Prymas przed domem ss. Nazaretanek, Komańcza, 1956 r. Fot. Stanisław Porębski, NAC.

Duszpasterz czasów najtrudniejszych

Wojenne losy ks. Stefana Wyszyńskiego opisywane były w licznych publikacjach, a jego działalność w Laskach i posługa kapelana podczas Powstania Warszawskiego stały się nawet kanwą powieści. Temat ten był podejmowany także podczas licznych odczytów czy konferencji naukowych. Pomimo to do dziś zawierają one wiele nieścisłości, a próby odtworzenia czy dotarcia do relacji kończą się wraz z odejściem ostatnich świadków. Obecnie pojawiają się nowe opracowania, a dzięki odnalezionym relacjom możemy poznać historie, które do niedawna nie były powszechnie znane. Wiele jednak informacji potrzebuje weryfikacji przez badaczy zajmujących się życiem księdza prymasa Wyszyńskiego. Niektóre z nich, zwłaszcza te związane z pobytem na Lubelszczyźnie, chciałbym przedstawić.

Pod koniec lipca 1939 r. ks. dr Stefan Wyszyński aktywnie udziela się w parafii katedralnej, przygotowuje plan pracy kolejnego roku akademickiego we Włocławskim Seminarium Duchownym. Wybucha jednak wojna. Z polecenia biskupa Karola Radońskiego wraz z klerykami ostatniego roku udaje się do Lublina. Sądzono, że wojska niemieckie nie dotrą tam szybko, a on sam wspominał, że jechał z nadzieją, iż spokojnie doprowadzi powierzonych swojej opiece alumnów do święceń kapłańskich. Niestety, tak się nie stało. Dotarli do Lublina 11 września, w trzy dni po strasznym bombardowaniu miasta. O podjęciu nauki nie było mowy. Ksiądz Wyszyński powziął decyzję, aby wyruszyć do Łucka Wołyńskiego. Przybyli tam 17 września i dowiedzieli się o wkroczeniu wojsk sowieckich do kraju. Księdzu Wyszyńskiemu proponowano wyjazd do Rumunii wraz z Rządem, ale on postanowił wracać do Włocławka. Klerykom powierzonym jego opiece zostawił wolny wybór. Sami mieli zdecydowali o dalszych planach. On natomiast, z trzema zaprzyjaźnionymi kapłanami, udał się w drogę powrotną do Włocławka. We Włodzimierzu Wołyńskim kupili dwa konie i wóz, ks. Wyszyński powoził. Z Włodzimierza udali się do Kowla, następnie dotarli do Maciejowa, gdzie zatrzymali się u sióstr niepokalanek. Tam – jak wspomina – przeżyli oblężenie ukraińskie. Na trasie powrotu ks. Wyszyńskiego wymieniane są jeszcze inne miejscowości: Łęczna, Puławy, gdzie przekracza promem Wisłę, Góra Puławska, Radom, Brzeziny pod Łodzią, Grabków. Mniej znany jest epizod związany z Wąwolnicą, w której mieszkał jego kolega z roku, syn wąwolnickiego organisty, ks. Zdzisław Ochalski. Historia ta została opisana przez współtowarzysza podróży do Włocławka, późniejszego franciszkanina z Niepokalanowa, w „Wielkiej Księdze Łask”, która jest przechowywana do dziś w wąwolnickim sanktuarium. Opowieść trudno jednak zweryfikować, czy nie należy do kręgu historii hagiograficznych, koloryzujących trochę wydarzenia.

Towarzysz ks. Wyszyńskiego wspomina: W nocy Niemcy wprowadzili do kościoła 4 tysiące polskich żołnierzy-jeńców. Jeden z jeńców przez całą noc modlił się do Matki Bożej Kębelskiej, a rano podczas wyprowadzania ze świątyni uciekł w kierunku organistówki, w której nocował ks. Stefan Wyszyński. Oprawca wbiegł za ściganym na podwórze organisty i w tej sekundzie otworzyły się drzwi, a na podwórze wyszedł ksiądz Wyszyński. Skrzydło drzwi zasłoniło uciekającego Polaka przed wzrokiem goniącego go Niemca. Oficer zobaczył ks. Wyszyńskiego i wrzasnął – „gdzieś go schował”, sądząc, że ukrył on żołnierza w domu. Ks. Wyszyński, widząc Niemca z odbezpieczoną bronią osłupiał, bo nie wiedział o ucieczce i nie widział uciekiniera. Wtedy wściekły żołnierz chciał do niego strzelić, ale podbiegł pan Ochalski, organista, i przytomnie skłamał, iż żołnierz przeskoczył przez płot i pobiegł dalej. Do 1998 roku nie była znana tożsamość polskiego żołnierza. W tym to roku przybyła do Wąwolnicy córka Józefa Piwowarskiego, która przyjechała podziękować za ocalenie od niemieckiej niewoli jej ojca.

Kontynuując powrót do Włocławka, ks. Wyszyński cały czas pełnił posługę kapłańską wobec napotykanych uciekinierów i rozproszonych żołnierzy. Pełne niezwykłej wymowy jest spotkanie, które miało miejsce gdzieś w pobliżu Dęblina. Ksiądz Wyszyński sam wspominał: Spowiadałem w okopie żołnierza. Podczas gdy ten płakał, mówiąc: Co z nami zrobili? W pewnej odległości od nas rolnik siał. Potem, gdy skończyłem swoją powinność kapłańską, podszedłem do niego i pytam: Panie, samoloty pikują, wszyscy uciekają, a pan sieje? – Proszę księdza, gdybym zostawił to ziarno w spichlerzu, spaliłoby się od bomb, a gdy wrzucę je w ziemię, zawsze ktoś będzie jadł z niego chleb.

Po dotarciu do Włocławka ks. Wyszyński wraz z innymi profesorami podjął próbę organizowania nauki w seminarium. Jednak imiennie poszukiwany przez gestapo otrzymał od bp Michała Kozala (dziś – błogosławionego) polecenie natychmiastowego opuszczenia miasta. Niechętnie przystał na to polecenie, ale w ten sposób uniknął aresztowania. Ustny przekaz głosi, że stało się to w ostatniej chwili. Ksiądz Wyszyński znalazł się najpierw u rodziny we Wrociszewie. Przebywał tam do lipca 1940 r., kiedy to na prośbę ks. Korniłowicza przybył do majątku Zamoyskich w Kozłówce. Nie był to jego pierwszy przyjazd do Kozłówki, bowiem jeszcze przed wojną głosił tam rekolekcje wielkopostne. Głównym motywem obecności w Kozłówce była opieka duszpasterska nad grupą sióstr franciszkanek Służebnic Krzyża, które przybyły do majątku Zamojskich ze swoimi niewidomymi podopiecznymi. Oprócz tej posługi ks. Wyszyński został duszpasterzem wszystkich, którzy dzięki uprzejmości państwa Zamoyskich znaleźli u nich schronienie na czas wojny. Prowadził m.in. odczyty dla inteligencji, na które składały się wykłady z katolickiej myśli społecznej i filozoficznej. Spotkania te nazywano Akademią Kozłowiecką. Przebywając w Kozłówce, był także kapelanem żołnierzy z oddziałów leśnych, dla których w niedzielę i święta odprawiał Msze święte m.in. w folwarku w Nasutowie. Tam też musiał się schronić pod koniec sierpnia 1941 roku, gdy do Kozłówki dotarła wiadomość o planowanych aresztowaniach.

W związku z odnawiającą się chorobą płuc w październiku 1941 r. udał się do Zakopanego i zamieszkał w klasztorze Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego na Jaszczurówce. W trakcie tego pobytu został aresztowany przez gestapo. Na szczęście nie odkryto jego prawdziwej tożsamości i został zwolniony. Zaraz też opuścił Tatry.

Od listopada 1941 r. do czerwca 1942 r. ks. Wyszyński przebywa w Żułowie koło Krasnegostawu, opiekując się siostrami i niewidomymi, które przeniosły się tu z Kozłówki. Uczestniczy w konspiracyjnym nauczaniu młodzieży, niesie pomoc okolicznej ludności dotkniętej tyfusem. Dość niedawno pojawiła się w prasie informacja przedstawiająca relacje świadków, którzy podają, że będąc w Żułowie, ks. Wyszyński ukrywał trzyosobową rodzinę żydowską. Ksiądz sam nigdy o tym jednak nie opowiadał.

Historii z lat okupacji jest zapewne jeszcze wiele. Niektóre z nich do dziś przekazywane są w rodzinnych wspomnieniach i czekają na swoje odkrycie, do czego państwa zachęcam.

Wojenne losy ks. Wyszyńskiego to niezwykle bogaty materiał do opowieści o człowieku pełnym wierności Bogu i ludziom w czasach tak trudnych, jakimi były lata II wojny światowej.

Marcin Sułek

/md

Zobacz także w e-civitas:

Polityczna służba na rzecz pokoju

O pokoju bardzo wiele się mówi. Z tęsknotą szuka się również jego głębszego znaczenia, chociaż …