Gaz łupkowy – zmarnowana szansa

2014/03/12

Niepotrzebny rozgłos i emocje przeszkadzają w poszukiwaniach gazu łupkowego w Polsce.

Koncepcję zagospodarowania gazu łupkowego zainicjowało w 2006 r. dwóch geologów z Wrocławia. Mieszkający w USA dr Jan Krasoń, ekspert poszukiwań złóż na świecie, jako pierwszy zainteresował problematyką gazu łupkowego ówczesnego Głównego Geologa Kraju, prof. Mariusza Oriona Jędryska. Tak się złożyło, że dr Jan Krasoń w latach 60. minionego wieku był wykładowcą w Zakładzie Geologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Obaj naukowcy pochodzący z tej samej uczelni szybko się porozumieli i amerykańskie firmy gazowo-naftowe podjęły się poszukiwań gazu łupkowego na terenie naszego kraju. Polska miała być, po USA, drugim krajem na świecie, który miał opanować i eksploatować gaz łupkowy. Amerykanie szacowali, że na naszym terytorium może być ok. 5 bilonów metrów sześciennych tego surowca.

Rok później doszło do zmiany rządu i zmiany podejścia do eksploatacji naszych złóż gazu łupkowego. Zmiana polegała przede wszystkim na tym, że obok ekspertów i naukowców za zagospodarowanie tego surowca wzięli się politycy. Trzeba zaznaczyć, że na ogół byli oni ludźmi z wykształceniem humanistycznym i chcieli natychmiast osiągnąć sukces, przynajmniej medialny i polityczny. Ich entuzjastyczne wypowiedzi podawane do publicznej wiadomości nakręcały nadzieje i oczekiwania wszystkich Polaków na gazową niezależność od zagranicznych dostaw. Inicjatorów przedsięwzięcia odsunięto na boczny tor, nie byli oni już potrzebni. Entuzjazm polityków dla gazu łupkowego miał się jednak odwrotnie proporcjonalnie do osiągnięć w tej dziedzinie. Na dodatek Amerykanie, zniechęceni niejasnymi procedurami, zagmatwanym prawem geologicznym i górniczym oraz protestami społecznymi, zaczęli wycofywać się z Polski do… Rosji! Unia Europejska, aby nie dopuścić do eksploatacji naszego gazu łupkowego, przyjęła niezwykle restrykcyjne przepisy z zakresu ochrony środowiska paraliżujące dalsze jego poszukiwania. Na tym można by skończyć tę wielce pouczającą lekcję zmarnowanych szans na odkrycie i eksploatację polskiego gazu łupkowego. Jednak po to, aby w przyszłości mechanizm ten nie mógł się więcej powtarzać, potrzebna jest bardziej szczegółowa analiza działań związanych z eksploatacją polskich surowców naturalnych w ogóle.

Prawo dla urzędników czy dla obywateli?

Fala rezygnacji amerykańskich koncernów naftowych z poszukiwań w Polsce ma być dowodem, że tego gazu nie ma. Nie jest to żaden dowód. Gaz ten jest na pewno, tylko nikt jeszcze nie wie, ile go jest. Oczywiście to, ile go jest, decyduje o opłacalności eksploatacji. Tymczasem gazowi giganci od poszukiwań wycofują się nie z tego powodu, że gazu tu nie ma, tylko dlatego, że warunki jego eksploatacji są nieobliczalne. Powołują się oni na ustawę o opodatkowaniu wydobycia rud miedzi, ustawę, która została uchwalona wyłącznie dlatego, że KGHM ma znaczące zyski ze swojej działalności gospodarczej. Jest to ustawa nie dla sektora, lecz dla jednej tylko firmy – tylko ona jest obciążona tym podatkiem, reszta podobnych firm górniczych nie jest! Znaczy to, że rząd i parlament mogą opodatkować dowolnie kogo zechcą, jeśli tylko uznają, że ma on znaczące dochody.

Prawo geologiczne miało unormować przyszłe warunki eksploatacji węglowodorów. Początkowo planowano, że zostanie to dokonane ok. 2015 r. Kiedy amerykańskie firmy zaczęły opuszczać nasz kraj, rząd nagle się obudził i stwierdził, że prawo to uchwali natychmiast. Do końca 2013 r. ustawa miała stać się faktem dokonanym i przewidywać opodatkowanie wydobycia gazu i ropy naftowej prawdopodobnie na poziomie ok. 40 %, jednak nie doszło do jej uchwalenia. Wydaje się, że jest to reakcja już wielce spóźniona, bo firmy nie czekając na ustawę, zwijają swoje interesy w naszym kraju. Wobec rosnącej siły opozycji i spadku notowań rządu zanosi się na to, że ustawa ta będzie długo dyskutowana i niejedna czeka ją jeszcze debata. Co zatem zrobić z tym prawem?

Wielokrotnie doradzano, aby nie nowelizować prawa geologicznego i górniczego stosownie do potrzeby, bo to się nigdy nie skończy – zawsze są nowe potrzeby i nowe problemy. Lepiej oddzielić prawo geologiczne od górniczego. Problemy są z prawem geologicznym, a nie górniczym, czyli z poszukiwaniami, a nie z eksploatacją. Przepisy winny być nie szczegółowe, jak to jest obecnie, ale ogólne i uniwersalne, tak aby można je było zastosować do każdej zaistniałej w praktyce sytuacji.

