Home / Opinie | Felietony / Każdy chce mieć dobrą starość
Czy dzisiejsze pokolenie 40-, 30-latków będzie mogło być tak szczęśliwe na swojej emeryturze? / fot. cnnturk.com

Każdy chce mieć dobrą starość

Polski sen o dostatnim życiu na emeryturze nie sprawdził się. Gotówka rządzi, podczas gdy portfele większości polskich seniorów są chude. Jak nigdy dotąd potrzeba spójnej polityki senioralnej, bo siwe tsunami może zatrząść w posadach porządkiem społecznym w wielu dziedzinach.

Nie ma polityki senioralnej, mimo że grupa starszych ludzi lawinowo rośnie, stając się poważnym problemem. Już teraz osoby powyżej 65. roku życia stanowią około 15% ludności Polski. Zdaniem demografów w 2030 r. będzie ich 23,8%. To nie żadna niespodzianka. Doraźne interesy przedkładano jednak nad perspektywiczną strategię modelu funkcjonowania społeczeństwa, w którym przecież żyją młodzi, starzy i ci w średnim wieku. Starość, choć wymaga uwagi, w ostatnich latach stała się nieobecna w publicznym dyskursie.

Telewizor, fotel i kapcie? Oj, nie… Wielu się czasowi nie daje: farbują włosy,
starają się nie odstawać od mody, dbają o kondycję fizyczną i psychiczną.
I szukają pomysłu na życie…

Polaków o siwych włosach masowo już widać na ulicy. Wielu się czasowi nie daje: farbują włosy, starają się nie odstawać od mody, dbają o kondycję fizyczną i psychiczną. I szukają pomysłu na życie, bo każdy chce mieć dobrą starość. Telewizor, fotel i kapcie? Oj, nie, coraz więcej seniorów wie, że musi się ruszać, bo w bezruchu szybciej grozi im niedołęstwo.

Starością rządzi lęk
Mówi się, że życie zacina się po czterdziestce, sypie po sześćdziesiątce, a w wieku 75 lat potrzebujemy już często pomocy drugiej osoby. Z tym bywa problem. – Ludzie starsi żyją w ciągłym strachu przed przyszłością i nieuchronnym zniedołężnieniem – mówi psycholog Maria Lehman, założycielka Stowarzyszenia po 60. – Ciągle zadają sobie pytanie, co z nimi będzie, czy ktoś się nimi zaopiekuje, jak już sami nie będą dawać sobie rady. Starości towarzyszy lęk. Z tym lękiem przyjdzie nam żyć coraz dłużej, w miarę jak wydłuża się średnia życia człowieka. W XX w. średnia przeżywalności się podwoiła. Można by się tym cieszyć, gdyby nie fakt, że miewa to przykre skutki zdrowotne, bowiem lata, które zyskujemy, najczęściej są naznaczone kalectwem, chorobami i demencją. Rosnąca grupa seniorów wymaga specjalistycznej opieki medycznej, bo po 65. roku życia pacjent ma nie jedną, a na ogół kilka chorób. Tymczasem w kraju mamy tylko 350 geriatrów, podczas gdy już teraz potrzebnych jest 1200, za mało „łóżek geriatrycznych”, ponieważ się nie opłacają. Niedoszacowanie procedur geriatrycznych sięga 30%. Nie tylko o leczenie chodzi. Potrzeba skutecznych działań profilaktycznych w zakresie zdrowia publicznego i edukacji społecznej.

Fala senioralnego tsunami narastała, ale PO przypomniała sobie o seniorach dopiero po ośmiu latach. Właśnie ta partia dokonała najwięcej spustoszeń w kryteriach wartości. Pamiętamy, że przed jej pierwszym zwycięstwem, kiedy PO robiła oko do młodych, rzucono niby dla zabawy hasło: „Zabierz babci dowód, niech nie idzie na wybory!” Antyobywatelskie, bo starszych przedstawiano jako wstecznictwo, hamulec rozwoju i moher. Premier Tusk po wygranej wykonał wówczas haniebny krok: obciął zasiłek pogrzebowy, pozostawiając starych wdowców i wdowy nieraz w dramatycznie trudnej sytuacji finansowej.

Ale gdy znikało poparcie „młodych, wykształconych, z wielkich miast”, na finiszu przed ostatnimi wyborami przypomniano sobie o armii seniorów jako ważnym elektoracie. Dopiero w końcówce drugiej kadencji zaczęto nagle głośno mówić o polityce senioralnej. Tym z najniższymi emeryturami rzucono, na zasadzie kiełbasy wyborczej, obietnicę jednorazowego dodatku 300–400 zł w marcu 2016 r. Powyborczy rząd PiS zadeklarował w ramach „nowego otwarcia” darmowe leki dla seniorów, którzy ukończą 75 lat. Nie chodzi jednak o gest, lecz o spójną politykę senioralną, której nie ma. Skończyć to się może z wielkim hukiem, bo żaden polityk w Polsce nie wybiega myślami dalej niż 4 lata.

Starość to przecież problem również młodych, pracujących,
którzy muszą troszczyć się o schorowanych dziadków i rodziców,
a jednocześnie coraz częściej w tym samym czasie sprawować
opiekę nad własnymi dziećmi.

Kto pyta, nie błądzi
Przed problemami dramatycznego starzenia się społeczeństwa nie ma ucieczki. Od tego, czy zdołamy wdrożyć programy opieki nad starzejącymi się ludźmi, zależeć będzie nie tylko rozwój społeczny, ale i gospodarczy. Również relacje międzyludzkie, ponieważ starość to przecież problem również młodych, pracujących, którzy muszą troszczyć się o schorowanych dziadków i rodziców, a jednocześnie coraz częściej w tym samym czasie sprawować opiekę nad własnymi dziećmi. Skąd ta kumulacja? Według statystyk coraz później młodzi zakładają rodziny i coraz później rodzą im się dzieci. Już dawno nie ma w Polsce następstwa pokoleń, bo przyrost naturalny jest ujemny. Problemy się nawarstwiają. Dlatego socjologowie mówią o pokoleniu sandwicza, obłożonym obowiązkami z obu stron i pożeranym za życia jak kanapka.

