokiej pobożności”.

 

Walka o kaplicę

Kard. Wyszyński wspierał również działalność innego niepokornego kapłana związanego z regionem radomskim – ks. Czesława Sadłowskiego, z inicjatywy którego powstał w wiosce Zbrosza Duża Komitet Samoobrony Chłopskiej – co wielu historyków uważa za początek zorganizowanej opozycji na polskiej wsi.

W latach 50. i 60. mieszkańcy Zbroszy toczyli walkę o budowę kaplicy. W 1968 roku ks. Sadłowski, wikariusz z pobliskiego Jasieńca, zorganizował tymczasowe miejsce modlitwy w oborze. Kaplicę miał poświęcić kard. Wyszyński, który doskonale znał trudną sytuację mieszkańców okolicznych wsi. Jego ojciec przez 30 lat był organistą w sąsiedniej parafii we Wrociszewie.

Komunistyczne władze podjęły kontratak. Robotnicy w asyście milicjantów wyburzyli kaplicę. Sprzęty liturgiczne zostały załadowane na ciężarówkę i wywiezione.

„Zastanawiam się nad tym, co na takim zbrojnym najeździe na spokojnych ludzi zyskuje Rząd i Partia. Przecież myśmy tych ludzi uspokoili i budzili zaufanie do praworządności w Polsce sami. Władcy nasi dali nam odpowiedź, że nie wolno im wierzyć i ufać. Stwarzają sytuację, że rodzi się bunt przeciwko władzy, dla łajdactw, do których są zdolni ci ludzie, bez sumienia i szacunku dla obywateli. Już im MO i ORMO można rządzić Polską. Nie możemy ich przekonać, że należy obrać inną drogę dla społecznego ładu” – pisał zdenerwowany sytuacją w Zbroszy prymas Wyszyński w liście do bp. Bronisława Dąbrowskiego, sufragana warszawskiego.

Dopiero w 1974 roku udało się przełamać urzędniczy opór i Ksiądz Prymas poświęcił nowy kościół poświęcił kard. Wyszyński.

 

Śmierć ks. Kotlarza

Osobistą tragedią Prymasa Tysiąclecia była śmierć ks. Romana Kotlarza, z którym po raz pierwszy spotkał się w 1959 roku w Koprzywnicy koło Sandomierza, gdzie niezłomny kapłan przez kilka miesięcy pełnił posługę proboszcza miejscowej parafii.

Ks. Kotlarz chciał, żeby kard. Wyszyńskiego powitały dzieci. Jednak władze w tym samym czasie „całkowicie przypadkowo” zorganizowały dla nich obowiązkową wycieczkę. „Zginął Herod, zginął Hitler. Biada każdemu, kto z Bogiem walczy” – skomentował w kazaniu ks. Kotlarz. Po interwencji UB kapłan stracił prawo nauki religii za „szerzenie złośliwych dygresji pod adresem ustroju”.

Jeszcze kilkakrotnie musiał zmieniać parafie. Ostatnią okazał się podradomski Pelagów. 25 czerwca 1976 roku ks. Kotlarz przyjechał do Radomia i stał się świadkiem robotniczego protestu. Ze stopni kościoła Świętej Trójcy błogosławił tłum demonstrantów zmierzających w kierunku siedziby Komitetu Wojewódzkiego PZPR.

Pod wpływem tych wydarzeń napisał list do prymasa Wyszyńskiego. „Przez kilka chwil, w sutannie, maszerowałem środkiem ulicy, raz po raz pozdrawiano mnie: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Dziękujemy księdzu! Bóg zapłać! Odpowiadałem: Na wieki wieków! Szczęść Boże!” – relacjonował ks. Kotlarz.

Kiedy radomski protest został brutalnie spacyfikowany przez oddziały MO i ZOMO, kapłan w pelagowskiej parafii wraz z wiernymi modlił się za pobitych, aresztowanych i usuwanych z pracy robotników. W swych kazaniach bezkompromisowo domagał się szacunku dla człowieka i jego pracy, piętnował kłamstwo i niesprawiedliwość.

Nocami plebanię zaczęli odwiedzać „nieznani sprawcy”. Ks. Kotlarz został kilkakrotnie brutalnie pobity. Ostatni najazd esbeków miał miejsce w sierpniu 1976 roku. Kilka dni później kapłan umarł.

Już po paru tygodniach kard. Wyszyński zlecił przygotowanie raportu na temat  śmierci ks. Kotlarza. Opracowujący go Wojciech Ziembiński nie miał wątpliwości, że proboszcz z Pelagowa został zamęczony.

Po zalegalizowaniu „Solidarności” w 1980 roku o. Hubert Czuma zgłosił przestępstwo w radomskiej prokuraturze. Udało się zebrać wiarygodne relacje o bestialskim traktowaniu ks. Kotlarza. Jednak w stanie wojennym prokuratura umorzyła śledztwo. W październiku 1990 roku dochodzenie zostało wznowione, ale ponownie umorzono je w czerwcu 1991.

Rafał Natorski

Dodaj komentarz