Home / Historia / Kapelan Armii Krajowej – ks. Stefan Wyszyński

Kapelan Armii Krajowej – ks. Stefan Wyszyński

Non possumus rzucone władzom PRL, okres internowania, Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego, Wielka Nowenna, Milenium Chrztu Polski – te wydarzenia z dziejów Kościoła w Polsce, któremu przewodził kard. Stefan Wyszyński, zdają się być dobrze utrwalone w zbiorowej pamięci. Natomiast prawie zupełnie nieznana jest działalność ks. Wyszyńskiego podczas II wojny światowej, a szczególnie – Powstania Warszawskiego, kiedy był kapelanem Armii Krajowej.

Po wybuchu wojny ks. Wyszyński musiał uciekać z Włocławka, gdzie pracował w seminarium. Jego publikacje o hitleryzmie, zamieszczane na łamach „Ateneum Kapłańskiego”, oznaczały wyrok śmierci. W 1935 r. pisał, że Hitler dąży do zorganizowania państwa totalnego w pogańskim ujęciu, a głównego w tym przeciwnika widzi w Kościele katolickim. Od listopada 1939 do lipca 1940 r. ks. Wyszyński mieszkał u ojca we Wrociszewie. Tam od ks. Władysława Korniłowicza, którego uważał za swojego ojca duchownego, otrzymał propozycję wyjazdu do Kozłówki na Lubelszczyźnie, by jako kapelan zaopiekować się zakonnicami i niewidomymi dziećmi – uciekinierami z zakładu w Laskach, który został zniszczony na początku wojny. W Kozłówce ks. Wyszyński mógł znów podjąć pracę duszpasterską i prowadzić wykłady. Po obławie niemieckiej żandarmerii uciekł do folwarku w Nasutowie, a stamtąd we wrześniu 1941 r. wyjechał do Zakopanego. Zamieszkał w domu urszulanek szarych, lecz jego pobyt mógł się zakończyć tragicznie, ponieważ został zatrzymany przez gestapo i kilka godzin przetrzymywany w katowni „Palace”. Po zwolnieniu szybko wyjechał. Później przez kilka miesięcy pracował wśród ociemniałych dzieci w Żułowie.

Przyjazd do Lasek

W czerwcu 1942 r. ks. Wyszyński opuścił Żułów i na prośbę ks. Korniłowicza udał się do Lasek, by tam zostać kapelanem sióstr i katechetą grupki ociemniałych dzieci. Laski stały się jego lokum do końca wojny. Przez ten czas zżył się bardzo z ich mieszkańcami, a przede wszystkim z m. Różą Czacką, założycielką ośrodka. Tuż po wojnie pisał: „Wbrew zamierzeniu utopiłem w Laskach więcej serca niż rozumu. Właściwie nie można powiedzieć, co wiąże tam serce – nie poszczególne byty laskowskie, ale raczej powietrze laskowskie”. Powstały w 1922 r. zakład w Laskach w czasie wojny stał się punktem oparcia także dla partyzantów. Szukali tam pomocy nocą, a w dzień przyjeżdżało gestapo, tropiąc poszukiwanych. W jednym z budynków byli niemieccy żandarmi, a w innych ukrywali się uciekinierzy. Ośrodek był także miejscem produkcji min dla partyzantów, prowadzono w nim też nasłuch radiowy. W Zapiskach więziennych kard. Wyszyński zanotował: „(…) podtrzymywałem na duchu strwożonych sytuacją przyfrontowego życia głównie modlitwą do Matki Bożej. Rzecz znamienna – chociaż zakład przechodził przez bardzo ciężkie chwile obstrzału artyleryjskiego, pacyfikacji Kampinosu itp., nigdy nie byliśmy zmuszeni do odłożenia wieczornego różańca”.

Należy walczyć

W Laskach mieszkało wówczas dużo młodzieży. Część z niej otrzymała przydział do wojska powstańczego, reszta zastanawiała się, czy też powinna uczestniczyć w walkach. Był to wielki dylemat. Z takim pytaniem zwrócono się do ks. Wyszyńskiego. Po namyśle, na drugi dzień powiedział młodym ludziom, aby uczestniczyli w działaniach wojennych. Uważał, że należy walczyć, nawet jeśli w wyniku toczących się walk giną ludzie. Twierdził, że nie można pozostać obojętnym wobec ich cierpień i śmierci. „Ósemkom” i pozostałym kobietom poradził, aby nie brały bezpośredniego udziału w działaniach wojennych. „Wy nie strzelacie, jesteście po to, by nieść życie. Tam najbardziej potrzebna będzie modlitwa” – powiedział.

Duchowy ojciec Powstania

Gdy miejscowi akowcy wyruszali do akcji, ks. Wyszyński rozpoczynał w ich intencji nocne adoracje Najświętszego Sakramentu. Wiosną 1944 r. ks. Wyszyński wstąpił w Laskach do Armii Krajowej. Został kapelanem okręgu wojskowego Żoliborz-Kampinos, ale w bezpośredniej akcji bojowej nigdy nie uczestniczył. Nosił pseudonim Radwan III. W przeddzień wybuchu Powstania poświecił szpitalik, do którego za chwilę trafili ranni. Od tego momentu przez całe Powstanie sprawował opiekę duchową nad rannymi. Spowiadał, odprawiał Msze św., rozgrzeszał, przygotowywał na śmierć. Ranni powstańcy zawierzali mu wszystkie swoje pragnienia, prosili nawet, aby był przy ich operacjach – te, wykonywane przez dr. Kazimierza Cebertowicza, trwały niekiedy dzień i noc. „Nogi i ręce wynoszono koszami. Na razie nie można ich było pochować uczciwie, więc kładziono je do dołu” – wspominał ks. Wyszyński. W dramatycznych chwilach Powstania Warszawskiego starał się nieść opiekę duchową także żołnierzom niemieckim, węgierskim i ukraińskim.

