Fot. Pixabay

Kościół kształtowany przez Indian

W Meksyku można doświadczyć, rzadko spotykanego gdzie indziej, szacunku wobec kapłanów i osób zakonnych. Kiedy odwiedzają dom, pozdrawia się ich słowami: „Mój dom jest twoim domem”.

Rok 1492 – dotarcia Krzysztofa Kolumba do Ameryki – był początkiem nowego rozdziału historii. Nastąpiło spotkanie dwóch światów: Europy, na początku głównie w wydaniu iberyjskim, i nowego dla Hiszpanów kontynentu, później nazwanego Ameryką. Spotkanie to było zaskoczeniem tak dla Europejczyków, jak dla rdzennych mieszkańców Ameryki. Kościół został wciągnięty w wir tych wydarzeń dziejowych i stanął przed ogromnym wyzwaniem ewangelizacyjnym. Co zrobić, żeby świat indiański przygotować pod zasiew Ewangelii? Jak zbawienie objawione przez Jezusa Chrystusa może się stać dziedzictwem ludów indiańskich? Ewangelizacja ludów Ameryki – wcielenie depozytu wiary i tradycji Kościoła w kulturę Indian – była zadaniem tak trudnym, że wydawało się ponad ludzką miarę. W procesie tym najbardziej twórczy wśród krajów Ameryki okazał się Meksyk. Z perspektywy wieków widać, że tam ewangelizacja przyniosła bardzo trwałe i widoczne owoce. Kościół od początku, mimo wielu problemów, dostrzegał wielki potencjał religijny Indian.

Kościół owocem pierwszej ewangelizacji

Wraz z hiszpańskimi konkwistadorami, którzy podporządkowali sobie ludy indiańskie, Kościół rozpoczął ewangelizację. Pierwsze generacje misjonarzy to głównie zakonnicy. Najpierw przybyli do Ameryki franciszkanie, potem dołączyli dominikanie i augustianie. Od początku uświadomili sobie ogrom zadań, jakie przed nimi stały. Nie ma wątpliwości, że misjonarze odznaczali się wielkim zapałem i byli, jak na tamte czasy, dobrze wykształceni. Szybko uczyli się miejscowych języków. Już w 1553 r. założyli w Meksyku pierwszy uniwersytet, którego celem były studia Europejczyków nad miejscową kulturą, a miejscowej ludności nad kulturą europejską. Mimo to misjonarze nie zawsze mogli przekroczyć ograniczenia własnej mentalności. Jako oczywistą przyjmowali wyższość własnej kultury nad kulturą Indian, którą mimo wielu atrakcyjnych stron, uznawali za „barbarzyńską”. Oprócz niesienia misji religijnej uważali się za promotorów „cywilizowania barbarzyńców”. Przykładem może być pierwszy biskup w dzisiejszym Meksyku, Juan de Zumarraga, któremu trudno było traktować jako równego sobie Indianina Juana Diego Cuauhtlatoatoatzin. Jeszcze trudniej było mu uwierzyć w prawdziwość przesłania, które Indianin otrzymał od Matki Bożej. Przybyszom z Europy niełatwo było zaakceptować fakt, że reprezentant „pogańskiej”, a więc niższej i mniej wartościowej, kultury ma dla Hiszpanów przesłanie religijne. To napięcie istniało przez pokolenia, a jego konsekwencje były nieraz bolesne i dramatyczne.

W tej wymagającej i skomplikowanej sytuacji z pomocą przyszła Maryja. Jej objawienie się w 1531 r. Indianinowi Juan Diego Cuauhtlatoatoatzin na peryferiach stolicy Meksyku, w Guadalupe, nadało ewangelizacji kierunek, który mimo ludzkich błędów kształtował nowy obraz Kościoła. Maryja z Guadalupe stała się ikoną Kościoła meksykańskiego. Ciemnoskóra Madonna (Virgen Morenita) to połączenie rysów kobiety europejskiej i indiańskiej. W Jej twarzy i oczach odbijają się cechy dwóch światów. Jej postać uświadomiła zarówno Indianom, jak i Europejczykom, że spotkanie dwóch światów niekoniecznie musi się zamienić w konflikt. Możemy powiedzieć, że dzięki Virgen Morenita na gruncie meksykańskim następowała twórcza integracja dwóch kultur. Ludzie od razu uchwycili sens tego przesłania. Dlatego też od początku pielgrzymowali do tego miejsca potomkowie Hiszpanów i Indian, dostrzegając w Niej swoją Matkę, Przewodniczkę i Pośredniczkę.

