Home / Historia / Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego 26 sierpnia 1956 roku

Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego 26 sierpnia 1956 roku

Gdy po zwycięskiej obronie jasnogórskiej twierdzy losy wojny w czasie szwedzko-moskiewskiego „potopu” zaczęły się odwracać na korzyść strony polskiej, król Jan Kazimierz 1 kwietnia 1656 r. ogłosił w katedrze lwowskiej Matkę Bożą Królową Korony Polskiej. Po trzystu latach, w czasach terroru komunistycznego, tuż po czerwcowej masakrze robotników Poznania, Prymas Polski postanowił te śluby odnowić. Podnieść znękany naród na duchu, powierzając go znów opiece Jasnogórskiej Pani.

 

Bezpośrednia inicjatywa, by to sam Prymas napisał nowy tekst Ślubów, wyszła od przeora paulinów na Jasnej Górze – o. Jerzego Tomzińskiego, a wielką rolę w potajemnie przygotowywanym przedsięwzięciu odegrały „ósemki”. Marii Okońskiej i Janinie Michalskiej udało się spotkać z Księdzem Prymasem w Komańczy i namówić go do przygotowania Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego. Początkowo się wzdragał: „Gdyby Matka Boża chciała, żebym ten tekst napisał, nie byłbym tutaj”. Do przekonania trafił mu dopiero argument, że i św. Paweł pisał listy z więzienia.

Rękopis tekstu, który wyszedł spod pióra Stefana Wyszyńskiego w ciągu jednej nocy, został przepisany na maszynie i 22 maja przewieziony przez Janinę Michalską do Częstochowy. Tekstu musiała się nauczyć na pamięć. Jednocześnie w liście skierowanym do ojca generała Alojzego Wrzalika prymas Wyszyński wyraził życzenie, by tekst Ślubów został odczytany na Jasnej Górze w święto Matki Bożej Częstochowskiej, czyli 26 sierpnia: „Jeżeli biskup Klepacz nie będzie mógł przeczytać, niech to zrobi inny biskup. (…) a jeżeli nikt z kapłanów nie będzie mógł, niech go przeczyta kucharz jasnogórski, byleby tylko Matka Boża ten tekst usłyszała”.

Aby cała „akcja” się powiodła, należało o planowanych uroczystościach powiadomić wiernych. Wymagało to wielkiej dyskrecji i sprytu. Bezpieka czuła, że coś się, nomen omen, święci… Przygotowania, jak wspomina o. Jerzy Tomziński, wyglądały następująco: „To takie ZMP było – Związek Młodych Paulinów – trzech takich dzieciaków. (…) napisanych  było osiem tysięcy listów na maszynach w sekretariacie. (…) List przeora Jasnej Góry do każdego proboszcza. Zawiadomienie, że będzie uroczystość Matki Bożej – nie śluby. Że będziemy nieść obraz. Gdyby UB znalazło jeden list – nie ma co…” Dodajmy, że Śluby przepisywały także wszystkie, wezwane na pomoc, „ósemki” i siostry z zakonów kontemplacyjnych: benedyktynki, karmelitanki, szarytki. Całą akcję rozpowszechniania tekstu Ślubów przeprowadzono szybko i skutecznie, a jej niewykrycie było wielką kompromitacją Służby Bezpieczeństwa.

Pamiętnego 26 sierpnia 1956 r. wokół klasztoru na Jasnej Górze zebrał się milionowy tłum wiernych. Gdy papież Pius XII zobaczy zdjęcia z uroczystości, powie: „Ładnie ten plac macie wybrukowany! Ojcze Święty, to nie kamienie, to ludzie!” odpowie Wyszyński. „Takie rzeczy możliwe są tylko w Polsce!” – podsumuje papież.

Prymasa Polski nie było. Na przygotowanym dla niego tronie leżała wiązanka biało-czerwonych róż, a widok ten był niesłychanie wymowny…

Za bp. Klepaczem odczytującym słowa napisane w dalekiej Komańczy przez Stefana kard. Wyszyńskiego tłum powtarzał jednym głosem: „Wielka Boga-Człowieka Matko! Bogurodzico Dziewico, Bogiem sławiona Maryjo! Królowo świata i Polski Królowo! (…) Przyrzekamy uczynić wszystko, co leży w naszej mocy, aby Polska była rzeczywistym Królestwem Twoim i Twego Syna, poddanym całkowicie pod Twoje panowanie w życiu rodzinnym, narodowym i społecznym (…) Przyrzekamy Ci, że odtąd wszyscy staniemy na straży budzącego się życia. (…) Przyrzekamy Ci stać na straży małżeństwa, bronić godności kobiety, czuwać na progu ogniska domowego, aby przy nim życie Polaków było bezpieczne (…) Przyrzekamy Ci wychować młode pokolenie w wierności Chrystusowi, bronić je przed bezbożnictwem (…) Przyrzekamy usilnie pracować nad tym, aby w Ojczyźnie naszej wszystkie dzieci narodu żyły w miłości i sprawiedliwości, w zgodzie i pokoju, aby wśród nas nie było nienawiści, przemocy i wyzysku. Przyrzekamy dzielić się między sobą ochotnie plonami ziemi i owocami pracy, aby pod wspólnym dachem domostwa naszego nie było głodnych, bezdomnych i płaczących (…)”.

W tym samym czasie Stefan Wyszyński składał osobisty akt dziękczynienia Czarnej Madonnie. W Zapiskach więziennych zanotował potem: „Jestem już w pełni spokojny. Dokonało się dziś wielkie dzieło. Spadł kamień z serca. Oby stał się chlebem dla Narodu”.

Po skończonych uroczystościach do o. Tomzińskiego przyszedł bp Choromański i na klęczkach wyznał: „Słuchaj, przepraszam. To jest cud. Ja nie wierzyłem”.

Przypomnijmy w tym miejscu, że Śluby Jasnogórskie miały miejsce 11 lat po zajęciu Polski przez Armię Czerwoną i utworzeniu marionetkowego rządu. Przez wszystkie te lata natrętna komunistyczna propaganda konsekwentnie głosiła anachroniczność religii i jej rzekomo reakcyjny wydźwięk, a ludzie poddawani byli nieustannej indoktrynacji antyklerykalnej. Teraz okazało się, co naprawdę naród myśli.

Zwycięstwo przyszło przez Maryję, jak przewidywał prymas August Hlond. A tym, który miał je doprowadzić do zwycięskiego końca, był oddany czciciel Maryi – Prymas Wyszyński.

Wielkiego tryumfu Kościoła nie udało się propagandzie ukryć i odbił się on szerokim echem w krajach Układu Warszawskiego, jak również w Związku Sowieckim. Ludzie widzieli w milionowych Ślubach zapowiedź zmian na lepsze i zapowiedź wolności. Już wkrótce na wolność wyszedł, po trzech trudnych latach, sam Prymas. Zdawał sobie świetnie sprawę, że w „nadpowietrznej walce o Ojczyznę” Polacy mogą zwyciężyć tylko modlitwą, nie siłą. Dlatego też wprowadził sobotnie Msze święte do Matki Bożej Królowej Polski jako pomoc w duchowym odprawieniu Wielkiej Nowenny przygotowującej nas do milenijnego roku 1966. Zaś ukoronowaniem całej trudnej drogi, rozpoczętej w sierpniu 1956 r., była Msza na warszawskim placu Zwycięstwa w 1979 r., w czasie której Jan Paweł II, w obecności Prymasa Tysiąclecia, oddał Ojczyznę w opiekę Duchowi Świętemu.

 

Janusz Kotański

 

Dodaj komentarz