Home / Z życia "Civitas Christiana" / German Death Camps
Fot. M. Zbróg

German Death Camps

6 kwietnia Oddział Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” w Świdnicy miał okazję zorganizować spotkanie z organizatorami niezwykłej inicjatywy – akcji „German Death Camps”, której kulminacją była podróż na zachód Europy z  osławionym billboardem przypominającym, kto odpowiada za obozy śmierci.

Licznie zebrani słuchacze mogli wysłuchać wielu szczegółów związanych z organizacją wyjazdu. Co wartościowe dla Czytelników – rozmowy tego dnia pozwoliły na wypracowanie kilku przemyśleń, którymi spróbuję się w niniejszym tekście podzielić. Jednak na początek opowiem o samym spotkaniu.
Rozpoczęliśmy od modlitwy w  intencji ofiar niemieckich obozów śmierci, którą poprowadził asystent kościelny naszego Stowarzyszenia w diecezji świdnickiej – ks. dr prał. Krzysztof Moszumański. Naszymi gośćmi byli p. Kamil Rybikowski z Kalisza – rzecznik prasowy i p. Marcin Wolak z Wrocławia – jeden z organizatorów. Opowiedzieli w szczegółach o całym projekcie, od pomysłu aż do słynnej sprawy pozwu sądowego o  rzekomy plagiat. Jak się okazuje, idea narodziła się już w 2015 r. Wokół niej skupili się przedstawiciele różnych organizacji społecznych. Choć pomysł był dawno opracowany (m.in. wyłoniono w konkursie internetowym charakterystyczną grafikę z podobizną Adolfa Hitlera, wpisaną w bramę KL Birkenau), to zaczęto go realizować pod wpływem impulsu.

Odpowiednia chwila nadeszła, gdy niemiecka telewizja publiczna ZDF przegrała proces sądowy z byłym więźniem KL Auschwitz – Karolem Tenderem. Została wówczas zobowiązana do wyświetlania na swojej stronie internetowej przez miesiąc przeprosin. Z nakazu tego wywiązała się, delikatnie mówiąc, połowicznie. Wówczas zadecydowano o wyjeździe do Moguncji, pod siedzibę telewizji. Na billboardzie, oprócz przypomnienia „Death camps were nazi german” („Obozy śmierci były stworzone przez nazistowskie Niemcy”), znalazło się wezwanie „ZDF apologize!” („ZDF, przeproście!”). Niestety nikt nie wyszedł, by porozmawiać… Niemieckie media przemilczały temat wyprawy. Inaczej na szczęście było w przypadku innych krajów. Trasa bowiem wydłużyła się w stosunku do pierwotnego planu. Dalej billboard pojechał przez Bonn aż do Londynu i Cambridge. Studenci, chętni do rozmowy, w jej trakcie upewniali się na stronie Wikipedii, czy obozy naprawdę były niemieckie  (!!!). To pokazuje, jak ważne są tego rodzaju akcje. Wracając, ekipa zatrzymała się w Bristolu, ponownie w Londynie (w tym pod siedzibą brytyjskiego oddziału ZDF), w Brukseli i w Berlinie.
Organizatorzy opowiedzieli różne ciekawostki z trasy. M.in. o obławie brytyjskiej policji po alarmującym telefonie o propagowaniu ustroju totalitarnego. Na szczęście po wytłumaczeniu całej sytuacji policjanci tylko życzyli szerokiej drogi i gratulowali pomysłu. W kilku słowach przedstawiono także kwestię pozwu o rzekomy plagiat. Sprawa jest jednak w trakcie, dlatego nie będę opisywał szczegółów, a przejdę do refleksji.


Co bardzo cieszy, ta akcja pokazała, że Polonia na Zachodzie jest bardzo patriotyczna i świetnie zorganizowana. Bez jej udziału trudno byłoby przejechać całą trasę. Należy dodać, że w Londynie organizatorzy zostali zaproszeni przez ambasadora RP na wspólną konferencję prasową. Część polskich mediów informowała o akcji. Przemilczę haniebną postawę niektórych głównych telewizji. Napiszę za to, że ekipie cały czas towarzyszył dziennikarz TVP, który stworzył reportaż.


Co do przemyśleń mniej optymistycznych, to z jednej strony budujące jest, że w pomoc zaangażowali się polscy politycy w Europarlamencie. M.in. dzięki temu udało się zaparkować pod głównym wejściem do gmachu. Nieco smutne jednak jest, że choć akcja ma charakter apartyjny, to pomocni byli politycy tylko z określonych opcji. Pozostali unikali tematu jak ognia. Szkoda, że nie ma jeszcze u nas kultury politycznej, która pozwoliłaby przynajmniej poza granicami kraju wznieść się ponad podziały polityczne…
Obecnie organizatorzy, na czele z  Fundacją Tradycji Miast i Wsi, zamierzają skupić się na pracy organicznej. Wyrazem tego mają być m.in. bezpośrednie spotkania. Pozostaje zachęcić do organizowania ich przez oddziały „Civitas Christiana”.

Mateusz Zbróg

pgw