Home / Felietony / Gen terroryzmu

Gen terroryzmu

Coraz częściej zastanawia nas pojęcie terroryzmu. Wydaje się, że stało się ono szczególnie popularne w użyciu z chwilą ataku muzułmańskich zamachowców na amerykańską metropolię Nowego Jorku World Trade Center. Brutalne sceny tego ataku, wielokrotnie pokazywane przez media dowiodły, że w postępowaniu człowieka są możliwe wszelkie rodzaje aktów jego zachowań.

Nie nastąpiły jeszcze wybuchy w centrum Manhattanu 11 września 2001 roku, gdy Stanisław Lem zastanawiał się nad określeniem terrorysty. Podzielił on terrorystów na dwie grupy. Jedną z nich stanowią terroryści posiadający legitymację ideologiczną, kierujący się zasadami i działający jawnie. Drugą z nich stanowią ci, którzy pozostają anonimowi i lubią szokować. Wymierzona przeciw nam szokująca działalność tych terrorystów – jak wskazuje Lem – ma swoje fundamenty w zbiorowej hipnozie i pojawiających się jak grzyby po deszczu sektach.

Ryszard Kapuściński zarysowując portret terrorysty fanatyka obrazuje go w następujący sposób: To młody mężczyzna z miast, na ogół z klasy średniej, często dobrze wykształcony, inteligentny. Zarazem szalenie emocjonalny i zdeterminowany. Łączy w sobie sporą klasę umysłową z żarliwą, fanatyczną wiarą i absolutną pewnością, że racja jest po jego stronie. W czasie ewentualnego procesu tacy ludzie nie rozumieją, o co są oskarżani i nie mają najmniejszego poczucia winy. W felietonie Lema napisanym już po ataku na WTC terror, hipokryzja i co dalej autor przypomina, że jest punktem honoru islamskiego terrorysty, aby do końca wypełnić swoją misję nawet wtedy, jeśli naraża swoje życie na śmierć. Śmierć w imię Allaha nie jest jednoznaczna z wyrazem sprawiedliwości i równości ludzi posiadających te same prawa, w tym integralne prawo do życia. Idea ta przeczy chrześcijaństwu, które podkreśla szacunek do każdego człowieka.

Oriana Fallaci była naocznym świadkiem wydarzeń z 11 września. Przeraziła się rozmiarem dokonującej się na jej oczach Apokalipsy, która pochłonęła około 40 tysięcy ofiar. Była również wściekła na tych, którzy w brutalny sposób pozwolili sobie na szafowanie ludzkim życiem. Jako dowód na istnienie fanatycznej religii muzułmanów Fallaci przywołuje wiele przykrych doświadczeń, z jakimi się zetknęła poznając świat islamu. Kiedyś przed spotkaniem z Chomeinim musiała założyć czarczaf i zdjąć dżinsy. Musiała również podpisać tymczasowy akt ślubu na cztery miesiące, ponieważ zauważono ją z mężczyzną w przebieralni. W przypadku niezgody, zostałaby skazana na śmierć!? Niezrozumiałe i pozbawione zasad logicznych sposoby postępowania wobec człowieka, stają się tutaj bezdyskusyjną anomalią.

Zderzenie cywilizacji

Problematyka różnorodności kultur pojawia się wraz z koncepcją Samuela Huntingtona. Jest on autorem twierdzenia o zderzeniu cywilizacji. Zakłada ono różnorodność i nierówność kultur, które występują na świecie. Wydaje się, że myśl ta nie odbiega od rzeczywistości, w której żyjemy. Potwierdzają to ataki terrorystyczne niezadowolonych, liczne demonstracje niezadowolonych ludzi. A jeszcze do nie dawna żyliśmy w przeświadczeniu budowanym na poglądach innego myśliciela Fukuyamy, który po upadku żelaznej kurtyny sądził, ze nic już nam nie grozi. Rozwinęła się bowiem demokratyczna kultura, która z biegiem czasu zostanie wybrana przez cały świat, szczególnie przez państwa komunistyczne, dotąd jej nie przyjmujące. Dziś wydaje się jednak, że myśl Fukuyamy była zbyt optymistyczna. Żyjemy obawiając się czegoś, lub nie zdając sobie sprawy, że trud naszego życia może nagle ulec całkowitej degrengoladzie.

Kapuściński w obliczu gwałtownych przemian mówi, że z terrorystami nie należy walczyć, ponieważ może to doprowadzić do ogromnego konfliktu, który swoją siłą może ogarnąć cały świat. Zwolennikiem takiej postawy jest również papież Jan Paweł II, który nie pozwala na jakikolwiek akt agresji rodzący śmierć – ubiega o pokój osiągany przez dialog. Dowodzą temu Jego starania o światowy ekumenizm, liczne dzieła nawołujące o pokój i pojednanie. Jego orędownictwo w tej sprawie i osiągane efekty dowodzą faktu, iż światowy pokój jest o tyle możliwy, o ile istnieje przyzwolenie przywódców na ten akt.

Droga upadku

W obliczu ludzkich zachowań i podejmowanych decyzji należy podkreślić, że jesteśmy gotowi dopuścić wszystko, lecz należy pamiętać, że pewne rzeczy są dla nas niedopuszczalne. Gdyby rozpatrywać kryterium wartości w świetle historii, wypadałoby zastanowić się nad sensem takiej operacji. Umberto Eco przypomina, ze historia to miecz obosieczny. Bo przecież Turcy nabijali na pal (i było to złe), ale prawosławni bizantyjczycy niebezpiecznym krewniakom wyłupywali oczy, a katolicy spalili Giordana Bruna; piraci saraceńscy dopuszczali się wszystkiego, co najgorsze, ale korsarze brytyjscy z przyzwoleniem królewskiego majestatu podpalali hiszpańskie kolonie na Karaibach; dzisiaj ben Laden i Saddam Husajn są zapiekłymi wrogami cywilizacji zachodniej. Jednak w tej cywilizacji mieliśmy dwóch panów, którzy nazywali się Hitler i Stalin, a którzy doprowadzali do czystek etnicznych, religijnych i narodowych. W gruncie rzeczy każda cywilizacja, każda religia, każda kultura i system polityczny dopuściły się różnego rodzaju zbrodni. Na przestrzeni wieków było ich tak wiele, że w tej chwili cywilizacja zachodu stara się wszelkie konflikty rozwiązywać w drodze pokoju. Zasadniczym celem tych działań jest unikanie konfliktów zbrojnych. Zdaje się, że kultura zachodu dojrzała do tego, aby nie odwoływać się do wojny w sytuacjach trudnych. Pojawia się zatem pytanie, dlaczego ludzie walczą, dlaczego powtarzają historię i czy nie ma sposobu, aby tego zaniechać? Bo to chyba wstyd, mając za sobą doświadczenie przodków, niejednokrotnie przykre, wracać do takich form zachowań, którymi oni się posługiwali? Albo, czy nie warto sobie zadać pytania, dlaczego fanatyzm religijny i powstające na jego tle wojny są wciąż aktualne? Przecież to też przeżytek. Bo chyba nie po to mamy wolny umysł, aby przestać z niego korzystać dla bezzasadnych idei?

 

Mariusz Marczuk

Artykuł ukazał się w numerze 1/2006.

Dodaj komentarz