Home / Opinie | Felietony / Emerytura – wielka niewiadoma

Emerytura – wielka niewiadoma

Reforma ubezpieczeń społecznych, która w 1999 roku rozpoczęła się w Polsce jest wielkim eksperymentem na żywym organizmie. Jednak tak naprawdę nikt dziś nie jest w stanie przewidzieć jej skutków i czy zgodnie z obietnicami reformatorów będzie korzystna dla przyszłych emerytów.

Fot. Artur Stelmasiak

Zbliża się też data sprawdzenia wiarygodności towarzystw emerytalnych, które kusząc reklamami obiecywały w jesieni życia wypoczynek pod palmą w egzotycznych krajach. Od 1 stycznia 2009 roku, gdy ruszą pierwsze wypłaty, dowiemy się jak wygląda prawda. Eksperyment z przymusu Kiedy wprowadzano reformę, po długo wypracowywanym w Komisji Trójstronnej konsensusie, nikt nawet nie przypuszczał, że dramatycznie wzrośnie w kraju bezrobocie, młodzi za pracą zaczną uciekać do Irlandii, a w kraju stały etat będzie należał do luksusów. Jednak sytuacja demograficzna już wtedy wyglądała fatalnie, wiadomo było, że nie ma zastępowalności pokoleń, więc od rozwiązań opartych na zasadzie, że pokolenie pracujące finansuje składkami do ZUS ludzi na emeryturze, należy uciekać. W różnicy wkładów i wypłat robiła się coraz większą dziura, którą budżet państwa musiał transferami do ZUS-u łatać. Przyrost naturalny zaczął maleć, z utrwalającymi się tendencjami przewagi zgonów nad urodzeniami. Jednocześnie wydłużał się czas życia Polaków, co oznaczało, że dłużej będą oni na emeryckim garnuszku. Przy takiej prognozie partnerzy społeczni uznali, że trzeba podjąć kroki o wyjęciu części środków z gwarantowanych przez budżet państwa emerytur i przerzucić je na system kapitałowy z elementami ryzyka. Państwo, chociaż konstytucja z 1997 roku stanowi, że obywatel ma prawo do zabezpieczenia społecznego w razie niezdolności do pracy ze względu na chorobę, inwalidztwo bądź po osiągnięciu wieku emerytalnego, zaczęło się wycofywać rakiem z gwarantowania w całości bezpiecznych, peerelowskich zasad emerytalnych. Uznano, że budżet państwa takich obciążeń nie zniesie i ogłosi bankructwo. Pchnięto wiec „nowe” emerytury w stronę wzmocnienia indywidualnej odpowiedzialności obywatela za zabezpieczenie własnej starości. Problem w tym, że w dobie szalejącego w Polsce bezrobocia, niskiej płacy minimalnej i częstego zatrudniania przez pracodawców „na czarno”, obywatel miał małe szanse brać sprawy przyszłości we własne ręce, bo żeby nie umrzeć z głodu zabiegał o przetrwanie w teraźniejszości. Maciej Żukowski naukowiec Poznańskiej Akademii Ekonomicznej, badający systemy zabezpieczenia społecznego, zwłaszcza emerytalnego, w Polsce i w innych krajach Unii Europejskiej uczestniczył w wielu programach badawczych. W „Raporcie Polska 2005” przestrzegał, że na dłuższą metę „nowy system” może wypchnąć wiele osób do sfery pomocy społecznej, gdyż nie sprostają one zadaniu zapewnienia sobie odpowiednich dochodów na starość. Odezwał się też współtwórca tej reformy prof. Marek Góra ze Szkoły Głównej Handlowej informując: – Nie mamy żadnej pewności, że wysokość emerytur nie zostanie w przyszłości obniżona.

