Jezus odda mi wszystko z powrotem

Siostra Dulcissima żyła krótko, zaledwie 26 lat. Na jej pogrzeb przyszli dosłownie wszyscy mieszkańcy Brzezia. Po śmierci została otoczona kultem. Przychodzono na jej grób z różnymi prośbami, zanotowano wiele cudownych uzdrowień za jej pośrednictwem.

Helena Hoffmann przyszła na świat 7 lutego 1910 r. na Górnym Śląsku, w hutniczej osadzie Zgoda (obecnie dzielnica Świętochłowic) jako córka Józefa i Albiny z domu Jarzombek. Z siostrami Maryi Niepokalanej zetknęła się już jako małe dziecko, uczęszczając do prowadzonego przez nie przedszkola. Wcześnie straciła ojca. Czytamy w jej dzienniku: „Matka musiała myśleć o tym, by nas utrzymać. Owdowiała mając 29 lat, ja niecałe 9, braciszek 7”. W wieku 15 lat, w niedzielę Trójcy Świętej, oddała się Bogu na własność. W tym też czasie dojrzewała w niej myśl o wstąpieniu do zakonu. Tu trzeba wspomnieć, że dla Helenki od dziecięcych lat wzorem była św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Starała się ją naśladować we wszystkim.

7 grudnia 1927 r. Helena została kandydatką do Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej. W 1928 r. została przyjęta do postulatu. Odbyła go w domu macierzystym zgromadzenia we Wrocławiu.

Od dzieciństwa była wątła i słabowita. Gdy przyjechała do Wrocławia, była zdrowa, ale po niedługim czasie zaczęła odczuwać dolegliwości fizyczne, a także cierpienia psychiczne i duchowe. Wysłano ją do Henrykowa. Tam pomagała siostrom w pracach domowych. Na początku 1929 r. zachorowała. Wykryto guz mózgu. Odtąd zmagania z pogarszającym się stanem zdrowia – z okresami polepszenia – będą jej towarzyszyły do końca życia. We wrześniu 1929 r. wyjechała do Nysy. Tam odbyła rekolekcje przed obłóczynami. Podczas obłóczyn przyjęła imię Maria Dulcissima. „Osobiście przyszłam do klasztoru, aby złamać moją własną wolę i wzgardzić moim »ja«. Chcę uważać życie zakonne za najwyższe dobro i zgodnie z tym przeświadczeniem postępować” – zapisała w  swoim dzienniku. Tego dnia objawiła się jej św. Teresa.

Powróciła do Wrocławia, gdzie podjęła pracę wśród dziewcząt. Problemy ze zdrowiem nasiliły się. W jej dzienniku czytamy: ,,Chciałabym o Jezu, być nową ofiarą, czy tak ma być? Ponieważ zasadniczo jesteśmy wszyscy duszami ofiarnymi. Dlatego powinniśmy iść za Tobą na Golgotę”. W nowicjacie s. Dulcissima pięć razy otrzymała sakrament chorych. Pomimo ciężkiej choroby została dopuszczona do profesji. Tuż przed nią powiedziała do pielęgniarki: ,,Będę mogła teraz złożyć świętą profesję, cieszę się z tego bardzo, ponieważ będę mogła pomagać Jezusowi dźwigać krzyż. Przez pierwsze śluby chcę być Szymonem z Cyreny”. Nie przyznawała się, że cierpienie i bóle w dłoniach, stopach i boku nasilały się zwłaszcza w piątki. Cierpiała w ukryciu, nie skarżąc się. Ze względu na stan zdrowia pozostawiono ją w Nysie. Przykładem jej oddania sprawom zgromadzenia niech będzie wydarzenie z maja 1932 r. Proszona przez władze o usilne modlitwy w intencji zatwierdzenia Konstytucji Zgromadzenia przez Ojca Świętego ofiarowała siebie, a szczególnie swoje oczy Zbawicielowi. Na odpowiedź Jezusa nie musiała długo czekać, wkrótce zauważyła, że ofiara została przyjęta. Pod koniec maja całkowicie straciła wzrok. Siostra Dulcissima prosiła matkę generalną: ,,Proszę, proszę nie oddawać mnie do szpitala, ani do doktora, ponieważ już dawno oddałam wszystko Jezusowi”.

