B. Dwór Kossaków. W oddali, po lewej stronie domek ogrodnika. / fot. D T G, wikimedia.org

Gdzie kwitną cieszynianki

Polska mowa należy do wyjątków, które nie pozwoliły narzucić sobie łacińskich nazw miesięcy, zachowując swoje własne. Lipiec pachnie miodem, nie dbając o Juliusza Cezara; sierpień dzwoni sierpem, niepomny minionej chwały Oktawiana Augusta; marzec nie przynależy Marsowi, bogu wojny, lecz bogini Marzannie. Ten szczegół podkreśla odrębność miesięcy polskich.

Zofia Kossak, Rok polski. Obyczaj i wiara

Cieszynianka wiosenna Atlas der Alenflora /
Źródło: pl.wikipedia.org

Cieszynianka to roślina, która zakwita już na początku marca i jest zwiastunem wiosny. Jej polska nazwa wywodzi się od miasta Cieszyna, gdyż w jego rejonach występuje w Polsce najliczniej. Jest ona silnie zakorzeniona w kulturze i świadomości mieszkańców regionu cieszyńskiego. Ciekawą historię o pochodzeniu cieszynianki wiosennej przedstawił Gustaw Morcinek, związany również z Ziemią Cieszyńską, którego na początku kariery literackiej wspierała Zofia Kossak (nazywał ją swoją „matką chrzestną”). Legenda ta opowiada o szwedzkim rajtarze, który ciężko ranny umierał w śląskiej chałupie podczas wojny 30-letniej, a miał na piersi woreczek z umiłowaną, szwedzką ziemią. Zakochana w nim dziewczyna, gdy żołnierz skonał, wysypała z woreczka ziemię na jego grób, a wraz z nią nasiona kwiatu. Na wiosnę wyrosły na grobie nieznane kwiatuszki, które nazwano cieszyniankami. I od tej pory mocno się w tym regionie zakorzeniły. Od tej legendy, roślinę tę uznaje się za symbol umiłowania rodzinnej ziemi.

Tak, jak i cieszynianka wiosenna, tak i Zofia Kossak, po utracie majątku rodzinnego na Kresach, osiadła na Śląsku Cieszyńskim, w Górkach Wielkich. Aż do swojej śmierci. Również pamięć o niej jest w tym miejscu kultywowana poprzez działalność Fundacji im. Zofii Kossak.

Do opuszczonego, ponad 300-letniego dworu góreckiego, wydzierżawionego przez jej ojca Tadeusza, pisarka wprowadziła się ze swoimi synami w 1923 r. To właśnie tutaj rozkwitł jej talent pisarski. Tu, po raz drugi, wyszła za mąż. Tu, dorastały jej dzieci. Tu, doświadczyła wielu radości, ale i wielkiego smutku po stracie ojca i syna. Urzekło ją tutejsze piękno przyrody, obyczaje i kultura, tradycje walk niepodległościowych. Mówiła: Poznać ten kraj, a nie pokochać go, byłoby niemożliwe.

Zofia Kossak uczyniła z dworku ośrodek życia kulturalnego. Dwór był otwarty dla gości. Odwiedziny składali tu znani literaci: Maria Dąbrowska, Jan Sztaudynger, Melchior Wańkowicz, Magdalena Samozwaniec, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Aleksander Kamiński, który dostrzegł u gospodyni silny związek z przyrodą. W swoich wspomnieniach pisał: „była człowiekiem pól i lasów”. Bywał tu też Witkacy.

W swoich licznych artykułach i powieściach Zofia Kossak malowała słowem obrazy okolicznych krajobrazów i natury. Przyroda zajmowała znaczące miejsce lub była tłem dla ludzkich historii. W swoich listach pisała: jeżeli miarą piękności krajobrazu jest wywołanie przezeń pragnienia stałego zadomowienia się w nim, napastliwa tęsknota do wżycia, wtulenia się, wspólnego trwania to Beskid Śląski jest najpiękniejszym krajem na świecie.