Nikt dziś nie jest wstanie przewidzieć skutków reformy ubezpieczeń społecznych
Nikt dziś nie jest wstanie przewidzieć skutków reformy ubezpieczeń społecznych
Fot. Artur Stelmasiak

Gra w trzy filary

Przyjęta w wyniku konsensusu, zawartego ponad partyjnymi podziałami koncepcja nowego ładu emerytalnego przewidywała oparcie systemu ubezpieczeń społecznych na trzech filarach. Ze składki emerytalnej w wysokości 19,52 proc. podstawy wymiaru, 7,3 proc. odprowadzane jest poprzez ZUS (I filar) do wybranego przez nas bądź wylosowanego za nas Otwartego Funduszu Emerytalnego (II filar). Ustanowiony filar ZUS-owski, gromadzi już zatem tylko część składki i gwarantuje wyłącznie część składową emerytury. Filar II, obowiązkowy podobnie jak pierwszy, utworzyły OFE, których zadaniem jest pomnażanie kolejnej części składki w kapitałowych przedsięwzięciach. Z tej puli przyszły emeryt będzie miał drugi składnik emerytury. Przewidziano także filar III: Pracownicze Programy Emerytalne, pomyślane jako dobrowolna forma grupowego oszczędzania na emeryturę. Możliwa do wdrożenia jednak tylko w przypadku, kiedy pracodawca i pracownicy zgodzą się, że jedna i druga strona będą wpłacały na PPE określony procent wynagrodzenia. Polscy pracodawcy się jednak do tego nie palą, mimo możliwości wliczania części składki w koszty firmy i korzystania ze zwolnienia wpłacanych na PPE kwot z obowiązkowej składki na ZUS. Do tej pory zarejestrowano tylko tysiąc pracowniczych programów emerytalnych, z czego do dziś funkcjonuje ich 807. I pomyśleć, że pracownicze programy emerytalne są bardzo popularne np. w Holandii czy Stanach Zjednoczonych, fundują je pracownikom nawet wielkie koncerny dla ogromnych zespołów ludzkich. Jednak tamtejsze społeczeństwa są znacznie bogatsze a i rządy proponują pracodawcom z tytułu PPE większe korzyści. Skoro PPE „ nie wypaliły”, to i emerytura dla większości będzie skromniejsza. Aby nowy system emerytalny nie wziął w łeb, zaproponowano przyszłym emerytom Indywidualne Konta Emerytalne (IKE). Specjalne konta w bankach, w których przyszły emeryt może skorzystać ze zwolnienia z podatku Belki (19 proc. od zysku), jeśli będzie na nich gromadził na starość kapitał do sumy określonej rocznym limitem. Ten limit wyznacza 150 proc. prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w danym roku. W prognozach roku 2006 to kwota 3 678 zł. IKE miało być atrakcyjną ofertą dopełniająca ubezpieczenia na jesień życia. Kalkulowano, że skorzysta z nich kilka milionów ludzi. Skorzystało niewiele ponad 300 tysięcy… W III dobrowolnym filarze mogą znaleźć się wszelkie lokaty kapitałowe, obligacje i ubezpieczenia na życie, ale inicjatywa zależy od zasobności portfela Polaków, wiedzy, stopnia ryzyka i wyobraźni. A portfel nie jest gruby. Nie wiemy dotąd, jakie będą emerytury ze zreformowanych ubezpieczeń społecznych. Eksperci szacują, że mogą mieć wysokość 50– 60 proc. ostatniej wypłaty. Nie wiemy też jeszcze, kto je będzie wypłacał i jak wysoką będzie pobierał za to prowizję. Już teraz OFE „zżerają” z naszych oszczędności 7 proc. z naszego konta.

