sobota , 16 Grudzień 2017
Fot. pl.wikipedia.org / CC BY 2.0

Dr Jarosław Szarek: W historii tkwi siła

Z dr. Jarosławem Szarkiem, prezesem Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia Anna Staniaszek

Panie Prezesie, czy my, dziennikarze, powinniśmy pisać historię przeznaczoną dla szerokiego odbiorcy od nowa?
Spojrzenie na historię zmieniło powstanie Instytutu Pamięci Narodowej, który rozpoczął swą działalność w końcu 2000 r. Od tego czasu są ujawniane archiwa dawnego aparatu bezpieczeństwa, przez dziesiątki lat ściśle tajne. Dzięki temu zyskaliśmy pełniejszą skalę opresji wobec społeczeństwa i jednocześnie oporu przeciwko narzuconej władzy, co naturalnie spowodowało, że zmienił się obraz PRL i zmniejsza się liczba jego obrońców, fakty są bowiem bezdyskusyjne.

Ta wiedza powinna być szeroko udostępniana, czego do tej pory nie było.
Instytut Pamięci Narodowej w  miarę posiadanych możliwości tę wiedzę upowszechnia, organizując konferencje, warsztaty dla nauczycieli, spotkania dla młodzieży, wydając setki publikacji, książek, wspierając powstawanie filmów. Był jednak czas, gdy struktury państwa polskiego niechętnie podchodziły do kwestii historii. Podjęto wtedy decyzję faktycznego wyrugowania nauki historii ze szkół średnich. To całkowicie niezrozumiałe, bo wcześniej z historią, tradycją, językiem, a więc spoiwami tworzenia wspólnoty wokół tożsamości walczyli zaborcy i okupanci. A w Polsce demokratycznie wybrany rząd ograniczył naukę historii.

Czy zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że paradoksalnie to się przyczyniło do popularyzacji historii? Skoro Polakowi, także młodemu, czegoś się zabrania, wzbudza to większe zainteresowanie. Skoro w  oficjalnym obiegu nie było Żołnierzy Wyklętych, powstały grupy rekonstrukcyjne.
Zwracał na to uwagę Prymas Tysiąclecia, ks. kard. Stefan Wyszyński, mówiąc, że Polacy są dziwnym narodem. Potrafią się zmobilizować, decydować na wielkie czyny wtedy, gdy jest trudno i źle. Gdy sytuacja sprzyja, nie zawsze ten czas dobrze wykorzystują. Dzisiaj, gdy państwo polskie przywiązuje dużą wagę do przeszłości, tożsamości, budowania wspólnoty wokół naszej historii, nie można ustać w tej pracy, by wiedza historyczna docierała do jak najszerszego kręgu Polaków – do uczniów, do studentów, także do ludzi dojrzałych. Nie może nas bowiem uśpić ten fenomen popularności niezłomnych Żołnierzy Wyklętych. Oni dzisiaj wywołują żywe emocje, ale to tylko niewielki fragment 1050-lecia naszego współtworzenia cywilizacji łacińskiej. Tego dziedzictwa nie możemy zaprzepaścić.

Fot. pl.wikipedia.org / CC BY 2.0

Państwo musi prowadzić politykę historyczną choćby dlatego, że nasi sąsiedzi prowadzą ją w stosunku do nas w bardzo agresywny sposób. Przywołam przykład filmu 1612 i serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Niemiecki serial kupiła Telewizja Polska, był wyświetlany w prime time, a propagandowy i antypolski film o wyparciu polskiej załogi z Kremla został nakręcony na zamówienie i ze wsparciem władz Rosji.
Zakup i emisja tego serialu przez polską telewizję publiczną były czymś niesłychanym. Nie ma żadnych wątpliwości, że fałszuje on historię II wojny światowej i nie będziemy zgadzać się na próby uczynienia z nas współwinnych zbrodni. Nie tylko ze strony Instytutu Pamięci Narodowej takiej zgody nie będzie, bowiem ogromna większość Polaków także na to nie pozwala. Musimy pamiętać, że tożsamość państwa buduje się także na wydarzeniach nawet sprzed kilku wieków. W czasie zaborów, okupacji zakazywano nauki ojczystej historii, języka polskiego. Polacy ratowali się kultywowaniem pamięci. Twórczość Sienkiewicza, Matejki czy Chopina odwoływała się w czasach niewoli do wielkich zwycięstw, by podtrzymać ducha. W 1910 r. został odsłonięty w Krakowie pomnik grunwaldzki Antoniego Wiwulskiego, ufundowany przez Ignacego Paderewskiego w 500. rocznicę wielkiego zwycięstwa. Mimo kordonów na jego odsłonięcie przyjechali Polacy ze wszystkich zaborów, żeby pokazać, że jesteśmy wspólnotą i odwołujemy się do czasów potęgi. W  historii tkwi siła.

Jak należy podchodzić do własnej historii?
Dzisiaj szczęśliwie młode pokolenie – czego jeszcze kilkanaście lat temu nie było – maszeruje pod biało-czerwonymi flagami. 3 maja, 11 listopada są one wywieszane nie tylko na państwowych budynkach. Motocykliści, wyruszając w trasy, mają je przymocowane do swoich pojazdów. To pokazuje, że zmienia się świadomość i co najważniejsze, wynika z autentycznego zapotrzebowania. Tego nikt nie polecił ani nie nakazał. Ludzie chcą pokazać, że są Polakami i są z tego dumni.

Widziałam blokowiska, gdzie 2  maja na każdym balkonie łopotała flaga. Wrażenie było niesamowite.
11 listopada na Marsz Niepodległości dziesiątki tysięcy młodych ludzi przyjeżdżają z całej Polski, żeby iść dumnie pod biało-czerwonymi flagami. Nie wspomnę o obchodach kolejnych rocznic wybuchu Powstania Warszawskiego czy 1 marca, gdy w całej Polsce jest obchodzony Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Nawet miasteczka mogące się poszczycić posiadaniem w swej historii jednego powstańca warszawskiego organizują obchody.
Instytut Pamięci Narodowej wyraźnie, od wielu lat podkreśla, że Powstanie Warszawskie było ostatnią próbą zwrócenia światu uwagi na sytuację Polski, było tak naprawdę bitwą o Polskę, nie tylko o stolicę. Myśmy wtedy tę bitwę przegrali i  zapłaciliśmy najwyższą cenę, ale ofiara przegranego wtedy powstania dała owoce po wielu dziesięcioleciach. To do Powstania Warszawskiego odwoływało się przecież pokolenie Solidarności. W  dokumentach sowieckich mamy informacje o tym, że gdy pojawiła się kwestia interwencji w latach 1980-1981, brano pod uwagę polską reakcję taką jak w 1944 r. – że będziemy walczyć, nie damy sobie odebrać wolności.

Jak Pana zdaniem wpływają na świadomość historyczną Polaków ewidentne kłamstwa? Sławne zdjęcie „z gorączki złota” w Treblince opublikowane w „Gazecie Wyborczej” i w Złotych żniwach Jana Tomasza Grossa wcale nie przedstawia polskich chłopów – hien cmentarnych na terenie obozu zagłady. Czy to i inne kłamstwa przedostają się do świadomości historycznej Polaków? Powodują gniew?
Wszelkie uświadomione kłamstwa wywołują sprzeciw. Kilka tygodni temu w jednym z izraelskich dzienników ukazało się zdjęcie niemieckich żandarmów przedstawione jako ilustracja współudziału naszych przodków w mordowaniu Żydów. A Polacy nie służyli przecież w takiej formacji. To ewidentne kłamstwa. Niestety państwo polskie przez wiele lat nie reagowało na określenie „polskie obozy koncentracyjne”. Każde takie zaniechanie ma później konsekwencje. Teraz na szczęście tych przypadków jest coraz mniej, a jeżeli takie określenie się pojawi, reakcja jest natychmiastowa. Ale jak mówił klasyk propagandy Goebbels, kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą.

Jest jednak nadzieja, że stanowcze reakcje odniosą skutek nie tylko za granicą ale i w Polsce, wśród Polaków, którzy nie z własnej winy historii nie znają?
Tak, bo wokół tego stworzył się autentyczny ruch sprzeciwu. Środowiska polonijne, które zawsze protestowały, teraz uzyskały wsparcie państwa polskiego. IPN przygotował na Światowe Dni Młodzieży broszurę, która się rozeszła w kilkuset tysiącach egzemplarzy w dziewięciu językach; pokazywała historię Polski w czasie 1050 lat ze szczególnym uwzględnieniem II wojny światowej. Jest tam mapa obozów koncentracyjnych – w Dachau, Buchenwaldzie, Mauthausen-Gusen. Czy mówi się w związku z tym o niemieckich lub austriackich obozach śmierci?

Nie mówi się również o tym, że we wrześniu 1939 r. Ślązacy byli mordowani przez niemieckich sąsiadów, członków Volksdeutscher Selbstchutzu. Sąsiedzi niesłusznie kojarzą się tylko z książką Jana Tomasza Grossa. Czy nadzieja jest w  tej sytuacji w tym, że dzisiaj państwo polskie mówi o kwestiach, które przez wiele lat były jedynie domeną IPN?
To pokazuje, że mówienie prawdy i konsekwentne działanie przynosi efekty, chociaż czasami płaci się za to bardzo wysoką cenę. W  czasie 17  lat swojej historii IPN był wielokrotnie na granicy likwidacji, rozwiązania. Wielokrotnie obcinano fundusze. Z tym zmagamy się do dzisiaj. Ale Janusz Kurtyka, prezes IPN podkreślał, że trzeba pisać książki, żeby nie można było kłamać. Mówił też: żyjmy i zachowujmy się jak ludzie wolni. Tak jakby Powstanie Warszawskie zwyciężyło. To jego testament, więc tak trwajmy.

pgw

Zobacz także w e-civitas:

Prof. Wiesław Jan Wysocki: Pamięć i tożsamość narodu

Z profesorem Wiesławem Janem Wysockim rozmawia Mariusz Ratajkiewicz