piątek , 24 Listopad 2017
Fot. Tomasz Drapella / flickr.com

Kto Ty jesteś? Historia pewnego wierszyka

Ten stary dąb (czyli Polska) tak urósł, a wiatr jego żaden nie obalił, bo jego korzeń jest Chrystus.

Ks.  Piotr Skarga

Wakacje. Koniec lat 80. Mieszkanie w bloku z „wielkiej płyty”. Bardzo wczesny poranek. Po porannej modlitwie i śniadaniu (obowiązkowo świeży chleb, na który kładło się cieniutko pokrojone plasterki czosnku, a wszystko to przykryte bardzo chudziutką słoninką), ale jeszcze przed poranną gimnastyką, stanął przede mną mój dziadek Władysław i powiedział coś, czego do końca życia nie zapomnę: – A teraz nauczę cię czegoś, czego żadna szkoła cię nie nauczy. Może przyjdą czasy, że będą tego uczyć w szkołach, a jeśli nie, to twoim obowiązkiem będzie przekazać to tak, jak ja tobie przekazuję:

– Kto ty jesteś? – Polak mały. – Jaki znak twój? – Orzeł biały – zabrzmiało.

Wtedy wiersz ten usłyszałem po raz pierwszy. Nie pamiętam swojej reakcji, ale już po kilku porankach bez zastanowienia odpowiadałem dziadkowi na rzucane pytania.
Władysław Bełza, nazywany „katechetą polskości”, jest autorem jednego z najbardziej rozpoznawalnych wierszyków dla dzieci: Katechizm polskiego dziecka (znany także pod tytułami Wyznanie wiary dziecięcia polskiego albo Katechizm młodego Polaka).

Publicysta Zbigniew Girzyński tak pisał o tym bardzo skromnym poecie: „Jego dusza narodziła się o pokolenia za późno, serce zaś przyszło na świat zbyt wcześnie. Gdy w 1847 r. urodził się Władysław Bełza jego romantyczna dusza rozminęła się na ziemi z żegnającymi się już ze światem wielkimi romantykami. Gdy jego serce zgasło w 1913 r. nie było mu dane nawet jednego dnia żyć w wolnej Polsce, którą tak kochał i której tak pragnął”. Po jego śmierci pisano, że poeta, „który uczył dzieci najlepiej kochać Polskę, myśleć i czuć po polsku”, nigdy nie zostanie zapomniany. Niestety stało się inaczej. Smutne jest to, że dziś bardzo niewiele osób potrafi wymienić nazwisko autora „najsłynniejszego patriotycznego wierszyka dla najmłodszych”. Jednakże, choć jego imię zostało nieomal zapomniane, to jego dziedzictwo „wydało piękne owoce i dziś także, po stu latach od jego śmierci, stanowi ważny element naszej narodowej tożsamości. Któż z nas bowiem będąc dzieckiem nie uczył się, i to nie tylko w szkole, ale przede wszystkim od swoich rodziców jego wiersza pt. Katechizm polskiego dziecka?” – pisze dalej Girzyński.


„Pamiętam uroczystości z okazji Dnia Niepodległości, które Bożena [Bożena Reszka – dyrektor ZSP w Gietrzwałdzie] przygotowywała. Dzieci recytowały »Katechizm polskiego dziecka« Władysława Bełzy. »Kto ty jesteś? Polak mały« itd. Tam jest pytanie: »A w co wierzysz? W Polskę wierzę«. Ale na jej przedstawieniu dzieci recytowały »W Boga wierzę«. Oniemieliśmy! Jak to »w Boga«?”. Tak swego czasu pisała „Gazeta Wyborcza” („GW”).


Przed II wojną światową powszechnie znana była cała twórczość tego poety. To właśnie wiersze Władysława Bełzy czytały matki swoim dzieciom – późniejszym bohaterom spod Monte Cassino (brat mojego dziadka Wincenty walczył na całym szlaku gen. Andersa – może moja prababcia jemu również czytała Bełzę), Tobruku czy chłopcom z Powstania Warszawskiego. Niedługo po wojnie poezja, w której religia przeplatała się z treściami patriotycznymi, zaczęła ciążyć władzy, która wyrastała z marksistowskiego przekonania, że „religia to opium dla ludu”. Całą twórczość poddano cenzurze, a nazwisko patrioty starano się wymazać z ludzkiej pamięci. Tylko dzięki Opatrzności jedynym wierszem, który przetrwał, był właśnie Katechizm dziecka polskiego. Jednak i ten wiersz poddano propagandowej „obróbce”, pomijano jego pierwotny tytuł, a fragment:

– A w co wierzysz?
– W Boga wierzę,

komunistyczna cenzura zmieniła na:

– A w co wierzysz?
– W Polskę wierzę.

W 1951 r. cenzura zabroniła rozpowszechniania wierszyka nawet w takiej formie i na kilka lat wycofano go z bibliotek i usuwano z książek. Dopiero w późniejszym okresie stwierdzono, że w zmienionej formie wierszyk przyczyni się do „ocieplenia” wizerunku Polski Ludowej.
Przytoczony fragment z „GW” jasno pokazuje, jak skutecznie wymazano oryginalny zapis utworu, nie mówiąc już o prawie doszczętnym wymazaniu nazwiska autora. Pokazuje to smutną rzeczywistość, w której ludzie oburzają się dziś na „niepoprawną”, acz właściwą odpowiedź na zawołanie: „a w co wierzysz?”
Tylko kto nas osądza? Komunistyczny kontakt operacyjny? Były Tajny Współpracownik? Członkowie partii? Dzieci radzieckich oficerów? Towarzysze dawnego ustroju lub ich potomkowie, wychowani w antykatolickim i antypolskim środowisku? Zwolennicy świeckiej szkoły i znajomi Michnika w jednym? Resortowe dzieci?


Proszę mnie tu źle nie zrozumieć. Ja nie żądam „głów” czy też nie podważam patriotyzmu tych osób, gdyż uważam, że każdy może dostać drugą szansę. Pytanie tylko, czy z niej skorzystał, czy tylko się „przefarbował” i próbuje moralizować według swoich poglądów wywodzących się z komunistycznego ustroju. Żądam za to tolerancji. Dosłownie, a nie w formie pustego hasła rzucanego dookoła jak „złe” ziarna. Różne środowiska w modzie mają przypinanie łatek: „tolerancyjny” czy „nietolerancyjny”. Mamy być tolerancyjni dla antykatolików, homoseksualistów, feministek, aborcji, bo inaczej wmawia nam się, że jesteśmy źli, antyspołeczni. Przypisuje nam się pochodzenie z ciemnogrodu. Ale tolerancja nie może i nie działa w jedną stronę. Dlaczego więc poddaje się nieustannym atakom katolików, księży czy osoby stawiające dobro Polski na pierwszym miejscu? Tych, którzy wyznają zasadę „Bóg, Honor, Ojczyzna” jako nierozerwalną. Czy to jest tolerancja XXI w.? Czy to jest nasza tolerancja? W środę, przepraszam za wyrażenie, „gnoimy” człowieka, a w niedzielę stoimy w kościele, „odhaczając” kolejną Mszę świętą? Czy posyłając nasze dzieci do I Komunii świętej, a w poniedziałek wracając do naszego ulubionego „sportu” „hejtowania” – czy to możemy nazwać tolerancją?


Wielu „wielkich” uważało, że nasza Ojczyzna nie może istnieć bez chrześcijańskich wartości, że wspomnę kilku:
„Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba / Podnoszą z ziemi przez uszanowanie / Dla darów Nieba… / Tęskno mi, Panie…” (Cyprian Kamil Norwid)
„Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę. Usiłowanie oddzielenia u nas katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła, jest niszczeniem samej istoty narodu” (Roman Dmowski).
„Ojców mowy, Ojców wiary: brońmy zgodnie młody, stary” (Andrzej Samulowski).
Na naszej gietrzwałdzkiej ziemi mieliśmy zaszczyt gościć wielu „przewodników duchowych”, jak choćby prymasa Polski Stefana Wyszyńskiego, który w 1970 r. w kościele św. Piotra i Pawła w Kruszwicy powiedział: „Trzeba więc podawać młodemu pokoleniu to pożywienie, aby Naród nie zatracił związku z dziejami. Naród bez dziejów, bez historii, bez przeszłości staje się wkrótce narodem bez ziemi, narodem bezdomnym, bez przyszłości”.


„Ten stary dąb (czyli Polska) tak urósł, a wiatr jego żaden nie obalił, bo jego korzeń jest Chrystus”. Ks.  Piotr Skarga nie wyobrażał sobie, aby Ojczyzna mogła trwać bez odniesienia do chrześcijańskich, katolickich wartości. Do słów ks. Piotra Skargi po wiekach nawiązał także kard. Stefan Wyszyński, który na Jasnej Górze w 1957 r. powiedział: „albo Polska będzie katolicka, albo nie będzie jej wcale”. 11 listopada 2016 r. w ramach obchodów III Gietrzwałdzkich Dni Niepodległości, podczas Mszy św. w bazylice mniejszej w Gietrzwałdzie znów wybrzmiały te słowa: „Polska będzie katolicka, albo nie będzie jej wcale” – tym razem wypowiedział je arcybiskup metropolita warmiński Józef Górzyński, który 5 października 2016 r. objął w kanoniczne posiadanie archidiecezję warmińską.
Dlatego uczę swoją wspaniałą córkę wiersza imiennika mojego dziadka Katechizm polskiego dziecka w oryginalnej wersji. Bo „w Boga wierzę”.

Zamiast zakończenia.

Dla śp. dziadka Władysława

Paweł Kot

Zobacz także w e-civitas:

Prezydium KEP zachęca do poparcia obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej „Zatrzymaj aborcję”

Jeśli rodzice nie zdecydują się na wychowywanie dziecka, zawsze mogą przekazać je do adopcji, tym …