Home / Historia / Dylematy i bezdroża Kościoła w  Niemczech

Dylematy i bezdroża Kościoła w  Niemczech

Chrześcijaństwo jest tradycyjnie religią skupiającą w Niemczech największą liczbę wyznawców: przynależność do dwóch głównych Kościołów – rzymskokatolickiego oraz ewangelickiego (EKD) – deklaruje 50–51 mln wiernych, co stanowi ok. 62% ludności kraju. Z Kościołem katolickim związanych jest ok. 26,5 mln mieszkańców Niemiec.

Poza Kościołem katolickim i ewangelickim działalność duszpasterską prowadzi też kilka innych Kościołów chrześcijańskich, jednak współczesne Niemcy są krajem gwałtownie postępującej laicyzacji. Na początku lat 90., w kilka lat po zjednoczeniu obu państw niemieckich, w niedzielnych Mszach św. uczestniczyło 6,2 mln katolików, a w 2001 r. już tylko 4 mln. Z przeprowadzonych kilka lat temu badań wynika, że co roku ponad 100 000 Niemców decyduje się na wystąpienie z Kościoła katolickiego. W rezultacie po 1989 r. Kościół niemiecki stracił ponad półtora miliona wiernych, przede wszystkim ludzi młodych, którzy nie ukończyli 30. roku życia. Obecnie niewiele ponad 20% niemieckich katolików czuje się związanych z Kościołem i jego nauczaniem, 35% przyznaje się do Kościoła, lecz nie akceptuje jego nauczania, natomiast kolejnych 45% z Kościołem wiąże tylko fakt przyjęcia chrztu. Co gorsza, wśród niemieckich katolików niemal zupełnie zanikła świadomość wyjątkowego znaczenia sakramentów dla właściwej formacji duchowej każdego chrześcijanina. Szczególnie wyraźnie ujawnia się to na przykładzie sakramentu spowiedzi, którą odrzuca znaczna większość wiernych przystępujących do Komunii świętej.

W realiach niemieckich wystąpienie z Kościoła (zarówno katolickiego, jak i ewangelickiego) wiąże się z zaprzestaniem płacenia tzw. podatku kościelnego, którego wartość jest zależna od wysokości osiągniętych dochodów. Biorąc pod uwagę ten fakt, a także stale zmniejszającą się liczbę urodzeń w rodzinach katolickich (podobnie dzieje się także w rodzinach ewangelickich), Kościół niemiecki został zmuszony do wprowadzenia drastycznych oszczędności. Kuria w Berlinie przeprowadziła likwidację ponad 100 podległych jej parafii, planuje również zamknięcie seminarium duchownego. W tradycyjnie katolickiej Bawarii zamknięto aż 500 z działających niegdyś 700 parafii. Sukcesywnie malejące dochody z podatku kościelnego mają również wpływ na liczbę dofinansowywanych przez Kościół niemiecki projektów misyjnych i charytatywnych na całym świecie.

Ewangelicka katedra w Berlinie / Fot. A.Savin, Wikimedia Commons
Ewangelicka katedra w Berlinie / Fot. A.Savin, Wikimedia Commons

Pogarszająca się kondycja finansowa nie jest jedynym problemem niemieckiego Kościoła. W ciągu minionych 30 lat dramatycznie spadła liczba powołań. O ile w 1986 r. w niemieckich seminariach (w RFN i NRD) kształciło się ponad 3600 kleryków, to w 2014 zaledwie… ponad 130. Znakomita większość duchownych aktywnie sprawujących posługę duszpasterską to kapłani w wieku ponad 60 lat. W zaistniałej sytuacji całkiem realne wydają się przewidywania, że u schyłku drugiej dekady obecnego stulecia większość istniejących parafii nie będzie mieć własnego proboszcza. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest niemal powszechne zatrudnianie w instytucjach kościelnych oraz w szkołach, gdzie katecheza jest obowiązkowa, świeckich urzędników i katechetów, którzy – jak sami twierdzą – nie wierzą w Boga oraz w zasady wiary, jakich nauczają (sic!). Warto dodać, że z racji wykonywania swych obowiązków służbowych ludzie ci często powoływani są też w skład różnych instytucjonalnych i społecznych gremiów mających istotny wpływ na funkcjonowanie Kościoła.