Tak jednak nie jest, gdyż decydujący głos mają w tej sprawie urzędnicy, dla których szczegółowe prawo jest ułatwieniem w jego stosowaniu. Trzeba jednak zapytać, czy prawo ma służyć obywatelom, czy też urzędnikom? Jeżeli tym ostatnim, to kolejne jego nowelizacje oraz ich fatalne skutki będą na porządku dziennym.

Bez emocji

Poszukiwania gazu łupkowego wzbudzają w Polce emocje. Mamy szansę wyrwania się z dyktatu Gazpromu. Mamy szansę być samowystarczalni. Wywoływanie podobnych emocji jest karygodne choćby z tego powodu, że wszelkie poszukiwania są wtedy prowadzone nie z zimną krwią i stosownie do przyjętych w tej branży zasad, ale pod presją polityczną i medialną, która nic sobie nie robi z żadnych zasad. „Gaz jest albo go nie ma”. Nieznający się na tym ludzie zabierają głos w sposób stanowczy i nieznoszący sprzeciwu. Atmosfera taka niczemu dobremu nie służy. Strach tych, którzy prowadzą poszukiwania, paraliżuje ich najlepsze nawet pomysły, które stale są pod okiem mediów, polityków i opinii publicznej. Chciałoby się powiedzieć, że poszukiwania surowców to czynność raczej intymna, jeżeli chce się im przeszkodzić, to najlepiej rozpalać na ten temat emocje. Tego rodzaju prace mają w sobie coś z planowania sztabowców wojskowych. Rozgłos i ujawnianie ich tajemnic źle służy sprawie. Spokój oraz poufność i tajemnica mają tu znaczenie decydujące. Zauważyć trzeba, że wielkie odkrycia surowcowe w naszym kraju były prowadzone z zachowaniem podobnych rygorów. Informowano o nich obszernie, kiedy wyniki były pewne i niepodważalne. Obecna sytuacja powoli wraca do tej normy. Nie znaczy to, że media czy też politycy nie mogą się wypowiadać na ten temat. Owszem mogą, a nawet powinni, lecz bez dopuszczania ich do szczegółów, programów i osiągniętych wyników. Nie mamy samych przyjaciół na tym świecie. Podawanie wszystkiego na tacy ułatwia paraliżowanie badań i osiągnięcie negatywnych wyników. Zagrożenia te ujawniły się jak na dłoni w sprawach poszukiwań gazu łupkowego.
Śmierć miliardera

Pod koniec lipca z USA dotarła wiadomość o śmierci twórcy i pomysłodawcy hydraulicznego szczelinowania, amerykańskiego miliardera greckiego pochodzenia Georga P. Mitchella. Był on pionierem wydobywania gazu ziemnego metodą szczelinowania. Założył w 1980 r. firmę Mitchell Energy & Development Corp., która rozpoczęła eksploatację gazu z łupków w Stanach Zjednoczonych. Zmarły miliarder miał 94 lata. W USA cieszył się on zasłużoną sławą. Dzięki jego pomysłowi amerykański gaz stał się o 50% tańszy i kraj ten z jego importera przekształcił się w eksportera, zarabiając na tym miliardy dolarów. Krytyka pod adresem Mitchella podjęta przez ekologów wszelkiej maści jest tam traktowana jako gospodarczy kabaret, z którego wszyscy się śmieją, ale nikt go nie traktuje poważnie.

Protest w Żurawlowie

Tymczasem w Polsce jest dokładnie odwrotnie niż w USA. Tu każda plotka, każde oszczerstwo i każde zmyślone zagrożenie traktuje się ze śmiertelną powagą. Tak też się stało w Żurawlowie, maleńkiej wiosce na Zamojszczyźnie, gdzie od początku zeszłego roku przedstawiciele firmy Chevron usiłowali zorganizować gminne zebranie w celu poinformowania mieszkańców o poszukiwaniach gazu na koncesji Grabowiec. Do spotkania jednak nie doszło. Postanowiono zaprotestować przeciwko poszukiwaniom gazu łupkowego na tym terenie. W tym celu zjechali się tu przedstawiciele różnych środowisk ekologicznych z całej Polski. Na pomoc przybyli do nich również podobnie nastawieni ekolodzy z innych krajów UE. Ich protest szeroko komentuje „Głos Rosji”. Założyli oni miasteczko namiotowe. Są nieugięci i zdesperowani. Żyją z rolnictwa i dlatego nie zgadzają się na eksploatację gazu łupkowego na tej koncesji. Twierdzą, że używane przez nich wody podziemne zostaną skażone w skali nawet ponadregionalnej. Ich ziemia również zostanie zniszczona. Ślą petycje, pisma do rządu, Sejmu i Senatu, a także do władz lokalnych i miejscowych polityków. Fachowa dyskusja z nimi mija się z celem. Zaangażowani w ten protest lekarze, nauczyciele i rolnicy uważają się za ekspertów od gazu łupkowego.

Cicho siedzieć

To jeden z negatywnych efektów rozgłosu, jaki nadano poszukiwaniom gazu łupkowego. Nabiera on coraz bardziej charakteru międzynarodowego, co jest dla nas szczególnie niebezpieczne. Trzeba pamiętać, że tego rodzaju ingerencje kończą się utratą suwerenności gospodarczej. Wydaje się, że w obliczu takich protestów zaczyna się dyktat międzynarodowych środowisk zainteresowanych tym, abyśmy, jak wyraził to pewien prezydent, korzystali z okazji, aby „siedzieć cicho”. Zgoda, trzeba siedzieć cicho, ale robić swoje.

 

Adam Maksymowicz/kw

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#gaz łupkowy
© Civitas Christiana 2024. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej