Home / Opinie | Felietony / II wojna światowa
www.pixabay.com

II wojna światowa

Czy odrobiona lekcja historii?

We  wrześniu  2019  r.  przypada  80.  rocznica  wybuchu  II wojny światowej. W ostatnim dużym sondażu, który CBOS prze-prowadził  podczas  ostatniej,  szczególnie  uroczyście  obchodzonej  rocznicy  pamiętnego  września  w  2014  r.,  aż  71  procent  Polaków  zgodziło  się  z  poglądem,  że  „druga  wojna  światowa  jest  wciąż  żywą  częścią  historii,  o  której  należy  przypominać”.  Po  kilkudziesięciu  latach  od  wybuchu  tej  tragicznej  w  skutkach  dla  Polski  i  Polaków  wojny, w sposób szczególny odnosimy się  do  organizacji  Polskiego  Państwa  Podziemnego,  powstańców  warszawskich  oraz  właśnie  obrony  kraju  we  wrześniu i październiku 1939 r.

Z przywołanego sondażu dowiadujemy się, że stosunek do drugiej wojny światowej  wiąże  się  nie  tylko  z  wiekiem,  ale  także  orientacją  polityczną.  Osoby  deklarujące  prawicowe  poglądy  znacznie  częściej,  bo  aż  w  83  pro-centach  nie  postrzegały  wojny  jako  odległego  wydarzenia,  podczas  gdy  wśród  osób  o  poglądach  centrowych  i lewicowych odpowiednio było ich 66 i 64 procent. Znamienne, iż wpływ na stosunek  do  wojny  ma  także  uczestnictwo  w  życiu  religijnym.  Wynika  to  w  głównej  mierze  z  faktu,  iż  praktykujący  kilka  razy  w  tygodniu  to  głównie osoby starsze, które przeżyły wojnę.  Dlatego  też  blisko  85  procent  osób wierzących określiło wojnę jako wciąż  żywą  historię.  Znamienne,  że  Polacy  uznali  walkę  w  okresie  wojny  za  sensowną,  mimo  poniesionych  strat. Podkreślmy jednak, że popularność  tego  rodzaju  opinii  maleje  jednak w ostatnich latach, gdyż dla przy-kładu  w  2009  r.  podpisywało  się  pod  nią 62 procent badanych, podczas gdy w 2014 r. – 59 procent. A jak jest 2019 roku? Zapewne niedługo dowiemy się, poznając  wyniki  kolejnej  ogólnopolskiej sondy.

Wskazując  zagrożenia  związane  z współczesnym postrzeganiem drugiej wojny  światowej  warto  zwrócić  uwagę na szerszy problem, sygnalizowany od  pewnego  czasu  przez  historyków.  Otóż z przyczyn głównie politycznych i  społeczno-obyczajowych  od  pewnego  czasu  nie  tylko  w  Polsce,  ale  także  w innych krajach należących do cywilizacji zachodniej, ujawnia się tendencja, aby procesy, wydarzenia i postacie historyczne oceniać w świetle standardów obowiązujących współcześnie i do tego z uwzględnieniem wymogów tzw. poprawności politycznej. Niestety tendencja ta występuje także w odniesieniu do wydarzeń z lat 1939-1945.

Zadania  historykom  i  popularyzatorom  drugiej  wojny  światowej,  i  to  pomimo  upływu  osiemdziesięciu  lat  od  jej  wybuchu,  nie  ułatwia  wprowadzony  w  niektórych  krajach  system  ochrony  „oficjalnej  wersji  historii”.  Najczęściej dotyczy to karania, nawet więzieniem,  za  kwestionowanie  Holokaustu  oraz  minimalizowanie  jego  skutków.  Przykładowo  we  Francji  takie rozwiązanie wprowadzono w myśl prawa Fabiusa-Gayssota w 1990 r. Podobne rozwiązania przyjęły także inne kraje, w tym Austria i Polska. W opinii Normana Daviesa prowadzi to do nie-zdrowej  sytuacji  w  pracy  naukowej.  „Wiedza historyczna – konkluduje au-tor syntezy Europa walczy – nie potrzebuje sztucznej ochrony. Holokaust jest niekwestionowanym faktem. Mimo to na drodze do pełniejszego zrozumienia wznoszą się przeszkody. Zderzenie mądrości  z  absurdem  może  tylko  ustalić  i  umocnić  prawdę  o  przeszłości.  Jeśli  absurdu  zabrania  prawo,  kurczy  się  również mądrość”.

W tym miejscu nie sposób uciec od, poruszonego  na  wstępie,  zagadnienia  kanałów, którymi wiedza na temat historii  lat  1939-1945  dociera  do  odbiorców. I tu musimy dokonać wyraźnego ich rozdzielenia na dwie grupy. Pierwszą stanowią zawodowi historycy, popularyzatorzy historii oraz nauczycie-le  historii  i  jej  pasjonaci,  w  tym  liczni  rekonstruktorzy.  Drugą  masowa  publiczność.  Dla  pierwszych  podstawę  poznania  stanowią  samodzielne  ba-dania i naukowe opracowania innych historyków.  Dla  drugich  krótkie  rocznicowe  teksty  oraz  filmy,  najczęściej  fabularne.  W  efekcie  krąg  tych  drugich od wielu lat jest znacznie szerszy od pierwszych. Dosadnie ujął to jeden z  historyków,  gdy  napisał,  że  „Najlepsze z książek historycznych – takie jak Stalingrad Antony’ego Beevora czy Armagedon Maksa Hastingsa – przeczyta-ją dziesiątki tysięcy, może nawet setki tysięcy ludzi. Najgorsze hollywoodzkie filmy – takie jak U-571 czy Szeregowiec Ryan –  obejrzą  miliony”,  kino  nigdy  nie  będzie  jednak  w  stanie  stworzyć  ani  pełnego,  ani  definitywnego  obrazu  drugiej  wojny  światowej,  gdyż  jest  dobre w ożywianiu epizodów, dramatyzowaniu wydarzeń na małą skalę, interpretowaniu dylematów i dziwnych losów  jednostek.  Ma  jednak  problem,  gdy musi wyjść poza jedną bitwę, kam-panię czy generała. „Najdłuższy dzień” to najdłuższy okres, z jakim potrafi się zmierzyć  film,  podczas  gdy  między  1  września 1939 r., a 9 maja 1945 r. takich dni było 2076.

Praktycznie  każdy,  kto  chodził  do  szkoły  i  to  nie  tylko  w  jednym  z  europejskich  państw,  ale  także  na  innych   kontynentach,   musiał,   zobaczyć  w  podręczniku  z  historii  miejsca  i  wydarzenia,  jak  brama  obozu  koncentracyjnego w Auschwitz, zbombardowane  przez  Luftwaffe  europejskie  miasta, spotkanie żołnierzy sowieckich i  amerykańskich  w  Torgau  nad  Łabą  w  1945  r.,  czy  efekty  eksplozji  bomb  atomowych  nad  Hiroszimą  i  Nagasaki. Wszystkie stanowią swego rodzaju kod kulturowy. Obok nich istnieje jednak długa lista fotografii, a nawet materiałów filmowych, które przez długie lata z różnych względów nie były znane nawet naukowcom zajmującym się drugą wojną światową. Wystarczy wy-mienić  udostępniony,  prawdopodobnie w całości, dopiero po wielu latach, a nakręcony w 1945 r. przez Sowietów, film  z  wyzwolenia  obozu  Auschwitz–Birkenau (The Liberation of Auschwitz)czy  fotografie  członków  załogi  tego  obozu  pochodzące  z  albumu  esesma-na z Auschwitz Karla Höckera.

Nie sposób pominąć w tym miejscu opracowań, które zalicza się do kategorii  tzw.  fikcji  literackiej.  Rozwój  kina,  telewizji,  a  w  ostatnich  kilkunastu  latach Internetu sugeruje marginalizację znaczenia  literatury.  Zwolennicy  tej  tezy od ręki wymieniają ważne książki poświęcone drugiej wojnie światowej, bądź  też  napisane  pod  jej  wpływem,  tyle  tylko,  że  wiele  lat  temu.  Przeciw-nicy  mówią  z  kolei,  że  nie  byłoby  popularnych  seriali  telewizyjnych  oraz  wielkich  produkcji  wyświetlanych  na  dużym  ekranie  bez  literatury,  która  najczęściej  stanowi  bazę  dla  scena-riuszy  filmowych.  I  choć  wydaje  się,  że rację mają obie strony, to osobiście uważam, iż nie należy szykować się na pogrzeb literatury podejmującej różne aspekty  historii  drugiej  wojny  światowej  (vide  sukces  książki  Jonathana  Littella Łaskawe wydanej  we  Francji  w 2006 r. i już dwa lata po premierze, także w polskim przekładzie). Pewnym można być tylko przesuwania się centrum  uwagi  z  dotychczas  dominujących zagadnień na inne, a wśród nich także  takie,  o  których  obecnie  nawet  nie myślimy. Jest tak dlatego, że historia  drugiej  wojny  światowej  to  nadal  wydarzanie, które silnie oddziałuje na wyobraźnię wielu ludzi, budząc emocje i wpływając na tu i teraz.

Współcześnie  dzięki  tysiącom  tematycznych  stron  internetowych  po-święconych  historii  drugiej  wojny  światowej,  niemal  nieograniczonej  możliwości oglądania w Internecie fil-mów – fabularnych i dokumentalnych dotyczących lat 1939-1945, wreszcie do-stępowi  do  zbiorów  bibliotek,  archiwów  i  muzeów  z  całego  świata,  oso-by zainteresowane historią ostatniego globalnego konfliktu, są w o wiele lepszym sytuacji, niż było to sześćdziesiąt, trzydzieści, a nawet dziesięć lat temu. Internet  dzięki  szybkiemu  i  nie  pod-dającemu  się  schematom  funkcjonowaniu  na  wszystkich  kontynentach  wykroczył  już  dawno  poza  ramy  klasycznego  kanału  informacji.  Na  na-szych  oczach  sieć  sama  w  sobie  stała  się  źródłem  informacji,  gdyż  tylko  w  niej  można  znaleźć  wiele  materia-łów,  np.  z  prywatnych  kolekcji  –  dokumenty,  ilustracje,  przedmioty  kolekcjonerskie  –  odznaki  czy  mundury  z  czasów  wojny.  To  w  sieci  toczą  się  często  interesujące  debaty  historyczne  i  publikowane  są  blogi,  których  autorzy  nawet  nie  próbują  wydawać  drukiem,  gdyż  w  takiej  postaci  mają  znacznie szerszy krąg odbiorców i bez-pośrednich  recenzentów.  Nie  braku-je  naturalnie  i  krytyków  tego  rodzaju  przedsięwzięć,  ale  wydaje  się,  iż  stoją  oni  na  straconej  pozycji,  choć  w  lawinie, którą próbują zatrzymać jest sporo  błędów,  uproszczeń  i  uogólnień.  Pamiętajmy jednak, że tego rodzaju za-rzuty  pojawiały  się  zawsze,  gdy  nowe  zjawisko  zaczynało  przybierać  maso-wy charakter.

Zainteresowanie  młodzieży  wydarzeniami  dotyczącymi  drugiej  wojny  światowej  utrzymuje  się  na  wysokim  poziomie.  Nie  oznacza  to,  że  uczniowie  w  szczególny  sposób  podchodzą  do  historii  lat  1939-1945.  Ale  mimo  to  na  lekcjach  poświęconych  wydarzeniom  dotyczącym  drugiej  wojny  światowej  przejawiają  większe  niż  na  innych  zainteresowanie.  Decyduje  o  tym  kilka  czynników,  a  wśród  nich  przede  wszystkim  fakt,  że  od  czasów  drugiej  wojny  światowej,  a  więc  niemal trzech pokoleń, nie wydarzyło się żadne  inne  wydarzenie,  które  swoją  skalą  przyćmiłoby  drugą  wojnę  światową,  a  to  powoduje,  że  współczesny  świat   w   znacznym   stopniu   został   przez  nią  ukształtowany.  W  2019  r.  żyje  na  świecie  kilkaset  milionów  ludzi pamiętających II wojnę światową. Dla wielu z nich była traumatycznym przeżyciem  czasów  młodości,  o  którym  chcieliby  opowiedzieć  kolejnym  pokoleniom.  I  tu  dochodzimy  do  za-dania  na  najbliższe  ćwierćwiecze  dla  historyków,  nauczycieli  historii,  pisarzy  książek  historycznych,  autorów  scenariuszy  czy  reżyserów  teatralnych  i  filmowych.  Powinno  nim  być  utrwalenie  historii  wszystkich  tych  świadków  wojny,  którzy  chcą  się  nią  z nami podzielić. Z technicznego punk-tu  widzenia  mamy  ku  temu  ogromne  możliwości. Dotyczy to zarówno słów, dźwięków,  jak  i  obrazów.  Z  zadania  tego nikt nas nie wyręczy, a czasu zostało  niewiele.  Za  kilkanaście  lat  będzie  wśród  nas  niewiele  osób,  które  będą  z  autopsji  pamiętały  koszmar  wojny.  Tak  więc,  dokonując  bilansu  lat,  które  upłynęły  od  wybuchu  drugiej wojny światowej, postawmy sobie to  ambitne,  ale  jak  najbardziej  realne  zadanie.  Warto  to  zrobić  także  dlatego,  że  historia  jest  łaskawa  dla  tych,  którzy ją piszą.

Dr hab. Marek Białokur prof. UO

/md