„Siostra Cecylia”

Obecność i postawa duchownego najpierw w dniach powstańczej nadziei, a potem klęski była bardzo ważnym znakiem dla wszystkich osób w Laskach. S. Róża Szewczuk, która wtedy tam pracowała, wspominała, że ks. Wyszyński był spokojny i ufny w Opatrzność Bożą. Nigdy nie opuścił żadnego nabożeństwa. Nieraz były bardzo napięte sytuacje na zewnątrz, a w kaplicy normalnie odprawiały się nabożeństwa z takim spokojem, jakby się nic nie stało. Wiele osób zachowało w pamięci obraz kapelana – spokojnego, opanowanego, z niezachwianą wiarą. Sam wspominał tamte dni: „Czasami pociski obcinały gałęzie, a jednak nie tykały ludzi. (…) w czasie tych różnych pacyfikacji nie przestawaliśmy nigdy służyć Bogu w tej kaplicy. I chociaż niekiedy artyleria grała w ciągu dnia, gdy nadchodziła godzina 6 wieczorem, gdy odmawialiśmy tutaj różaniec, wszystko się uspokajało. Taki był jakiś dziwny harmonogram Opatrzności Bożej”.

W czasie wojny ks. Wyszyński, mieszkając w Laskach, prowadził także w Warszawie tajne nauczanie. Wykładał katolicką naukę społeczną i historię doktryn ekonomiczno-społecznych dla studentów z Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Ziem Zachodnich. Głosił też rekolekcje dla różnych grup społecznych. W celach konspiracyjnych przyjął pseudonim „siostra Cecylia”.

Prawo do ojczyzny

Powstanie zmieniło stosunek ks. Wyszyńskiego do Warszawy. Po latach pisał: „Od chwili Powstania nie mogę rozstać się z myślą, że po Warszawie trzeba chodzić z wielką czcią. Chodząc po ulicach stolicy, pamiętajmy, że jest to miasto, w którym zginęło 300 tys. warszawian. Najlepsza młodzież obmyła swoją krwią bruki tego miasta. Tak się miłuje. (…) Przez taką miłość zyskuje się prawo do ojczyzny”. Podczas otwarcia Wystawy Milenijnej w Warszawie, 23 czerwca 1966 r. mówił, że Warszawa, jako wielowiekowa stolica narodu – triumfującego i cierpiącego – najwięcej ucierpiała, zwłaszcza w czasie Powstania. Straciła wszystkie wartości kulturalne, stała się pod tym względem miastem niemalże młodym. „Powstanie Warszawskie i pożar powstańczej Warszawy to straszna katastrofa dla kultury narodowej!” W odbudowie zrujnowanej Warszawy prymas Wyszyński widział działanie Bożej Opatrzności. W przemówieniu do Prymasowskiego Komitetu Odbudowy Kościołów Stolicy, 30 kwietnia 1967 r. mówił: „W gronie tych, co miłują Warszawę, nie zabrakło ludzi, którzy miłowali ją w Bogu. Umiłowanie Boga przenieśli na to miasto, które padło miłośnie, broniąc najcenniejszego skarbu wolności i tylko miłością mogło być podźwignięte”.

Prymas Tysiąclecia przypominał w Zapiskach więziennych, że Kościół od początku modlił się za powstańców, bez różnicy światopoglądów i orientacji politycznych. „Przecież wszyscy wylewali krew czerwoną: i ci z Armii Krajowej, i ci z Batalionów Chłopskich, i ci z Armii Ludowej” – pisał w Komańczy. Przez to pokazywał, że Kościół próbuje pogodzić zwaśnione strony i zmniejszyć podziały wyrosłe w społeczeństwie polskim w czasie wojny i po niej.

Żarzący się tygiel miłości

W przemówieniu wygłoszonym 4 października 1961 r. w kościele św. Marcina w Warszawie Prymas przypomniał, że Ojciec Święty Pius XII modlił się za uczestników Powstania Warszawskiego, a o Warszawie mówił, że stała się wielkim „płonącym tyglem”. „Papież zanosił modlitwy, aby w żarzącym się tyglu spłonęło tylko to, co słabe i liche, a ocalało i oczyściło się to, co wielkie i szlachetne, co jest prawdziwym i największym dobrem – miłość” – mówił prymas Wyszyński.

Podkreślał, że Powstanie przypomina człowiekowi, że w jego naturę Bóg wpisał prawo do wolności. „Jest ono tak wielkie, że poruszyło nawet niebo i głosem swoim doszło do łona Trójcy Świętej, wstrząsając niejako wewnętrznym szczęściem samego Boga. Oto Ojciec Niebieski nie przyjął ofiar Starego Zakonu, składanych Mu ze zwierząt na Syjonie, ale Synowi swojemu ciało sposobił, ażeby Bóg Człowiek złożył je w obronie wolności swych braci. Przez krzyż, ofiarę z Ciała i Krwi swojej, Chrystus wyzwolił człowieka. Aż tak potężne jest prawo do wolności!”

Już pod koniec Powstania ks. Wyszyński, idąc przez las, zobaczył stertę spopielonych kart, przyniesionych przez wiatr. Na jednej z nich został niedopalony środek, a na nim słowa: „Będziesz miłował…” Zaniósł to do kaplicy, pokazał siostrom i powiedział: „Nic droższego nie mogła nam przynieść ginąca stolica. To najświętszy apel walczącej Warszawy do nas i do całego świata. Apel i testament…”

Łukasz Krzysztofka

pgw