Home / Historia / Katyń – wciąż otwarte pytania

Katyń – wciąż otwarte pytania

W kontekście ostatnich dokumentów selektywnie publikowanych na stronach internetowych Rosyjskiej Federalnej Agencji Archiwalnej, odnoszących się do strat wojsk sowieckich zadanych przez Armię Krajową w latach 1944–1945, które w rzeczywistości mogły być jedynie formą polskiej samoobrony zbrojnej, należy zadać pytania: jakie ogromne zbiory dokumentów dotyczących ludobójstwa katyńskiego skrywają jeszcze archiwa moskiewskie?

Kiedy Rosjanie przekażą stronie polskiej dokumenty przesłuchań jeńców wojennych z Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa, przeprowadzanych przez NKWD na przełomie 1939 i 1940 r. – dokumenty, dzięki którym będzie można poznać szczegółowe motywy tej haniebnej zbrodni? Należy pamiętać, że w Rosji „archiwa nie płoną”, tzn. można odnaleźć właściwe materiały, pomimo zapewnień władz o ich zniszczeniu.

Martyrologia Polaków na Wschodzie zaczęła się 17 września 1939 r. Ogromnych zagonów Armii Czerwonej nie mogły zatrzymać szczupłe siły Korpusu Ochrony Pogranicza, które podjęły heroiczną walkę z nowym agresorem. Obrona polskich strażnic granicznych trwała najczęściej od kilkunastu minut do kilku godzin, a pojmani po zakończeniu walk polscy żołnierze niejednokrotnie byli rozstrzeliwani przez czerwonoarmistów lub funkcjonariuszy NKWD. Zgrupowanie KOP gen. Orlika-Rückemana blisko dwa tygodnie zmagało się w zwycięskich bojach z formacjami sowieckimi. Jego rozwiązanie nastąpiło po bitwie pod Wytycznem, 1 października 1939 r. Część polskich żołnierzy i oficerów dostała się do sowieckiej niewoli. Następnego dnia w Lasach Pieczowolskich urywa się ślad po ok. 300 polskich pogranicznikach, wśród których byli m.in.: płk dypl. Tadeusz Różycki-Kołodziejczyk, dowódca brygady KOP „Polesie” i mjr Lucjan Grott, dowódca kompanii fortecznej „Tyszyca”. Czy ten kompleks leśny skrywa tajemnicę sowieckiej zbrodni wojennej?

Wkraczające na obszary wschodnich i centralnych województw jednostki Armii Czerwonej zagarnęły do niewoli od ok. 230 000 do blisko 400 000 polskich oficerów, podoficerów i szeregowych, pomimo że formalnie nie istniał stan wojny pomiędzy II Rzeczpospolitą a Związkiem Sowieckim. Warto przypomnieć, że w grudniu 1941 r. kapitan b.p. Piotr Soprunienko, szef Zarządu NKWD ZSRS ds. Jeńców Wojennych (UPW), sporządził dla Józefa Stalina notatkę dotyczącą byłych jeńców wojennych Armii Polskiej, przebywających w obozach NKWD. W ściśle tajnym piśmie wskazano m.in., że w wyniku działań wojennych 1939 r. oraz aneksji państw bałtyckich w 1940 r. do sowieckiej niewoli dostało się ok. 130 000 polskich żołnierzy i oficerów. Nadal aktualne pozostaje stwierdzenie emigracyjnego historyka Zbigniewa S. Siemaszki, że na ogromnych obszarach Związku Sowieckiego „przepadło” ponad 100 000 polskich wojennoplennych. Czy nadal mamy szansę na odnalezienie miejsc kaźni polskich żołnierzy września?

Już 19 września 1939 r. ludowy komisarz spraw wewnętrznych Ławrentij Beria podpisał rozkaz nr 0308, zgodnie z którym został ustanowiony Zarząd NKWD ZSRS ds. Jeńców Wojennych. Tragiczny los polskich jeńców wojennych z trzech specjalnych obozów NKWD, w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, został przypieczętowany 5 marca 1940 r. Tego dnia Biuro Polityczne Komitetu Centralnego WKP(b) poleciło organom NKWD rozpatrzyć w trybie specjalnym z zastosowaniem najwyższego wymiaru kary (rozstrzelania) „1) Sprawy znajdujących się w obozach dla jeńców wojennych 14.700 osób, byłych polskich oficerów, urzędników, obszarników, policjantów, agentów wywiadu, żandarmów, osadników i służby więziennej”. Rozpatrzeniem spraw polskich jeńców wojennych oraz wydaniem względem nich odpowiednich uchwał zajęła się tzw. trojka w składzie: tow. Wsiewołod Mirtkułow, Bachczo Kobułow i Leonid Basztakow. Według dokumentu UPW, sporządzonego pomiędzy 21 a 25 maja 1940 r. i podpisanego przez kpt. b.p. Piotra Soprunienkę, od 3 kwietnia do 16 maja 1940 r. funkcjonariusze obwodów smoleńskiego, kalinińskiego, charkowskiego NKWD dopuścili się ludobójstwa na 14 587 polskich jeńcach wojennych. Z obozu kozielskiego do Katynia przetransportowano 4404 osób, z obozu starobielskiego do Charkowa – 3896 osób, a z obozu ostaszkowskiego do Kalinina (obecnie Twer) – 6287 osób. Kaci z NKWD uśmiercali Polaków strzałem w potylicę oddawanym z bardzo bliskiej odległości z niemieckiego pistoletu Walther PP kal. 7,65 mm. Niekiedy oprawcy dobijali swoje ofiary przez pchnięcia czworograniastym bagnetem typu kłującego, który stanowił integralną część sowieckiego karabinu Mosin wz. 1891/30 kal. 7,62 mm. Ciała zamordowanych były grzebane w dołach śmierci w Katyniu, Piatichatkach i Miednoje.

Nadal przed historykami dziejów najnowszych pozostaje sprawa odkrycia prawdy o ok. 7300 Polakach figurujących na tzw. ukraińskiej i białoruskiej liście katyńskiej. Prawdopodobnie zostali oni zamordowani na wiosnę 1940 r. w więzieniach NKWD w Kijowie, Charkowie, Chersonezie oraz Mińsku i pogrzebani w Bykowni, Piatichatkach i Kuropatach. Czy w porzuconych bunkrach tzw. Linii Stalina, na starej granicy polsko-sowieckiej, również dopuszczano się ludobójstwa na polskich jeńcach wojennych w 1940 r.?

Dr Marcin Paluch

fot. demotywatory.pl

mm