Na pierwszy ogień kobiety

Emerytury obliczone na nowych zasadach pierwsze otrzymają kobiety, ponieważ wcześniej o 5 lat od mężczyzn wchodzą w wiek emerytalny. To właśnie dla nich chwila prawdy nastąpi 1 stycznia 2009 roku. I może zacząć się bunt. Bardzo zdziwione mogą być panie urodzone w latach 1949–1968, które wybrały w 1999 roku „nowe” emerytury. Może się zdarzyć, że kobiety w tym samym wieku, z identycznym stażem pracy i takich samych zarobkach będą miały zupełnie różne wysokości emerytur, w zależności od wyboru systemu. Dlaczego? Bo w tym czasie nałożą się na siebie dwie emerytalne fale. Po emerytury ustawią się osoby, które nabyły prawa emerytalne do 31 grudnia 2008 i te, które od 1 stycznia 2009 roku obejmie już reforma. W tym momencie okaże się, kto zyskał a kto stracił. Na wielkość świadczeń kobiet będzie rzutował wcześniejszy wiek emerytalny, dłuższy od mężczyzn prognozowany okres życia i stosunkowo krótki w nowym systemie okres gromadzenia składek na emerytalnym koncie. Z kalkulacji wynika, że gromadząc i pomnażając składki w OFE będzie można sporo zarobić, ale dopiero w perspektywie 30-40 lat. U progu reformy była to więc zdecydowanie oferta dla ludzi młodych. W dodatku kobiety zarabiają mniej od mężczyzn i mają przerwy w pracy na wychowanie dzieci. Symulacje można zrobić już teraz i zastanowić się jak problem rozwiązać, jakie zastosować mechanizmy wyrównawcze. Chowanie głowy w piasek nie pomoże. Poczucie krzywdy rodzi niezadowolenie społeczne. Nie jest wykluczone, że debiutujące emerytki zostaną natychmiast klientkami pomocy społecznej. Ale to byłaby hańba. Dlatego temat uczciwego dokończenia ustaw emerytalnych, przejrzenia wszystkich przepisów został zgłoszony do rozmów w ramach umowy społecznej, której patronować ma prezydent Lech Kaczyński. Nigdzie na świecie nie ma idealnych systemów emerytalnych. Nikt jeszcze takich nie wymyślił. Dlatego temu jak funkcjonuje nasz zreformowany system bacznie przyglądają się Niemcy, Włosi i Belgowie, którzy mają podobne do naszych demograficzne problemy i chcą nasze rozwiązania dostosować do swoich realiów. Najlepiej się przecież uczyć na cudzych błędach. Przed podobnym wyzwaniem stoją Amerykanie i bijący rekordy długowieczności Japończycy. Jesteśmy zatem, jako Polska, królikiem doświadczalnym, ale nie wolno dopuścić, żeby takim królikiem byli i Polacy.

Decyzja wymaga przemyślenia Senator Ewa Tomaszewska, Prawo i Sprawiedliwość

Podjęcie decyzji o tym, kto powinien dokonywać wypłat z Otwartych Funduszy Emerytalnych, wymaga szacunków kosztów i zbadania sytuacji. Są zwolennicy rozwiązania, jakie wstępnie było przyjmowane, wypłat poprzez zakłady emerytalne, co przy konkurencji może prowadzić do obniżania kosztów. Jednakże z doświadczenia wiemy, że np. ZUS ma koszty bardzo niskie, dużo niższe od tych instytucji. Doświadczenie z funduszami emerytalnymi pokazuje, że zaczynają tworzyć się lobby, oligopole, które wymuszają na władzach odpowiednie decyzje. Mieliśmy przykład wpływania na kształt ustaw, dotyczących Ustawy o programach emerytalnych. OFE wpływają na rozwiązania korzystne dla tych instytucji, a nie dla emerytów. Istnieje obawa, że może nastąpić podobne działanie w przypadku tych zakładów emerytalnych, które prowadzą prywatne zarządzanie środkami publicznymi. Jest też pomysł, aby wypłacał ZUS. Żeby w chwili przejścia człowieka na emeryturę przekazać ZUS jego uzbierane w funduszu emerytalnym pieniądze, a ZUS będzie wypłacał obie części emerytury w postaci jednego, łącznego świadczenia. To z jednej strony byłoby pewnie tańsze, ale z drugiej – powodowałoby, że znów ogromna ilość pieniędzy byłaby w dyspozycji państwa. Rzutowałoby to na budżet i podlegałoby presji innych interesów państwa. I tego się obawiamy, szczególnie przy przepisach, które dziś istnieją, np. prawa do zaciągania przez ZUS kredytów. Nie jest to prosta decyzja. Trzeba poczynić wiele szacunków, obliczeń, ale tę decyzję w nieodległym czasie należy podjąć, ponieważ zbliża się moment dokonywania pierwszych wypłat.

Dominik Różański

Artykuł ukazał się w numerze 12/2006.

Dodaj komentarz