Home / Historia / Henryk Sienkiewicz – człowiek na Chrystusową miarę
Kazimierz Mordasewicz, Portret Henryka Sienkiewicza, 1899 / domena publiczna

Henryk Sienkiewicz – człowiek na Chrystusową miarę

Stanisław Piołun-Noyszewski, powieściopisarz, nowelista i krytyk literacki żyjący na przełomie XIX i XX w., wnikając w istotę życia i twórczości Sienkiewicza, określił go człowiekiem na Chrystusową miarę: „Zaprawdę – na Chrystusową miarę był to człowiek”.

Sienkiewicz był tym pisarzem, który – jak pisze Lech Ludorowski, „swoją sztukę oddał w sposób świadomy i jednoznaczny służbie Bożej”. Odważnie bronił bowiem tradycyjnych wartości moralnych, opartych na katechizmowych prawdach wiary, odrzucając przy tym materialistyczny relatywizm i jego konsekwencje w życiu jednostek, społeczeństw i narodów. Był twórcą, który nie wahał się otwarcie powiedzieć, jaką drogą powinien iść współczesny mu człowiek. Możemy przeto zaliczyć go do grona najbardziej religijnych, katolickich twórców nie tylko polskiej literatury. Choć paradoksalnie – twierdzą wybitni znawcy przedmiotu – problematyka religijna w jego twórczości należy też do „najbardziej zaniedbanych i najpowierzchowniej potraktowanych zagadnień w dotychczasowych badaniach…”. Dlatego m.in., że kiedyś główną energię pochłonęły dyskusje i polemiki nad historycznością dzieł tego polskiego noblisty. A i dziś fenomen religijności w jego dziełach nie należy do łatwych problemów badawczych. Wymaga bowiem nie tylko wiedzy polonistycznej, ale i interdyscyplinarnej; osobistej i wrażliwej kultury religijnej, zdolności odczuwania i przeżywania sacrum, dostrzegania nadprzyrodzonej sfery świata oraz głębokiej lektury samych dzieł – zdawałoby się – łatwych w odbiorze, bo wywołujących emocje, ale trudnych w prawdziwie wnikliwym badaniu. Stąd bardzo trudno całościowo ująć problem religijności w twórczości tego pisarza. Znacznie łatwiej przedstawić niektóre tylko motywy i aspekty, nie obejmując refleksją interdyscyplinarną wszystkich utworów, których mogłaby ona dotyczyć.

Ponieważ rozmiar artykułu każe z konieczności pominąć wiele istotnych zagadnień założonych w temacie, skoncentrujemy naszą uwagę głównie na powieści, która przyniosła Sienkiewiczowi największą sławę i którą uważa się za jedną z najlepszych apologii literackich, za którą otrzymał Nagrodę Nobla. Chodzi oczywiście o Quo vadis. Jest to dzieło, które podejmując wysiłek zgłębiania ważnych prawd człowieka, nie może uniknąć refleksji nad problemem ludzkiego istnienia, wyrażającym się w dialektycznej opozycji sacrum i profanum. Etos tej powieści – pisze na przykład Anna Nowakowska – to nie tylko perspektywa miłości w wymiarze świata i drugiego człowieka; to także perspektywa śmierci, przed którą w naturalnym lęku broni się człowiek. To etos umierania, który wyraża się w postawie pełnej godności. Obrazy męczeństwa chrześcijan przejmują grozą, budząc nasz sprzeciw wobec widowiska urągającego godności ludzkiej śmierci. Oni je przyjmują, bo u podstaw ich męczeństwa leży wiara w wartości najwyższe. To właśnie wiara i eschatologiczna nadzieja osiągnięcia lepszego życia w wymiarach pozaziemskich pozwalają im godnie przyjąć śmierć.

Henryk Sienkiewicz w 1905 r. / domena publiczna
Henryk Sienkiewicz w 1905 r. / domena publiczna

Ale wartość męczeństwa nie wyczerpuje się w godności człowieka wobec cierpienia i śmierci. Odnajduje ono swój najwyższy wymiar przede wszystkim w wierności  prawdzie i moralnemu etosowi, poddając człowieka próbie. Jeśli zwycięskiej, to wówczas wznoszącej go aż do granic heroizmu, bo wierność prawdzie i moralnemu etosowi zobowiązuje człowieka do gotowości poniesienia ofiary w warunkach zagrożenia tego etosu.

Nie bez znaczenia jest też podkreślenie, że w powieści obecna jest nauka moralna o potrzebie przebaczenia i poniechania zemsty za krzywdy. Za przykład służyć tu może akt przebaczenia Chilonowi od zdradzonego przezeń Glaukusa; przebaczenia, jakie w godzinie męczeńskiej śmierci otrzymali od chrześcijan ich prześladowcy. To także triumf chrześcijańskiej nauki miłości. Nawrócenie Chilona i jego męczeństwo jest znakiem zwycięstwa dobra, które mogło się spełnić tylko przez śmierć, dowodząc tym samym, że jest hierarchia wartości, w których obronie trzeba nieraz oddać życie.

