Home / Wiara Wspólnota Kościół / Droga do beatyfikacji

Droga do beatyfikacji

Rozmowa z ks. Henrykiem Ciereszko, biografem Sługi Bożego ks. Michała Sopoćki

Czym ks. Sopoćko szczególnie się wyróżniał? Może tym, iż był spowiednikiem św. Faustyny Kowalskiej?

Na Jego pogrzebie mówiono o nim: to był święty kapłan. Czyli można powiedzieć, że umierał w opinii świętości. Był niestrudzonym głosicielem prawdy Miłosierdzia Bożego. Z historii jego życia wynika – zwłaszcza w wymiarze wewnętrznym, czyli tym, który dotyczy, drogi jego wiary, współpracy z łaską Bożą, otwartości na Boże natchnienia, oddania całkowicie sprawom Bożym – że był przygotowany przez Boga do swej misji życiowej: apostolstwa Miłosierdzia Bożego, a wcześniej wybranym do roli spowiednika świętej wizjonerki. Nie wyróżnia go to, że spowiadał świętą, ale to, jak odpowiedział na Boże wezwanie.

A jak przebiegały już wprost prace procesowe? Jak długo trwały? Kim byli świadkowie?

Powołano 67 świadków. Świadkami były osoby znające Sługę Bożego w różnych okresach jego życia. Krewni ks. Sopoćki, siostrzeńcy, bratanice, księża, których uczył jako profesor w seminarium duchownym w Wilnie i Białymstoku, osoby świeckie, które związane były z Nim przez jakieś wspólne dzieła np. przez apostolstwo Miłosierdzia Bożego, siostry zakonne ze zgromadzenia, które założył. Składali oni zeznania według opracowanego przez wicepostulatora formularza. Pytano o znajomość życia ks. Sopoćki, Jego dokonania, a przede wszystkim o Jego życie według cnót chrześcijańskich, czyli o postawę wiary, miłości Boga i bliźniego, o Jego ufność do Boga, o sprawiedliwość, posłuszeństwo, roztropność, itd. Były też sesje dotyczące skompletowania całej dokumentacji, oceny pism – czy nie było w Jego nauczaniu jakiegoś błędu przeciw wierze. Zgodnie z procedurą procesową dokonano 30 XI 1988 roku ekshumacji ciała ks. Sopoćki i przeniesienia z cmentarza farnego w Białymstoku, gdzie był pogrzebany, do budującego się kościoła Miłosierdzia Bożego na Białostoczku. Łącznie odbyły się 72 sesje robocze. Specyficzny charakter i symboliczną wymowę miała ostatnia zamykająca proces na szczeblu diecezjalnym sesja trybunału. Wyznaczono ją na dzień imienin Sługi Bożego, tj. 29 IX 1993 roku. Tak się złożyło, że w przeddzień tej daty, zmarł – wtedy już –arcybiskup Edward Kisiel, który położył wielkie zasługi dla wszczęcia procesu i bardzo się troszczył o jego przebieg. Rozpoczęte przez niego dzieło dopełniało się przy innej już jego obecności, kiedy to jego ciało spoczywało w sąsiadującej z salą posiedzenia trybunału kaplicy.

 

Tak szczegółowo Ksiądz opowiada, czy więc był Ksiądz uczestnikiem tych prac? Jaką rolę pełnił Ksiądz w procesie?

W pracach trybunału nie brałem udziału. Nie byłem formalnie wyznaczony do konkretnej funkcji ani też nie miałem specjalnej nominacji ze strony diecezji, tym bardziej Kongregacji. A związek mój z procesem rozpoczął się od jakby przypadkowej rozmowy przy obiedzie z ks. profesorem Strzeleckim, diecezjalnym postulatorem sprawy, niedługo po rozpoczęciu mojej pracy w seminarium duchownym w 1990 roku. Ksiądz profesor zagadnął mnie: a może by ksiądz napisał krótką biografię ks. Sopoćki do procesu beatyfikacyjnego. Materiały są zebrane, tylko siąść i pisać. Z tej zapowiedzi wyglądało to na dość proste zadanie. A z tego może być potem książka – ciągnął dalej profesor. Nie miałem wtedy jeszcze wiele zajęć, zostać autorem książki, to pobudziło trochę moją ambicję, ale też przede wszystkim trudno było odmówić swemu profesorowi. No i też były i szlachetniejsze motywy. Skoro jest potrzeba zrobienia czegoś dla diecezji, dla beatyfikacji, więc dlaczego odmawiać. No i otwierała się swoista przygoda spotkania się z niezwykłą postacią, wybitnego kapłana, kandydata na ołtarze. Powiedziałem tak. I tak się zaczęło. Najogólniej mówiąc, opracowywałem materiały, które „stworzył” proces. W styczniu 2008 roku Benedykt XVI zatwierdził datę i miejsce beatyfikacji. I tak czekamy na tę radosną uroczystość, oczywiście też duchowo do niej się przygotowując, miedzy innymi przez peregrynację obrazu Jezusa Miłosiernego.

To taki był mój udział w pracach procesu. Cieszę się, że mogłem coś uczynić dla tej pięknej sprawy.


Przedruk z „W Służbie Miłosierdzia”. Skróty pochodzą od redakcji.

Artykuł ukazał się w numerze 10/2008.

Dodaj komentarz