Home / Felietony / Jakie podatki?

Jakie podatki?

Nie tak dawno, na początku lutego 2015, Sejm odrzucił projekt podniesienia kwoty wolnej od podatku PIT. Czyimi głosami, łatwo zgadnąć: PO i PSL. Partie rządzące od dawna pokazują, że troszczą się o dobrobyt budżetu, a nie obywateli.

Na czym polega problem? Kwota wolna od podatku dochodowego od osób fizycznych obecnie wynosi 3091 zł. Tymczasem koszt minimum egzystencji oblicza się w Polsce na ponad 500 zł miesięcznie, czyli ponad 6000 zł rocznie. Obecnie podatek dochodowy muszą płacić także ci, którzy żyją poniżej tego minimum. Ale i ci, którzy zarabiają więcej, zasługują na to, by ta część zarobku, którą wydają na rzeczy niezbędne, była od podatku dochodowego wolna.

kwota wolna od podatkuNa świecie jest to uznawane. W krajach Unii Europejskiej kwota wolna od podatku jest z reguły znacznie wyższa. Zbliżoną, ale i tak wyższą, mają tylko Czechy. W niektórych krajach co prawda wcale się jej nie uwzględnia, ale wtedy istnieją inne, pokaźne zniżki, jak na Węgrzech, gdzie przeciętna rodzina z dziećmi praktycznie podatku dochodowego nie płaci.

Trzeba też podkreślić, że kraje biedne stosują znacznie wyższy próg, ściągając podatek dochodowy tylko od bogatszych. Weźmy przykłady: w Maroku odpowiednia kwota wynosi w przeliczeniu 11 127 zł, w Tajlandii 14 040 zł. W krajach tych dochód narodowy na mieszkańca wynosi ok. 2 razy mniej niż w Polsce (jeżeli ktoś będzie sprawdzał, proszę zwracać uwagę na dochód narodowy po uwzględnieniu parytetu siły nabywczej, a nie nominalny). Nędzarska Tanzania stosuje próg 7408 zł.

Warto też porównać ten próg, od którego nalicza się podatek, z przeciętną pensją. W Niemczech podatek uiszcza się powyżej 20% takiej pensji, w Irlandii dopiero od 50%! W Czechach od 8%. Poziom 6%, jak w Polsce, występuje w Holandii i Szwecji, ale tamtejsze średnie pensje są wielokrotnie wyższe.

Odrzucony projekt przewidywał, że kwotę wolną od podatku dochodowego ustala się na poziomie minimum egzystencji jednej osoby. W ten sposób kwota ta ulegałaby automatycznej podwyżce w razie potrzeby. To trochę skomplikowane, ale ważne, gdyż rzeczona kwota wolna od podatku była dotąd podwyższana bardzo niechętnie. Natomiast w pierwszych latach funkcjonowania PIT była ona wyższa od poziomu minimum egzystencji i wynosiła kilkanaście procent przeciętnej pensji.

W gruncie rzeczy postulowana reforma byłaby i tak bardzo ostrożna. Odpowiada podwyżce pensji o niecałe 50 zł miesięcznie. Łączny koszt to 4 mld zł rocznie, na poziomie 0,5% wydatków całego sektora publicznego (uwzględniamy okoliczność, że część zniżki wróci do budżetu w postaci VAT, akcyzy itd.). Należałoby działać śmielej i zwolnić od podatku roczną kwotę minimalnego utrzymania całej rodziny, czyli np. dla 4 osób 24 000 zł, rodziny z dziećmi są bowiem średnio najbiedniejszą grupą ludzi w Polsce; w nędzy żyją najczęściej dzieci, a nie emeryci czy rolnicy.

Problem wysokich podatków nie dotyczy tylko podatku PIT. VAT wynosi 23%. Jest to w istocie podatek od konsumpcji, a biedniejsi wydają na nią procentowo więcej, są więc bardziej obciążeni. W Europie niektóre kraje bogate naliczają wyższy VAT niż Polska, ale np. Wielka Brytania ma 20%, przy zerowej stawce na artykuły podstawowe (żywność, woda, recepty, transport publiczny, rzeczy dziecięce – i książki…). U nas rzekomo nie można tak zrobić, bo UE nie pozwala. Faktyczna przyczyna to służalczość rządzących wobec eurobiurokracji.