Quo vadis to na pewno dzieło wizjonerskie, przepojone głębią duchowości, przesłaniem miłości i dobra. Zawiera wyznanie wiary jego autora, jednego z najbardziej katolickich pisarzy naszej literatury narodowej. Wspomniany tu już Lech Ludorowski pisze, że Quo vadis to „epopeja chrześcijańska, którą mistrz polskiej prozy poruszył wyobraźnię świata (…), przyczynił się do zwrócenia ludzi w kierunku idealnym. Ale także obudził sumienie religijne człowieka przełomu wieków. W czasach zobojętnienia religijnego, niewiary, relatywizmu moralnego, wzmożonej laicyzacji, ateizacji i życia «bez dogmatu», gdy Boga pisało się przez małe „b”, obudził w duszach ludzkich tęsknotę do Stwórcy”. To dzieło o trudnym dążeniu człowieka do Stwórcy, o poszukiwaniu Boga w dramacie życia i o odnajdowaniu Go w labiryncie istnienia. Tak jak odnalazł Go jeden z głównych bohaterów powieści – Marek Winicjusz, w którym proces wiary dokonuje się powoli, ale konsekwentnie przez wewnętrzne rozterki i cierpienie, oraz przez podatność na te wrażenia, jakie budzą w nim siła i cnota chrześcijańska.

Nie ulega wątpliwości, że na powstanie tej wspaniałej powieści musiała mieć wpływ religijność samego pisarza, wyniesiona z domu rodzinnego, a potem utwierdzona w artystycznej i obywatelskiej pracy; pisarza wierzącego w Boski porządek świata. A także fascynacja powstaniem chrześcijaństwa, początkiem Kościoła i Jego zbawczej misji w dziejach ludzkości. Temat chrześcijan, jak pisarz sam wyznał, był nie tyle aluzją polityczną –pamiętajmy o czasie historycznym i miejscu, w jakim powstała powieść – ile okazją do przeciwstawienia sobie postaw etycznych i światopoglądowych dwóch kultur: odchodzącej antycznej i kształtującej się kultury chrześcijańskiej, zderzenia sacrum z profanum.

 Fot. culture.pl
Fot. culture.pl

Dziś miewamy czasem problem z odczytaniem rzeczywistego przesłania powieści. Andrzej Bielat OP, który „gości” raz po raz na łamach naszego miesięcznika, twierdzi w rozmowie z Dominiką Krupińską, że „nasz problem z czytaniem »Quo vadis« polega na tym, że widząc w nim opisy starożytnego Rzymu, traktujemy je jako archeologię i ewentualnie romans w scenografii z I wieku”. Dzieje się tak za sprawą ekranizacji tej powieści, które „oddając klimat opowieści płaszcza i szpady, zupełnie ukrywają Sienkiewiczowską apologię chrześcijaństwa…”.

Sienkiewicz jest pisarzem religijnych przeżyć i wzruszeń bohaterów zwłaszcza  powieści historycznych; ich modlitewnego skupienia i duchowej ekstazy, połączonych ze Stwórcą aktem żywej wiary w Jego ojcowską miłość i szukających wsparcia w chwilach trudnych wyborów. Dość wspomnieć tu choćby genialną w swym wyrazie sekwencję z Andrzejem Kmicicem przed cudownym obrazem na Jasnej Górze, opisaną w Potopie.

Ważnym zagadnieniem dla przedstawiania pełnego obrazu religijności w książkach pisarza jest też podkreślenie problematyki modlitwy jego bohaterów, która jest obecna w ich myślach i uczuciach – osobistych i zbiorowych; w gestach paramodlitewnych i w nabożeństwach liturgicznych. Widać ją w codziennym życiu i z ogromną mocą uzewnętrzniana jest w heroicznych czynach i poświęceniu.

Religia dla Sienkiewicza jest też atrybutem polskości. To jemu prości ludzie nieśli w najpiękniejszym i wzruszającym hołdzie wyznanie patriotycznej wiary: „Pan nas zrobił Polakami”. Ten pisarz – jak ktoś powiedział – jest jednym z głównych współtwórców świętego dzieła zmartwychwstania Polski do niepodległego bytu, którego on sam już niestety nie doczekał.

Zasługi te dzisiaj jakby zapomniane, czy też celowo pomniejszane, muszą pozostać we wdzięcznej pamięci Polaków jako tradycja o najwyższej wartości patriotycznej, zawsze żywa i inspirująca. Wtedy zwłaszcza, kiedy sięgamy po powieści pisarza lub kiedy pochylamy się w czułym zamyśleniu nad jego sarkofagiem w krypcie archikatedry Świętego Jana.

Włodzimierz J. Chrzanowski

mk