Gdziekolwiek była, wchłaniała i kontemplowała piękno przyrody, miłowała ojczystą ziemię.

O urodzie przyrody Beskidu Śląskiego pisała: Przyroda była wspaniała i sobiepańska. Rzeki i liczne potoki bogate w pstrągi skakały z wesołym pluskiem po kamieniach i ilekroć im się tego zachciało. Jej opisy natury tętnią życiem lub są otulone błogim spokojem. Opisy są tak sugestywne, iż czytelnik ma wrażenie, że znad książki unosi się cudna woń i aromat kwitnących kwiatów, drzew i dojrzałych owoców.

O Górkach Wielkich napisała: Była to wieś położona w tym błogosławionym zakątku Polski, gdzie przyroda jest uśmiechem Boga, a ludzie są naprawdę ludźmi.

Zofia Kossak była turystką i wędrowniczką. Szczególnie lubiła góry, wyczuwając ich pewną duchowość, sakralność.

Ściany z ilustracjami pochodzącymi z książki o Kacperku w CKiS „Dwór Kossaków” / fot. A. Kołodziej

Jej piękna baśń o walce dobra ze złem pt. Kłopoty Kacperka góreckiego skrzata jest osadzona w beskidzkim krajobrazie, gdzie w oddali widoczne są szczyty Czantorii czy Baraniej Góry.

Pisarka była baczną obserwatorką nie tylko przyrody, ale i zwyczajów ludowych, o czym możemy się przekonać, czytając jej Rok polski. Utwór składa się z 12 rozdziałów, tyle ile jest miesięcy. W szóstym rozdziale wyjaśnia, skąd wzięła się nazwa miesiąca czerwiec. Młodopolscy literaci wywodzili mylnie słowo czerwiec od czerwieni jagód. W rzeczywistości wraz z czerwienią pochodzi ono od czerwia. Czerw, robaczek, a raczej pajączek maleńki jak kropka nad „i”, purpurowej barwy, roi się między korzeniami dębów. W tym miesiącu jest najsilniej zabarwiony. To zwierzątko koralowe stanowiło niegdyś ważny przedmiot handlu, używano go do barwienia tkanin. Drogo płacono kwartę czerwia, wszelka zapłata jednak wydaje się niska w porównaniu z trudem zbierania. Rozgarnąć ziemię pod drzewem, śledzić miganie ruchliwych czerwonych punkcików, zgarniać je do podstawionej króbki; gdy znikną spłoszone, czekać, aż pojawią się znowu… Zaprawdę, cierpliwość była cnotą czasów! Kosztowna purpura wrosła w pamięć mieszkańców puszcz polańskich tak mocno, że miesiąc zatrzymał jej nazwę.