Nie sposób wydajnie pracować (a jeszcze się mówi o konieczności przyspieszenia innowacyjności!), gdy z jednej strony pracodawca wymaga elastyczności czasu pracy i zaangażowania na full, co w sytuacji wciąż wysokiego bezrobocia jest często „propozycją nie do odrzucenia”, z drugiej – zobowiązania rodzinne pracowników rosną. Także dlatego m.in. tak wielki opór wywołała decyzja o obowiązkowym wydłużeniu wieku emerytalnego. Dla kobiet o 7 lat! A są to lata, kiedy będące na emeryturze dzieci mogą zająć się opieką zarówno nad wnukami, jak i starymi rodzicami. O ile opieka nad dziećmi jest możliwa do przejęcia przez żłobki i przedszkola, opieka nad ludźmi starszymi została pozostawiona rodzinom, które często dewastuje finansowo i fizycznie, a bywa, że i moralnie. Bo sytuacja, gdy wszystkie obowiązki opiekuńcze spadają tylko na jedną osobę, jest nie do udźwignięcia. A na 400 000 osób z chorobą Alzheimera jest w Polsce tylko 12 specjalistycznych domów dziennej opieki.

Pieniądze to nie wszystko. Emigracja i ujemny przyrost naturalny już wystawiają rachunek. / fot. cnnturk.com
Pieniądze to nie wszystko. Emigracja i ujemny przyrost naturalny już wystawiają rachunek. / fot. cnnturk.com

Dopiero teraz zaczyna się dostrzegać konieczność inwestycji w domy opieki. I to w kategoriach biznesu. Miesięczny pobyt pensjonariusza to dziś wydatek rzędu 3500–6000 zł. Większości emerytów na to nie stać. Ale psycholodzy apelują do rodzin, aby seniorów nie odtrącać, bo w polskiej tradycji miejsce starego człowieka jest w domu przy rodzinie.

Rozwiązaniem są miejsca dziennego pobytu dla seniorów, gdzie mogą spędzać czas wśród ludzi, uczestniczyć w zajęciach, komunikować się, gimnastykować, by utrzymać sprawność do późnego wieku – niestety domów tych jest jak na lekarstwo. Ogólnodostępnych sal treningowych z programem dla seniorów również. W Polsce niecałe 10% starszych ludzi jest aktywnych fizycznie, w Niemczech to 35%, a w Szwecji – 60%. U nas nie mają jak i gdzie ćwiczyć pod okiem instruktora. A przecież opłacenie przez gminę sali i tegoż na zasadzie profilaktyki jest tańsze, niż leczenie następstw osteoporozy czy chorób układu krążenia.

Chcieliby uczyć się internetu, opanować nowe umiejętności, by jak najdłużej utrzymać w miarę dobrą kondycję intelektualną i za wcześnie nie wpaść w fazę otępienia, ale takie zajęcia to rzadkość i droga przyjemność. W małych miastach i na wsiach science fiction. Władze samorządowe chwalą się za to uniwersytetami trzeciego wieku, mało dostępnymi w stosunku do ogromnej liczby chętnych.

Profesor Roman Ossowski, psycholog z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, twierdzi, że człowiek jest dziś coraz bardziej samotny, potrzebuje bycia z innym. Mówi też, że starszy człowiek jest dziś bezradny wobec chwytów marketingowych. – Słyszy „30% taniej!” i nie wie, że to chwyt, a nie informacja. To wielki elektorat wyborczy, który musi rozumieć świat, żeby nie dać się nabrać. Warto go edukować – zaznacza profesor.

W rodzinach za mało mówi się o fazowości życia, dlatego młodym tak trudno zaakceptować starość. – Nie ma wychowania do starości – twierdzi pedagog, prof. Danuta Gielarowska-Sznajder. W jej oczach starzy ludzie to skarb, kopalnia wiedzy o przeszłości. Namawia, by uczyć dzieci zadawania dziadkom jak największej liczby pytań o losy rodziny, czasy ich młodości. Historia każdej rodziny to przecież cząsteczka historii Polski.

Pieniądze to nie wszystko
Emigracja i ujemny przyrost naturalny już wystawiają rachunek. Za chwilę bezlitosną fakturę do zapłacenia wystawią singlom życiowe wybory, których dokonali, przedkładając samorealizację i kariery nad założenie rodziny i związane z tym obowiązki. Nie wymyślono przecież lepszej instytucji wsparcia niż rodzina. Rodzina jest opoką dla młodych i starych. Kariera i pieniądze to nie wszystko.

W sytuacji kiepskiej opieki nad ludźmi starszymi warto upowszechniać formy samopomocy, budowanie więzi z seniorami w ramach wspólnot parafialnych i sąsiedzkich. Starsi chętnie pomagają sobie wzajemnie, odwiedzają się, spędzają wspólnie czas, dopingują do działania, tylko muszą być skrzyknięci i jakoś w tej współpracy zorganizowani. Póki zdrowie dopisuje, angażują się w modlitewne kółka różańcowe, pomagają zaniedbanej młodzieży, udzielając w parafiach korepetycji. – Są najwierniejszym wolontariatem hospicyjnym – podkreśla Krajowy Duszpasterz Hospicjów ks. Piotr Krakowiak. Wiedzą, że dobro rodzi się wtedy, gdy człowiek zapomina o sobie.

Alicja Dołowska

mk