W sierpniu 1932 r., w święto Wniebowzięcia Maryi, nastąpił u s. Dulcissimy całkowity zanik pamięci i mowy. Opiekująca się nią s. Lazaria prowadziła ją do kaplicy na Mszę św. i do Komunii Św. na wyraźne żądanie chorej: ,,Dla Maryi wiele cierpiałam i teraz pozwólcie mi wstać, żebym poszła do Jezusa w imieniny Jego Matki! Maryja powiedziała mi, że Jezus odda mi wszystko z powrotem”. Od tego dnia mówiła i lepiej rozumiała, co się do niej mówiło. Siostra Dulcissima była pogodzona z chorobą i cierpieniem, ofiarując je Bogu.

W styczniu 1933 r. przybyła wraz z s. Lazarią do domu prowincjalnego zgromadzenia w Brzeziu nad Odrą (obecnie dzielnica Raciborza) i pozostała tam już do końca swoich dni. Tam też w lipcu dwa razy ukazała się jej Matka Boża. Dla s. Dulcissimy poprzez kolejne liczne cierpienia ofiarowane za innych rozpocznie się powoli czas zmierzania do domu Ojca.

Pewnego razu wraz z s. Lazarią odwiedziła chłopca tracącego wzrok. Modliła się i położyła ręce na jego głowie, ofiarując Bogu swoje oczy. I rzeczywiście Janek Darowski odzyskał wzrok i słuch, co lekarze uznali za cud, a s. Dulcissima w tym samym czasie przestała widzieć.

18 kwietnia 1935 r., w Wielki Czwartek złożyła wieczyste śluby. Ze względu na stan jej zdrowia uroczystość odbyła się w Brzeziu. Dla s. Dulcissimy rozpoczynała się droga krzyżowa. 18 maja 1936 r. rano, wraz z biciem dzwonów na Anioł Pański (o co pro- siła Jezusa) odeszła do Domu Ojca.
O s. Dulcissimie, podobnie jak o św. Teresie, współsiostry powiedziały: „Nic takiego nie zrobiła, chorowała, cierpiała i tylko się modliła”. Rzeczywiście ,,nic takiego” i „tylko”. Po śmierci twarze obydwu miały piękny wyraz, a oznaki ich choroby znikły.

Siostra Dulcissima żyła krótko, zaledwie 26 lat. Na jej pogrzeb przyszli dosłownie wszyscy mieszkańcy Brzezia. Po śmierci została otoczona kultem. Przychodzono na jej grób z  różnymi prośbami, zanotowano wiele cudownych uzdrowień za jej pośrednictwem. Ona swoim heroicznym życiem woła do na dziś: Uwierzcie, że Bóg jest Miłością. Nie bójcie się cierpienia i krzyża, bo krzyż jest drogą zbawiania.

18 lutego 1999 r. w archikatedrze Chrystusa Króla w Katowicach rozpoczął się proces beatyfikacyjny s. Marii Dulcissimy na szczeblu diecezjalnym. 8 kwietnia 2000 r. doczesne szczątki sługi Bożej przeniesiono ze starego cmentarza do grobowca w pobliżu brzeskiego kościoła. Tonie on w świeżych kwiatach o  różnych porach roku, jest zawsze oświetlony przez płonące na nim znicze. W różnych porach dnia można spotkać przy nim modlących się ludzi. Wielu mieszkańców Brzezia po dziś dzień nie rozstaje się z swoistą relikwią – grudką ziemi z jej grobu.

Krzysztof Chwolik

mak

Zobacz także w e-civitas:

Na II Festiwalu KNS dyskutowaliśmy o patriotyzmie gospodarczym

Podczas II Festiwalu Katolickiej Nauki Społecznej odbyła się kolejna debata ekspercka: „Patriotyzm gospodarczy – egoizm …