Meksyk był w wicekrólestwie Nowej Hiszpanii krajem uprzywilejowanym. Nową Hiszpanią nazwali Hiszpanie w 1521 r. najpierw Meksyk, do którego później dołączyły inne skolonizowane terytoria, nawet Filipiny. Nowa Hiszpania przetrwała do 1821 r., kiedy to Meksyk stał się niepodległym państwem. Do Meksyku byli wysyłani najznamienitsi zarządcy, misjonarze i artyści. Do dziś zadziwiająca jest sztuka XVI i XVII w. na terenie tego kraju. Hiszpański barok został zsynchronizowany z elementami sztuki indiańskiej w rzeźbie, malarstwie, a nawet w architekturze. Przykładem może być urocze miasteczko Cholula, gdzie miała miejsce decydująca bitwa Hernana Cortesa z Aztekami. W mieście tym zbudowano kilkadziesiąt kościołów, które są istnymi perełkami sztuki barokowo-indiańskiej.

Ku tożsamości narodowej

Kościół włączył się w proces walki o niepodległość Meksyku, chociaż wyższe sfery duchowieństwa do idei niepodległości odnosiły się z wielką rezerwą. Jednym z ojców niepodległości był ks. Miguel Hidalgo, który rozpoczął batalię w 1810 r. w Guadalupe. Przetrwało w pamięci narodowej jego zawołanie: „Niech żyje nasza Pani z Guadalupe, a śmierć złemu rządowi i śmierć gachupines [pogardliwa nazwa Hiszpanów]”. Tym zawołaniem każdy prezydent rozpoczynał swoje przemówienie w święta narodowe, nawet w czasie prześladowań Kościoła. Zwyczaj ten przetrwał do dziś. Hidalgo w krótkim czasie zdołał zmobilizować parędziesiąt tysięcy ochotników do walki o niepodległość, która urzeczywistniła się w 1821 r.

W imię Matki Bożej z Guadalupe rozpoczynały się ważne wydarzenia odnowy życia społecznego i narodowego. Jako przykład może posłużyć powstanie chłopskie, które zapoczątkował Emiliano Zapata (1879–1919). Chłopi podjęli walkę, by złagodzić jarzmo niesprawiedliwego traktowania i niewolniczego wyzysku przez właścicieli ziemskich. Tak samo w latach 20. XX w. pod sztandarami Matki Bożej z Guadalupe bronił Kościoła przed okropnymi prześladowaniami ruch Cristeros. Kościół stał się wyrazicielem nadziei społeczno-narodowych, a Matka Boża w Meksyku była inspiracją do wołania o sprawiedliwość społeczną. Ciemnoskóra Dziewica z cudownego obrazu z sanktuarium w Guadalupe ma wiele wspólnego z Matką Bożą Jasnogórską.

Lata po odzyskaniu niepodległości były okresem zmagania się o kształtowanie tożsamości narodowej i ułożenia relacji pomiędzy państwem i Kościołem. Zaczęły się rządy elit meksykańskich nie tylko nieżyczliwych, ale nawet wrogich Kościołowi. Kościół niesłusznie był utożsamiany z epoką kolonialną. Najpierw, częściowo słusznie, odebrano mu przywileje z poprzedniej epoki. Później wprowadzano coraz to nowe prawa o charakterze antyklerykalnym i antykościelnym, np. księżom zabroniono zarządzania finansami stowarzyszeń, nawet religijnych, przyjęto zakaz budowy kościołów. Miało to jednak i pozytywny aspekt. Powstawały stowarzyszenia i organizacje świeckich, które przejmowały odpowiedzialność za życie eklezjalne, szczególnie w parafiach.

W 1876 r. prezydentem Meksyku został gen. Porfirio Diaz. Rządził z czteroletnią przerwą do 1911 r. Za jego prezydentury zmieniło się nastawienie władz do Kościoła. Zmierzał do pokojowego uregulowania relacji państwo–Kościół. Pojawiła się prasa katolicka i Kościół postawił na katechezę wiernych, szczególnie w środowiskach wiejskich.

Bohaterstwo wierzących w czasach prześladowań

Wiek XX był dla Kościoła w Meksyku czasem trudnym, a nawet dramatycznym. Zaczęły się prześladowania wierzących. W 1917 r., za prezydentury Plutarcha Eliasza Calles uchwalono nową konstytucję, która odebrała Kościołowi osobowość prawną. Parafie i organizacje katolickie pozbawiono własności, budynki kościelne zostały upaństwowione, wprowadzono całkowity zakaz kultu poza świątyniami, księży pozbawiono prawa do wypowiadania się w sprawach politycznych. W niektórych stanach wydano nawet prawo, zgodnie z którym do sprawowania kultu dopuszczano tylko żonatych. To zaledwie niektóre z praw antykościelnych. Prześladowania Kościoła doprowadziły do zbrojnego powstania zwanego cristiada (1926–1929). Obrońcy Kościoła, cristeros, w imię Chrystusa Króla bronili wolności religijnej. Niestety powstanie zostało krwawo stłumione. Według niektórych statystyk konflikt ten pochłonął ok. 250 000 ofiar śmiertelnych. Kościół beatyfikował licznych obrońców wiary, wśród nich 15-letniego José Sáncheza del Río (1913–1928), najmłodszego bohatera katolickiego ruchu oporu.

Ten prawny status Kościoła, wyrażający się także w zakazie obecności Kościoła w sferze publicznej, w tym w mediach, formalnie trwał aż do 1992 r. Dopiero wtedy cofnięto zakaz używania w radiu takich słów, jak: Bóg, Kościół kapłan, religia itd. Wtedy też rząd meksykański nawiązał stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską. Momentem zwrotnym w relacjach państwo–Kościół był wizyta Ojca Świętego Jana Pawła II w 1979 r. w Meksyku, dokąd przybył, by wziąć udział w Zgromadzeniu Ogólnym Konferencji Episkopatów Ameryki Łacińskiej (CELAM). Odtąd w państwie zaczęły następować przemiany instytucjonalne i powolna zmiana nastawienia wobec Kościoła. Spontaniczne zachowanie papieża na spotkaniu z wiernymi, a także spotkanie z prezydentem państwa dały do zrozumienia rządzącej od 1917 r. Partii Rewolucji Instytucjonalnej (Partido Revolucionario Institucional, zresztą partia trzy razy zmieniała swoją nazwę), że antykościelne zarządzenia konstytucji nie mają sensu.

Lud meksykański mimo prześladowań pozostał wierny Kościołowi, głównie dzięki Matce Bożej z Guadalupe. Wiara nie osłabła, a nawet się umocniła. Kapłani, zakonnicy i zakonnice wykluczeni z życia społecznego byli traktowani przez lud z wyjątkową serdecznością i szacunkiem. Dzięki Bogu w Meksyku nie brakowało, i nadal nie brakuje, powołań do kapłaństwa i życia zakonnego. Właśnie tam można doświadczyć, rzadko spotykanego gdzie indziej, szacunku wobec kapłanów i osób zakonnych. Kiedy odwiedzają dom, pozdrawia się ich słowami: „Mój dom jest twoim domem”.

***

Wiek XXI przyniósł Kościołowi w Meksyku powiew wolności religijnej. Pojawiły się jednak nowe wyzwania. Oprócz szerzących się na całym świecie wpływów dyktatury liberalizmu Meksykanie muszą stawić czoło silnej emigracji, głównie do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Bieda doskwiera dużej części społeczeństwa meksykańskiego. Setki tysięcy ludzi opuszczają kraj „za chlebem”, by szukać lepszego życia. To bardzo bolesne dla Kościoła, że tylu ludzi musi opuszczać ojczyznę. Meksykanie jednak, również na obczyźnie, silnie trwają nie tylko przy swoim języku, ale i przy tradycji religijnej. Razem z nimi wędruje do nowej ojczyzny wizerunek Virgen Morenita, Matki Bożej z Guadalupe.

Meksykanie coraz boleśniej odczuwają pochłaniający tysiące ofiar handel narkotykami. Handlarze stają się coraz bardziej bezwzględni. Już w 1993 r. na lotnisku w Guadalajarze został zastrzelony przez kartel narkotykowy kard. Juan Jesús Posadas Ocampo, ponoć przez pomyłkę. Dzisiaj kartele narkotykowe szerzą terror wśród mieszkańców i korumpują nawet kręgi rządowe. To bardzo bolesna i krwawiąca rana społeczeństwa meksykańskiego. Ufajmy, że silna wiara, która przetrwała setki lat, i Maryja pomogą wyzwolić naród i z tej niewoli.

Historia Kościoła na ziemi meksykańskiej jest nierozdzielnie związana z Matką Bożą z Guadalupe. Losy narodu splatają się z sanktuarium w tym wyjątkowym dla Ameryki genius loci. Meksykanie wierzą, że Maryja pomoże im trwać przy Jej Synu Jezusie Chrystusie, Ona jest źródłem nadziei na przyszłość.

O. Konrad Keler SVD

mak

 

Zobacz także w e-civitas:

O kłopotliwej świętości

Każdy, kto zapoznał się choć z częścią bogatego dorobku literackiego Zofii Kossak-Szczuckiej, musi przyznać, że jej …