Home / Z życia "Civitas Christiana" / Jelenia Góra: kolędowanie w “Civitas Christiana” pod nowym adresem
Danuta Kowalenko

Jelenia Góra: kolędowanie w “Civitas Christiana” pod nowym adresem

W poniedziałek po święcie Objawienia Pańskiego po uliczkach centrum Jeleniej Góry, gdzie jeszcze wczoraj setki jeleniogórzan podążały w Orszaku Trzech Króli, krążą tylko ci, których sprowadzają tu sprawy służbowe. Natomiast krętymi schodami starej kamieniczki, w której zastygły wieki, wspinają się osoby zaproszone na opłatkowe spotkanie Stowarzyszenia Civitas Christiana. Ten zaułek łączy ulicę Konopnickiej z placem okalającym Bazylikę Mniejszą pod wezwaniem świętych Erazma i Pankracego. To pierwsze uroczyste spotkanie w nowej siedzibie.

Wszystkie poprzednie odbywały się przy ul. Krótkiej, też w samym centrum miasta, ale gospodarcze realia sprawiły, ze oddział Stowarzyszenia musiał opuścić zajmowane pomieszczenia w odbudowanej w swoim czasie kamieniczce. Poinformowała o tym zebranych pani Danuta Kowalenko, prezes terenowego oddziału Civitas Christiana, jednocześnie przepraszając, że w tym miejscu warunki są skromniejsze, niż w siedzibie, którą przyszło opuścić. Pani Danuta, wspominając, ile zachodu było z uporządkowaniem zostawianych pomieszczeń, segregowaniem dobytku i przenoszeniem wyposażenia do nowego obiektu, wyrazy wdzięczności skierowała do wolontariuszy ze Stowarzyszenia: Barbary Olejnik, Teresy Cieślak, Józefa Kulaka i Janiny Zych, którzy nie szczędzili wysiłku, by przeprowadzkę zrealizować sprawnie. W miarę szybko w nowej siedzibie odbyły się organizacyjne zebrania.

Mimo zmiany warunków, w żadnej mierze nie zmienił się nastrój, jaki zwykle  towarzyszy imprezom, zorganizowanym przez Danutę Kowalenko, czyli spotkaniom opłatkowym, wielkanocnym, wieczorom autorskim czy innym ważnym zdarzeniom. Na gości czekały kanapki, ciasta, gorące napoje, owoce i nastrojowa dekoracja stołu, a panie przygotowujące “Opłatek” przy każdym nakryciu umieściły mini podarunek, czyli tradycyjny piernik z gałązką jedliny.

Po przywitaniu gości pani Prezes usprawiedliwiła nieobecność ks. Prałata, dr Józefa Steca, który zawsze uczestniczy w takich spotkaniach, inaugurując je okolicznościowym przesłaniem i dzieląc się opłatkiem. Tym razem uniemożliwiło Księdzu  przyjazd ostatnie pożegnanie zasłużonej dla wspólnoty parafialnej osoby. W pewnej mierze zrekompensowało nieobecność opiekuna duchowego grupy odczytanie przez panią Danutę wigilijnych rozważań ks. Józefa Steca, które tradycyjnie kieruje nie tylko do swoich parafian, ale do wielu adresatów w kraju i za granicą. Wzruszającą modlitwę wstępną wygłosiła s. Ewa Cyganek, nawiązując do radości obchodów Bożego Narodzenia, które odradzają miłość w ludzkich sercach, wyzwalają przebaczenie i  pozwalają kierować najlepsze  wzajemne życzenia.

Po złożeniu życzeń, przełamaniu się opłatkami nastąpiła degustacja darów Bożych i gromkie kolędowanie, w którym dominował piękny głos Slawomira Korczyckiego.

A wszystko działo się w bliskim sąsiedztwie Bazyliki Mniejszej pod wezwaniem świętych Erazma i Pankracego, zabytkowej kaplicy św. Anny, gdzie codziennie adorowany jest Najświętszy Sakrament, o kilka minut drogi od Sanktuarium Krzyża Świętego, gdzie na górze barokowego wnętrza jarzą się światełka, jak gwiazdy na nieboskłonie. Przeżywając to spotkanie, przypominałam sobie niedawny pobyt w szwedzkim Goeteborgu, gdzie już od połowy listopada posesje były udekorowane girlandami świateł, a im bliżej było do Bożego Narodzenia, tym okazalsze pojawiały się świąteczne dekoracje, a kto nie miał drzewek  na posesji do ustrojenia, dekorował okna i balkony. Tam, gdzie nie jarzyło się żadne światełko, można było domyślać się mieszkań innowierców albo ateistów, ale tych okien i balkonów pozbawionych świątecznych akcentów było zdecydowanie mniej. W dekoracjach, w tym również sklepów i zakładów pracy, dominowały ustrojone choinki, łańcuchy rozjarzonych świateł, które akcentowały każdy element architektoniczny budynków, i gwiazdy betlejemskie. Jeszcze przed powrotem do domu zdążyłam upiec piernik według rodzinnej receptury, zachęcona na Mszy św. w kościele św. Marii Magdaleny, gdzie celebrujący Mszę św. Ojciec Adam Piasecki, rektor Polskiej Misji Katolickiej zapowiadał adwentowy kiermasz, jedyny, jaki został w kalendarzu goeteborskich imprez parafialnych. Dochód przeznaczony był na pomoc niepełnosprawnym dzieciom.Jak się okazało, mój piernik był najskromniejszym kiermaszowym wypiekiem, bo dominowały wspaniałe torty, wielokrotnie przekładane biszkopty i kruche ciasta, a nasi rodacy przynieśli też polskie pasztety, bigosy i nawet własnoręcznie przygotowane i uwędzone wędliny.

Kiedy w trakcie trwania opłatkowego spotkania w Jeleniej Górze nachodziły mnie te niedawne wspomnienia, wszyscy zaczęli prosić panią Władysławę Hasiniec, by solo zaśpiewała kolędy, gdyż ma piękny głos i doskonałą pamięć do wszystkich zwrotek kolęd  i pastorałek.  Zanim dała się namówić, wspomniała ostatni obiad u siostry w Kanadzie, gdzie dla polonijnej grupy wykonała ten swój repertuar, doprowadzając słuchaczy do łez.

Uświadomiłam sobie, że gdzie los rzuca naszych rodaków, wigilijna, opłatkowa, Bożonarodzeniowa tradycja zostaje dla nich czymś świętym, tak jak dla wnuczek pani Basi Olejnik, które w polskiej szkole w Anglii brały udział w jasełkach, a dzięki nadesłanym filmikom można było dyskretnie, nie przeszkadzając w spotkaniu, na smartfonie babci zobaczyć i wysłuchać występów dzieci o polskim pochodzeniu.

Maria Suchecka

Fot. Danuta Kowalenko. Na zdjęciach uczestnicy spotkania.

/md