Wysokie podatki to skutek nadmiernych wydatków państwa. W Polsce ok. połowy pieniędzy wydaje sektor publiczny. Nie ulega wątpliwości, że gdyby wszystkie instytucje państwowe dostały tyle, ile by chciały, trzeba by przeznaczyć na to 100% dochodu narodowego, a może i tyle by nie wystarczyło. W ustroju biurokratycznym, jaki faktycznie panuje w Polsce, aparat państwowy jest głównym wyzyskiwaczem obywateli. Pieniądze w budżecie pochodzą z kieszeni obywateli i jakakolwiek poprawa poziomu życia wymaga poskromienia apetytów państwa, które tylko ułamek tego, co pobiera, oddaje obywatelom w postaci świadczeń.

Nie wystarczy do tego obniżka podatków. Rozrośnięta biurokracja to w dużej mierze skutek nadmiaru przepisów. Pod względem ich ilości Polska bliska jest pierwszego miejsca w świecie, a pod względem jakości sytuuje się pod koniec stawki. Proste i jasne prawo to dużo mniej jałowej pracy i etatów urzędniczych. I oczywiście dużo lepsze warunki dla rozwoju gospodarczego.

Obniżać podatki można na różne sposoby. Podniesienie kwoty wolnej od podatku to tylko jeden z nich. Można by go nawet zastąpić innym. Obniżki są jednak konieczne, bo obecna sytuacja utrzymuje część Polaków w nędzy i hamuje rozwój gospodarczy, który jest podstawowym remedium na biedę.

Argument władzy jest taki, że wydatków zmniejszyć się nie da. Wyliczmy zatem możliwe oszczędności. Drugi argument jest taki, że tylko obecny kształt systemu podatkowego zapewni dochody do budżetu. To także należy sprawdzić.

Urzędników przybywa, a ich pensje rosną szybciej niż w produkcji. Można więc zmniejszyć koszty administracji i zarządu: we władzach centralnych, w samorządach, w służbie zdrowia, w spółkach państwowych, jak węglowe i kolejowe. Konieczne inwestycje, jak drogi, kosztują za dużo, co wynika z chorego systemu zamówień publicznych. Sporo ludzi w Polsce pobiera emerytury i renty dla uprzywilejowanych. Zlikwidować te przywileje i już płacący podatki oszczędzą kilka procent.

Po drugie – istnieją ogromne przywileje dla wybranych. Banki w Polsce należą do najbardziej rentownych na świecie, co nie ma żadnego uzasadnienia w ich sprawności i przydatności. Korporacje uzyskują duże ulgi w podatkach. Mając pozycje monopolowe, zawyżają ceny, ale wywożą dochody.

I tak sklepy wielkopowierzchniowe wykazują znikome zyski, umyślnie przepłacając za dostawy od wspólników. Receptę na to nadużycie stanowi podatek obrotowy. Miliardy przelewane są za granicę za używanie marek handlowych (nieznanych dotąd w Polsce i wymagających dodatkowej reklamy); w normalnych krajach za takie transakcje zarządy idą do więzienia za działanie na szkodę spółki. Do tego dochodzą lipne umowy o przekazaniu know-how, o rezygnacji z konkurowania itd.

Suma takich strat to znowu kilka procent dochodu narodowego. Ich odzyskanie pozwoli obniżyć podatki o następne kilka procent. Pozwoli to zwiększyć dochody zwykłych ludzi, a tym samym ich wydatki, które znacznie pobudzą gospodarkę. W tym kierunku idą Węgry, mimo oporu obcego pasożytniczego biznesu, który zwalcza Orbana ręka w rękę z lewicą.

Które podatki trzeba i można obniżyć w pierwszej kolejności? Każda obniżka pomaga obywatelom i ożywia gospodarkę. Niektóre jednak wydają się pilniejsze. Można tu wskazać dwa kierunki. Na krótką metę szczególnie ważne jest zmniejszenie opodatkowania pracy. Jeśli na 100 zł wypłaconych do ręki przypada następne 80 zł podatków i składek, zatrudnianie robi się kosztowne, biznes zwalnia tempo, a bezrobocie i nędza zwiększają swój zasięg.

W dalszej perspektywie największym problemem Polski wydaje się katastrofa demograficzna. Jeśli na jedną Polkę przypada 1,3 dziecka, oznacza to przyszły spadek ludności o jedną trzecią i głodowe emerytury. Już dzisiaj trzeba temu przeciwdziałać. A przyczyną braku dzieci jest głównie bieda, rodziny chciałyby mieć po dwoje lub troje, ale ich na to nie stać. W ten sposób prawa rodziny są łamane już na poziomie czysto materialnym.

Zatem drugi podstawowy rodzaj pilnych zniżek podatkowych to ulgi dla rodzin. Wzrost kwoty wolnej od podatku, z uwzględnieniem liczby osób w rodzinie, to jedna metoda. Druga to zwiększenie istniejących zniżek na dzieci, przy czym powinny one objąć duże podatki socjalne zwane składkami (ZUS, zdrowie). Trzecia to zerowy VAT na artykuły pierwszej potrzeby, na wzór brytyjski, albo też ryczałtowy zwrot VAT za wydatki na dzieci (150–200 zł miesięcznie).

Wymiar moralny sprawy jest oczywisty. Obecnie władza, która bynajmniej biednie nie żyje i dużo marnuje, łupi podatkami najbiedniejszych. Dlatego chrześcijańskie uzasadnienie obniżki podatków zaczyna się od przykazania „nie kradnij”. Władza, która powinna służyć obywatelom, coraz bardziej ich okrada. Pozwala też, by kradli jej wspólnicy i sponsorzy z wielkiego biznesu. Państwo i podatki są wprawdzie konieczne, ale nie muszą wszystkiego pożerać.

Gdy Jezus i św. Paweł kazali płacić podatki, były one w imperium rzymskim dużo niższe od obecnych (Mk 12,13-17 i teksty równoległe; Rz 1,13-7). Pismo Święte wprost karci nadużycia podatkowe: Król umacnia kraj sprawiedliwością, niszczy je ten, kto podatkami uciska (Prz 29,4, przekład dosłowny; por. Prz 28,15-16). W 1 Sm 8,11- 18 prorok Samuel ostrzega Izraelitów przed wyzyskiem podatkowym, jaki im zgotuje przyszły król, wyliczając przy tym rozmaite rodzaje obciążeń.

Kościół nigdy nie popierał rabunkowych podatków. Pod koniec encykliki Leona XIII Rerum novarum (1891) czytamy, że wysokie podatki to zamach na własność. Wskazał on zwłaszcza na podatek dochodowy. Żeby tę ocenę zrozumieć, trzeba uwzględnić, że największa część majątku i dochodu ludzi to ich codzienne zarobki oraz domy i pola. Wielka własność to tylko ułamek, a przy tym, jeśli została zdobyta nieuczciwie, prawo moralne oczywiście jej nie chroni.

Papież napisał więc, że władza powinna „zmierzać do tego, iżby jak najliczniejsza część ludności pragnęła uzyskać i zachować własność”. Widział w tym lekarstwo na rozziew między nieliczną grupą bogaczy a masami. „Państwo działa przeto wbrew sprawiedliwości i ludzkości, jeżeli tytułem podatków z dóbr prywatnych więcej zabiera niż to słuszne”. A podatki były wtedy w Europie dużo niższe niż obecnie.

Wysokie podatki pozostają w sprzeczności z głównymi zasadami katolickiej nauki społecznej. Zasada pomocniczości głosi, że wyższe władze nie powinny przejmować środków i zadań odpowiednich dla szczebli niższych. U nas państwo stara się przejąć maksymalnie wiele zasobów i funkcji. Wyzysk podatkowy jest też sprzeczny z zasadą solidarności, która każe wspierać innych i służyć im – gdy u nas państwo traktuje obywateli jako źródło dochodów budżetu. Aparat państwa ani nie pomaga obywatelom, ani nie jest z nimi solidarny.

Michał Wojciechowski

mm