Niemieccy katolicy coraz wyraźniej dostrzegają narastający dramatyzm sytuacji. Niestety, świadomości potęgujących się zagrożeń, które niosą ze sobą nieodwracalne skutki, zazwyczaj nie towarzyszy zastanowienie nad własnym stosunkiem do  prawd wiary czy pogłębiona refleksja nad osobistą duchowością. Nie padają też słowa o potrzebie nowej ewangelizacji ani roli sakramentów w codziennym życiu. Zamiast tego w nieskończoność organizowane są – tak ulubione w zachodnich społeczeństwach – warsztaty, debaty i  dyskusje mające na celu „poprawę” sytuacji Kościoła. Tradycyjnie mówi się wówczas o konieczności większej „demokratyzacji i otwarcia”, o  „pluralizmie i tolerancji” i „liberalizacji” katolickiej etyki seksualnej. Wybitny niemiecki historyk, George Weigel, ocenia, że „[…] przez ostatnie dziesięciolecia Niemcy po prostu zapomnieli, że trzeba mówić o Bogu. Mówili o mówieniu o Bogu, próbując odpowiedzieć na współczesny kryzys wiary. Postępując w ten sposób utkwili w czymś, co można określić filozoficznym terminem «pułapki refleksji», czyli myśleniem o myśleniu, zamiast myśleniem o rzeczywistości – w tym przypadku o Ewangelii i jej prawdzie. Niemiecki katolicyzm znajduje się w  kryzysie, bo niemieccy katolicy nie przyjęli Pana Jezusa i jego Ewangelii z pasją, oddaniem i  radością, ale szukają szczęścia gdzie indziej. To smutne, to tragiczne, to deprymujące. Tym bardziej, że w ciągu XX stulecia niemieckojęzyczny Kościół odegrał bardzo ważną rolę, niosąc ogromną pomoc Trzeciemu Światu, wydając wielkich męczenników za wiarę, wnosząc ogrom pracy w rozwój studiów biblijnych, teologii moralnej, odnowy liturgicznej i katolickiej doktryny społecznej, m.in. w czasie obrad Soboru Watykańskiego II”.

Ta trudna do zrozumienia postawa niemieckich katolików znajduje również odzwierciedlenie w powszechnej akceptacji norm i zachowań społecznych nieuznawanych przez Kościół. W zainicjowanej przez media debacie publicznej wyrazili oni m.in. uznanie dla zmian w prawodawstwie niemieckim sankcjonujących legalizację związków homoseksualnych. Odnosząc się krytycznie do coraz bardziej niepokojących zjawisk występujących w życiu politycznym i społecznym Niemiec, arcybiskup Fuldy Johannes Dyba stwierdził kilka lat temu w jednym z wywiadów, że „ustawy uchwalane przez niemiecki parlament stają się coraz bardziej pogańskie” oraz że Niemcy są na najlepszej drodze, by stać się „republiką pogańską”. Jak wynika z najnowszych badań, kryzys w niemieckim Kościele w minionych latach znacznie się jeszcze pogłębił i nic nie wskazuje na to, aby ów proces postępującej destrukcji mógł zostać powstrzymany w dającym się przewidzieć czasie. Komentując ten fakt, George Weigel pisał w jednej z publikacji: „O przypadku niemieckim można opowiadać ku przestrodze, jako o historii efektów poddania się «duchowi czasu»”.

Katolicka Bazylika św. Jana w Berlinie / Fot. wikipedia.pl, CC BY-SA 3.0
Katolicka Bazylika św. Jana w Berlinie / Fot. wikipedia.pl, CC BY-SA 3.0

Warto przypomnieć, że po utworzeniu w 1949 r. dwóch państw niemieckich Kościół katolicki stanął przed poważnymi wyzwaniami, zarówno natury duszpasterskiej, jak i organizacyjnej. O ile z władzami Republiki Federalnej współpraca ułożyła się zgodnie z zasadami obowiązującymi w cywilizowanym świecie, o tyle w  NRD – podobnie jak w innych krajach „bloku wschodniego” – daleka była nawet od deklaratywnej poprawności. Określone problemy wynikały także z ówczesnego podziału kraju, gdyż wymagało to dostosowania struktur kościelnych do nowej sytuacji polityczno-administracyjnej. Ostatecznie granice diecezji nie zostały określone w sposób ściśle odpowiadający przebiegowi granic państwowych, co spowodowało, że pewna część terytorium NRD znalazła się pod kościelną jurysdykcją diecezji zachodnioniemieckich. W wyniku nacisków Berlina w 1973 r. dla wschodnioniemieckich obszarów tych diecezji przydzielono odrębnych administratorów apostolskich, a w 3 lata później dla biskupów z NRD została utworzona odrębna Berlińska Konferencja Episkopatu. Zaprzestała ona swej działalności po zjednoczeniu kraju, a biskupi wschodnioniemieccy ponownie znaleźli się w Konferencji Episkopatu Niemiec. Powstały też wówczas nowe diecezje w  Magdeburgu, Erfurcie i Zgorzelcu.

Co znamienne, w zaistniałych uwarunkowaniach historycznych Kościół katolicki od początku stał zdecydowanie na stanowisku konsekwentnej kontestacji polityczno-ideologicznego systemu panującego w NRD, w przeciwieństwie do Kościoła ewangelickiego, który podjął współpracę z władzami, realizując program pod nazwą „Kościół w socjalizmie”.

Mariusz Ratajkiewicz

pgw