Home / Opinie | Felietony / „Książki, których gdzie indziej nie ma”
Fot. Marta Kowalczyk

„Książki, których gdzie indziej nie ma”

W  tym  roku  przypada  70.  rocznica  utworzenia  Instytutu  Wydawniczego  Pax.  Jak  pan  jako  pisarz ocenia rolę Pax-u w niełatwych latach PRL?

Bardzo    wyraźnie    odróżniam  wydawnictwo  od  organizacji.  Jednak  oceniam  samą  organizację  i  jej  działania  polityczne  również  w  kontekście  ceny, jaką w tamtych czasach mu-siała  zapłacić.  Choć  też  nie  oceniam   jednoznacznie   negatywnie.  Koronnym  dowodem  na  to,  że  PAX  zrobił  wiele  dobrego,  jest  to,  że  jednak  ocalono  wiele  dzieł  i talentów literackich. PAX wielu twórcom  pomógł.  Pamiętam  jak  mnie Marek Hłasko, z którym się przyjaźniliśmy,  a  mieliśmy  wtedy po 20 lat, prowadził do stoiska PAX-u  jeszcze  kiedy  targi  książki  odbywały  się  w  Alejach  Ujazdowskich. Ciągnął mnie, mówiąc, że tylko tam dostaniemy książki, których gdzie indziej nie ma.

Rzeczywiście PAX był limitowany, jak wszyscy, ale starał się doprowadzić do wydania wielu dzieł pisarzy gdzie indziej niechcianych. Zdołał pomóc Romanowi Brandstaetterowi, bardzo ważnemu pisarzowi, Stanisławowi Rembekowi. Ocalono w pamięci też twórczość Zofii Kossak, chociaż myślę, że ona nie była aż w tak dramatycznej sytuacji finansowej jak chociażby Rembek czy Brandstaetter, którzy nie byli gdzie indziej wydawani, i gdyby nie PAX, byłoby fatalnie.

Wydawnictwo oceniam bardzo wysoko. Dla mnie – dzięki pani Janinie Kolendo, moim zdaniem znakomitemu wydawcy, zrobiło bardzo dużo. A co więcej, w tym wydawnictwie zawsze próbowano trochę rozwijać pisarzy. Dostawało się stamtąd dużo cennych lektur. Poza tym, nikt niczego nie wymuszał, nie miałem poczucia, że mam do czynienia z urzędem. Fakt, że parę moich książek było przez PAX wydanych, jest dla mnie ważny.

Jak się spojrzy na pisarzy mojego pokolenia, którzy przeszli przez PAX, tak jak Staszek Grochowiak, Terlecki, Krzysztoń, Łukaszewicz, jak przeszli inni, to widać, że odróżniali się od tych z Koła Młodych Związku Literatów Polskich, którzy ulegli indoktrynacji politycznej, bo PAX-owcy dzięki innemu ukształtowaniu, wykazywali się dużo lepszym przygotowaniem intelektualno-filozoficznym.

W nas w latach 1953–1954, kiedy trwał ten straszny okres, ładowano prymitywny marksizm i robili to nawet wielcy pisarze, którzy mieli wówczas inne zapatrywania. PAX-owcy mieli w tam-tym czasie bardzo odbiegające jakością podstawy wykształcenia. Dla nich twórczość Jerzego Lieberta była oczywista, pod-czas gdy ja musiałem się o niej dowiadywać, szukając. Nie mówiąc o wielu innych pisarzach przemilczanych.

Ernest Bryll

/md