Home / Opinie | Felietony / Głos rozsądku

Głos rozsądku

W niedzielę, 20 stycznia uczestniczyłem w Mszy św. w wałbrzyskim Kościele pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Po Eucharystii mieliśmy wręczyć odznakę honorową księdzu dr. Krzysztofowi Moszumańskiemu, tutejszemu proboszczowi i naszemu stowarzyszeniowemu wieloletniemu asystentowi w diecezji świdnickiej. Tak się złożyło, że przy okazji, niejako przypadkiem, trafiłem na list biskupa ordynariusza Ignacego Deca z okazji wspomnienia św. Franciszka Salezego, patrona pracowników mediów, które to wspomnienie obchodzimy w Kościele 24 stycznia.

Dzień Mszy w szerszym ujęciu był szczególny. Tydzień wcześniej został zamordowany prezydent Gdańska, a w sobotę przed rzeczoną niedzielą odbył się jego pogrzeb. Byliśmy więc wszyscy po ogromnej, na pozór chaotycznej debacie, a właściwie po okresie, kiedy wszyscy uczestnicy życia publicznego nawzajem oskarżali się o rozmaite winy, na czele z mową nienawiści oczywiście, jednocześnie wzajemnie podkreślając fakt konieczności spokojnej refleksji nad tym, jak się rzeczy mają w przekazie publicznym. Wszystko to powodowało moje osobiste zmęczenie tematem i pewną niechęć do mediów do tego stopnia, że w sobotę wyłączyłem nawet radio.

List

Czasami, w chwilach napięć w ramach aktu desperacji lubię powtarzać bon mot, iż tylko spokój może nas uratować. I głos wyrażony w liście był właśnie głosem spokoju. Z jednej strony ksiądz biskup wyszedł od czytań liturgicznych z niedzieli, a było wówczas o tym, że Pan Jezus wodę w wino zamienił w Kanie Galilejskiej. Autor zwrócił uwagę, że Chrystus mógł to zrobić, bo został na uroczystość zaproszony, do tego wraz z Matką, można dopowiedzieć, że gdyby go tam nie było, to wszystko to, co w Ewangelii na rzeczony temat zostało napisane, nie wydarzyłoby się.

Jeżeli nie zaprosi się Chrystusa pomiędzy nas, to trudno oczekiwać, by działo się jakieś dobro.

W samej treści dokumentu biskup skupił się szczególnie na fake newsach, które uznał za podstęp „świata wirtualnego” pogrążającego nas w zakłamaniu. Niestety, ta przypadłość środków masowego przekazu wydaje się być gwoździem do ich trumny. Diagnoza księdza biskupa była w tym względzie krótka i wydaje się, że do jej trafności nie ma czego dodawać – media zamiast informować, dezinformują, nie jesteśmy za bardzo w stanie weryfikować poddawanych nam nieustannie strumieni informacji, w których część z całą pewnością jest fałszywych albo też podawanych tak, że nic z nich nie wynika. Wszystko to rodzi emocje i frustracje, które wylewają się już to w sieci, a bywa, że są przenoszone do realnego świata.

Fake newsy mają jeszcze tę przypadłość, że rozchodzą się szybciej niż wiadomości prawdziwe. Po prostu, społeczeństwo lubi skandale – im większe, tym lepiej, a że ich podawanie jest zwykłym atakiem na świadomość, to już zupełnie inna historia i ostrzeżenia przed tym nie zyskują poklasku. Dopóki tego nie zrozumiemy i nie nauczymy się wyłączenia swojego umysłu z tego strumienia choćby na chwilę, trudno nam będzie nie ulec emocjom i bycia wykorzystanym przez którąś stronę sporu politycznego czy światopoglądowego.

 Drogi wyjścia

Biskup Dec pisze, że „środki społecznego przekazu winny służyć promocji prawdy, dobra i piękna”. Do tego „powinny promować w nas myślenie”, nie tylko w nas, jako ludziach wierzących, ale we wszystkich członkach wspólnoty (społeczeństwa, narodu itd.). Jeśli w swej mnogości tego nie czynią, to jedyne, co można zrobić, i to jest porada dla katolików, to zwrócić się do naszych katolickich mediów. Tu można sobie wybrać. Warto powiedzieć, że większość katolickich środków przekazu jest dosyć spokojna, pewnie zawsze można to i owo poprawić, ale, ogólnie, rzeczywiście media świeckie mogłyby się od katolików nieco nauczyć. Oczywiście, biskup szczególnie zachęca do korzystania z lokalnych środków przekazu, w tym stron internetowych. Tu mamy cały wachlarz możliwości. Ogólnie wszystko to winno służyć dwóm rzeczom: po pierwsze wzrastaniu w wierze, po drugie jednak temu, by w tych szalonych czasach nie dać się zwariować.

Piotr Sutowicz

/md