Któż dzisiaj pamięta o tym robaczku? – czerwcu polskim, którego słynny szwedzki botanik Carl Linneusz nazwał Cocus Polonicus, ze względu na obfite występowanie i pozyskiwanie na terenach dawnej Polski. Być może Zofia Kossak opisuje pokrewny kermes czerwony (Kermes vermillo), którego od czerwca polskiego, przyczepionego do korzeni niewielkiej rośliny o nazwie czerwiec trwały, rozróżniał Marcin z Urzędowa. Ponieważ historia tego pluskwiaka jest niezwykle ciekawa, a wiedza o nim niemal całkowicie zapomniana, pozwolę sobie, Drogi Czytelniku, podać garstkę informacji. Otóż, z czerwca polskiego produkowano, jak pisze Zofia Kossak, bardzo cenny i trwały barwnik, którym barwiono m.in. tkaniny na szaty królewskie i na sztandary. Według Syreniusza czerwiec posilał serce utrapione. Kermes i czerwiec polski stosowano jako lek nasercowy – słynny syrop Alkermes. Do XVII w. był on poszukiwanym i cenionym panaceum. Recepturę tego specyfiku podawał Syreniusz. W jego skład wchodziły bardzo wymyślne ingrediencje: surowy jedwab farbowany w soku z ziarenek czerwcowych karmazynowych, sok jabłkowy i wódka różana, w których to ów jedwab moczono przez 24 godziny. Wszystkie składniki gotowano, jedwab odrzucano. Do wywaru dodawano cukier i zagęszczano, a pod koniec tego procesu dorzucano ambrę i piżmo, drzewo rajskie, cynamon, szlachetne perły, złoto i kamień lazurowy. Polski czerwiec w XV i XVI w. był czołowym towarem eksportowym, z którego zyski zapełniały złotem skarbiec królewski. Kryzys nastąpił w XVI w. z powodu fałszowania towarów przez kupców żydowskich, w tym czerwca, a także po odkryciu Ameryki i rozpowszechnieniu barwnika z czerwonej pluskwy czerwca kaktusowego (Dactylopius coccus) tzw. koszenili używanej do dziś w przemyśle spożywczym i kosmetycznym, a także z powodu lekkomyślności szlachty, która na Ukrainie, gdzie ziemia obfitowała w czerwiec polski, w dzierżawę ją oddała tym, którzy nim handlowali. Tyle tytułem dygresji na temat czerwca.

Muzeum Zofii Kossak mieści się w tzw. domku ogrodnika położonym na terenie zespołu
dworskiego z XVIII w., będącego przedwojenną własnością rodu. / fot. A. Kołodziej

Do murowanego dworu w Górkach wielkich przylega zabytkowy park. Jest też ogród założony przez Zofię Kossak, w którym rozgościła się cieszynianka wiosenna. Dzięki zamiłowaniu Anny Kossak (mamy pisarki) do ogrodnictwa, został on wzbogacony o szereg nowych roślin, niektóre egzotyczne, jak: katalpa, daglezja zielona czy korkowiec amurski, ale i bardziej swojscy przedstawiciele flory: konwalia majowa, dziewanna wielkokwiatowa, czeremcha, kalina, jesion, bez czarny czy zapomniane słowiańskie ziele – bluszczyk kurdybanek. Park to przede wszystkim drzewa, których stwierdzono tu 31 gatunków. Wraz z wybuchem II w. św. rodzina Kossaków opuściła dwór, by powrócić do niego w 1957 r. Niestety, w maju 1945 r., pod nieobecność Kossaków dwór spłonął, w związku z czym rodzina zamieszkała w skromnym domku ogrodnika, gdzie dzisiaj znajduje się muzeum biograficzne pisarki. Szczęśliwym trafem, kilka lat temu, przebywałam na zimowym wypoczynku w Ustroniu i odwiedziłam to miejsce. Zwiedzając domek ogrodnika, zauważyłam, że półki uginały się od książek Instytutu Wydawniczego PAX. Natomiast, nie mogłam podziwiać roślin, z racji prawdziwie zimowej aury. I z tego powodu ubolewam, albowiem bogactwo flory w parku i ogrodzie jest imponujące.

Z listu Zofii Kossak do wnuków …w ogrodzie leżał śnieg, zające były głodne, przychodziły pod dom zjadać łupiny z jabłek i kartofli, które kładliśmy dla nich, przychodziły bażanty i kuropatwy, a sikorki, dzięcioły, wróble, kosy i sójki, no i gołębie, urzędowały cały dzień w karmniku przed oknami. Taki tam był ruch, że nazwaliśmy to kinem św. Franciszka, jak wiecie, bardzo kochał ptaki.

W 2010 r. dwór został częściowo odbudowany i mieści się w nim Centrum Kultury i Sztuki „Dwór Kossaków”.

Aleksandra Kołodziej

/wj

Zobacz także w e-civitas:

Poznaj polskie sanktuaria

Sanktuaria to miejsca niezwykłe. Ludzie chętnie odwiedzają świątynie, ponieważ są one wybrane przez Boga, Matkę …