Home / Biblia / Dwa procesy

Dwa procesy

Co by się stało, gdyby Jezus zechciał podjąć się własnej obrony przed Piłatem? Co by się wtedy z nami stało?

Rzymianie nie mają zwyczaju skazywania kogokolwiek na śmierć, zanim oskarżony nie stanie wobec oskarżycieli i nie będzie miał możności bronienia się przed zarzutami (Dz 25,16). Kto to powiedział? Są to słowa Porcjusza Festusa, namiestnika rzymskiego, sprawującego rządy w Judei w  latach 60–62, wypowiedziane do króla Heroda Agryppy II w Cezarei Nadmorskiej w sprawie Pawła z  Tarsu.

Czy podobną zasadą kierował się Poncjusz Piłat, kiedy 30 lat wcześniej żydowski Sanhedryn przywiódł doń Jezusa z Nazaretu dla zatwierdzenia wyroku śmierci orzeczonego w tym gronie wobec Aresztowanego? W kontekście zapisu Jana Ewangelisty wydaje się, że rządzącemu w  Judei w latach 26–36 Piłatowi nie był obcy porządek prawny obowiązujący Rzymian piastujących godności państwowe w rzymskich prowincjach. Co zatem skłoniło Piłata do otworzenia przewodu sądowego akurat w przeddzień największego w roku żydowskiego święta Paschy? Raczej sądów tego dnia nie przewidywał. Miała się natomiast odbyć publiczna egzekucja trzech przestępców, wcześniej skazanych na śmierć: niejakiego Barabasza, trzymanego w więzieniu z powodu zabójstwa podczas rozruchów w mieście (por. Mk 15,7) oraz dwóch innych, których imion Ewangelie nie zapamiętały, a którzy występują na jej kartach jako łotrzy.

Ale cóż to się dzieje, jakieś niebezpieczne zamieszanie w mieście przepełnionym tłumami Żydów przybyłych zewsząd na święta? Otóż w ostatniej chwili, wczesnym rankiem, żydowscy arcykapłani, faryzeusze i starszyzna, wszyscy razem, przywiedli do Piłata jeszcze jednego więźnia, Jezusa z Nazaretu, którego straże świątynne właśnie pojmały ostatniej nocy. Wobec zaistniałej sytuacji Piłat musiał otworzyć przewód sądowy. Nie mógł skazać na śmierć człowieka bez dochodzenia jego winy, tylko dlatego, że domagali się tego Żydzi.

Jan Ewangelista, który najprawdopodobniej jako jedyny Apostoł stał wmieszany w tłum oskarżycieli przed twierdzą Antonia, gdzie zatrzymał się Piłat na czas pobytu w Jerozolimie i gdzie zwykł sprawować sądy, punkt po punkcie pokazuje nam na kartach swej Ewangelii kolejność wnoszonych przeciwko Jezusowi oskarżeń. W pierwszym punkcie podnieśli Żydzi oskarżenie o  przestępstwo kryminalne: Gdyby to nie był złoczyńca, nie wydalibyśmy Go tobie (J 18,30). Problem w tym, że oskarżenia tego nie potrafili poprzeć żadnymi dowodami, o jakie to złe czyny miałoby chodzić. Po przesłuchaniu Aresztowanego Piłat odrzucił oskarżenie jako niemające odzwierciedlenia w faktach.
Przytoczyli zatem kolejne, tym razem poważne oskarżenie, natury politycznej, o uzurpację władzy królewskiej. Czy Ty jesteś Królem Żydowskim? (J 18,33) – zainteresował się Piłat. Po przesłuchaniu Jezusa na osobności w pretorium, czyli na wewnętrznym dziedzińcu, dokąd Żydzi nie mieli już wstępu, a gdzie Jan Ewangelista musiał mieć jakiegoś informatora, namiestnik odrzucił i to oskarżenie jako niedorzeczne. Jakim Jezus mógł być królem? Co to znaczy, że królestwo Jezusa nie pochodzi z tego świata? A więc skąd, spoza Imperium Rzymskiego? Z jakiego państwa? Przecież Jezus był Żydem, a nie Persem czy Partem, z którymi to narodami Rzymianie prowadzili uciążliwe wojny.

W tym punkcie procesu Piłat nie ukrywał sympatii do Jezusa, wyraźnie tracąc już cierpliwość wobec napierających nań Żydów. Nie zdołał ich jednak pozyskać nawet za cenę amnestii, do jakiej był zobowiązany z okazji świąt. Wymogli na nim wypuszczenie z więzienia Barabasza, domagając się w zamian wyroku skazującego na Jezusie.

Aby usatysfakcjonować Żydów, a może i zmiękczyć ich zapiekłość w stosunku do Jezusa, Piłat orzekł lżejszą karę – ubiczowanie. Kaźń ta była połączona z wydaniem Jezusa rzymskim żołnierzom na pośmiewisko i pohańbienie, a ci nie omieszkali „zabawić się” w okrutny sposób, pozorując Więźnia na króla w koronie z cierni. Oto wyprowadzam Go do was na zewnątrz, abyście poznali, że ja nie znajduję w Nim żadnej winy (J  19,4) – orzekł Piłat.

Taka konstatacja tylko usztywniła stanowisko Żydów. Wreszcie wyłożyli karty, o co w tym wszystkim im chodziło: My mamy Prawo, a według Prawa powinien On umrzeć, bo sam siebie uczynił Synem Bożym (J 19,7). A co Rzymianina, który przecież był poganinem, mogły obchodzić wewnętrzne spory Żydów na tle ich wierzeń i przekonań religijnych? To oskarżenie w żaden sposób nie kwalifikowało się do orzeczenia wyroku skazującego i Żydzi o tym dobrze wiedzieli. Dlatego, kiedy Piłat wahał się i skłaniał już do uwolnienia Jezusa, odrzucając kolejne ich oskarżenie, pozostał im jeszcze jeden argument – szantaż: Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara. Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się Cezarowi (J 19,12) – powrócili do oskarżenia politycznego.

Po zatwierdzeniu wydanego przez Żydów wyroku śmierci i po jego wykonaniu przez ukrzyżowanie Jezusa Poncjusz Piłat rządził w  Judei jeszcze 6 lat. A więc wówczas, w 30 r., kiedy zginął Jezus, miał namiestnik jeszcze plany polityczne na przyszłość, wszak rządził dopiero 4 lata i dobrze mu się wiodło w  nowoczesnym, pięknym mieście nad Morzem Śródziemnym, w Cezarei. Nie chciał narażać się Żydom, którzy – jak w wielu miejscach zaświadcza ich historyk, Józef Flawiusz – przesyłali do Rzymu niekończące się donosy, nie tylko na siebie samych, ale i  na rzymskich urzędników. Czy warto było narażać urząd z powodu jakiegoś żydowskiego więźnia, w końcu nic nieznaczącego w państwie rzymskim? Gdybyż jeszcze był Rzymianinem! Zresztą On sam nic nie zrobił we własnej obronie: Nie chcesz mówić ze mną? Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władzę Ciebie ukrzyżować? (J 19,10).

Co innego Paweł z Tarsu. Ten miał obywatelstwo rzymskie. Dzielnie bronił się w sądach rzymskich przed oskarżeniami Żydów, którzy po aresztowaniu Apostoła w Jerozolimie tropili go nawet w Cezarei Nadmorskiej, pod bokiem rzymskich namiestników, najpierw Antoniusza Feliksa, a po nim Porcjusza Festusa, by im wydali Pawła na śmierć. Jakaż to wspaniała mowa obronna Apostoła, wygłoszona w obecności rzymskiego namiestnika, jego świty i króla Agryppy II z dworem! Mówił im o Jezusie zmartwychwstałym i  o tym, jak Go poznał w drodze do Damaszku, dokąd się udawał, by i tam więzić Jego wyznawców. Kiedyśmy wszyscy upadli na ziemię, usłyszałem głos (…): Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? (…) Temu widzeniu z  nieba nie mogłem się sprzeciwić, królu Agryppo (Dz  26,14.19).

Przesłuchania Pawła w Cezarei Nadmorskiej miały swój finał w Rzymie, dokąd Apostoł został odesłany po tym, jak wcześniej, wobec determinacji Żydów o wydanie im go, odwołał się do sądu Cezara – przywilej, który przysługiwał obywatelowi rzymskiemu. I oto z drugiego końca świata transportowano do stolicy imperium więźnia na koszt państwa, by ten mógł się tam bronić przed stawianymi mu zarzutami. Jezus z  podobnych przywilejów nie mógł korzystać.

Pomyślmy tylko: co by się stało, gdyby Jezus zechciał podjąć się własnej obrony przed Piłatem? Albo gdyby Piłat nie uległ tchórzostwu i uwolnił Jezusa? Co by się wtedy z nami stało? Ale Pisma muszą się wypełnić (Mk 14,49).

Jan Gać

pgw